Sztuczka Wildsteina

20 Październik 2010

W pierwszych dniach października odwiedził mnie znajomy, pzyszedł na pogawędkę. Pod koniec wizyty nieśmiało zapytał: „czy przeglądałeś internetową listę Wildsteina?” Odpowiedziałem że nie, słyszałem o niej, ale nie wchodziłem, nie miałem takiej potrzeby. „Czy wiesz – kontynuuje znajomy – że na tej liście jest twoje nazwisko”?

Oczywiście poczułem się jak dźgnięty sztyletem, jednak z trudem maskując wzburzenie, powiedziałem zgodnie z prawdą, że wiem o niej ale do niej nie zaglądałem. Poganiany ciekawością, włączyłem komputer, wrzuciłem hasło i po ukazaniu się tytułu poniżej, zaczynam zapoznawanie się z nią. Już po przeczytaniu wprowadzenia, pytam znajomego czy czytał listę od pierwszej linijki. Znajomy wyjaśnia że studiowanie listy Wildsteina zaczął po informacji znajomych od poszukiwania mego nazwiska.

Kiedy odczytał wprowadzenie, zdumiał się wielce, że tak łatwo tą prostą sztuczką dał się wyprowadzić w pole.

Przytaczam tu fragmenty dokumentu internetowego, zatytułowanego jako:

„LISTA IPN – (Lista Wildsteina)

źródło: lista.freewebpage.org. (9.10.2009)

UWAGA! Jeśli zaczniesz uważać kogoś za kapusia tylko dlatego, że jest na poniższej liście to jesteś głupi/głupia.

Są tu rozmaite nazwiska, tajnych współpracowników, zawodowych ubeków, kandydatów na współpracowników oraz osób pokrzywdzonych. Gazeta Wyborcza rozreklamowała listę Wildsteina jako “ubecką listę”. W zasadzie… w większości składa się ze złych ludzi, ale pamiętaj – nawet najbardziej rzadkie nazwisko może nosić kilka osób”.

Poniżej wpis z następnej listy:

Źródło: http://www.listaipn.pl/ (data jw.)

UWAGA!

Proszę pamiętać, że nawet najrzadsze imię i nazwisko może się powtórzyć, zatem jest prawdopodobne, że osoba z listy nie jest tą, której szukamy.

Proszę też pamiętać, czego dotyczy ta lista. Nie są to tylko agenci, ale również kandydaci na agentów, etatowi oficerowie oraz osoby prześladowane i pokrzywdzone. Osoby tu widniejące mogą więc być równie dobrze agentami bezpieki lub bohaterami podziemia.

Lista jest uporządkowana alfabetycznie w plikach tekstowych.

I dalej:

UWAGA: Niniejsza strona nie została stworzona w celach politycznych ani ideologicznych. Jej cel jest wyłącznie informacyjny. Przedstawia ona listę, która jest wierną kopią list opublikowanych w internecie. Nazywana jest ona “listą Wildsteina” od nazwiska dziennikarza, który ją zdobył, jednak nie można mieć gwarancji, że na liście tu zamieszczonej, która nie pochodzi bezpośrednio od Pana Wildsteina, lecz jest wersją on-line listy krążącej po sieci internet, znajdują się dokładnie te same nazwiska co na faktycznej liście IPN…..”.

Przeczytawszy powyższe uwagi na temat „Listy Widsteina” a szczególnie ostatnią sekwencję, w której (jak sądzę pochodzącą ze zbliżonych do p. Widsteina kół) wyjaśniony został cel upublicznienia w/w listy. Oto dowiadujemy się że… została udostępniona „nie w celach politycznych ani ideologicznych. Jej cel jest wyłącznie informacyjny”. To jasne że chodzi o informację, tylko że ta informacja niczego nie wyjaśnia. Chciałoby się wiedzieć komu i do czego potrzebna jest ta informacja? O czym ma ona informować, skoro nie zawiera ona wyraźnej kategoryzacji? Cóż za pożytek może mieć ktokolwiek z wykazu losowo zestawionych i dokładnie zmiksowanych liczb, parzystych i nieparzystych, rzeczywistych i urojonych, dodatnich i ujemnych, całkowitych i ułamkowych?

Uważam że, publikowanie informacji, która niczego nie wyjaśnia, jest zabiegiem bezsensownym i każe podejrzewać cel utajony. Pan Wildstein nie jest matołem i musiał sobie doskonale zdawać sprawę że, wtłoczenie w te same rubryki danych personalnych agentów SB na przemian z danymi o ich ofiarach, spowoduje że pokrzywdzeni będą w opinii publicznej funkcjonować jako agenci a agenci SB, jako pokrzywdzeni. Ta oczywistość, każe podejrzewać, że intencje pana Widsteina były właśnie takie.

Pan Widstein, znany ze swej bezkompromisowości w zabiegach o lustrację, rzec można pasjonat lustracji, obeznany z tematyką jak mało kto, nagle zapomina komu ta lustracja ma przyznać rację i przywrócić godność (pokrzywdzonym). Wystawia jednak pokrzywdzonych na widok publiczny jako agentów. Ale oczywiście nie wszystkich, tylko tych, którzy z jakichś powodów narazili się korporacji żydowskiej. Mało tego, z rejestru „wycięci” zostali agenci pochodzenia żydowskiego.

Niczego nie zmienią wstępne uwagi, kogo umieszczono na „Liście Wildsteina”. Kto bowiem czyta uwagi wstępne, skoro GW ogłosiła, że lista ta zawiera spis agentów, „każdy nurkuje” do nazwisk. Dziwnie zastanawiające było to wspóldziałanie, jeden publikuje listę nielubianych osób a drugi pisze że to agenci. Mimo że pan Wildstein deklarując wrogość wobec GW, harmonijnie z nią wspóldziała w wiadomym celu.

Na zakończenie dowiadujemy się, że faktycznie nie wiemy czy mamy przed sobą prawdziwą listę IPN czy falsyfikat. Ale tak czy tak, samo wymieszanie winnych i zasłużonych bez ich rozróżnienia, eliminuje pana Wildsteina z rejestru sprawiedliwych stojących niewzruszenie „po stronie prawdy”.

Oczywiście nie da się wykluczyć, że tą „listę niezgody” wygenerował IPN pod podejarzanym od początku do końca, kierownictwem prof. Kieresa i jego najbliższych ideowo „autorytetów” prof. prof. Friszke i Paczkowskiego. Jednak dla zmylenia nas, do upublicznienia „listy niezgody narodowej”, potrzeba było swojego ale uwiarygodnionego publicznie Wildsteina.

Moja rozmowa z Tadeuszem na tematy agentów i ich ofiar, zakończyła się, kiedy okazałem mu wyrok z Sądu Rejonowego w Lublinie, przyznający mi odszkodowanie, jako pokrzywdzonemu za lata stanu wojennego [kopię tego pisma załączam poniżej].

Aby się upewnić czy tę listę przygotował rzeczywiście Bronisław Wildstein, czy tylko firmował ją swym nazwiskiem, sprawdziłem czy są na niej inne osoby z przeszłoscią agenturalną jak Kwaśniewski czy Bartoszewski i wielu innych, jak również parę osób pokrzywdzonych, których znałem. Zacząłem od pokrzywdzonego Bronisława Wildsteina. Wiadomo z mediów, że tyle ucierpiał i nigdy niczego nie podpisywał, a więc uważałem, że jest pokrzywdzonym. Niestety, na próżno szukałem – na tej liście – Wildsteina nie ma! Nie ma również na tej liście wielu ciekawych postaci… między innymi: Lecha Wałęsy, Aleksandra Kwaśniewskiego, Jacka Kuronia, Adama Michnika, Lecha Kaczyńskiego, Jarosława Kaczyńskiego, Bronisława Geremka, Tadeusza Mazowieckiego, Włodzimierza Cimoszewicza, Leszka Balcerowicza, Donalda Tuska, Waldemara Pawlaka, Władysława Bartoszewskiego, Janusza Onyszkiewicza, Władysława Frasyniuka, Andrzeja Olechowskiego, Leszka Millera, Stefana Niesiołowskiego, Anny Suchockiej, Jerzego Buzka i wielu innych znanych osobistości. Jest natomiast Józef Oleksy. Ten ostatni, parę lat temu, o Kwaśniewskim wyraził się: „’Alek’ to mały krętacz”, więc na liście Wildsteina Oleksy figuruje.

Sięgam dalej. Sprawdzam moich kolegów z internowania, którzy siedzieli do końca – znalazłem tylko kilkunastu, a internowanych było około stu dwudziestu, a gdzie reszta, powinni być jako pokrzywdzeni. Niestety nie ma.

Szukam paru nazwisk internowanych, których znam a którzy mają też wyroki sądowe, jako pokrzywdzeni – nie widzę tych nazwisk na liście Wildsteina, a powinni być, przecież są pokrzywdzeni.

Następnie szukam pięciu nazwisk, którzy podpisali współpracę a w zamian Święta Bożego Narodzenia spędzali z rodziną w domu. Tak na marginesie. Nie mam do nich większego żalu, nie. Podpisali, ponieważ nie wytrzymali psychicznie „wałkowania” co trzeci dzień przez SB, podczas internowania. Okazuje się że, też ich nie ma na liście Wildsteina.

Teraz, wydaje mi się że, Pan Widstein jest kółeczkiem w mechanizmie skłócania społeczeństwa polskiego, dyskredytacji tych, którzy złamać się nie dali ani „jaruzelitom” ani „nowym niepolskim elitom”. Zaś rola Wildsteina, wykreowanego w oczach Polaków, na czołowego opozycjonistę, miała uwiarygodnić ją przez przydanie do niej jego nazwiska. Sądzę, że lista ta została sporządzona przez kogo innego za wiedzą i zgodą żydowskiego „guru” – Michnika.

A więc jakaż to lista? Biorąc to wszystko pod uwagę, dochodzę do ciekawego wniosku, że jednak lista Wildsteina została sporządzona dla potrzeb ideologicznych w celu dalszego utrzymania Polaków w stanie otumanienia, co można osiągnąć przez podsycanie wzajemnej nieufności. Brak zaufania do innych, uniemożliwia ich organizowanie się i wspólne działanie, które może zostać skierowane przeciw faktycznym sprawcom naszych narodowych nieszczęść.

Po tym zdarzeniu uznałem, że moje dobre mniemanie o panu Wildsteinie było błędne, a przynajmniej nieuzasadnione. Pana Widsteina osobiście nie znam a wiedzę o nim czerpałem z mediów, które okazały się jak i pan Wildstein – mało wiarygodne.

Teraz też uważniej patrząc na telewizyjne popisy Pana Wildsteina, odnoszę wrażenie że do rozliczenia UB-ecji, deklarowanej pasji jego życia, właściwie nic nowego nie wnosi, poza „biciem piany” z tworzywa, które jest nam znane od lat 20–tu. Ba, dostrzegam nawet pewne podobieństwo w stylu realizacji swych celów, między panem Wildsteinem a Gazetą Wyborczą. Najpierw zapowiedź, powalającego na kolana swą treścią artykułu czy programu a realizacją zapowiedzi to „mamłanie” tego co wszyscy wiemy i skuteczne „zamotanie” tego co wiedzieć powinniśmy.

Tak więc Żyd, dowolnej barwy politycznej, niezależnie od tego czy to jego naturalna barwa, czy „czapka niewidka”, zachowuje cechy właściwe swej nacji tj. przewrotność, przebiegłość i wrogość wszystkiemu co gojowskie.

Henryk Pawelec

Poniżej kopia wyroku sądowego przyznająca mi odszkodowanie jako pokrzywdzonemu w stanie wojennym:

 Wyrok_HP

P.S. Zainspirowany uwagami znajomych, zdecydowałem się na uzupełnienie artykułu o „Liście Wildsteina” w formie „post scriptum”, nie naruszając struktury tekstu.

Analizując problematykę „Listy Wildsteina”, nie dostrzegłem jej przyszłych postaci, które mogą spełniać całkiem inne zadanie. Wystarczy z tej listy „wyciąć” wstęp i otrzymamy gotową listę agentów SB, rzekomo zarejestrowanych w IPN. Zresztą fałszywki Listy Wildsteina właśnie w takiej „wykastrowanej” postaci już „wiszą” w internecie. A sama lista jest jakby stworzona celowo do takiej przeróbki, przez perfidnych jej autorów.

I właśnie z 99 procentowym prawdopodobieństwem można przyjąć, że o to właśnie pomysłodawcom tej listy chodziło. „Oni” wiedzą, że taką manipulacją kreuje się historię, którą później „sączy” się do szkół. Autorzy mają wiele tysięcy lat doświadczeń głoszenia kłamstwa jako prawdy.

 

=================================================================================

Wildstein sam o sobie

 

Ojciec Bronisława Wildsteina był Żydem, przedwojennym komunistą, powojennym działaczem PZPR, komendantem szpitali wojskowych w stalinowskiej „Polsce”. Zmarł na raka, po wysłaniu go w ramach antysemickiej nagonki na przymusową emeryturę w 1967 roku. Matka była polską chłopką, wielką filosemitką, działaczką PZPR przez cały okres stalinizmu. Odeszła z partii komunistycznej w 1956 roku na fali destalinizacji.

Bronisław w dzieciństwie był prześladowany przez polskie dzieci za to że był Żydem. Wychowywał się w rodzinie ateistycznej. Ojciec był niewierzącym, a matka nienawidziła Boga. Młody Wildstein wielokrotnie brał udział w bójkach. Bił nauczycieli, antysemitów. Bójki, chuligaństwo, kiepskie wyniki w nauce, kontestacja, zakończyły się dla niego dozorem kuratora – po pobiciu milicjanta w stanie upojenia alkoholowego.

Wyniszczający tryb życia kontynuował na studiach, które rozpoczął na początku lat siedemdziesiątych. Kiepsko się uczył, kontestował, nadużywał alkoholu i narkotyków. Na studiach zaprzyjaźnił się z Stanisławem Pyjasem i Lesławem Maleszką.

W wywiadzie dla Michała Karnowskiego i Piotra Zaremby, Wildstein bardzo dokładnie opisuje: znajomość z Pyjasem i Maleszką, zabójstwo Pyjasa przez SB, próby ustalenia konkretnych sprawców zabójstwa przyjaciela, agenturalną działalność Maleszki, pierwsze struktury opozycyjne, działalność w opozycji, konflikty w opozycji, lata siedemdziesiąte w PRL. Wspomina PRL i III RP., walkę środowiska gazety wyborczej i Tygodnika Powszechnego z lustracją. W tych opowieściach znajduje się wiele informacji o wielu znanych osobach. Moczulskim, Kuroniu, Michniku, Januszu Korwin Mike. Janie Widackim który w III RP był adwokatem eksperta SB w sprawie zabójstwa Pyjasa. Januszu Atlasie który szerzył w PRL kłamstwa o śmierci Pyjasa. Andrzeju Milczanowskim. Krzysztofie Kozłowskim. A nawet Antonim Macierewiczu który nie chciał ujawnić akt SB o sprawie Pyjasa, by nie dopuścić do ujawnienia agentury SB w kościele. Z opowieści Wildsteina wynika że idealizm antykomunistycznej opozycji, ścierał się podczas dyskusji opozycjonistów z nomenklaturą, z cynicznym pragmatyzmem wyjałowionych z ideologii partyjniaków.

Bronisławowi Wildsteinowi nie udaje się zdobyć wyższego wykształcenia. W 1978 roku zawarł związek małżeński. W 1980 roku z żoną wyjedzą w podróż po Europie zachodniej. Podobnie jak w PRL tak też i na zachodzie na wstrząsająco skromną wegetacje zarabia pracą fizyczną. W Europie zachodniej najczęściej spał na ulicach i nie miał środków na jedzenie. Podczas podróży przez Austrię, Niemcy, Szwecję i Francję, nieustanie spotyka się z zachodnioeuropejskimi działaczami lewicy. Pomimo ich zainteresowania Solidarnością, był zaszokowany głupotą zachodnioeuropejskich lewaków – opis stosunku zachodnioeuropejskich polityków i ich postawy wobec Solidarności czy komunizmu zdecydowanie zasługuje na rozwinięcie w nowej książce. Powrót do PRL uniemożliwiło Wildsteinowi wprowadzenie stanu wojennego.

Wymuszoną emigracje Bronisław Wildstein spędził we Francji. Dzięki ogromnej pomocy Francuzów dla Solidarności wydawał emigracyjne pismo „Kontakt”. We Francji żył wśród Polonii bez kontaktów z Francuzami. W swoim wywiadzie opisuje swoją znajomość: z Giedroyciem, Czapskim, Herlingu Grudzińskim, starą i solidarnościową opozycją. W Kontakcie do 1987 roku publikował swoje dość lewicowe artykuły. Po rozstaniu się z tym czasopismem pracował w paryskim oddziale RWE, jak sam stwierdził przedstawicielami uciśnionych narodów byli Żydzi z krajów bloku sowieckiego.

W 1983 roku rodzi się jego pierwszy syn Dawid, w 1988 drugi. W trakcie pobytu we Francji zostaje zaproszony do masonerii. Jest wolnomularzem Wielkiej Loży Narodowej. W przeciwieństwie do ateistów z Wielkiego Wschodu wierzy w Wielkiego Architekta. W masonerii nawiązał relacje z wieloma ciekawymi ludźmi. Po powrocie do III RP kontynuował działalność w polskiej masonerii. Wildstein do masonerii wstąpił w poszukiwaniu „wiedzy ezoterycznej, do której dochodzi się poprzez wtajemniczenia”. Z czasem działalność w loży przestała go zajmować, uśpił się, i pozostaje lojalnie dyskretny wobec swoich braci. Twierdzi że spisek masonerii to bzdura.

Wildsteinowi towarzysko związanemu ze środowiskiem Mazowieckiego i zaczadzonemu propagandą gazety wyborczej, po powrocie do Polski w 1990 roku, Krzysztof Kozłowski zaproponował prowadzenie publicznego radia w Krakowie. W 1993 z radia trafia do „Życia Warszawy”, a od 1996 do „Życia”. W 1997 traci pracę w „Życiu” po zwycięstwie AWS. Przygodnie współpracuje z gazetą wyborczą i Wprost. Od 2000 do 2005 roku z Rzeczpospolitą. Z Rzepy wywalają go za opublikowanie katalogu IPN. W 2006 kibicuje koalicji PO PIS. Do PO się rozczarował, PIS pozostaje mu bliski. W 2006 zostaje szefem TVP z nominacji PIS. PIS go jednak odwołuje bo Wildstein chce by TVP była niezależna a nie lojalna wobec PIS. Po odwołaniu prowadzi program w TVP. W swoich wspomnieniach Wildstein przypomina: postać Lecha Kaczyńskiego, katastrofę smoleńską, nagonkę na PIS przez katastrofą i po niej, terror motłochu wspieranego przez PO wobec obrońców krzyża.

Rozmową Michała Karnowskiego i Piotra Zaremby z Bronisławem Wildsteinem kończą refleksje Wildsteina o kulturze. W swych wspomnieniach Wildstein swoje poglądy definiuje jako wolnorynkowe. „Niepokorny” jest ciekawy nie tylko z powodu tego co się w nim znajduje, ale również tego czego w nim niem ma. Bo czy nie ma, dlatego że środowisko PIS pewne sprawy nie interesują, czy dlatego że nie czytelnik o pewnych sprawach ma nie dowiedzieć się. Czytelnik z „Niepokornego” nie dowie się jakie ma poglądy Wildstein na: Unie Europejską, współczesną rewolucje obyczajową, aborcje, in vitro, i inne zagadnienia bio etyczne. Jak Wildstein ocenia: polski nacjonalizm, relacje polsko-żydowskie, żądania lobby żydowskiego z USA, polskie ekspozytury neokonserwatyzmu, politykę Izraela względem Palestyńczyków, role katolicyzmu…

 Za: http://prawica.net/32382