7 Listopad 2018

W ubiegłym tygodniu Jan Piński na łamach naszego tygodnika w tonie dość optymistycznym ogłosił, że „Nadchodzi wiosna ludów” i zapowiedział „koniec Europy jaką znamy, lewactwo na kolanach”.

Mirosław Kokoszkiewicz (kokos26).
Fot. wPolityce.pl

W ostatnim czasie dobiega do nas tyle oznak niezadowolenia Europejczyków z obecnej sytuacji, że rzeczywiście nie trzeba przykładać ucha do szyn by usłyszeć, że lokomotywa wielkich wymuszonym buntem narodów zmian właśnie nadjeżdża. Miejmy nadzieję, że ta lokomotywa rozjedzie lewactwo na tak drobne zdeformowane kawałeczki, że nie da się już z nich nigdy niczego podobnie niebezpiecznego i złowrogiego pozszywać.

Problem jednak w tym, że nie wszyscy Europejczycy widzą i zdają sobie sprawę, w jakim kierunku zmierza ten projekt o nazwie UE.

Dlatego pisząc o „końcu Europy jaką znamy” warto by się zastanowić czy naprawdę narody żyjące na Starym Kontynencie w wystarczającym stopniu poznały prawdę o dzisiejszej Europie?

Ja myślę, że jeszcze nie, choć postawa Węgier i Polski, a właściwie wściekły atak z jakim spotkały się demokratyczne przecież rządy obu państw wymusiły na myślących ludziach szereg pytań, na które szukają oni coraz częściej odpowiedzi. I właśnie takich odpowiedzi musimy udzielać po to, aby ta pędząca lokomotywa zmian miała nie tylko profesjonalnego maszynistę, ale także coraz więcej wagonów pełnych dobrze zorganizowanych ludzi, którzy zdeterminowani będą bronić prawdziwej demokracji i pokoju w Europie i świecie.

Wbrew propagandzie to właśnie walka z dzierżymordami z Unii Europejskiej jest dzisiaj postawą prawdziwie proeuropejską, a ludziom potrzebna jest właściwa i prawdziwa analiza polityczna.

Użyłem dość mocnego określenia, dzierżymordy – o wiele mocniejszego niż słowa autokraci, despoci czy choćby dyktatorzy. Warto te mocne słowa uzasadnić. Otóż, aby skutecznie wymachiwać nad niepokornymi narodami bykowcem obłudnie nazwanym „obroną demokracji” Bruksela sama musi uchodzić za ostoję i niedościgły wzorzec demokracji oraz polityczną organizację realizującą wyłącznie i wzorcowo wolę europejskich społeczeństw. I tu trzeba jasno powiedzieć, że nadal wielu ludzi wierzy w to kłamstwo.

Warto też wiedzieć, że utrwalenie tego wyjątkowo bezczelnego łgarstwa kosztowało nie miliony, ale miliardy euro. Poszły one na kłamliwą propagandę realizowaną nie tylko przez media czy usadowionych na uniwersytetach dyżurnych ekspertów reprezentujących niemal wszystkie dziedziny nauki. Wieżyczki strażnicze, z których ludzi niepokornych zabija się słowem stoją także w Kościołach różnych wyznań, mediach społecznościowych, a nawet w związkach zawodowych. Tak właśnie utrwalany jest rzekomy model idealnej unijnej demokracji XXI wieku.

Politolog, Patrycja Sasnal z Uniwersytetu Jagiellońskiego wyznała niedawno: „Zawsze noszę w portfelu moje fundamentalne prawa w Unii Europejskiej, w klapie flagę z Unią Europejską i Polską. Gdy słyszę „Odę do radości” drżę”. Zapewniam, że takich infantylnych pajaców obojga płci w całej UE nie brakuje. Oni niczym pożyteczni idioci plotą o fundamentalnych prawach UE nie mając tak naprawdę żadnego demokratycznego wpływu na poczynania brukselskich dzierżymordów. Pozbawieni podstawowych demokratycznych praw drżą w radosnym podnieceniu, a brukselskie lewactwo na ten widok na pewno rży z tych idiotów ze śmiechu.

A jak ta demokracja w UE ma się w rzeczywistości?

Unia Europejska stała się lewacką-demoliberalną instytucją, która tak naprawdę niszczy wszystkie dotychczasowe demokratyczne osiągnięcia dokonane na przestrzeni wielu dziesiątków lat.

Rządząca unią Komisja Europejska nie jest poddana jakiejkolwiek demokratycznej kontroli, a jej przedstawiciele nie pochodzą z wyboru, lecz jakiegoś tajemniczego nadania dokonywanego przez lobby głównie niemieckich i francuskich przemysłowych karteli i koncernów.

Oczywiście, aby w ogóle można było mówić o demokracji panującej w Brukseli trzeba było powołać demokratycznie wyłaniany parlament, który nieustannie debatując stwarza pozory zdrowej i żywej parlamentarnej demokracji. Tylko, że ten Parlament Europejski celowo na użytek propagandy ukazywany jako instytucja najważniejsza i sprawcza pozbawiony jest podstawowej funkcji jaką w każdym demokratycznym kraju posiada ten najwyższy organ przedstawicielski.

Parlament Europejski pozbawiony jest władzy ustawodawczej. Mało tego. Tych pochodzących z wyborów 751 europosłów z 27 państw nie tylko nie może uchwalać ustaw. Oni nie mają najmniejszej kontroli nad dzierżymordami z Komisji Europejskiej oraz armią ponad 50 tys. urzędników, których KE zatrudnia.

Nietrudno się domyślić, że w tej kilkudziesięciotysięcznej przez nikogo niekontrolowanej urzędniczej armii aż roi się o agentów najróżniejszych służb, lobbystów wielkich koncernów i zwykłych karierowiczów.

Tak, więc jeżeli już słyszymy o idealnej demokracji jaką rzekomo ma być brukselska Unia Europejska to dopowiedzmy, że jest to idealny i wprost książkowy wzór typowej demokracji fasadowej, o wiele bardziej bezczelnej i zakłamanej niż PRL ze swoim sejmem posłusznym komunistom.

Nawet w Polsce po 1989 roku komuniści i ich agenci z „konstruktywnej opozycji”, z którymi zasiedli do okrągłego stołu nie byli tak cyniczni by pozbawić parlament funkcji ustawodawczej. Nawet czerwoni i różowi po 1989 roku zdecydowali poddawać się wyborom, licząc, że kasa oraz władza nad mediami pozwolą im sterować nastrojami i sympatiami politycznymi Polaków.

Bruksela nie podjęła takiego ryzyka i stworzyła parlament, który odgrywa jedynie rolę pozoranta oraz świetnie opłacanej ślepej i głuchej przyzwoitki. Nazwa parlament jest z premedytacją używana na wyrost, ponieważ jego członkowie tworzą, co najwyżej pochodzący z wyborów europejski klub dyskusyjny.

I jeszcze parę zdań o kolejnym wielkim kłamstwie mocno zakorzenionym nie tylko w głowach Polaków, ale także obywateli nowych państw członkowskich z byłego bloku wschodniego.

Lata uprawianej pro unijnej propagandy spowodowały, że ludzie naiwnie uwierzyli w dobrego wujka z Zachodu, który powodowany ślepą internacjonalistyczną miłością zupełnie bezinteresownie postanowił obsypać ich miliardami euro.

Jak można uwierzyć w takie dziecinne tanie bajeczki? W jakimś przypływie wyjątkowej szczerości komisarz Elżbieta Bieńkowska (PO) sama przyznała w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, że: „Unijne miliardy wydawane w Polsce służą także Niemcom i innym krajom starej Unii.

Z każdego euro przekazanego do Polski przez niemieckich podatników do Niemiec wraca 85 eurocentów”. Ile czasu potrzeba, aby z ludzkich głów wyrzucić to wbijane im przez lata wielkie propagandowe oszustwo? Kiedy zrozumieją, że to nie nowe kraje wstępujące do UE stały się prawdziwymi beneficjentami tej akcesji? To nie my ubiliśmy na tym najlepszy interes.

Dlatego dzisiaj każdy w miarę swoich możliwości powinien prowadzić akcję edukacyjno-informacyjną demaskującą prawdziwe antydemokratyczne oblicze UE. To oblicze symbolizują zakazane mordy szefa KE, alkoholika Junckera i jego zastępcy Timmermansa – polityków, którzy we własnych krajach nie mają żadnych szans poważnie zaistnieć w jakichkolwiek wyborach, za to w UE bez demokratycznego mandatu wykonują rozkazy chodząc na pasku Berlina i Paryża.

Ostrza ataków skierowane dzisiaj na Polskę i Węgry trzeba odwrócić i to Bruksela powinna w końcu stanąć pod pręgierzem oskarżeń o łamanie i niszczenie demokracji oraz o wprowadzanie dyktatury na zlecenie ideologicznych i przemysłowych międzynarodowych karteli.

Należy dla dobra Europy jak najszybciej zakończyć rządy sprawowane przez europejskie dzierżymordy, które dzisiaj czują się niczym wszechwładni monarchowie, ale monarchowie coraz bardziej wystraszeni. Dla nich jedynym na dzisiaj sposobem utrzymania kontroli nad społeczeństwami jest wrzask o zagrożeniach dla demokracji przy jednoczesnym i coraz bardziej pospiesznym wprowadzaniu form rządzenia znanych ze zbrodniczych totalitaryzmów.

Mylą się bardzo ci wszyscy wielbiciele euro-kołchozu, którzy radują się dzisiaj tym, że unia pokazała siłę wypowiadając wojnę Polsce i Węgrom. To nie jest żaden pokaz siły, ale rozpaczliwy akt desperacji i panicznego strachu tych, którzy przeczuwają nadchodzący koniec ich świata.

Także na wszelkie ataki na Polskę, które będą się nasilały patrzmy tak jakby to złodzieje próbowali uczyć nas uczciwości, a alfonsi moralności. Unijne dzierżymordy odmieniając przez wszystkie przypadki słowa demokracja i państwo prawa z premedytacja doprowadziły do tego, że tak jak w klasycznych dyktaturach europejskie społeczeństwa nie mają już żadnego wpływu na procesem ustawodawczy i wykonawczy odbywający się w Brukseli.

Zapamiętajmy, że w przyszłorocznych wyborach do PE będziemy głosować na eurodeputowanych pozbawionych jakichkolwiek narzędzi i środków służących kontrolowaniu unijnych organów.

Okupujące Brukselę lewactwo złamało wszelkie możliwe demokratyczne zasady, co oznacza, że mamy do czynienia z dyktaturą, czyli rządami wąskiej grupy ludzi pozostających poza jakąkolwiek kontrolą europejskich społeczeństw. Mówiąc kolokwialnie już najwyższy czas pogonić tę lewacką hołotę zanim nie będzie za późno.

Artykuł ukazał się w Warszawskiej Gazecie

Mirosław Kokoszkiewicz  /  Kokos26

Źródło: Mirosław Kokoszkiewicz na FB , 30 października 2018.

Za: http://www.polishclub.org/2018/11/07/dzierzymordy-z-brukseli/

———————————————