9 Listopad 2017

Piszę ten tekst bezpośrednio po wysłuchaniu wystąpienia Władimira Putina w Soczi, na zjeździe Klubu Wałdajskiego. Było to arcyważne wystąpienie, na które polskie media nie zwróciły dostatecznej uwagi. Było na tyle ważne, że wymaga omówienia.

Przemówienie Władimira Putina było godne politycznego katechona, suwerena imperium, który przedstawia światu rosyjską koncepcję świata na początku XXI wieku, a przy okazji całościową teorię stosunków międzynarodowych. Dlatego w tytule niniejszego tekstu pojawia się pojęcie “mowy tronowej” – było to wystąpienie w stylu bardziej imperialnym, niż prezydenckim. Mowę uważam za prawdziwą perełkę rosyjskiej szkoły dyplomacji, która w Polsce jest mało znana, chyba, że w skarykaturyzowanej wersji. Stanowiło ono podsumowanie polityki zagranicznej prowadzonej przez Siergieja Ławrowa, będącego bez wątpienia jednym z najwybitniejszych dyplomatów naszej epoki.

Dobrze, dość laudacji co do formy, choć rzeczywiście forma (i sceneria) były urzekające. Zachwyciły zresztą nie tylko mnie, co widać po komentarzach pod wystąpieniem zamieszczonym na youtubie, a pisanych przez francuskich słuchaczy (odsłuchałem mowę w j. francuskim). Ale przejdźmy do meritum.

Władimir Putin przedstawił całościową koncepcję stosunków międzynarodowych w opozycji do amerykańskiej wizji porządku unilateralnego, jednobiegunowego, czy jakkolwiek inaczej byśmy nazwali tę wizję, w której Stany Zjednoczone roszczą sobie prawa do faktycznej zwierzchności nad światem. W odpowiedzi na koncepcje dominujące od lat dziewięćdziesiątych w Waszyngtonie, Prezydent Rosji zarysował słuchaczom wizję stosunków międzynarodowych opartą na zasadzie równowagi, której najwybitniejszym teoretykiem i praktykiem był m.in. Klemens von Metternich. Zaproponował powrót do klasycznej zasady tzw. koncertu mocarstw, które obecnie są skupione w Radzie Bezpieczeństwa ONZ i powinny w piątkę przejąć odpowiedzialność za zapewnienie pokoju na świecie, prowadzić arbitraż pomiędzy mniejszymi państwami. Podkreślił, że dzięki tej instytucji nigdy nie doszło nigdy do bezpośredniego starcia zbrojnego “wielkiej piątki”.

Następnie Prezydent Federacji Rosyjskiej opowiedział się za bezwarunkowym szacunkiem dla prawa międzynarodowego. Powiem szczerze, że zawsze byłem pod wrażeniem umiejętności rosyjskiej dyplomacji poruszania się w prawie międzynarodowym i umiejętności wykorzystywania na swoją korzyść licznych tkwiących w nim sprzeczności (czego o amerykańskiej dyplomacji powiedzieć nie można). Putin zwrócił uwagę na konieczność poszanowania zasady suwerenności państw, ich niepodzielności i uznania ich legalnych władz, piętnując Stany Zjednoczone za wspieranie terrorystów w Syrii i groźby kierowane wobec Korei Północnej, grożące rozpętaniem konfliktu zbrojnego.

Podkreślić trzeba Putinowskie zręczne połączenie zasady nienaruszalności terytorialnej państw z rosyjską aneksją Krymu i poparciem dla zbuntowanego Donbasu. Rosyjski przywódca odwołał się bowiem – nie wymieniając z nazwy – do klasycznego pojęcia “belligerent” (strona wojująca), występującego w tradycyjnym prawie międzynarodowym publicznym. Belligerent to oddziały rewolucyjne lub separatystyczne, którym udało się trwale opanować zwarte i znaczące terytorium oraz ustanowić na nim własne instytucje i administrację. Tradycyjne prawo międzynarodowe uznawało taki podmiot za zdolny do zawierania traktatów, a także pozwalało na dostarczanie mu broni.

Przypomniawszy klasyczne zasady prawa międzynarodowego, Władimir Putin mocno skrytykował Amerykanów za ustawiczne łamanie jego zasad, a także za jednostronne niedotrzymywanie umów o redukcji broni nuklearnej i uniemożliwianie rosyjskim wysłannikiem inspekcji amerykańskich instalacji nuklearnych (opinia trudna do weryfikacji dla polskiego obserwatora). Podkreślił, że Stany Zjednoczone od upadku ZSRR prowadzą regularną politykę militarnej destrukcji sojuszników Rosji w świecie (Syria, Serbia, etc), co bez wątpienia jest prawdą weryfikowalną empirycznie.

Mowę Putina należy potraktować jako stanowcze “niet” wobec nękania sojuszników Rosji, a także jako mocną publiczną krytykę – pierwszy raz – polityki zagranicznej Donalda Trumpa, który nie wycofał amerykańskiej pomocy dla terrorystów syryjskich, a teraz grozi koreańskiej monarchii Kimów. Przemówienie wskazuje także – a to już jest dla Polski znakomita wiadomość – że strefa konfrontacji rosyjsko-amerykańskiej przeniosła się z Europy do Azji.

I uwaga na sam koniec. Rosją straszy się w Polsce małe dzieci i wszystkie nieszczęścia świata przypisuje się jednogłośnie Władimirowi Putinowi. Równocześnie polskie społeczeństwo, polskie elity intelektualne i polityczne są systematyczne odcinane od kontaktów z Rosją. Trzydziestominutowe wystąpienie Putina wielu dziennikarzy uznało, za – być może – najważniejsze w jego dotychczasowej karierze politycznej. W Internecie można je znaleźć nie tylko po rosyjsku, co zrozumiałe, ale także w wielu innych językach całego świata. Jest po francusku, angielsku, niemiecku, etc. W wersjach dostępnych na popularnym youtubie ma przynajmniej po kilkadziesiąt tysięcy odsłon (piszę to w kilka dni po samym wystąpieniu, gdy będziecie Państwo czytać te słowa z pewnością odsłon będzie znacznie więcej).

Niestety, drodzy Czytelnicy, nie znajdziecie Putinowskiego wystąpienia w języku polskim. Nie znalazłem ani polskojęzycznej wersji jego tekstu, ani nawet wersji z polskimi napisami lub dubbingiem na youtubie. Wydawałoby się, że media poważnego czterdziestomilionowego narodu (ewentualnie państwowe ośrodki informacyjne) powinny to wystąpienie udostępnić, szczególnie wtedy, gdy w nieoficjalnej doktrynie bezpieczeństwa Polski Rosję podniesiono do rangi archetypu naszego wroga. Ale nie, w Polsce Putinem straszy się, ale się go nie słucha, ani nie czyta.

Uważam to za fakt po prostu żenujący, świadczący o daleko posuniętej amatorszczyźnie i chałupnictwie polskich elit politycznych.

Za: http://www.prawica.net/8971

———————————————————-