9 Wrzesień 2017

»Smok olbrzymi od morza do morza się wije

Nocą widzą go w ogniu najśmielsi lotnicy

Ciemny łopoce w miastach i na trwogę bije

Sygnał strzelił rakietę znad pruskiej granicy«.

W naszym nieszczęśliwym kraju zapanował nastrój wyczekiwania. Najwyraźniej początek tegorocznej kampanii wrześniowej Nasza Złota Pani Adolfina wyznaczyła na 25 września, a więc już następnego dnia po wyborach, w których zamierza pokonać swego rywala Martina Schulza i objąć urząd kanclerza, który sprawuje nieprzerwanie od 2005 roku. Rzeczywiście – najpierw musi wyjaśnić się sytuacja w metropolii, żeby wszyscy wiedzieli, w jaki sposób mają robić porządek w peryferyjnych bantustanach. O ich roli przypomniał pupil Pani Wychowawczyni, którego podejrzewam, iż jest wydmuszką francuskiego wywiadu, wymyśloną gwoli zagrodzenia Marynie Le Pen drogi na fotel prezydenta Republiki Francuskiej. Pupil powiedział, że „Polska” nie będzie „definiować Europy jutra”. Skoro już dziś znalazła się „na marginesie”, to „jutro” może nawet zostać zepchnięta w słynne „ciemności zewnętrzne”, skąd dobiega „płacz i zgrzytanie zębów”. Nasza Złota Pani Adolfina nigdy by tak szczerze tego nie wyraziła, ale prezydent Macron dopiero niedawno zaczął grać rolę prezydenta, więc jeszcze co na sercu, to i na języku. Tymczasem Nasza Złota Pani Adolfina powiedziała tylko, że w obliczu bezecnych prowokacji polskiego rządu „dłużej milczeć nie może” i przywołała do siebie niemieckiego owczarka w osobie Jana Klaudiusza Junckera, piastującego godność przewodniczącego Komisji Europejskiej. Tedy Jan Klaudiusz Juncker wyznaczył specjalne posiedzenie Komisji na 25 września, kiedy to nadejdzie czas, by z Polską zrobić porządek. Pretekstów jest kilka; po pierwsze – sprawa „relokacji” tak zwanych „uchodźców”, którzy napłynęli i napływają do Europy w następstwie operacji pokojowych, misji stabilizacyjnych, wojen o pokój i demokrację, a także – jaśminowych rewolucji. Wszystkie te szlachetne przedsięwzięcia wtrąciły w krwawy chaos kraje środkowego i Bliskiego Wschodu oraz Afryki Północnej, uważane za potencjalne zagrożenie dla bezcennego Izraela. Wśród tych „uchodźców” dominują mężczyźni przed 30 rokiem życia, a więc – zdolni do walki. Ogołocenie tych obszarów z miliona, a może nawet już 2 milionów takich mężczyzn, zagrożenie dla bezcennego Izraela dodatkowo zmniejsza, ale dla Europy zwiększa. Tymczasem kraje Europy Środkowej nie chcą godzić się na przyjęcie kontyngentów tych „uchodźców”, jakie próbowała narzucić im Nasza Złota Pani Adolfina w ramach przywracania pruskiej dyscypliny. Toteż Komisja zapowiada („król srogie głosi kary…”) sankcje przeciwko krnąbrnym krajom, a niezawisły Europejski Trybunał Sprawiedliwości w podskokach oddalił skargi Słowacji i Węgier na przymusową „relokację uchodźców”. Jeszcze raz się potwierdziło spostrzeżenie Franciszka Marii Aroueta zwanego Wolterem, że „kiedy Padyszachowi wiozą zboże, kapitan nie troszczy się, jakie wygody mają myszy na statku”. Słowacja i Węgry najwyraźniej uważały, że jeśli tę sprawę postawią na gruncie prawno-traktatowym (do czego zobowiązały się w traktacie akcesyjnym i lizbońskim, a do czego nie), to niezawisły Trybunał w Luksemburgu przyzna im rację. Ale Trybunał, chociaż niezawisły, jakże by inaczej, przecież pamięta, że nie kąsa się ręki, z której się jada, toteż skargi oddalił. Inna sprawa, że traktat lizboński zredagowany został tak, by nie było do końca jasne, do czego właściwie sygnatariusze się zobowiązują. Jest tam bowiem zasada przekazania, głosząca, że Unia Europejska, to znaczy – jej organy – mają tylko takie kompetencje, jakie przekażą im państwa członkowskie. Ale jest tam też zasada lojalnej współpracy, głosząca, że kraje członkowskie powinny powstrzymać się przed każdym działaniem, które „mogłoby zagrozić urzeczywistnieniu celów Unii Europejskiej” – niezależnie od kompetencji przekazanych. Ponieważ z łaski Naszej Złotej Pani Adolfiny i pupilka Pani Wychowawczyni sprawa „relokacji” została uznana za „cel Unii Europejskiej”, no to niezawisły Trybunał ma pełną swobodę, a niemieckie owczarki w osobach Jana Klaudiusza Junckera i jego zastępcy Franciszka Timmermansa, będą mogły nie tylko tarmosić nieposłuszne bantustany, ale nawet boleśnie je kąsać. Obawiam się, że pan prezydent Kaczyński przed ratyfikowaniem traktatu lizbońskiego chyba go nie przeczytał, polegając zapewne na wyjaśnieniach pani minister Anny Fotygi, nazywanej przez złośliwców „pulardą”.

Drugim pretekstem będzie oczywiście „praworządność” w Polsce. Właśnie pobożny pan Michał Królikowski, były wiceminister sprawiedliwości w rządzie premiera Tuska, którego prezydent Duda wziął sobie na doradcę w tych sprawach oznajmił, że „nie ma potrzeby” reformowania Sądu Najwyższego, a co do Krajowej Rady Sądownictwa, to jest ona „zdefiniowana w konstytucji”, więc n’en parlons plus. Słowem – wszystko zostaje po staremu – i coraz bardziej utwierdzam się w podejrzeniach, że taki właśnie rozkaz przekazała prezydentowi Dudzie Nasza Złota Pani Adolfina podczas 45 minutowej rozmowy telefonicznej, po której pan prezydent ogłosił zamiar zawetowania tych ustaw. Warto dodać, że w takiej sytuacji rządowa większość w Sejmie panu prezydentowi takich nowelizacji nie uchwali, więc wszystko zostaje po staremu tak czy owak. Już tam nie bez powodu stare kiejkuty na wyścigi stręczą się panu prezydentowi Dudzie ze swoją przyjaźnią – ale ona – wiadomo – musi kosztować. Toteż grupa generałów, co to „odeszli” z wojska na skutek kuracji przeczyszczającej, jaką naszej niezwyciężonej armii zaaplikował złowrogi minister Macierewicz, właśnie utworzyła Fundację Bezpieczeństwa i Rozboju, to znaczy – pardon – oczywiście Rozwoju; Fundację Bezpieczeństwa i Rozwoju Stratpoints. Pan generał Różański, pełniący funkcję prezesa spodziewa się napływu środków od „parlamentu”, „Biura Bezpieczeństwa Narodowego”, czyli pana prezydenta, „od NATO” i „od Unii Europejskiej”. Jestem pewien, że od Unii Europejskiej na pewno je dostanie, zwłaszcza gdyby Fundacja zaangażowała się w sprawę obrony praworządności i demokracji w Polsce. Na pieniądzach nie będzie przecież napisane, że to od BND, więc żadnego ryzyka nie ma tym bardziej, że który bezpieczniak z ABW ośmieliłby się podnieść rękę na Naszą Złotą Panią Adolfinę? Tych generałów, co „odeszli”, jest akurat tylu, że wystarczyłoby ich na Wojskową Radę Ocalenia Narodowego i kto wie, czy się jej w końcu nie doczekamy? Fundacja bowiem stawia sobie za cel „aktywizowanie weteranów” O, to, to! Zwłaszcza takich, co to z niejednego komina wygartywali i potrafią bronić zarówno „socjalizmu i sojuszy”, jak i „praworządności i demokracji”. Najlepsze są przecież kadry i rozwiązania sprawdzone, toteż Leszek Balcerowicz, najwyraźniej w trybie alarmowym wezwany z Ukrainy, gdzie, jak wiadomo” „doradza” tamtejszym oligarchom, jak robić, żeby wszystko było „gites tenteges”, wystąpił na konferencji prasowej z Kukuńkiem, czyli byłym prezydentem naszego nieszczęśliwego kraju Lechem Wałęsą. Kukuniek powiedział, że w ramach wariantów na mądre rozwiązania konieczny jest masowy udział obywateli. Znaczy – zadymy uliczne. Leszek Balcerowicz przymilnie się uśmiechał, a kiedy przyszła kolej na niego, orzekł, że sytuacja praworządności pod rządami PiS nie mieści się w europejskich standardach. Udział Leszka Balcerowicza, którego z banana wystrugało jeszcze na przełomie lat 80 i 90-tych dwóch osobników: Jeffrey Sachs, ekonomiczny szaman, autor recepty na to, jak umrzeć wyleczonym i stary żydowski finansowy grandziarz Jerzy Soros, który na tym etapie ściśle kolaboruje z nazis…, – to znaczy pardon; nie z żadnym „nazistami”, których przecież już „nie ma”, tylko z Naszą Złotą Panią Adolfiną. Wyciągnięcie z naftaliny i włączenie Leszka Balcerowicza do kombinacji operacyjnej pokazuje, że nie tylko Niemcy, ale i Żydzi uruchamiają wszystkie swoje aktywa w Polsce – ale bo też polityczny projekt Trójmorza trzeba zlikwidować w zarodku.

Stanisław Michalkiewicz – Komentarz    tygodnik „Goniec” (Toronto)    10 września 2017

Za: http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4024

————————————————————————