12 Wrzesień 2018 

Laicka Francja zacznie cenzurować homilie?

FOT.REUTERS/Stephane Mahe/FORUM

Troska o laickość Republiki Francuskiej potęguje akcje współczesnych bezbożników. Państwo przechodzi z pozycji neutralnych na wrogie wobec wszystkich elementów niezależności Kościoła. Nad Sekwaną toleruje się właściwie jedynie Kościół „postępowy”, rozmaici „obrońcy laickości” i „wolnomyśliciele” są zaś silni i zradykalizowani. Ponadto wspiera ich polityczna lewica, media czy chociażby potężne lobby LGBT.

Do akcji przeciw chrześcijaństwu wykorzystuje się metody prawne, ale też siłę. Pod koniec lipca w Pirenejach ofiarą akcji walczących bezbożników padły dwa krzyże ustawione na szczytach gór, i nie były to pierwsze tego typu przypadki. Obecność symboli chrześcijańskich przeszkadza przecież radykalnym zwolennikom tzw. laickości państwa od dawna. W ubiegłym roku mieliśmy we Francji nasilenie tego typu akcji, od zakwestionowania pomnika Jana Pawła II w Ploermel, po posągi Matki Bożej, a nawet krzyże na cmentarnych bramach. Tam jednak laicyzatorzy uciekali się do składania skarg w sądach. Teraz sięga się już po akty terroru. W Pirenejach Wschodnich ścięto ostatnio dwa krzyże, chociaż były ustawione legalnie i za zgodą miejscowych władz. Pierwszy z nich został w 2015 roku wzniesiony na szczycie Carlit przez żołnierzy i spadochroniarzy sił specjalnych, którzy mają w pobliżu swój ośrodek szkoleniowy. Drugi ze ściętych i rzuconych do przepaści krucyfiksów stał na szczycie Cambre d’Aze.

Kazania do cenzora?

Inwencja współczesnych bezbożników zdaje się nie mieć końca. Do dziwnych wydarzeń doszło w Paryżu. Wierni, którzy odwiedzali katedrę Notre Dame i korzystali ze święconej wody, by uczynić znak krzyża przy wejściu do świątyni, zaczęli się skarżyć na dziwne objawy, m.in. mrowienie na twarzy i bóle głowy. Prawdopodobnie kropielnice zostały skażone jakimś środkiem. Księża zaalarmowali policję, która pobrała próbki. Kamienne naczynia oczyszczono i napełniono ponownie. Trwa dochodzenie, ale warto przypomnieć, że nie jest to pierwszy incydent tego typu. W marcu 2017 roku została skażona woda w kropielnicy kościoła Matki Bożej w Dijon. To wzorce już kiedyś sprawdzone, by przypomnieć próby zatruwania wody na trasie pielgrzymek w czasach PRL.

Na tym jednak nie koniec. Prawdziwym ewenementem jest próba narzucenia cenzury transmisji nabożeństw dla chorych, nadawanych na mocy umowy z episkopatem Francji przez niektóre media publiczne. Od kilku lat liczba takich przekazów jest zresztą w państwowej telewizji ograniczana. Msze święte, podobnie jak celebry oraz audycje innych wyznań, są jednak nadal jeszcze na kilku antenach obecne, m.in. w Radio France-Culture. Są to audycje autonomiczne redakcji katolickich, a także muzułmańskich, protestanckich, prawosławnych. Umowa na ten temat była już kilkukrotnie renegocjowana, ale radio i TV nie ingerowała w treść przekazu. Okazuje się, że do czasu…

Po emisji Mszy świętej z katedry w Avignon 15 lipca wyszły na jaw zapędy cenzorskie a Kościołowi odbiera się nawet prawo do autonomii treści homilii. Podczas wspomnianej Mszy świętej do wiernych mówił ksiądz arcybiskup Jean-Pierre Marie Cattenoz, hierarcha znany od lat z odwagi i bezkompromisowości w obronie wartości chrześcijańskich. Kontekstem był odbywający się w tym mieście festiwal teatralny. Jego centralnym tematem była ideologia gender i do tego tematu francuski biskup właśnie nawiązał. Komentując promowanie przez kulturę wszelkiej maści odchyleń seksualnych i ruchu LGBT, hierarcha stwierdził m.in.: „Nigdy nie spotkałem ani żadnego L ani G, B, T, a nawet dodawanego teraz Q; Widzę za to ludzi z całym bogactwem ich kobiecości i męskości”.

Hierarcha mówił też o wzroście „niespójności społeczeństwa” i obłędnych pomysłach ją pogłębiających, takich jak aborcja, „wspomagane samobójstwo”, PMA (sztuczna prokreacja dla np. par lesbijskich), GPA (wynajmowanie kobiet do rodzenia dzieci dla par homoseksualnych) czy eugenika. – W ubiegłym wieku wszyscy byli szokowani tym, co robili naziści, aby utrzymać czystość rasy, a dzisiaj robimy to samo, tyle, że w białych rękawiczkach – mówił hierarcha. Było też o homoseksualnych pseudo-ślubach. – „Małżeństwo dla wszystkich” może sobie trwać – kontynuował arcybiskup Cattenoz – ale nigdy nie będzie pełnią miłości i prawdziwym związkiem. Nawiązując do problemu tzw. aborcji skrytykował złożenie w Panteonie szczątków Simone Veil, która jako minister zasłynęła głównie legalizacją we Francji zabijania nienarodzonych.

Siedem minut prawdy

„Mocne” kazanie i rzadka już we Francji bezkompromisowa obrona cywilizacji życia nie spodobała się, rzecz jasna, wielu środowiskom. Hasło do ataku rzucili „zaniepokojeni słuchacze”, czyli zorganizowane grupy LGBT. Magazyn dla homoseksualistów „Tetu” postawił sprawę wprost: retransmisja Mszy świętej była „przestępstwem homofobii”. Postawiono też pytanie o to, dlaczego kierownictwo stacji „nie ma środków kontrolowania treści nadawanych na antenie France Culture”.

Przedstawiciel rady radiofonii ds. programów publicznych Vincent Lemerre wydał z kolei oświadczenie, w którym uznał homilię za… szokującą i dyskryminującą. Kierownictwo rozgłośni nie tylko podzieliło te argumenty, ale szefowa radia Sandrine Treiner poprosiła o spotkanie z przewodniczącym Konferencji Biskupów Francuskich, aby… „upewnić się, że taka sytuacja więcej się nie powtórzy”. Do ataku na ordynariusza Awinionu ruszyła cała machina propagandy środowisk homoseksualnych oraz laickich. Wykorzystano tu też „postępowych” katolików, którzy duraczyli o rzekomo zbyt „mało ewangelicznym przesłaniu” homilii.

Głos zabrał także sam szef festiwalu teatralnego w Awinion, czyli reżyser Olivier Py, znany z obrazoburczych sztuk oraz wspierania środowiska LGTB. Dla niego była to „skrajnie prawicowa homilia propagandowa”, która… „zniechęca młodych ludzi do słuchania przesłania Ewangelii”. Ciekawy przykład troski o rzekome zgorszenie młodych ludzi przypominaniem wartości katolickich, przy jednoczesnym epatowaniu ich antywartościami i promocją wszelkiego typu zboczeń na swoim festiwalu…

Kierunek ataku jest dość jednoznaczny – próba narzucenia katolikom cenzury. Ordynariusz diecezji Gap Xavier Malle pytał o to zresztą wprost: – Czy kaznodzieje, księża, diakoni i biskupi powinni w przyszłości obawiać się o swobodę wypowiedzi w czasie transmitowanych w radiu homilii? Kierownictwu publicznej stacji radził zestawić „siedem minut homilii przedstawianych jako niedopuszczalny skandal” z np. ośmiogodzinną obecnością na tej antenie w ciągu jednego miesiąca pseudohistoryka Michela Onfraya, który z atakowania całej historii cywilizacji chrześcijańskiej uczynił sobie główny temat wystąpień. Jego promowana wszędzie książka „Dekadencja” to próba ukazania historii przez pryzmat holocaustu.

Według Onfraya, dzieje cywilizacji chrześcijańskiej to niemal jedno pasmo zbrodni, inspirowanych religijnie przez katolicyzm (antysemityzm to rzekomo „dzieło” ojców Kościoła, a „antysemityzm państwowy”, pomysł cesarzy chrześcijańskich, w konsekwencji doprowadził rzekomo ludzkość do … Hitlera). Onfray naciąga, a nawet fałszuje fakty, unika dyskusji z prawdziwymi historykami, ale jego „dzieła” są promowane medialnie. Tymczasem biskupów próbuje się zmusić do milczenia w kwestii „niepoprawnych” tematów.

W filmie Stanisława Barei „Alternatywy 4” jest taka scena, w której „marcowy” docent (jego postać kreuje Wojciech Pokora) czyta program telewizyjny i znajduje tam półgodzinną audycję „Minuta prawdy”. Jego sąsiadka, nauczycielka dziwi się: „cała minuta”? W przypadku „France Culture” też można pójść tym samym tropem, bowiem siedem minut prawdy w homilii okazuje się dlań zbyt dużym ciężarem, tak jak zresztą i krzyże dla górskich szczytów Pirenejów…

Bogdan Dobosz

Za: https://www.pch24.pl/laicka-francja-zacznie-cenzurowac-homilie-,62665,i.html

——————————————————————-

Mamy następną dziwną nazwę sił niszczących kościół katolicki – “współczesnych bezbożników”. Jak trudno znaleźć w mediach prawdziwej nazwy tych, którzy sieją zamęt i niszczenie Kościoła katolickiego, i to nie tylko we Francji, ale na całym niemalże świecie. Wystarczy dobrze obserwować te wydarzenia, i co się okazuje, że nigdzie nie niszczy się żydowskich synagog, jak również nie słychać, by jakiekolwiek były przeprowadzane ataki na wyznawców judaizmu, czy nawet na meczety judeo-sunnizmu – a więc z samego tego widać że stoją za tym siły syjonistyczne i tak trzeba to nazywać, a nie wynajdować im nazwy zastępcze, bo w młodych pokoleniach pozostanie taka nazwa jak: “współcześni bezbożnicy” i szukaj wiatru w polu… Podobnie jak z nazwą “bolszewicy”, gdzie dzisiaj, po odpowiedniej edukacji, wielu młodych ludzi twierdzi, że bolszewicy to Rosjanie, a więc cała wina za czyny żydowskich bolszewików spada na Rosjan. Oby nie stało się i z tymi wirtualnymi “współczesnymi bezbożnikami”, czy “lewakami”…

St. Fiut