9 Styczeń 2019

Doradca ds. bezpieczeństwa narodowego USA John Bolton wyjechał z Turcji, nie doczekawszy się spotkania z prezydentem Turcji Recepem Erdoganem, którego rozzłościł swoimi żądaniami zagwarantowania ochrony kurdyjskim powstańcom.

Następnie Bolton oświadczył, że amerykańskie wojska będą pozostawać w Syrii do czasu, aż Turcja zgodzi się zaprzestać ataków przeciwko wspieranym przez USA kurdyjskim powstańcom. Sputnik omówił tę kwestię ze współkierownikiem Ośrodka Zaufania, Pokoju i Stosunków Społecznych (Centre for Trust, Peace and Social Relations) przy brytyjskim uniwersytecie Coventry profesorem Alpaslanem Ozerdem.

– Według słów Erdogana Turcja zakończyła przygotowania do przeprowadzenia operacji wojskowych w Syrii. Czy można powiedzieć, że są tego rodzaju plany? 

– Takie plany są. Myślę, że prezydent Trump rozumie, że choć członkowie jego administracji wypowiadają w tej kwestii różne zdania, dojdzie do interwencji wojskowej. Pytanie brzmi także, co stanie się z terytorium po wycofaniu się z niego Amerykanów i YPG. Turcja nie chce, żeby terytorium na północy Syrii zostało przekazane siłom Asada. Te dwie kwestie należy rozwiązać, i ja sądzę, że rozmowy w Ankarze w znacznym stopniu są z nimi związane. Nie należy też zapominać, że na obecną chwilę ani Irak, ani Syria nie mają dla USA większego znaczenia, tak jak zresztą Iran. Myślę, że to, co obserwujemy w Syrii, to tylko preludium.

– Ile Turcja zyska na wycofaniu amerykańskich wojsk z Syrii?

— Myślę, że Trump rzeczywiście chce wyprowadzić swoje wojska z Syrii. Mówił o tym już przed objęciem urzędu prezydenta. Jednak w tej kwestii członkowie jego administracji mają bardzo zróżnicowane poglądy i usiłują zmniejszyć wyrządzoną im szkodę polityczną. Najprawdopodobniej Turcja wygra we wszystkich przypadkach, jeśli tylko nie zepsuje swoich stosunków z Rosją. Uważam, że wojny hybrydowe, w których ścierają się różne interesy na Bliskim Wschodzie i poza jego granicami, mogą przedłużyć wojnę w Syrii o kolejne dziesięciolecia. Bo przecież kiedy zastanowić się nad wojną o władzę na Bliskim Wschodzie, to właśnie Syria stwarza najlepsze warunki do tej walki. My musimy być bardzo ostrożni, jeśli chodzi o budowanie relacji politycznych z Syrią.

– Turecki lider także wielokrotnie przypominał o konieczności utworzenia w Syrii nowej stabilizującej siły. Czy według Pana to możliwe? 

– Bardzo trudno zrealizować ideę utworzenia sił stabilizującej, zwłaszcza z punktu widzenia powstawania formacji zbrojnych w Syrii. Ponieważ w kontekście syryjskiego konfliktu zbrojnego oni nie są terrorystami, bardzo trudno będzie określić, kto jest kim. W mojej ocenie pomysł utworzenia siły stabilizującej jest dość ciekawa, ale jej realizację może utrudnić pytanie, z czego się będzie składać i jak ją uformować.

– Na dany moment Mike Pompeo jeździ po krajach arabskich, w których stara się przekonać swoich sojuszników co do zamiarów USA w kwestii wycofania wojsk. W jakie położenie USA stawiają swoich arabskich sojuszników?

— Uważam, że szkodę już wyrządzono. Choć administracja USA mówi, że konsultowała się ze swoimi bliskowschodnimi sojusznikami zanim ogłosiły decyzję o wycofaniu wojsk, nie uważam, by to zrobiła. Kluczowym aspektem jest tutaj to, że zapewnienie bliskowschodnich sojuszników jest misją praktycznie niewykonalną, dlatego że sytuacja w regionie jest dość skomplikowana. Sam fakt, że Pompeo udał się do tych arabskich krajów, pokazuje, że ma przyjazne zamiary, mówi tym jak gdyby: „nasz prezydent może podejmować spontaniczne decyzje, ale w administracji są osoby, które są gotowe we wszystkim się rozeznać” — zakończył Alpaslan Ozerd.

Za: pl.sputniknews.com
———————————————————–