10 Sierpień 2017

W ten poniedziałek (8. VIII) irackie Siły Mobilizacji Ludowej (PMU) wyzwalające od ISIS granicę iracko-syryjską padły ofiarą amerykańskiego „omyłkowego” ataku rakietowego. Według przedstawicieli tej formacji, Amerykanie użyli systemu dalekiego zasięgu HIMARS – dyslokowanego przez nich nielegalnie na południu Syrii, w czerwcu br.

Zdarzenie miało miejsce na zachodnich kresach irackiej prowincji Anbar, na obrzeżach bazy wojskowej Al-Jamounah (k. Akashat), w odległości kilkudziesięciu kilometrów zarówno od granicy z Syrią, jak i z Jordanią. W ataku zginęło 68 ochotników z formacji „Sayed Al-Shuhada”, wchodzącej w skład PMU. Ponad 30 zostało rannych, wielu ciężko – finalna liczba ofiar śmiertelnych może okazać się jeszcze większa. Dowództwo PMU niezwłocznie zwróciło się do rządu irackiego z wnioskiem o uruchomienia śledztwa w sprawie – zapowiadając, że incydent będzie miał „poważne konsekwencje” dla USA. Wśród zabitych żołnierzy znalazł się także syn dowódcy jednostki.

Według członków jednostki, o pomyłce ze strony USA nie może być mowy – amerykańskie śmigłowce latały nad okolicą przez dwa dni bezpośrednio poprzedzające atak – ostatniego przelotu dokonując zaledwie kilka godzin przed nim. W mediach społecznościowych pojawiło się nawet nagranie, mające to dokumentować. PMU twierdzi, że uderzenia rakietowego dokonano świadomie i z premedytacją.

Niedaleko granica z Jordanią, oraz terytoria syryjskie – gdzie nadal stacjonują siły USA i popieranych przezeń „umiarkowanych rebeliantów” (bazy At-Tanf i Al-Zakaf).

Dokładnej liczby rannych i zabitych nie udało się ustalić, gdyż niewiele później bazę Al-Jamounah zaatakowali dżihadyści tzw. Państwa Islamskiego – dziwnym trafem skoncentrowani i gotowi do przeprowadzenia największego w ostatnich tygodniach natarcia. Atakowano z trzech stron, rozpoczynając szturm od zdetonowania ogromnej bomby-samochodu (VBIED), prowadzonej przez samobójcę. Według powiązanej z ISIS agencji medialno-propagandowej Amaq, w ataku miało zginąć kilkudziesięciu członków irackiej milicji, zniszczono też 7 pojazdów opancerzonych a trzy przejęto. Na koniec bazę spalono i zrównano z ziemią, używając do tego buldożerów i koparek. Zopublikowanych zdjęć wynika, że ISIS zdobyło także wiele sztuk broni i amunicji.

Dżihadyści wzięli do niewoli co najmniej kilku ochotników irackich, twierdząc także, że był wśród nich jeden „doradca irański”.

Jak dotąd w 2017 roku, jest to najkrwawszy niespodziewany atak ISIS, dokonany przeciwko siłom irackim. Na dodatek przy współudziale USA.

(Na podst. Al-Masdar, FB, Twitter oprac. M.M.)

——————————————-

Komentarz Redakcji: Nie jest tajemnicą, że w przeszłości członkowie Sił Mobilizacji Ludowej padali ofiarą podobnych „omyłkowych bombardowań” ze strony lotnictwa Koalicji, podobnie jak syryjscy żołnierze broniący przed ISIS miasta-twierdzy Deir Ezzor. Z uwagi na szyicki i proirański charakter formacji, w mediach zachodnich regularnie szkalowano jej członków – oskarżając ich o fanatyzm religijny oraz chęć dokonania „czystki” na wszystkich sunnitach. Prozachodnia Koalicja oficjalnie nie współpracuje z PMU, choć jest to jedna z najważniejszych sił zwalczających ISIS w Iraku – o wiele ważniejsza niż koalicyjne lotnictwo czy siły lądowe. Mało tego – amerykańscy wojskowi i zachodni politycy naciskali, by wykluczyć PMU z operacji wyzwolenia Mosulu. Rząd iracki znalazł się pod presją, ostatecznie musiał ustąpić tym żądaniom – jednak uczynił to w dość sprytny sposób, gdyż Siłom Mobilizacji Ludowej przydzielił zadania na zachód od Mosulu, pozwalając na zdobycie Tal Afar i licznych, mniejszych miejscowości. Tym samym zablokowano ISIS możliwość wycofania się do Syrii – i prowadzenia tam walki przeciwko siłom syryjskiego rządu (czego by pewnie chcieli zachodni decydenci).

Za: http://xportal.pl/?p=30291

———————————————————————–