10 Wrzesień 2017

Żołnierze mołdawskiej armii w czasie ćwiczeń wojskowych na terytorium Ukrainy

 Skandal wojskowo-polityczny w Mołdawii nabiera rozpędu. Rząd zatwierdził wysłanie 57 żołnierzy na wspólne amerykańsko-ukraińskie manewry. To niedużo, ale ważniejsze jest symboliczne znaczenie tego gestu oznaczającego oddanie sprawie Amerykanów i Ukraińców.

Igor Dodon uchylił decyzję prezydenckim dekretem, zakazując wysyłania żołnierzy dokądkolwiek bez jego zgody. Rząd postanowił jednak nie zwracać uwagi na wolę prezydenta i jak gdyby nic wysłał żołnierzy na Ukrainę.

Przewodniczący mołdawskiego parlamentu ze słowami „jaki z ciebie głównodowodzący, jeśli masz za nic armię” obiecał na najbliższym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa podnieść kwestię „presji ze strony prezydenta”, który (uwaga!) utrudnia zwiększanie zdolności bojowej Mołdawii.

Zdolność bojowa nie ma tak tu tak naprawdę nic do rzeczy. W Mołdawii panuje po prostu dwuwładza. Z jednej stron jest rząd i parlament, który niezależnie od wyników wyborów okazuje się z gruntu proeuropejski (deputowani nieskrępowanie przechodzą z frakcji do frakcji, europejskich wartości domagają się dziś ci, którzy trzy lata temu wybrani byli jako komuniści, socjaldemokraci i liberałowie). Parlament prawidłowo pełni główne zadanie „proeuropejskości” postawione przed byłymi republikami socjalistycznymi, tj. prowadzi antyrosyjską politykę, nie brata się z Rosją ani gospodarczo, ani kulturowo, prześladuje „rosyjskich agentów”. Bez względu na straty ludzkie i gospodarcze.

Z drugiej strony jest wyłoniony w wyborach powszechnych prezydent Dodon, który ogłosił kurs na przywrócenie normalnych relacji z Rosją, dialog z Naddniestrzem (dla niewtajemniczonych Naddniestrze to taki Donbas, tyle że mołdawski, który oderwał się od młodej demokracji już na początku lat 90., przez nikogo nieuznawany, ale zdolny do obrony i strzeżony na wszelki wypadek przez Operacyjną Grupę Rosyjskich Wojsk, znaną wcześniej jako 14. Armia Gwardii). I co najważniejsze, Dodon ogłosił kurs na zachowanie suwerenności państwowej Mołdawii.

Obecne wydarzenia pokazują, że mowa raczej nie o zachowaniu, lecz o przywróceniu suwerenności.

Dlatego że otwarcie ignorująca szefa państwa elita polityczna ot tak się nie pojawiła. W toku trwającej ćwierćwiecze europejskiej demokratyzacji ukształtowała się de facto klasa, która sprywatyzowała władzę polityczną. Sprywatyzowała ją, mówiąc obrazowo, „na międzynarodowe granty”. Ulokowawszy już dość dawno „ojczyznę gospodarczą” na Zachodzie, z założenia nie jest w stanie prowadzić „suwerennej” polityki. Nie steruje ona państwem, pełni raczej rolę posługacza prowadzącego narzucony mu kurs.

 

Dlatego Igor Dodon może być nawet szczerze oddanym swojemu państwu politykiem, wszystkie jego starania będą jednak skutecznie blokowane przez dobrze przyssaną do władzy, znającą swoje miejsce prozachodnią elitę. I tak będzie co najmniej do referendum, o które walczy Dodon. Na referendum, według zamysłu Dodona, obywatele państwa mieliby określić się w kwestii rozszerzenia uprawnień prezydenta, nowych wyborów do parlamentu i przywrócenia do szkół przedmiotu „Historia Mołdawii”. Bo poprzednie elity były tak bardzo zorientowane na UE, że w mołdawskich szkołach dzieci uczą się „Historii Rumunów”.

Warto zauważyć, że to ogólna bolączka „postsocjalistycznej Europy”. Po prostu nie wszędzie przybrała ona tak tragikomiczny charakter jak w Mołdawii.

Teraz obserwujemy pewne ożywienie „na kierunku eurazjatyckim”: Bułgaria, Grecja, Serbia wyrażają chęć dołączenia do „Strumienia Tureckiego”. Dość łatwo przychodzi jednak na myśl los „Strumienia Południowego”, którego budowa już ruszyła, a potem została zamrożona przez ówczesnego premiera Bułgarii po tym, jak „starsi bracia” wytłumaczyli mu istotę europejskich wartości.

Rzecz w tym, że pseudo-samodzielne państwa Europy Wschodniej nie są tak po prostu winne Europie pieniędzy, a ich elity nie przechowują tak po prostu w USA kapitału, nieruchomości i dzieci. Te państwa objęte są jeszcze mackami „instytucji społeczeństwa obywatelskiego”, „organizacji pozarządowych” i innych ośrodków eksperckich, które prowadzą politykę europejskich i amerykańskich zwierzchników. Napierają one na społeczeństwa wschodnioeuropejskich państw z taką siłą, że każde rdzenne „promołdawskie”, „probułgarskie”, „proserbskie” i dalej według listy społeczeństwo czuje się przytłoczone ich ilością i możliwościami finansowymi.

Mają one takie możliwości, że nawet jeśli powstanie przeciwko nim głowa państwa — przypomnijmy bitwę węgierskiego premiera Orbana z odległym amerykańskim miliarderem Sorosem — obruszą się na niego nie tylko wielotysięczne demonstracje w samym kraju, ale te zgodne okrzyk UE i USA.

…. Zresztą, jak pokazuje historia, sytuacja zawsze może ulec zmianie. Jeśli Dodon zdoła pokonać troskliwie wyhodowaną elitę poprzez bezpośredni apel do narodu, być może będziemy świadkami pierwszego w najnowszej historii przypadku przywrócenia prawdziwej suwerenności państwowej w jednej z republik byłego obozu socjalistycznego.

Za: https://pl.sputniknews.com/opinie/201709106253637-byc-antyrosyjskim-za-wszelka-cene-o-wielkiej-bitwie-w-Moldawii/

————————————————————-

Zobacz także:

https://pl.sputniknews.com/swiat/201708306189022-sputnik-rumunia-ukraina-moldawia-naddniestrze/

https://pl.sputniknews.com/swiat/201708076038981-USA-chca-rozbudowac-baze-wojskowa-w-Moldawii-za-plecami-Dodona/