14 Maj 2017

 

Z bloga Czarnej Limuzyny…„Duch czasów” w których żyjemy zmienia świat. Specjaliści od zarządzania percepcją namawiają ostatnio dostojników kościelnych, aby ci nie zwlekali i podążyli szybko za owym duchem, odcinając się od straszliwych błędów z przeszłości, kiedy katolicy walczyli w obronie życia i wiary pod znakiem krzyża. Być może ktoś zaraz wyłoży egzegezę, że to nie o to chodzi, a ja myślę, że niestety, tak to właśnie wygląda. Polacy walcząc przez tysiąc lat pod znakiem krzyża i orła w wojnach sprawiedliwych – obronnych, mieli za oręż różaniec, broń białą oraz palną…

»Krzyż nie może być niesiony na czele takiej czy innej grupy – choćby sama miała poczucie, że jest wierząca czy do wiary się odwołuje – gdy podczas tego marszu czy pochodu padają słowa nienawiści, złości, agresji, podszyte chęcią poniżenia, zniszczenia czy zniesławienia innych«

– powiedział Prymas Polski abp Wojciech Polak.

 Otóż, moim zdaniem sytuacja przedstawia się o wiele gorzej niż sądzi abp Polak. Chodzi bowiem o zabijanie. Zabijanie wrogów ojczyzny. Tak było w 1920 roku, gdy ks. Ignacy Skorupka prowadził pod znakiem krzyża polskich żołnierzy do natarcia, podczas którego zabijali bolszewików. Tak się składa, że narodowcy, bo to oni często są domyślnym adresatem podobnych wypowiedzi o nacjonalizmie, są jedną z nielicznych grup w polskim społeczeństwie, która jest gotowa walczyć w obronie wiary i niepodległości Ojczyzny. Osobiście bardzo się cieszę, że niosą krzyż, bo to stwarza szansę, że przez to odwołanie nacjonalizm polski zachowa swój katolicki charakter i nie stanie się narzędziem opresji dla innych narodów. Należy w tym celu, drogi Episkopacie, wysłać do polskiej młodzieży duszpasterzy, a nie strofować ich z ambony na lewicową modłę.

 Jeżeli kiedykolwiek ten tekst dotrze do Jego Eminencji chciałbym, aby abp Polak wyobraził sobie przez chwilę realia walki z wrogiem, podczas której, aby pokonać wroga każdy mężczyzna musi wykrzesać z siebie maksymalną ilość energii i złości, nierzadko krzycząc, wrzeszcząc w trakcie walki. Każda inna wizja wojny jest wizją oderwaną od rzeczywistości. Jeszcze bardziej oderwaną od rzeczywistości jest wizja braku walki w sytuacji morderczego ataku wroga na naszych rodaków.

»Krzyż jasno upomina i przestrzega, że prawdziwie bluźnierstwem jest wykorzystywanie go jako znaku walki z kimkolwiek czy przeciw komukolwiek«.

W takim razie bluźnili papieże, bluźniła polska husaria nosząc ryngrafy, bluźniły inne formacje czyniąc znak krzyża przed walką. Bluźniercą był Jan III Sobieski twierdząc, że w bitwie pod Wiedniem zwyciężył Bóg. Czy chrześcijanin może być żołnierzem lub policjantem? Jeżeli tak, to czy ma zdejmować z szyi krzyż przed każdą akcją bojową?

 Nie twierdzę ze stuprocentową pewnością, że mam rację, a jeżeli jej nie mam, to w takim razie trzeba być konsekwentnym i należy wyprowadzić krzyż z miejsc publicznych, zdjąć go z piersi wszystkim tym, którzy wykonują niegodny (?) chrześcijanina zawód policjanta i żołnierza.

 Krzyż oczywiście jest symbolem okupienia i wezwaniem do miłości. Ma przypominać, że zabicie wroga, nie jest ostatecznym rozwiązaniem, bo takim rozwiązaniem jest miłość.

 Myślę też, że konsekwencje propagowania różnych form pacyfizmu, zawsze prowadzą do rzezi słabszych i bezbronnych. Być może komuś bardzo zależy, aby bezbronni chrześcijanie położyli nie tylko swoją głowę pod wahabicki nóż, ale pozwolili, aby reszta pohańców zrobiła z naszymi dziećmi i kobietami to, co im się żywnie podoba. Aby to nastąpiło musimy ich najpierw przyjąć do Europy w odpowiednich ilościach, a równocześnie wychowywać bezbronne – „otwarte i tolerancyjne społeczeństwo”.

 Bardzo jestem ciekaw, czyją sprawką była wizja Konstantyna, pierwszego cesarza, który nawrócił się na chrześcijaństwo.

Raffaello Sanzio, freski w Stanzach watykańskich, Sala Konstantyna, Wizja Krzyża źródło: wga.hu

»Konstantyn został we śnie upomniany, by niebieski znak boga [caeleste signum dei] wypisał na tarczach i tak stoczył bitwę. Uczynił, co miał zlecone, i na najwyższem zagięciu tarcz imię Chrystusa literą X w poprzek wypisuje«.

– Laktancjusz, O śmierci prześladowców, 44

»Znak na tarczach był monogramem Chrystusa: literę X (w alfabecie greckim oznaczająca Ch) przecinała zagięta u góry litera I, która kształtem zbliżona była do litery P (w alfabecie greckim litera R)«.

Inną wersję przekazał nam wspomniany Euzebiusz z Cezarei. Euzebiusz z Cezarei nic nie wiedział o żadnych cudownych znakach na niebie. Według Euzebiusza Konstantyn I znak ujrzał podczas wieczornej modlitwy. Tak opisuje to zdarzenie biskup Euzebiusz:

»W godzinach popołudniowych, gdy słońce zaczynało się już skłaniać ku zachodowi, zobaczył na własne oczy znak triumfalny w postaci krzyża ze światła na niebie, powyżej słońca, i był na nim umieszczony napis, mówiący: „in hoc signo vinces” „Pod nim zwyciężaj”. Na ten widok zdumienie ogarnęło i jego, i całe wojsko, które szło za nim w tej ekspedycji i stało się naocznym świadkiem cudu«.

– Euzebiusz, Żywot Konstantyna, 1.28 /źródło:imperiumromanum.edu.pl/

 Konstantyn po zwycięskiej bitwie z Maksencjuszem przy Moście Mulwijskim, wydał w roku 313 słynny edykt mediolański, w którym zrównał w prawach chrześcijaństwo z innymi wyznaniami, co zakończyło okres prześladowań chrześcijan.

 Bitwa pod Lepanto – bitwa morska, która rozegrała się 7 października 1571 na południowy zachód od Lepanto pomiędzy Imperium Osmańskim a Ligą Świętą, zakończyła się zwycięstwem walczących pod znakiem krzyża chrześcijan.

 „Zwycięstwo Ligi Świętej w bitwie pod Lepanto papież Pius V przypisał wstawiennictwu Najświętszej Maryi Panny i w 1572 dzień 7 października ogłosił świętem Matki Boskiej Zwycięskiej, zmienionym w 1573 przez jego następcę, papieża Grzegorza XIII, na święto Matki Boskiej Różańcowej”.

 Abp. Polak powiedział: „Krzyż przypomina, że jedyną odpowiedzią na zło i nienawiść może być tylko miłość. Krzyż zaświadcza, że nie ma więc i być nie może innej drogi, by pokonać zło i dać światu nadzieję”.

 Abp. Polak ma rację, ponieważ ostateczne zwycięstwo może być osiągnięte tylko w Jezusie Chrystusie. Bardzo jednak żałuję, że prymas Polski nie był łaskaw wspomnieć, że są takie momenty w historii, kiedy jedyną odpowiedzią na czynne zło i nienawiść jest czynny opór w formie walki zbrojnej.

 Gdyby tak nie było należałoby stwierdzić, że wielu papieży bluźniło straszliwie, błogosławiąc chrześcijańskie wojska broniące Europy przed muzułmańską inwazją. A może jest odwrotnie? Może to dzisiejsi pasterze popełniają błąd lekceważąc dotychczasową wykładnię ojców kościoła o wojnie sprawiedliwej?

——————————–