9 Wrzesień 2017

Kiedy piszę ten felieton kończy się akurat wakacyjna pieriedyszka, więc tylko patrzeć, jak Nasza Złota Pani wyda BND, a za jej pośrednictwem – również niemieckim owczarkom w Brukseli, a w Polsce – starym kiejkutom i folksdojczom rozkaz rozpoczęcia kampanii wrześniowej, której celem jest doprowadzenie w naszym nieszczęśliwym kraju do politycznego przesilenia, w następstwie którego na pozycję lidera politycznej sceny wróciłaby ekspozytura Stronnictwa Pruskiego. „Smok olbrzymi od morza do morza się wije. Nocą widzą go w ogniu najśmielsi lotnicy. Czarny łopoce w miastach i na trwogę bije. Sygnał strzelił rakietę znad pruskiej granicy” – pisał Tuwim w wierszu „Mocarstwo anonimowe”, który miał być szyderczą recenzją książki Adolfa Nowaczyńskiego o tym samym tytule. Jak tam było tak tam było, ale niezależnie od intencji poetę musiały wspierać proroctwa, bo jakże inaczej wytłumaczyć takie oto skrzydlate strofy: „Już w podziemiach synagog wszystko złoto leży, amunicję przenoszą czarni przemytnicy. Naradzają się szeptem berlińscy bankierzy, dzwoni tajny telefon w warszawskiej bóżnicy”? Zresztą mniejsza o poetę i wspierające go proroctwa, bo ważniejsze, że właśnie kończy się pieriedyszka, a w przeczuciu decydującego boju we wszystkich bojownikach, a nawet obozowych ciurach, zaczyna buzować adrenalina, co sprawia, że niektórzy zaczynają mówić językami – również językiem zdrady stanu.

Taki właśnie casus pascudeus przytrafił się niejakiemu Borysowi Budce, który na skutek splotu dziwnych okoliczności został nawet ministrem sprawiedliwości w rządzie pani Kopacz, co stanowi znakomitą ilustrację trafności spostrzeżenia, że jak Pan Bóg dopuści, to i z kija wypuści. Otóż pan Budka przesłuchiwany przez „Die Zeit” dał tak zwany „głos czeladzi” oświadczając, że Unia Europejska powinna postawić Polsce ultimatum. Został za to ofuknięty przez dwóch śląskich senatorów Platformy Obywatelskiej i chociaż zaraz oskarżył ich, że na skutek „półprawd” wpisali się w PiS-owską „narrację” (to takie słowa są?), to jednak coś musiało być na rzeczy, bo interweniował w redakcji „Die Zeit”, że mianowicie powiedział co innego, niż oni wydrukowali. Najwyraźniej niezależna redakcja musiała dostać rozkaz od oficera prowadzącego, żeby – póki jeszcze w Polsce nie padła pierwsza salwa – jeszcze poszła temu całemu Budce na rękę i napisała, że powiedział co innego – co tam w uzgodnieniu z przewodniczącym Grzegorzem Schetino sobie wykombinowali, żeby było dobrze.

Rzecz bowiem z tym, że pan Budka, zarówno qua fajdanis, czyli poseł, jak i qua minister sprawiedliwości, składał solenne deklaracje zarówno w postaci „ślubowania” poselskiego, jak i przysięgi ministerialnej, w której zobowiązał się do „czynienia wszystkiego dla pomyślności Ojczyzny” (ślubowanie poselskie) i traktowania „dobra Ojczyzny” jako „najwyższego nakazu” (przysięga ministerialna). Nawoływania po niemieckich gazetach, by „Unia Europejska” czyli wysunięci przez Naszą Złotą Panią na fasadę Komisji Europejskiej niemieccy owczarkowie, wystosowali wobec Polski „ultimatum”, a więc żądanie wsparte groźbą zastosowania przemocy albo jakichś innych dolegliwości, wydaje się trudne do pogodzenia ze wspomnianymi przysięgami. Inna sprawa, że w naszym nieszczęśliwym kraju mało który z Umiłowanych Przywódców przejmuje się składanymi przysięgami. Taki np. Aleksander Kwaśniewski, którego uważam za prawdziwe nieszczęście dla Polski, przysięgę prezydencką składał dwukrotnie, a mimo to podczas hucpiarskiej uroczystości w Jedwabnem 10 lipca 2001 roku, „przeprosił” za Jedwabne w imieniu „narodu polskiego” przyłączając się w ten sposób do żydowskich oskarżeń, których celem jest przyprawienie polskiemu narodowi odrażającego wizerunku narodu morderców, by w ten sposób nie tylko zdyfamować go przed światem, ale również, a może przede wszystkim – by w ramach „pedagogiki wstydu”, wzbudzić w polskim narodzie poczucie winy wobec Żydów, dzięki czemu będzie można Polaków zdominować bez uciekania się do permanentnego terroru. Mam nadzieję, ze kiedyś za to odpowie, bo takie łajdactwa nie powinny pozostawać bezkarne, ponieważ zachęcają innych do ich powtarzania. Daleko nie szukając, dziesięć lat później Bronisław Komorowski, jako prezydent, w liście skierowanym do uczestników uroczystości w Jedwabnem, a odczytanym przez słynącego od czasów stalinowskich z „postawy służebnej” Tadeusza Mazowieckiego zamieścił haniebne zdanie, że „naród polski” powinien przyzwyczaić się do myśli, ze był również „sprawcą”. Już nawet nie „współsprawcą” – jak Żydzi oskarżali Polaków za prezydentury Kwaśniewskiego, tylko samodzielnym „sprawcą” holokaustu. Skoro takie przykłady idą z samej góry, to czegoż wymagać od prostego posła Budki, któremu adrenalina uderzyła do i tak przecież niezbyt tęgiej głowy?

Toteż wszyscy dokazują, jak tylko mogą tym bardziej, że na skutek zawetowania ustaw „sądowych” przez pana prezydenta Dudę, reforma sądownictwa oddala się w odległą przyszłość, konserwując sytuację, w której sędziowie wyzwolili się od podległości jakiemukolwiek konstytucyjnemu organowi. Podlegają wyłącznie starym kiejkutom, a państwo tylko im płaci. Rzecz w tym, że jeśli projekty sporządzone przez Kancelarię Prezydenta będą różniły się od projektów rządowych w sposób istotny, to nikt tych ustaw panu prezydentowi w Sejmie nie uchwali, a skoro tak, to wszystko zostanie po staremu. Kto wie, czy nie o to właśnie chodziło Naszej Złotej Pani, która przesz 45 minut o czymś tam musiała panu prezydentowi Dudzie klarować przez telefon, zanim ogłosi on swoje ultimatum wobec rządu. W XVIII wieku Katarzynie też zależało na utrzymaniu w Polsce anarchii, bo tym łatwiej sobie z Rzeczpospolitą poradziła. Nic zatem dziwnego, że ze Stowarzyszenia Sędziów „Iustitia”, które na dobry porządek powinno zmienić nazwę z „Iustitia” (sprawiedliwość) na „Iniuria” (bezprawie) popłynęło wezwanie, by żaden z sędziów nie przyjmował od rządu nominacji na stanowisko prezesa sądu. Najwyraźniej niezawiśli sędziowie czekają, aż w następstwie kombinacji operacyjnej Nasza Złota Pani utworzy w Polsce nowy rząd – i dopiero od niego można będzie brać wszystkie nominacje, przywileje i nagrody za dobre sprawowanie – bo cóż wyróżniać, cóż nagradzać w tych dzisiejszych zepsutych czasach, jeśli nie sławną niezawisłość?

Stanisław Michalkiewicz – Felieton    tygodnik „Polska Niepodległa”    9 września 2017

Za: http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4023

—————————————————————–