9 Sierpień 2018

Głównym graczem w międzynarodowym terroryzmie, który odgrywa rolę w Jemenie, jest Al-Kaida lub AQAP -przypomina Paul Pillar, były wicedyrektor Centrum Antyterrorystycznego CIA na łamach LobeLog.

Walka z terroryzmem była najczęściej przywoływanym powodem zaangażowania się Stanów Zjednoczonych w zagraniczne konflikty zbrojne w ciągu ostatnich dwóch dekad. Jednak większość tego zaangażowania podtrzymywała i umacniała, a nie osłabiała, międzynarodowy terroryzm. Ostatnie wiadomości z dwóch miejsc, Jemenu i Afganistanu, ilustrują jeden z wymiarów problemu.

Głównym graczem w międzynarodowym terroryzmie, który odgrywa rolę w Jemenie, jest Al-Kaida lub AQAP. W ramach obecnej wojny domowej w Jemenie, AQAP działa po tej samej stronie co koalicja Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskicch, wspierana przez USA. Rzekomo koalicja poświęciła część swoich zasobów na atakowanie AQAP, zamiast atakowania swojego głównego przeciwnika, czyli rebeliantów Houthi, którzy okupują znaczną część północnego i zachodniego Jemenu.

Ale niezwykle szczegółowy raport zespołu dziennikarzy Associated Press przedstawia inną historię. W ciągu ostatnich dwóch lat koalicja wielokrotnie twierdziła, że odnosiła lokalne zwycięstwa w walce z bojownikami AQAP z różnych wiosek i dystryktów. Ale wiele z tych wydarzeń nie wiązało się z żadnymi walkami. Przeciwnie, pociągały one za sobą korzystne dla AQAP porozumienia. Bojownicy Al-Kaidy nie tylko otrzymywali bezpieczne przejście z danego miejsca, ale mogli również zachować całą swoją broń i sprzęt. Mogli zatrzymać również pieniądze, które splądrowali z danej miejscowości, nie mówiąc o płatnościach gotówkowych ze strony koalicji. Było więcej serdeczności niż walki. Pewien lokalny przywódca plemienny, który negocjował jedną z tych transakcji w imieniu koalicji, zorganizował nawet pożegnalną kolację dla odchodzących członków AQAP.

Wielu z przesiedlonych bojowników Al-Kaidy znalazło się w szeregach bojówek, które toczą większość walk w imieniu Saudyjczyków i Emiratów. Dotyczy to zarówno przywódców, jak i zwykłych bojowników. Jeden z czołowych przywódców wspieranych przez koalicjantów znajduje się na liście terrorystów ze względu na związki z Al-Kaidą. Proces ten dalece radykalizuje jedną ze stron wojny domowej w Jemenie, którą Stany Zjednoczone nadal popierają.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Byli pracownicy służb specjalnych do Trumpa: Iran nie jest wiodącym sponsorem terroryzmu

W Afganistanie, siły zbrojne Stanów Zjednoczonych od 17 lat biorą udział w wojnie domowej. Ich głównym przeciwnikiem przez cały ten czas byli talibowie – pielęgnowany przez Pakistan element islamistyczny, który w połowie lat dziewięćdziesiątych opanował większość kraju, został usunięty z większości swoich stanowisk po interwencji USA i od tamtej pory nadal prowadzi rebelię. Głównym graczem w Afganistanie o międzynarodowym wymiarze terrorystycznym jest ktoś inny: filia tak zwanego Państwa Islamskiego (ISIS lub IS). Talibowie są zagorzałym i skutecznym wrogiem IS – podobnie jak Houthi byli zagorzałymi przeciwnikami AQAP w Jemenie. Niedawno talibowie zadali wielką klęskę IS w prowincji Jawzjan na północy kraju. Klęska była wynikiem ciężkich walk. Nie doszło do żadnych transakcji gotówkowych.

Postrzeganie talibów przez Amerykanów utknęło w historii, a szczególnie w stosunkach sprzed 11 września z Al-Kaidą Osamy bin Ladena. Było to małżeństwo z rozsądku dla talibów, którzy w tamtym czasie cenili materialne wsparcie bin Ladena w toczącej się afgańskiej wojnie domowej. Talibowie nigdy nie byli zaangażowani w międzynarodowy terroryzm. Zawsze byli oni ściśle ukierunkowani na władzę polityczną i porządek społeczny w Afganistanie. Terrorystyczne działania ponadnarodowych aktorów, którzy wykorzystali terytorium afgańskie, były niepożądaną komplikacją dla talibów. Największa porażka, jakiej doświadczyli, była bezpośrednim wynikiem terroryzmu Al-Kaidy w 2001 roku.

Zapobieganie terroryzmowi było uzasadnieniem dla interwencji USA w Afganistanie i nadal jest to najczęściej przywoływany powód do pozostania w tym kraju. Argumenty te błędnie traktują Afganistan, jak gdyby był jakimś wyjątkowym schronieniem dla terrorystów, którym nie są inne kraje, ponadto błędnie postrzega fizyczne przyczółki, tak jakby były one niezbędne dla operacji terrorystycznych w zglobalizowanym świecie. Dodatkową ironią jest to, że interwencja wojskowa zainicjowana w imię walki z terroryzmem, lat później toczy się, głównie jako walka przeciwko grupie, która sama walczy przeciwko prawdziwym międzynarodowym terrorystom.

Wojna USA w Afganistanie trwa w dużej mierze z powodu inercji, traktowania kosztów utopionych jako inwestycji oraz charakteru misji, która koncentruje się na kwestiach nieterrorystycznych, takich jak sposób traktowania kobiet przez talibów. Doniesienia o wstępnych rozmowach między wysłannikami USA a talibami są zachęcające. Ale dyplomacja pokojowa będzie musiała być wymierzona przeciwko wszystkim powodom, które uzasadniają dalszą obecność amerykańską w tym kraju. Nadal będzie podawany argument, że ​​reżim w Kabulu musi najpierw zostać wzmocniony, pomimo tego, że ci, którzy tak argumentują, nie mają dobrej odpowiedzi na pytanie, dlaczego miałoby się to wydarzyć w ciągu najbliższych kilku lat i być bardziej skuteczne niż to, co miało miejsce w ciągu poprzednich 17 lat.

W Jemenie Stany Zjednoczone nadal wspierają katastrofalnie destrukcyjną interwencję saudyjsko-emiracką z powodu obsesji na punkcie Iranu, obsesji, którą administracja Trumpa doprowadziła do nowych skrajności. Jemen jest postrzegany jako pole gry, ponieważ rebelianci Houthi otrzymali irańskie poparcie, mimo, że nie są oni irańskimi pośrednikami i zignorowali irańskie rady w ważnych sprawach. Poparcie przez USA ataku saudyjsko-emirackiego trwa nadal w imię naciskania na „głównego sponsora terroryzmu państwowego”, bez względu na to, jak taka polityka zwiększy lub zmniejszy terroryzm emanujący z Jemenu.

Realiści mogą się ze sobą nie zgadzać, jeśli chodzi o priorytetowe traktowanie przeciwdziałania terroryzmowi. Zgodziliby się jednak, że obsesje i stagnacja nie stanowią solidnych podstaw dla realizacji tego lub jakiegokolwiek innego priorytetu polityki.

Paul Pillar