7 Grudzień 2017

Czy gdyby nie postawa Władysława Andersa to Izrael w ogóle by powstał? Na zdjęciu generał w okresie międzywojennym (źródło: domena publiczna).Broń, pieniądze, a nade wszystko wyszkoleni ochotnicy. Polacy zaczęli wspierać żydowskie organizacje niepodległościowe już przed wojną. Najwięcej późniejsze wojsko izraelskie zawdzięcza jednak Armii Andersa. Jak duży był udział polskich generałów w powstaniu państwa żydowskiego?

W 1936 roku w Warszawie przedstawiciele żydowskich organizacji niepodległościowych odbyli szereg spotkań z polskimi władzami. W rozmowach z premierem, generałem Felicjanem Sławojem Składkowskim, oraz Józefem Beckiem, ministrem spraw zagranicznych, zabiegali oni o wsparcie dla narodowego ruchu syjonistycznego.

Pokłosiem tych negocjacji były dotacje dla organizacji żydowskich oraz szkolenia wojskowe dla kadr formującej się izraelskiej armii. Jeszcze przed wybuchem wojny w ramach polskiego Przysposobienia Wojskowego przeszkolono między 8 a 10 tysięcy młodych Żydów z organizacji Bejtar. Zorganizowano również trzymiesięczny kurs oficerski dla przyszłych dowódców.

Pomoc polska obejmowała także dostawy broni. Szmuglowano ją do Palestyny w maszynach rolniczych, budowlanych, a nawet w dobytku emigrujących z Polski Żydów. Łącznie do 1 września 1939 roku „wyeksportowano” na różne sposoby około 3 tysięcy karabinów piechoty, 220 karabinów maszynowych, 10 tysięcy granatów i 3 miliony sztuk amunicji. Cały proceder odbywał się pod nadzorem oficerów “polskiego” wywiadu.

W latach 30. w rozmowach z przedstawicielami żydowskich organizacji niepodległościowych brali udział politycy najwyższego szczebla. Nie zabrakło wśród nich premiera Składkowskiego (pierwszy po lewej w mundurze) i ministra Becka (źródło: domena publiczna).

W latach 30. w rozmowach z przedstawicielami żydowskich organizacji niepodległościowych brali udział politycy najwyższego szczebla. Nie zabrakło wśród nich premiera Składkowskiego (pierwszy po lewej w mundurze) i ministra Becka (źródło: domena publiczna).

Żydzi w 2. Korpusie Polskim

W trakcie drugiej wojny światowej zbrojne organizacje żydowskie w Palestynie początkowo korzystały ze zaplecza szkoleniowego Brytyjczyków. Pod okiem angielskich oficerów udało im się przysposobić kilka tysięcy ludzi. Było to możliwe dzięki wsparciu, którego udzieliły wyspiarzom wobec spodziewanego zagrożenia ze strony niemieckiej. Władze brytyjskie wkrótce jednak wycofały się z tego korzystnego dla żydowskiego ruchu państwowotwórczego układu. Doszły do wniosku, że w ten sposób mogą wyhodować na własnym terenie potencjalnego wroga.

Żydzi w dalszym ciągu rozpaczliwie potrzebowali wyszkolonych bojowników. I wtedy niespodziewanie na scenie pojawili się znów Polacy. Do Palestyny przybyła armia polska dowodzona przez generała Władysława Andersa. A w niej… już wyszkoleni żydowscy żołnierze. Bezpośrednio w oddziałach wojskowych służyło ich około 4,5 tysięcy. Ogółem w strukturach wojska Andersa znajdowało się natomiast około 6,5 tysięcy osób narodowości żydowskiej.

Gdy polskie obozy wojskowe były zlokalizowane na terenach odludnych, kontakt armii Andersa z żydowskimi bojownikami był niewielki. Stopniowo jednak żołnierze zaczęli wychodzić na przepustki i poznawać miejscowych. W tym samym czasie żydowskie organizacje niepodległościowe, a zwłaszcza Hagana, przenikały do obozów, by i tam prowadzić odpowiednio ukierunkowaną agitację. Na efekty tych zabiegów nie trzeba było długo czekać.

Melduję, że jutro zdezerteruję!   

Pierwsze dezercje Żydów z Armii Andersa rozpoczęły się w sierpniu 1943 roku. Ich skala była imponująca: w ciągu mniej więcej pięciu tygodni polskie szeregi opuściło około 800 Żydów. Z pewnością nie była to akcja spontaniczna. Aktywnie wspierały ją organizacje syjonistyczne. Zapewniały one uciekinierom przewodników, podstawiały samochody oraz pomagały załatwić cywilne ubrania i nową tożsamość.

Jak to możliwe, że tak wielu osobom udało się zbiec z armii w tak krótkim czasie? Wszystko wskazuje na to, że dezercje żołnierzy pochodzenia żydowskiego odbywały się … za wiedzą i aprobatą polskiego dowództwa. Zdarzały się bowiem nawet takie przypadki, że przyszły „dezerter” przed ucieczką przechodził dodatkowe przeszkolenie dywersyjno-sabotażowe.

Polscy żołnierze, zwłaszcza oficerowie, rozumieli intencje, jakimi kierowali się ich żydowscy koledzy. Wspomnienia jednego z nich przytacza w książce „Wyklęta Armia. Odyseja Armii Andersa” Kacper Śledziński:

Po prostu żołnierz jechał na przepustkę i już nie wracał. W takich wypadkach pułk miał obowiązek sporządzić list gończy i przekazać go do dowództwa korpusu. Gdy ilość wypadków zaczęła rosnąć, pułkownik kazał mi się zająć tą sprawą. Dyskutowaliśmy w kasynie o tym problemie. Stosunek do niego naszych oficerów był jednomyślny: jeśli lojalność tych uciekinierów jest po stronie Izraela, to niech idą. Pułkownik przypominał nam, aby nie dopuścić do szykan. Nie mieliśmy z tym żadnych kłopotów.

Po dotarciu do Palestyny 2. Korpusu problemem stały się dezercje starozakonnych żołnierzy. Dowództwo nie miało jednak zamiaru ich ścigać. Na zdjęciu 6. Pułk Pancerny Dzieci Lwowskich w Palestynie (źródło: materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont).

Po dotarciu do Palestyny 2. Korpusu problemem stały się dezercje starozakonnych żołnierzy. Dowództwo nie miało jednak zamiaru ich ścigać. Na zdjęciu 6. Pułk Pancerny Dzieci Lwowskich w Palestynie (źródło: materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont).

W sumie szeregi 2. Korpusu Polskiego opuściło ponad 3 tysiące żołnierzy narodowości żydowskiej. Przyzwolenie dowódców na ten proceder sprawiało przy tym, że niektóre „ucieczki” zamieniały się wręcz w farsę. Na przykład jeśli żydowski żołnierz tak informował polskiego przełożonego o swoim zamiarze:

– Panie kapitanie, melduję że jutro zdezerteruję!

–  W takim wypadku, żołnierzu, życzę powodzenia.

 Rodzina, rzecz święta

Równie powściągliwie na wieści o topniejących szeregach przebywającego w Palestynie wojska zareagowały polskie władze. Oczywiście, generał Anders nie mógł pozostać bezczynny. W końcu wszystkich żołnierzy obowiązywała przysięga wojskowa na wierność Rzeczypospolitej, a dezercja karana była śmiercią. Pojawiły się też naciski ze strony Brytyjczyków. Przeświadczeni o polskim antysemityzmie, chcieli oni, by polskie oddziały wzięły udział w poszukiwaniach dezerterów.

Ani Naczelny Wódz generał Sikorski, ani dowódca 2. Korpusu generał Anders nie widzieli sensu w ściganiu żydowskich dezerterów z szeregów Wojska Polskiego (źródło: materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont).

Ani Naczelny Wódz generał Sikorski, ani dowódca 2. Korpusu generał Anders nie widzieli sensu w ściganiu żydowskich dezerterów z szeregów Wojska Polskiego (źródło: materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont).

Generał wysłał do polskich władz w Londynie raport informujący o problemie „znikających” żołnierzy żydowskiego pochodzenia. Odpowiedź z Wielkiej Brytanii była jednak zachowawcza. Ograniczono się jedynie do polecenia spisania uciekinierów i przekazania listy w ręce brytyjskie. Polska żandarmeria miała nie podejmować w ogóle żadnych działań. Anders w swoich wspomnieniach tak pisze o tej kwestii:

Dezercje tak wielkiej ilości Żydów, częściowo dobrze wyszkolonych, spowodowały znaczne luki w oddziałach. Nie zezwoliłem na poszukiwanie dezerterów i ani jeden dezerter nie został przez nas aresztowany. Postanowiłem nie stosować ściśle wobec mniejszości narodowych ustawy o powszechnym obowiązku służby wojskowej obywateli polskich poza Krajem. Nie chciałem mieć pod dowództwem żołnierzy, którzy bić się nie chcą.

W sprawie dezerterujących z szeregów polskiej armii Żydów przychylne stanowisko zajął prawdopodobnie także generał Kazimierz Sosnkowski. Po tragicznej śmierci generała Władysława Sikorskiego objął on stanowisko Naczelnego Wodza. Do łagodnego traktowania uciekinierów przekonała nowego najwyższego dowódcę zapewne jego szwagierka, doktor Teresa Lipkowska. Po ewakuacji Armii Andersa ze Związku Radzieckiego osiadła ona na stałe w Palestynie. Stała się tam sympatykiem żydowskiej zbrojnej organizacji Irgun.

Kiedy zaczęły się dezercje Żydów, Lipkowska starała się wymusić na szwagrze, aby rozkazał zaniechać poszukiwań uciekinierów. Argumentowała przy tym, że żołnierze ci nie uciekają z pola walki, ale wprost przeciwnie – wybierają o wiele trudniejszy i bardziej dla nich niebezpieczny bójI możliwe, że tak właśnie, decyzją Naczelnego Wodza, sprawa została ostatecznie rozstrzygnięta.

Terroryści, politycy i wojskowi

A jakie były koleje losu zbiegłych z Armii Andersa żołnierzy? Najsłynniejszym dezerterem był absolwent prawa Uniwersytetu Warszawskiego, a potem kapral 5. Kresowej Dywizji Piechoty, Mieczysław Biegun. Dał on się wkrótce poznać całemu światu jako Menachem Begin. Po ucieczce z polskiego wojska wstąpił w szeregi Irgunu. Szybko stanął na jego czele i zasłynął jako „ojciec” bliskowschodniego terroryzmu.

To z inicjatywy Begina Irgun 22 lipca 1946 roku przeprowadził pierwszy w historii atak terrorystyczny z użyciem samochodu-pułapki. W wyniku eksplozji pół tony materiałów wybuchowych zawaliła się część hotelu King Dawid w Jerozolimie. Zginęło wówczas 91 osób, a kilkadziesiąt zostało rannych.

Jednym z dezerterów z Armii Andersa był między innymi późniejszy premier Izraela Menachem Begin. Na zdjęciu wykonanym w 1978 roku podczas wizyty w USA (źródło: domena publiczna).

Jednym z dezerterów z Armii Andersa był między innymi późniejszy premier Izraela Menachem Begin. Na zdjęciu wykonanym w 1978 roku podczas wizyty w USA (źródło: domena publiczna).

W kolejnych dekadach Begin poświęcił się polityce. W 1977 roku został premierem Izraela. Rok później, w grudniu, otrzymał zaś Pokojową Nagrodę Nobla za podpisanie porozumienia pokojowego z Egiptem. Na czele izraelskiego rządu stał do 15 września 1983 roku, kiedy to zrezygnował i ostatecznie wycofał się z życia politycznego. Zmarł w 1992 roku.

Nie ulega wątpliwości, że wyszkoleni przez Polaków żołnierze z Beginem na czele wydatnie wzmocnili żydowskie organizacje niepodległościowe. Hagana i Irgun stały się zresztą póżniej trzonem izraelskiej armii. Do ich scalenia doszło po ogłoszeniu przez Izrael niepodległosci (14 maja 1948 roku). Powstałe w ten sposób Izraelskie Siły Obronne liczyły około 35 tysięcy żołnierzy. Był to poważny atut, który pozwolił obronić młode żydowskie państwo przed inwazją państw arabskich. Czy byłoby to możliwe bez polskiego wsparcia? Teoretycznie, uwzględniając zarówno ludzi przeszkolonych przed wojną w Polsce, jak i dezerterów z Armii Andersaco trzeci z żołnierzy, którzy wówczas obronili Izrael, mógł wyjść spod ręki naszych oficerów.

 Autor: Dariusz Kaliński

Bibliografia:

  1. Władysław Anders, Bez ostatniego rozdziału. Wspomnienia z lat 1939-1946, Test 1992.
  2. Andrzej Chojnowski, Jerzy Tomaszewski, Izrael, Trio 2001.
  3. Norman Davies, Szlak Nadziei. Armia Andersa: marsz przez trzy kontynenty, Rosikon Press 2015.
  4. Aleksander Klugman, Izrael. Ziemia świecka, Iskry 2001.
  5. Krzysztof Kubiak, Hagana – narodziny armii obywatelskiej, cz. 1-3, „MMS Komandos” nr 6-9 (160-162) 2006.
  6. Krzysztof Kubiak, Żydowskie organizacje bojowe czasów wojny o niepodległość, „MMS Komandos” nr 3 (68) 1998.
  7. Sylwester Strzyżewski, Dezercje Żydów z Armii Andersa w świetle dokumentów Instytutu Polskiego i Muzeum im. Władysława Sikorskiego w Londynie, Zeszyty Naukowe WSOWL Nr 3(165) 2012.
  8. Kacper Śledziński, Wyklęta Armia. Odyseja Armii Andersa, Znak Horyzont Kraków 2017.

Za: http://ciekawostkihistoryczne.pl/2017/03/28/czy-dowodcy-armii-andersa-byli-ojcami-zalozycielami-panstwa-izrael/#2

—————————————————–