13 Lipiec 2017

 
 

Odpowiedź Państwa Izrael na wniosek o ekstradycję Salomona Morela

Dokument1   Dokument2   Dokument3

Przekład dokonany przez tłumacza przysięgłego języka angielskiego.

Dokument1   Dokument2    Dokument3

#     #     #

Poniższe opracowanie dostępne jest także w języku angielskim

Adam Dziurok, OBEP IPN Katowice, UKSW Warszawa
Andrzej Majcher, prokurator OKŚZpNP IPN Katowice

Salomon Morel i obóz w Świętochłowicach-Zgodzie

Salomon[1] Morel urodził się 15 listopada 1919 r. w Garbowie (powiat Puławy). Do 1934 r. mieszkał w rodzinnej miejscowości, gdzie jego ojciec posiadał piekarnię. Potem, aż do 1939 r., pracował w Łodzi w firmie konfekcyjnej. Po wybuchu wojny wrócił do Garbowa. Swoją przygodę z komunizmem Morel rozpoczął w listopadzie 1942 r., kiedy to wstąpił wraz ze swoim bratem do partyzantki. W życiorysie napisanym w 1947 r. wspomina, że na polecenie komórki PPR ich oddział rozbijał mleczarnie i palił urzędy gminne[2]. W oddziałach partyzanckich Armii Ludowej walczył pod kierunkiem kpt. Chila, który stwierdził, że Morel brał udział we wszystkich „akcjach i bojach” jego oddziału i „wywiązał się z powierzonych zadań bardzo dobrze”[3]. Salomon i jego brat Icek, dzięki temu, że przebywali w tym czasie w lesie, uniknęli losu innych członków rodziny – w grudniu 1942 r. policja granatowa zatrzymałaała, a następnie zastrzeliła ich matkę, ojca oraz brata. Morel z bratem przez jakiś czas ukrywali się u sąsiada – Józefa Tkaczyka[4].

Po zajęciu Lubelszczyzny przez Armię Czerwoną w lecie 1944 r. Morel zamieszkał wraz z grupą żydowskich partyzantów w kwaterach przy ulicy Ogrodowej w Lublinie. Wkrótce (prawdopodobnie od 1 sierpnia) wszyscy znaleźli pracę w milicji lub UB. Morel trafił do pracy jako strażnik do osławionego więzienia na zamku w Lublinie, w którym katowano m.in. członków AK. Formalnie został mianowany strażnikiem dopiero 9 listopada 1944 r. Szansa na szybką karierę wydawała się pogrzebana po raporcie (z 30 listopada 1944 r.) ppor. Antoniego Stolarza – naczelnika więzienia śledczego w Lublinie. Wnosił o zwolnienie, „jako elementu szkodliwego w administracji więziennej”, sześciu funkcjonariuszy „Straży Więziennej [w tym Morela], gdyż nie wykonują oni sumiennie nałożonych na nich obowiązków, nie starają się podporządkować do regulaminu więziennego, zachowują się arogancko przyczem rozsiewają plotki co do mojej osoby, przez co utrudniają mi pracę i podrywają mój autorytet”. W Wydziale Więziennictwa i Obozów szybko podjęto decyzję. Nie była to, wbrew przypuszczeniom, decyzja o zwolnieniu ze służby. Niesubordynowani strażnicy zasilili kadrę innych więzień – sierżant Salomon Morel został skierowany do więzienia w Tarnobrzegu. Jak donosił 18 grudnia 1944 r. Naczelnik Więzienia w Tarnobrzegu Walenty Warchoł, Morel zgłosił się do pełnienia służby w tamtejszym więzieniu[5]. Niecałe 2 miesiące później, 15 lutego 1945 r., Morel wyjechał z grupą operacyjną MBP na Górny Śląsk. Niemal natychmiast powierzono mu kierownictwo nad obozem w Świętochłowicach. Morel, mimo ciążącej na nim opinii „elementu szkodliwego w więziennictwie”, objął tak odpowiedzialną funkcję (miał wówczas 26 lat), choć jak sam przyznał nie był do tego przygotowany – nie był przeszkolony „ani na szkołach, ani na kursach” [6].

„Eintrachthütte”

Leżące w przemysłowej części Górnego Śląska Świętochłowice należały przed wojną do Polski. Znajdujące się tam zakłady „Zgoda” zajmowały się produkcją maszyn dla przemysłu górniczego i hutniczego. Po wkroczeniu wojsk niemieckich do Świętochłowic rozpoczęto przystosowywanie zakładu do produkcji dział przeciwlotniczych i w ten sposób huta „Zgoda” (Eintrachthütte) stała się zakładem zbrojeniowym. W celu zapewnienia sił roboczych w 1942 r. założono przy zakładach obóz pracy przymusowej i umieszczono w nim 180 Żydów. Nie zaspokoiło to w pełni potrzeb, stąd w maju 1943 r. podjęto decyzję o zatrudnieniu w Eintrachthütte więźniów obozu koncentracyjnego Auschwitz. Przeciętna śmiertelność w obozie wynosiła kilkunastu więźniów tygodniowo. Ewakuacja więźniów przebiegała w dwóch etapach: w grudniu 1944 r. oraz 23 stycznia 1945 r. Przed ostateczną ewakuacją w obozie przebywało jeszcze ponad 1200 więźniów[7].

Początki obozu „Zgoda”

Po wywiezieniu więźniów były podobóz KL Auschwitz opustoszał zaledwie na kilka tygodni. Dobrze zachowana infrastruktura obozu (ogrodzony teren, wieże strażnicze, baraki dla więźniów, budynek dla personelu), a także jego dogodna lokalizacja zostały szybko wykorzystane przez władze komunistyczne. Obóz położony na terenie gęsto zaludnionego okręgu przemysłowego, zaledwie kilkanaście kilometrów od centrum Katowic, stwarzał możliwość łatwego transportu więźniów. Zatrzymanych w Katowicach i okolicach prowadzono do obozu w „Zgodzie” w pieszych kolumnach. Niektórzy byli tam dowożeni tramwajami, a ci z dalszych zakątków Śląska, np. z Bielska czy Nysy, koleją. Umieszczeni w obozie więźniowie mogli być wykorzystywani do pracy w licznych w okolicy zakładach przemysłowych. Nie bez znaczenia był z pewnością fakt, że Świętochłowice były siedzibą Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Katowicach. Siedziba UB mieściła się niedaleko Hali Targowej, do której w końcu lutego 1945 r. skierowano kilkuset zatrzymanych przed umieszczeniem w obozie „Zgoda”. Już w Hali Targowej więźniowie byli katowani przez funkcjonariuszy UB. Przed przetransportowaniem więźniów do obozu przeprowadzono tam prace porządkowe oraz dezynfekcję. Część zatrzymanych oczekiwała na zakończenie prac w pobliskim podobozie przy kopalni „Polska”[8].

Prawdopodobnie w początkowym okresie funkcjonowania obozem kierowały dwie osoby: Aleksy Krut oraz Salomon Morel. Aleksy Krut, 20-letni funkcjonariusz UB, który w lutym 1945 r. przybył z grupą operacyjną na Górny Śląsk, w swoim życiorysie z 1947 r. napisał, że od marca do maja 1945 r. był naczelnikiem Obozu Pracy w Świętochłowicach[9]. Również Salomon Morel, który z dniem 15 marca 1945 r. został naczelnikiem Obozu Pracy w Świętochłowicach twierdzi, że nadzór nad obozem miał z początku sprawować razem z Aleksym Krutem. Z pewnością od połowy czerwca 1945 r. obozem kierował już samodzielnie Salomon Morel[10].

Osadzeni w obozie

Podstawą osadzenia w obozie było kilka aktów prawnych, a jak wynika z zapisów w repertoriach Prokuratury Specjalnego Sądu Karnego w Katowicach, zdecydowana większość osadzonych w świętochłowickim obozie trafiła tam na mocy dekretu PKWN z 4 listopada 1944 r. „o środkach zabezpieczających w stosunku do zdrajców Narodu”[11]. Przepisy tego dekretu formalnie nie obejmowały terenów Górnego Śląska, gdyż dotyczyły volksdeutschów z Generalnego Gubernatorstwa. Choć znalazł się tam zapis, że można rozciągnąć moc obowiązującą niniejszego dekretu „na inne tereny Państwa Polskiego”, to jednak nigdy to nie nastąpiło. Zastosowanie tego dekretu na Górnym Śląsku oznaczało, że mieszkańców tych terenów wpisanych na volklsistę potraktowano tak samo, jak volksdeutschów z Generalnego Gubernatorstwa. Pozostałych więźniów osadzono w obozie na podstawie dekretu „sierpniowego” z 31 sierpnia 1944 r. o „zbrodniarzach faszystowsko-hitlerowskich i zdrajcach Narodu Polskiego” oraz ustawy z 6 maja 1945 r. o wyłączeniu ze społeczeństwa polskiego wrogich elementów. Ustawa ta przewidywała, że osoby wpisane do II grupy DVL traktowane jak Niemcy i zdrajcy muszą złożyć wniosek o rehabilitację. Do czasu przywrócenia praw obywatelskich ich majątek podlegał opisowi i zajęciu, a oni sami mieli zostać umieszczeni w miejscach odosobnienia (obozach). Dekret sierpniowy dotyczył głównie zbrodniarzy wojennych, kolaborantów, oraz członków ruchu nazistowskiego.

Do obozów pracy kierowano także wielu Górnoślązaków z niemieckim obywatelstwem, którzy mieszkali przed wojną w Rzeszy. Już 9 lutego 1945 r. wojewoda śląski zarządził, że wszyscy Niemcy oraz volksdeutsche z grupy I i II mają się zarejestrować celem podjęcia pracy[12]. Władze bezpieczeństwa przeprowadzały akcje zatrzymań Niemców pod różnymi pretekstami i kierowały ich do prac przymusowych.

Zagadnienia związane z volkslistą i internowaniem osób narodowości niemieckiej nie wyjaśniają jednak wszystkiego. Przy kierowaniu do obozu stosowano bowiem dosyć niejasne kryteria i jednym z powodów były z pewnością względy materialne, czyli chęć zagarnięcia majątku osoby osadzonej w obozie. Wiele osób zamknięto w obozie jedynie dlatego, że nie posiadały przy sobie dokumentów tożsamości[13]. Starano się jednak przekonać mieszkańców Śląska, że do obozu trafiają wyłącznie Niemcy oraz znienawidzeni aktywiści ruchu nazistowskiego. Gdy na początku marca 1945 r. osoby zatrzymane na terenie Katowic uformowano w kolumny i popędzono w kierunku Świętochłowic, na czele każdej kolumny postawiono człowieka z flagą nazistowską[14].

Analizując wykazy zmarłych więźniów świętochłowickiego obozu można dojść do wniosku, że większość osadzonych stanowili posiadacze II grupy volkslisty (głównie mieszkańcy Katowic, Bielska, Chorzowa i Świętochłowic). Mniej liczną grupę stanowili obywatele III Rzeszy (Reichsdeutsche) – głównie z Bytomia i Gliwic. Wśród zmarłych w obozie było co najmniej 139 posiadaczy III grupy DVL, więc więziono tam znacznie liczniejszą grupę takich osób. Kilkadziesiąt osób (39) zmarłych w obozie nie posiadało w ogóle volkslisty. Zdecydowaną większość osadzonych stanowili mieszkańcy Śląska Górnego i Opolskiego. Poza nimi w obozie znaleźli się także mieszkańcy np. Lwowa, Drohobycza, Tomaszowa, Poznania, Nowego Sącza, nieliczna grupa osób z Zagłębia Dąbrowskiego (zmarło w sumie 10 z nich), Niemcy z głębi Rzeszy, oraz co najmniej 38 obywateli innych państw (19 obywateli austriackich, jeden Belg, siedmiu obywateli rumuńskich, siedmiu czeskich, dwóch jugosłowiańskich oraz dwóch francuskich). Ustalono to na podstawie wykazów obywateli różnych narodowości przebywających w obozach i więzieniach[15]. Wykaz ten jest jednak niepełny. Nie obejmuje między innymi Wandy Lagler – obywatelki Stanów Zjednoczonych, Litwina Franciszka Godesa oraz Szwajcarki, o której wspomina w swoich zeznaniach Dorota Boreczek[16]. W wykazie nie znalazł się również najbardziej znany cudzoziemiec w świętochłowickim obozie – Holender Eric van Calsteren. Podczas przesłuchania w komendzie milicji w Gliwicach próbował wyjaśnić, że urodził się w Hadze i jest obywatelem holenderskim. Usłyszał wówczas: „Masz niebieskie oczy i jasne włosy, jesteś stuprocentowym Niemcem, bo Holendrzy mają wszyscy czarne włosy i mówią po francusku”. Wkrótce został przewieziony do obozu „Zgoda” w Świętochłowicach[17]. W sumie więc więźniami „Zgody” były osoby 13 narodowości (wliczając w to jeszcze Ukraińców odnotowanych w innych wykazach więźniów). Wśród obywateli austriackich w Obozie Pracy w Świętochłowicach przeważali jeńcy wojenni, ale więziono tam również Austriaczkę, która przyjechała do swojego męża pracującego w Polsce. Kilku innych obcokrajowców (mieszkaniec Wiednia, Czech oraz jeden z obywateli jugosłowiańskich) trafili do obozu za brak dowodów osobistych. Część cudzoziemców zatrzymały wojska radzieckie i przekazały polskim organom ścigania, bądź bezpośrednio do obozu „Zgoda”.

Inne zachowane dokumenty Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego zawierają wykazy zaludnienia obozu z podziałem więźniów na następujące kategorie: Polacy, Żydzi, Ukraińcy, Niemcy, volksdeutsche, współpraca z Niemcami oraz inni. Do Polaków zaliczano przede wszystkim członków organizacji niepodległościowych: Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych. W statystykach odnotowano, że w świętochłowickim obozie przebywało zaledwie kilka takich osób. W obozie więziono kilku Ukraińców, a liczną grupę stanowili Niemcy (najwięcej w sierpniu 1945 r. kiedy było ich w obozie 1733 – co stanowiło 1/3 wszystkich więźniów). Za Niemców uważano również wszystkich Górnoślązaków zamieszkałych na terenie Rzeszy. W początkowym okresie funkcjonowania obozu trafiali tam również jeńcy wojenni (w kwietniu było ich 25) oraz osoby pozostające do dyspozycji władz sowieckich[18].Więźniami „Zgody” były w zdecydowanej większości osoby po 40. roku życia. Dużą grupę, liczącą kilkuset więźniów, stanowiły osoby liczące powyżej 60. roku życia[19]. W obozie przebywały również dzieci; oficjalne statystyki obozowe podają, że w „Zgodzie” trzymano kilkoro dzieci w wieku do lat 13[20]. Dzieci doprowadzane były do obozu z matkami, które nie chciały zastawiać ich bez opieki. Władze obozowe godziły się na przebywanie dzieci w obozie, choć musiały sobie zdawać sprawę, w jakich warunkach będą przebywać i co im grozi. W obozie zmarł np. syn mieszkanki Świętochłowic, który prawdopodobnie urodził się w obozie (w chwili śmierci – 9 września 1945 r. miał 4 tygodnie)[21]. W czerwcu 1945 r. w obozie było aż 716 kobiet (co stanowiło blisko 17% wszystkich osadzonych). W lipcu grupę kobiet przetransportowano do Libiąża – filii COP Jaworzno. We wrześniu liczba kobiet w obozie zmniejszyła się do ponad 300[22]. Kobiety mieszkały w osobnym baraku i również były wykorzystywane do pracy poza terenem obozu.

Władze obozowe oceniały, że obóz jest w stanie pomieścić 1400-1500 osób. Już w końcu marca 1945 r. w świętochłowickim obozie, przebywało 1062 więźniów. Obóz bardzo szybko się zaludniał. Morel stwierdził, że początkowo przyjmowano dziennie nawet po 300-500 więźniów[23]. W maju statystyki obozowe informowały już o ponad 2 tys. więźniów. Obóz był niemal od samego początku funkcjonowania przepełniony. W lipcu 1945 r.(co przyznał sam Morel) w obozie przebywało 1-1,2 tys. więźniów więcej, niż przewidywała jego pojemność[24]. Jak pokazuje poniższe zestawienie najwięcej osób figurowało w ewidencji obozowej właśnie w miesiącach letnich 1945 r. Później, w związku z tyfusem liczba więźniów znacząco spadła.

Tabela 1 Liczba więźniów Obozu Pracy w Świętochłowicach

 

 

Kategoria więźniów

 

Stan na dzień

Volksdeutsche

Niemcy

Inni

Razem

31 III 1945

1062

1062

1 V 1945

1879

328

6

2213

1 VI 1945

3015

695

49

3759

1 VII 1945

3584

1346

68

4996

1 VIII 1945

3249

1733

66

5048

1 IX 1945

2652

1211

66

3929

Źródło: AAN, MBP, sygn. 13/1, k. 3, 22, 178, 261, 360, sygn. 13/3, k. 30; zob. także Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku…, Raporty statystyczne o zaludnieniu obozu, s. 37-39, 41-44, 46-47, 51-52.

Choć oficjalnie świętochłowicki obóz nosił nazwę obozu pracy, to spełniał również funkcję obozu karnego. Więźniowie baraku 7 nie pracowali ani na terenie obozu, ani też poza nim, dla nich był to więc obóz karny, choć oczywiście nikt z nich nie był skazany wyrokiem sądowym. Z obozu wiele osób wysłano do pracy w pobliskich kopalniach i hutach, gdzie funkcjonowały obozy. Więźniowie pracowali również w znajdującej się naprzeciw obozu Hucie Zgoda, gdzie demontowali maszyny i ładowali je na wagony[25]. Część uwięzionych kobiet zatrudniono jako sprzątaczki w kopalni Polska[26]. Zdarzały się przypadki zabierania do robót nadzorowanych przez wojska radzieckie w rejon Nowego Bytomia oraz wyprowadzania więźniów do prac przy załadunku wagonów na stacji Katowice-Ligota[27]. Na terenie obozu istniało kilka warsztatów (m.in. stolarski, szewski, krawiecki i ślusarski), w których również pracowali więźniowie[28]. Do zakładów położonych w sąsiedztwie obozu więźniów prowadzono w pieszych kolumnach i po zakończeniu pracy wracali oni do obozu. Zatrudnieni w bardziej odległych hutach i kopalniach przebywali w tamtejszych podobozach. Warunki bytowe w obozach przykopalnianych były nieco lepsze niż te w obozie „Zgoda”. Należy także dodać, że co najmniej kilku więźniów (w momencie likwidacji obozu – czterech) było „wypożyczonych” do pracy w Wojewódzkiej Komendzie Milicji Obywatelskiej w Katowicach[29]. Więźniowie nie otrzymywali żadnego wynagrodzenia za wykonywaną pracę. W momencie likwidacji obozu w Dziale Pracy zgromadzono ponad 118 tys. złotych[30].

Epidemie i śmiertelność

Od początku w obozie panował głód, niektórym grupom więźniów po kilka dni nie dawano niczego do jedzenia, a normalnie dzienne racje żywnościowe składały się z kromki chleba i wodnistej zupy. Opisy więźniów różnią się tym, z czego ta zupa była robiona – z pokrzyw, z kłaków, czasem drobiny kapusty, kukurydzy lub marchewki – jednak wszyscy zgodni są co do tego, że była to w zasadzie ciepła woda bez żadnego tłuszczu. Wszyscy świadkowie mówią o panującym w obozie głodzie, niektórzy wspominają
o jedzeniu trawy czy znajdowanych resztek. Więźniowie nie mieli naczyń ani sztućców – posługiwali się jedynie starymi, zardzewiałymi puszkami po konserwach, przy czym z jednej puszki korzystać musiało wielu więźniów. Więźniowie nie otrzymywali żadnych środków czystości, w łaźni była wyłącznie zimna woda[31].

Tragiczne warunki sanitarno-higieniczne i niskie racje żywnościowe doprowadziły do powszechnego rozszerzenia się na terenie obozu epidemii czerwonki i tyfusu (plamistego oraz brzusznego). Dostrzegający niebezpieczeństwo lekarze zaszczepili przeciwko tyfusowi personel obozu[32]. Nie zatroszczono się jednak o więźniów – nie przeprowadzono odwszawienia, nie izolowano chorych. Franz Brachmann wspomina, że administracja obozu obojętnie przyglądała się umieraniu więźniów i dopiero gdy już prawie wszyscy w baraku 7 (gdzie umieszczano głównie członków organizacji nazistowskich) byli chorzy, podano im węgiel[33]. Z obawy przed zarażeniem w baraku nie pokazywali się strażnicy. Epidemia rozprzestrzeniła się na cały obóz i spowodowała tak wielkie spustoszenie, że wkrótce baraki nr 4, 6 i 7 zostały całkowicie opróżnione[34]. Błyskawicznemu rozwojowi epidemii sprzyjała straszna ciasnota panująca w barakach oraz osłabienie więźniów. Doszło do masowych zgonów. Z aktów zgonu więźniów wynika, że zaraza zaczęła zbierać obfite żniwo od 26 lipca 1945 r. Wówczas po raz pierwszy liczba ofiar w ciągu jednego dnia przekroczyła 15. Przez następne 7 tygodni, do 8 września, codziennie odnotowywano od 8 do 34 zgonów więźniów. W samym sierpniu zmarło 632 więźniów obozu w Zgodzie. Najwięcej ofiar przyniosły ostatnie dni lipca i pierwsze dni sierpnia: 28 lipca – 27 zgonów, 29 lipca – 24, 30 lipca – 28, 31 lipca – 34, 1 sierpnia – 35, 2 sierpnia – 38, 3 sierpnia – 38 i 4 sierpnia – 35. W sumie w ciągu tych ośmiu najtragiczniejszych dni odnotowano 259 przypadków śmierci więźniów[35]. W połowie lipca rozpoczęła się epidemia tyfusu, która spowodowała stopniowe wyludnianie się obozu. Najwięcej ofiar przyniosły ostatnie dni lipca i pierwsze dni sierpnia; w sumie w ciągu ośmiu najtragiczniejszych dni odnotowano 259 przypadków śmierci więźniów[36]. Morel nie poinformował przełożonych o epidemii. Dyrektor Departamentu Więziennictwa i Obozów MBP na odprawie (w dniach 10-13 sierpnia 1945 r.) wyraził pretensję, że dowiaduje się o tym, że „w Świętochłowicach jest 716 chorych, kiedy już nawet gazety o tym piszą”[37]. Morel poinformował jednak o sytuacji prokuraturę. 9 sierpnia 1945 r. Mieczysław Dobromęski, Prokurator Specjalnego Sądu Karnego w Katowicach, zawiadomił wojewodę, że w związku z raportem naczelnika świętochłowickiego obozu o wybuchu epidemii duru osutkowego, zarządził, by do „Zgody” nie przyjmowano nowych więźniów[38]. Nie zapobiegło to rozprzestrzenianiu się tyfusu. Jesienią 1945 r. chorych było 1419 więźniów[39]. Należy dodać, że personel obozu nie zgłaszał wszystkich wypadków zgonu więźniów. W Urzędzie Parafialnym Ewangelicko-Augsburskim w rejestrze zmarłych odnotowano ponoć 39 mogił zbiorowych, gdzie pochowano 357 osób. Zapis ten jednak opatrzony jest uwagą: „Cywilnych internowanych pochowanych jest więcej”[40]. Oficjalna liczba zmarłych wynosi 1855, gdyż tyle „aktów po więźniach zmarłych, wraz ze świadectwami zgonów” przekazał Morel do Jaworzna po likwidacji Obozu Pracy w Świętochłowicach[41]. Zgony 1581 zmarłych więźniów zostały zarejestrowane w Urzędzie Stanu Cywilnego w Świętochłowicach na podstawie pisemnych zgłoszeń kierownictwa obozu – większość z nich Salomon Morel podpisywał osobiście[42]. Niewyjaśniona do końca pozostaje kwestia wcześniej zmarłych w Hali Targowej, w szpitalu w Świętochłowicach oraz pochowanych bez powiadomienia o zgonie.

Odpowiedzialnością za tak straszliwy plon epidemii obarczono naczelnika obozu, który nie zapewnił więźniom elementarnych warunków sanitarnych. Ppłk Teodor Duda, dyrektor Departamentu Więziennictwa i Obozów, za dopuszczenie do rozwinięcia się epidemii tyfusu i niepoinformowanie o tym na czas zwierzchników oraz inne uchybienia w prowadzeniu obozu ukarał Morela 3-dniowym aresztem domowym oraz potrąceniem 50% z pensji[43]. Morel uznał, że to nie on ponosi odpowiedzialność za rozwój epidemii tyfusu. Tłumaczył, że w obozie przebywało 1000-1200 więźniów więcej niż przewidywała jego pojemność. Jego zdaniem, przed samym wybuchem epidemii spośród 2,5 tys. więźniów lekarz nie mógł wybrać nawet 50 zdolnych do pracy; resztę stanowili starcy i kalecy, co tłumaczyć miało tak obfite żniwo tyfusu[44]. Wyjaśnienia te nie zgadzają się jednak z danymi dotyczącymi osób starszych przebywających w obozie, który Morel wysłał do MBP. Według tych danych, 1 lipca w obozie przebywało jedynie 397 osób powyżej 60. roku życia, na ogólną liczbę 4996 więźniów[45]. Istotne znaczenie dla oceny działań Salomona Morela, który w swoich pismach wysyłanych już z Izraela tłumaczył się między innymi tym, że nie miał możliwości skutecznego przeciwdziałania rozwojowi epidemii w obozie, mają zeznania Józefa C., jednego z przesłuchanych strażników, którzy pracowali w obozie w Świętochłowicach Zgodzie. Opisuje on zdarzenie, gdy pod nieobecność Salomona Morela zastępujący go funkcjonariusz kazał zawieźć grupę około 10 chorych więźniów do szpitala w Świętochłowicach. Byli to chorzy na tyfus i działo się to jeszcze przed wybuchem epidemii. Gdy po opuszczeniu obozu przez dwie furmanki z chorymi (eskortował ich m.in. Józef C.), nadjechał samochodem naczelnik Salomon Morel, zatrzymał ich i kazał zawrócić z powrotem do obozu[46]. O intencjach jakie kierowały działaniami Salomona Morela świadczą przytaczane przez różnych świadków jego wypowiedzi kierowane do osadzonych, głównie przy przyjmowaniu nowych grup więźniów. Świadkowie cytują groźby: „będziecie tu zdychali”, „Oświęcim był niczym (…)”, „to czego Niemcy nie dokonali w ciągu 5 lat, ja dokonam w ciągu 5 miesięcy” i tym podobne. W podobny sposób zapowiadali swoje zamiary także strażnicy mówiąc, że na pryczach, na których więźniowie spali po trzech na jednej, „jeszcze będzie luźno”[47].

Naczelnik Morel nie przestrzegał zarządzeń MBP dotyczących warunków sanitarnych. W listopadzie 1945 r. zastępca Dyrektora Departamentu Więziennictwa i Obozów Stanisław Pizło w okólniku nr 107 zwracał uwagę, że w niektórych obozach i więzieniach osadzeni nie są odwszeni, brak cel przejściowych, brak cel do izolowania chorych w razie stwierdzenia zachorowania na choroby zakaźne, a przypadki takie celowo są tajone itp. Dodał przy tym, że za powyższe nadużycia zostali już ukarani niektórzy naczelnicy więzień i obozów[48]. Można to z pewnością odnieść do sytuacji w obozie „Zgoda”, gdzie wszystkie te uchybienia miały miejsce.

Więźniowie dopiero po opanowaniu epidemii tyfusu, gdy warunki bytowe uległy poprawie, mogli wysłać do rodzin informacje o tym, gdzie przebywają. Sam naczelnik obozu nie informował o losach więźniów przebywających w obozie nawet prokuratora[49]. Zgodnie z przepisami więźniowie powinni trafiać do obozu na mocy zarządzenia o odosobnieniu, a po zarządzeniu o ich aresztowaniu mieli zostać przekazani do więzienia. Procedury tej również nie przestrzegano w świętochłowickim obozie. Jeden z prokuratorów przypomniał bowiem naczelnikowi Morelowi o konieczności skierowania do więzienia osoby z nakazem aresztowania[50].

Więźniowie wspominali o konfiskowaniu przez strażników paczek żywnościowych dostarczanych przez rodziny. Zdarzały się takie sytuacje, że rodziny zmarłych więźniów przynosiły do obozu paczki, nie wiedząc, że ich bliscy już nie żyją. Strażnicy przyjmowali paczki, nie informując o śmierci adresatów[51]. Nie wydawano więźniom np. racji cukru, a w dokumentach zapisywano, że został im przekazany. Nie ewidencjonowano zabranych więźniom rzeczy, przez co stawały się one łupem personelu obozu. Za te nadużycia ze stanowiska kierownika działu gospodarczego świętochłowickiego obozu zwolniony został Karol Zaks[52].

Znęcanie się nad więźniami

Śmiertelność w obozie związana była nie tylko z epidemią tyfusu, niedożywieniem więźniów i tragicznymi warunkami sanitarnymi. Więźniowie ginęli również na skutek umyślnego maltretowania przez personel obozowy.

Od początku wobec więźniów stosowano różnorodne metody znęcania się (zebrano na ten temat obszerny materiał dowodowy podczas prowadzonego śledztwa). Grupy doprowadzane do obozu zmuszano do wielogodzinnego stania na placu obozowym bez jedzenia i picia, niejednokrotnie w trudnych warunkach pogodowych, przy czym więźniowie spędzali tak co najmniej po kilkanaście godzin, a niektórzy nawet po trzy doby.

Bicie więźniów było na porządku dziennym, przy czym zwłaszcza w baraku numer 7, nazywanym „Deutsche Hause” lub „brunatnym barakiem”, gdyż umieszczano głównie mężczyzn oskarżanych o przynależność do nazistowskich organizacji NSDAP i HJ (Hitlerjugend), rytuał zorganizowanego znęcania się nad więźniami odbywał się niemal każdej nocy.

Salomon Morel wielokrotnie osobiście bił więźniów zarówno rękami, jak i trzymanymi w rękach sprzętami: kolbą pistoletu, pałką czy taboretem. W jego obecności wielokrotnie więźniów bili też inni funkcjonariusze obozowi.

Jedną z metod znęcania się szczególnie uciążliwego dla więźniów było zmuszanie ich do ustawienie się parami naprzeciwko siebie i wzajemnego bicia się. Jeżeli ktoś nie chciał bić współwięźnia lub robił to zbyt słabo był katowany przez personel obozowy. Więźniowie ulegali i bili się wzajemnie. W kilku udokumentowanych wypadkach do wzajemnego bicia się zmuszano syna z ojcem. Do bicia więźniów zobowiązani byli też więźniowie funkcyjni, tak zwani „kapo”. Niektórzy z salowych i blokowych nie chcieli tego robić i za zbyt słabe bicie współwięźniów sami byli maltretowani, ale niektórzy stali się równie okrutni jak załoga obozu.

Więźniów poniżano i zastraszano, na przykład zmuszano do śpiewania pieśni nazistowskich – co osobiście zlecał Salomon Morel. Świadek Gerhard Gruschka, żeby uniknąć dodatkowego bicia, w polskim obozie musiał nauczyć się słów nazistowskiej pieśni.

Szczególnie drastyczne tortury polegały na zmuszaniu więźniów do leżenia warstwami na sobie i tworzenia tak zwanej piramidy składającej się z kilkunastu mężczyzn – według różnych opisów warstwę tworzyło trzech lub czterech mężczyzn leżących obok siebie, a mężczyźni z kolejnej warstwy leżeli prostopadle do tych pod nimi. W ten sposób powstawała piramida o wysokości dorosłego mężczyzny, wszyscy byli cały czas bici, a więźniowie znajdujący się w dolnych warstwach doznawali rozległych obrażeń wewnętrznych i w konsekwencji wielu z nich zmarło.

Więźniów zmuszano też do leżenia na ziemi, a następnie chodzono po nich, co powodowało powstawanie rozległych obrażeń i w niektórych przypadkach w konsekwencji śmierć.

Ponadto umieszczano więźniów na wiele godzin w tak zwanym karcerze, gdzie musieli stać w wodzie sięgającej do piersi, co w niektórych przypadkach prowadziło do śmierci więźnia przez utopienie – niektórzy ze świadków wskazują wprost na Salomona Morela jako wydającego takie polecenia[53].

Niektórzy więźniowie próbowali ucieczki z obozu – dokumenty mówią o tym, że udało się to 69 osobom[54]. Osadzony w brunatnym baraku Holender Eric van Calsteren wpadł na pomysł, by ukryć się w nocy w ubikacji i rankiem wraz z osobami z innych baraków pójść do pracy poza teren obozu. Po dotarciu do Huty Zgoda w ogólnym zamieszaniu udało mu się zbiec[55]. Nie udała się ucieczka grupie więźniów, którzy próbowali wykopać tunel przed barakiem kuchni. Więźniowie mieli w kieszeniach spodni wynosić wykopaną ziemię, ale na skutek zdrady plan ucieczki nie powiódł się[56]. O próbach ucieczek świadczą również zachowane akty zgonu dwóch więźniów z adnotacją, że zostali zastrzeleni podczas ucieczki[57].

Skrajnie trudne warunki obozowe, głód i tortury powodowały załamanie psychiczne osadzonych w „Zgodzie”. Więźniowie wielokrotnie wspominali o przypadkach rzucania się uwięzionych na druty pod napięciem (Morel w listopadzie 1992 r. napisał: „nie było ani jednego wypadku, ażeby ktoś z więźniów rzucał się na druty. Nie było absolutnie powodu, ponieważ przebywający tam ludzie czuli się dobrze, nie było chorób, a baraki były otwarte i mogli po placu spacerować”[58]). Co najmniej dwie osoby popełniły samobójstwo przez powieszenie (mieszkaniec Świerklan z III grupą volsklisty oraz ojciec trójki dzieci z Rydułtów)[59].

Likwidacja obozu

Zwalnianie więźniów świętochłowickiego obozu należy wiązać z rozkazem ministra Stanisława Radkiewicza z 15 września 1945 r., dotyczącym uregulowania spraw osób znajdujących się w miejscach zamknięcia bez sankcji prokuratora. Jak wiadomo, niemal wszyscy więźniowie „Zgody” trafili tam bez sankcji prokuratorskich[60]. Tragiczną wymowę ma zestawienie dokumentów więźniów zmarłych i zwolnionych z obozu sporządzone w momencie likwidacji obozu. Wynika z nich, że zwolniono z obozu (istniały na to dokumenty – nakazy zwolnienia) 1341 osób, zmarło zaś 1855[61]. Na przełomie października i listopada 1945 r. do świętochłowickiego obozu przyjechała trzyosobowa komisja, której przewodniczył prokurator Jerzy Rybakiewicz. Po dokonaniu przeglądu akt więźniów oraz przeprowadzeniu z nimi rozmów prawie wszyscy więźniowie zostali zwolnieni. Wyjątek stanowić miały te osoby, co do których istniały podejrzenia lub dowody o ich współpracy z okupantem. Jak pokazuje przypadek kilkunastoletniego wówczas Gerharda Gruschki, wystarczyło pokazanie swojego przywiązania do niemieckości, by nie zostać zwolnionym. Na pytanie, czy wie, że zostanie zwolniony do polskiego miasta Gliwice i czy chce otrzymać polskie obywatelstwo, Gruschka odpowiedział, że pochodzi z Gliwic, „a Gliwice to przecież niemieckie miasto”[62]. Zwolnienie następowało dopiero po podpisaniu zobowiązania, że pod groźbą kary więzienia do lat 15-tu nie będzie się z nikim rozmawiać o tym, co się wydarzyło w obozie. Wszystkich formalności dotyczących likwidacji Obozu Pracy w Świętochłowicach dopełniono 20 listopada 1945 r. Kierownik Wydziału Więziennictwa i Obozów WUBP w Katowicach Henryk Studencki 23 listopada 1945 r. mógł już donieść Dyrektorowi Departamentu, iż zgodnie z poleceniem Obóz Pracy w Świętochłowicach został zlikwidowany i przejęty przez Centralny Obóz Pracy w Jaworznie[63]. Więźniowie, którzy nie zostali zwolnieni przez prokuratora, zostali przetransportowani do Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie (301 osób). W szpitalu hutniczym w Świętochłowicach pozostało czterech więźniów[64].

Warto odnotować, że spośród kilku tysięcy więźniów zaledwie garstka została później pociągnięta do odpowiedzialności karnej – odnaleziono dokumenty wskazujące, że kilku byłych więźniów Świętochłowic zostało skazanych za przestępstwa okupacyjne. Jeden z nich, mieszkaniec Bielska z II grupą volkslisty, otrzymał wyrok czterech lat więzienia za przynależność do NSKK oraz znęcanie się nad ludnością polską podczas wojny[65]. Wśród więźniów byli oczywiście również członkowie partii nazistowskiej – np. grupa kilkudziesięciu członków NSDAP z Prudnika i Głubczyc (w tym w stopniu Ortsgruppenleiterów)[66].

Na podstawie zachowanych raportów o zaludnieniu obozu w Świętochłowicach można ustalić, że w ciągu niespełna dziewięciu miesięcy funkcjonowania przyjęto do niego co najmniej 5764 więźniów. Co trzeci osadzony tam więzień nie przeżył pobytu w obozie.

Śledztwo i zarzuty

Śledztwo w sprawie funkcjonującego w 1945 r. obozu w Świętochłowicach Zgodzie zainicjowane zostało pismem Erny Kołodziejczyk z dnia 11 grudnia 1989 r. do Ministra Sprawiedliwości, dotyczącym śmierci jej ojca Pawła Benczek w obozie w Świętochłowicach Zgodzie. Czynności w tej sprawie podjęła ówczesna Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Katowicach przesłuchując szereg świadków, m.in. w tej roli w 1991 roku przesłuchano byłego naczelnika obozu Salomona Morela. W 1995 roku, zgodnie z obowiązującymi wówczas przepisami co do kompetencji poszczególnych organów, sprawę przekazano do dalszego prowadzenia Prokuraturze Wojewódzkiej w Katowicach z wnioskiem o przedstawienie zarzutów Morelowi. Prokuratura Wojewódzka w Katowicach sporządziła postanowienie o przedstawieniu Salomonowi Morelowi 9 zarzutów, a następnie w marcu 1998 roku Ministerstwo Sprawiedliwości RP wystąpiło do władz Izraela z pierwszym wnioskiem o ekstradycję Salomona Morela, która spotkała się z odmową z uwagi na przedawnienie ścigania przestępstw zarzucanych Morelowi według prawa izraelskiego.

Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach przejęła śledztwo do dalszego prowadzenia w dniu 27 lipca 2001 r., przesłuchując kolejnych świadków i docierając – dzięki współpracy z historykami z Biura Edukacji Publicznej IPN w Katowicach do wielu nieznanych wcześniej dokumentów na temat funkcjonowania obozu.

W oparciu o zgromadzone dowody rozszerzono zarzuty wobec Salomona Morela i zmieniono kwalifikację prawną jego czynów, uznając je za zbrodnie przeciwko ludzkości stanowiące zbrodnie komunistyczne. Stanowisko to podzielił w pełni Sąd Rejonowy w Katowicach wydając w dniu 19 grudnia 2003 r. postanowienie o tymczasowym aresztowaniu Salomona Morela w oparciu o zmodyfikowane zarzuty.

Główny zarzut wobec Salomona Morela dotyczy tego, że jako naczelnik obozu w Świętochłowicach Zgodzie stworzył więźniom umieszczonym w tym obozie ze względów narodowościowych i politycznych warunki życia grożące biologicznym wyniszczeniem, a w szczególności:

  • głodził więźniów wprowadzając rażąco niskie racje żywnościowe;

  • pozbawił więźniów elementarnej opieki medycznej i warunków higieniczno – sanitarnych, dopuszczając do powstania i rozprzestrzeniania się wszawicy, czerwonki, tyfusu plamistego i tyfusu brzusznego;

  • stosował osobiście i tolerował stosowanie przez podległych mu funkcjonariuszy wobec więźniów różnego rodzaju tortur, polegających na:

    • biciu po całym ciele, w tym także po głowie, rękami, kopaniu i biciu różnego rodzaju przedmiotami: kijami, drewnianymi nogami taboretów, gumowymi pałkami i „żyłami”, rurkami powleczonymi gumą, metalowymi drążkami i drewnianymi taboretami, co w wielu wypadkach powodowało powstawanie rozległych obrażeń i wielokrotnie w konsekwencji śmierć;

    • umieszczaniu na wiele godzin w tak zwanym karcerze, gdzie więźniowie musieli stać w wodzie sięgającej do piersi, co w niektórych przypadkach prowadziło do śmierci więźnia przez utopienie;

    • zmuszaniu więźniów do leżenia warstwami na sobie i tworzenia tak zwanej piramidy składającej się z kilkunastu mężczyzn, co u więźniów znajdujących się w dolnych warstwach powodowało powstawanie rozległych obrażeń wewnętrznych i w konsekwencji śmierć;

    • zmuszaniu więźniów do leżenia na ziemi, a następnie chodzeniu po nich, co powodowało powstawanie rozległych obrażeń i w niektórych przypadkach w konsekwencji śmierć;

Natomiast drugi zarzut dotyczy różnych form fizycznego i psychicznego znęcania się nad więźniami, m.in.:

  • bicia,

  • zmuszania do zlizywania z podłogi miału węglowego,

  • zmuszania do wzajemnego bicia się współwięźniów – m.in. dwa ujawnione przypadki zmuszania do wzajemnego bicia się ojca z synem;

  • zmuszania do wielogodzinnego stania na placu obozowym bez jedzenia i picia, niejednokrotnie w trudnych warunkach pogodowych

  • zmuszania do śpiewania nazistowskich pieśni i dodatkowym biciu za nieznajomość tekstu;

Zarzuty wobec Morela oparto przede wszystkim na zeznaniach ponad 100 świadków, spośród których pięćdziesięciu ośmiu było więźniami obozu w Świętochłowicach Zgodzie.

Szerzej na temat funkcjonowania obozu w Świętochłowicach:

Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945. Dokumenty, zeznania, relacje, listy, wybr, wstęp i oprac. Adam Dziurok, Warszawa 2002, ss. 248, seria: Dokumenty IPN, t. 7.

Obozowe dzieje Świętochłowic Eintrachthűtte – Zgoda, red. Adam Dziurok, Katowice-Świętochłowice 2002, ss. 160, seria: Konferencje IPN, t. 5 (tam lista ofiar) – także na stronie internetowej ipn.gov.pl.


[1] Według zeznań jego sąsiadów z czasów przedwojennych na Salomona wołano Szlama, Zeznania w aktach śledztwa prowadzonego przez Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Katowicach – dalej IPN Ka, Akta śledztwa w sprawie zbrodni popełnionych w obozie pracy w Świętochłowicach-Zgodzie, sygn. S 61/01/ZK, k. 2316, 2325.

[2] Akta osobowe Salomona Morela, życiorys z 21 IV 1947 r. (kserokopia w IPN Ka, Akta śledztwa…, k. 2156-2157).

[3] Jego były dowódca, Mieczysław Moczar wystawił mu zaświadczenie, że „służył w oddziałach partyzanckich na terenach A.L. Lubelszczyzny i brał czynny udział w walce z niemcami”, tamże, k. 2172-2173.

[4] Tkaczyk ukrywał ich w oborze i stodole, a jego matka ich karmiła. Tkaczyk zeznał, że w jego domu mieszkał posterunkowy, który zamordował rodzinę Morelów. Za ukrywanie Salomona i Icka Tkaczyk otrzymał medal „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata”, IPN Ka, Akta śledztwa…, Zeznanie Józefa Tkaczyka, k. 2325-2327.

[5] Archiwum Akt Nowych (dalej AAN), MBP, Departament Więziennictwa (dalej DW), sygn. 7/24.

[6] List Salomona Morela do Okręgowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach z 7 XI 1992, IPN Ka, Akta śledztwa…, k. 78-81, zob. także Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku. Dokumenty, zeznania, relacje, listy, wybór, wstęp i oprac. A. Dziurok, Warszawa 2002, s. 89-92.

[7] F. Piper, Podobóz „Eintrachthütte“, „Zeszyty Oświęcimskie”, nr 17 (1975), s. 91-153.

[8] W tekście wykorzystano fragmenty artykułu A. Dziuroka, Więźniowie obozu w Świętochłowicach-Zgodzie w 1945 r., [w:] Obozowe dzieje Świętochłowic. Eintrachthütte- Zgoda, red. A. Dziurok, Katowice-Świętochłowice 2002, s. 69-77.

[9] Aleksy Krut ur. 17 VI 1925 r. w rodzinie prawosławnej w Ostrowie pow. Chełm. W 1943 r. wstąpił do „Zbrojnych Placówek” PPR. W 1944 r. wstąpił do PUBP w Chełmie, a w styczniu 1945 r. pojechał do szkoły oficerskiej MBP w Lublinie. Pełnił m.in. obowiązki naczelnika więzienia w Kluczborku (1946), Sosnowcu-Radocha (1947), Koronowie (1947-1949). Zmarł w 1963 r.; Areszt śledczy w Bydgoszczy, Akta personalne Aleksego Kruta.

[10] Świętochłowicki obóz podlegał osobom, którym obca była problematyka narodowościowa Górnego Śląska. Świadczy choćby o tym zdziwienie Morela, gdy dowiedział się, że w obozie przebywa ojciec oficera, który wcześniej walczył w wojsku niemieckim, a pod Lenino zdezerterował i został żołnierzem Wojska Polskiego. Morel załatwił wówczas zwolnienie tej osoby – posiadacza II grupy volkslisty. Przyznał wówczas, że przypadek ten dał mu dużo do myślenia, gdyż nie znał „stosunków ludnościowych na śląsku”. Dowodził również, że z czasem nabierał doświadczenia życiowego, a szczególnie cenne miały być dla niego kontakty z miejscową ludnością oraz działaczami i piłkarzami klubu „Ruch Chorzów”, zob. List Salomona Morela ……z 7 XI 1992 r.

[11] Artykuł 1 tego dekretu przewidywał, że „Obywatel polski, który w okresie okupacji niemieckiej na terytorium t.zw. Generalgouvernement i województwa białostockiego (…). zadeklarował przynależność do narodowości niemieckiej (…), podlega, (…) umieszczeniu na czas nieoznaczony w miejscu odosobnienia (obozie) i poddaniu przymusowej pracy”, Dz.U. nr 11/44, poz. 54.

[12] „Gazeta Urzędowa Województwa Śląskiego” 1945, nr 1, poz. 11.

[13] Np. w Syryni doszło do aresztowań na podstawie listy sporządzonej przez wójta sąsiedniej miejscowości. Zatrzymano i skierowano do „Zgody” kilkunastu mieszkańców z volkslistą, ale nie wiadomo według jakiego klucza. Wszyscy mieszkali na stałe w Syryni, pracowali na roli i w kopalniach, nie mieszali się do polityki. Żaden z nich nie był w Wehrmachcie, Historia do wyjaśnienia, „Nowiny”, nr 26/1995, s. 7.

[14] IPN Ka, Akta śledztwa…, Zeznanie Józefa Wiesiołka, k. 57-59; zob. także Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku.., s. 111-112.

[15] AAN, MBP, DW, sygn. 3/200; zob. także Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku..,, s. 224-230.

[16] IPN Ka, Akta śledztwa…, Zeznanie Doroty Boreczek, k. 718-724; zob. także Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku.., s. 139.

[17] IPN Ka Akta śledztwa…, k. 1698.

[18] Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku.., s. 37.

[19] AAN, MBP, DW, Wydział Inspekcji, Raporty statystyczne dot. starców i dzieci do 13 lat i 60 lat – 1945, 2/155, cz. I, k. 68, 179; cz. II, k. 4, 102.

[20] W maju było tam jedno dziecko, a w sierpniu dwójka dzieci w wieku do półtora roku, AAN, MBP, DW, Wydział Inspekcji, Raporty statystyczne dot. starców i dzieci do 13 lat i 60 lat – 1945, 2/155, cz. I, k. 68, cz. II, k. 102; nie jest to z pewnością statystyka pełna. Jedna z więźniarek wspomina, że widziała w baraku, w którym przebywała dwie lub trzy kobiety z dziećmi liczącymi około 6-7 lat, Relacja Melanii Uherek, Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku.., s. 176; działo się to w sytuacji, gdy Dyrektor Departamentu Więziennictwa i Obozów mjr Teodor Duda już 14 kwietnia 1945 r. zabronił przyjmowania do więzień i obozów dzieci do lat 13. Pouczył przy tym naczelników więzień i obozów, że dzieci pozostające w więzieniach i obozach przy rodzicach podlegają opiece miejscowych Rad Narodowych, AAN, MBP, DW, Wydział Inspekcji, Raporty statystyczne dot. starców i dzieci do 13 lat i 60 lat – 1945, 2/155, cz. I, k. 53.

[21] IPN Ka, Akta śledztwa…, Odpisy zupełne aktów zgonu więźniów Obozu Pracy w Świętochłowicach.

[22] Zob. Raporty statystyczne o zaludnieniu obozu, Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku.., s. 42, 52.

[23] AAN, MBP, DW, sygn. 4/162, k. 107-108, Odpowiedź Naczelnika Obozu Pracy w Świętochłowicach z 15 IX 1945 r. do Departamentu Więziennictwa i Obozów MBP; zob. także Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku…, s. 55-56.

[24] Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku.., s. 55.

[25] Tamże, s. 147.

[26] Tamże, Relacja Melanii Uherek, s. 176.

[27] Tamże, Zeznanie Józefa Wiesiołka, s. 112.

[28] Tamże, s. 62; Morel podaje, że na terenie obozu istniały jeszcze warsztaty samochodowe, a spora grupa więźniów miała być zatrudniona w administracji i biurach, tamże, s. 89.

[29] Tamże, s. 77.

[30] Tamże, s. 76..

[31] Zob. IPN Ka, Akta śledztwa… .

[32] G. Gruschka, Zgoda-miejsce zgrozy. Obóz koncentracyjny w Świętochłowicach, Gliwice 1998, s. 51.

[33] F. Brachmann, Powrót na Śląsk, „Karta” 1998, nr 26, s. 33.

[34] Ci więźniowie, którzy przeżyli epidemię, zostali przydzieleni do bloków 1 i 2, natomiast kobiety i dziewczęta do bloku 3, G. Gruschka, Zgoda-miejsce zgrozy…, s. 51, 53.

[35] Statystyka sporządzona na podstawie odpisów aktów zgonu, IPN Ka, Akta śledztwa…, Odpisy zupełne aktów zgonu więźniów Obozu Pracy w Świętochłowicach.

[36] Tamże.

[37] AAN, MBP, DW, sygn. 3/2, k. 1; zob. także Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku…, s. 48.

[38] Archiwum Państwowe w Katowicach, Urząd Wojewódzki Śląski, Wydział Ogólny, sygn. 271, k. 58.

[39] H. Dominiczak, Organy bezpieczeństwa PRL 1944-1990. Rozwój i działalność w świetle dokumentów MSW, Warszawa 1997, s. 72.

[40] Informacje te podaje Jakub Ciećkiewicz reportażu „Niemcy i Polacy” (maszynopis w IPN Ka, Akta śledztwa…, załącznik do akt). Pastor, który udzielił tych informacji nie pracuje już w Świętochłowicach, a obecny pastor nie jest w stanie potwierdzić istnienia takich zapisów.

[41] AAN, MBP, DW, sygn. 2/137, k. 11; zob. także Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku.., s. 78.

[42] IPN Ka, Akta śledztwa…, Odpisy zupełne aktów zgonu więźniów Obozu Pracy w Świętochłowicach.

[43] AAN. MBP, DW, sygn. 4/162, k. 139, zob. także Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku.., s. 49.

[44] AAN, MBP, DW, sygn. 4/162, k. 107-108, Odpowiedź Naczelnika Obozu Pracy w Świętochłowicach z 15 IX 1945 r. do Departamentu Więziennictwa i Obozów MBP; zob. także Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku…, s. 55-56.

[45] AAN, MBP, DW, Wydział Inspekcji, Raporty statystyczne dot: starców i dzieci do 13 lat i 60 lat – 1945, 2/155, cz. I, k. 179.

[46] IPN Ka, Akta śledztwa…, Zeznanie Józefa C., k. 916-918.

[47] IPN Ka, Akta śledztwa… .

[48] Okólnik nr 107 z 27 XI 1945 r., kopia w IPN Ka, Akta śledztwa…, k. 486.

[49] Świadczy o tym choćby przykład jednego z więźniów, oskarżonego o przynależność do SA, który zmarł w świętochłowickim obozie podczas epidemii tyfusu 2 sierpnia 1945 r. Nikt nie poinformował właściwej władzy o zgonie więźnia. Nieświadomy niczego prokurator 4 miesiące po śmierci więźnia przygotował akt oskarżenia i wysłał do obozu. Dopiero w marcu 1946 r. otrzymał odpowiedź, że oskarżony nie może stawić się na rozprawę, gdyż już od sierpnia 1945 r. nie żyje, Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku.., s. 24.

[50] A. Dziurok, Śląskie rozrachunki. Władze komunistyczne a byli członkowie organizacji nazistowskich na Górnym Śląsku w latach 1945-1956, Warszawa 2000, s. 139.

[51] Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku.., s. 149.

[52] AAN, MBP, DW, sygn. 4/162, k. 107-108, 138; zob. także Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku.., s. 50, 55.

[53] Przedstawione powyżej przypadki i metody znęcania się nad więźniami świętochłowickiego obozu opisano szerzej we wniosku o tymczasowe aresztowanie i ekstradycję Salomona Morela, IPN Ka, Akta śledztwa…, k. 2331-2341.

[54] Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku.., s. 78.

[55] IPN Ka, Akta śledztwa…, k. 735.

[56] Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku.., s. 53-54.

[57] W przypadku Jerzego Johna z Chorzowa, w akcie zgonu jako przyczynę śmierci podano dur brzuszny, zaś w doniesieniu zgonu podpisanym przez Morela odnotowano: „przez zastrzelenie”.

[58] List Salomona Morela do Okręgowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach z 7 XI 1992, IPN Ka, Akta śledztwa…, k. 78-81, zob. także Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku…, s. 89.

[59] Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku.., s. 28.

[60] Rozkaz z 15 IX 1945 r.,kopia w IPN Ka, Akta śledztwa…, k. 484.

[61] Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku.., s. 78.

[62] Tamże, s. 145.

[63] AAN, MBP, DW, Wydział Inspekcji, Dodatkowe załączniki do protokołu zdawczo-odbiorczego Obozu Pracy w Świętochowicach (w likwidacji), sygn. 2/138, k. 1.

[64] Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku.. ,s. 61-75, 79.

[65] AIPN Wa, Sąd Okręgowy w Cieszynie, sygn. 131, k. 67, 31, 58.

[66] Wielu z nich zmarło w obozie, jak np. Paweł Schmidt – jeden z Ortsgruppenleiterów NSDAP w Bielsku, APKat, PZZ Okręg Śląski, Wykazy zbrodniarzy wojennych, k. 52; na początku lat 80. Jerzy Ziętek w rozmowie z Henrykiem Piecuchem miał powiedzieć: „W Świętochłowicach mało było gestapowców, wielu Ślązaków. W tym cała tragedia. Warunki były straszne. W ciągu kilku miesięcy zmarło lub zostało zamordowanych blisko dwa tysiące osób”, H. Piecuch, Akcje specjalne: od Bieruta do Ochaba, Warszawa 1996, s. 27-28.

Za: http://ipn.gov.pl/pl/aktualnosci/647,Odpowiedz-Panstwa-Izrael-na-wniosek-o-ekstradycje-Salomona-Morela-oraz-opracowan.html

——————————————————-