11 Styczeń 2019

rd camridge .jpg
W styczniowym numerze „Uważam Rze Historia” (nr 1/2019) ukazał się tekst autorstwa Dariusza Baliszewskiego zatytułowany „Trudne pytania o Romana Dmowskiego”. W jego wstępie znany m.in. z telewizyjnego cyklu „Rewizja nadzwyczajna” historyk stwierdza: „Historiografia polska kreuje Romana Dmowskiego na współtwórcę naszej niepodległości i wielkiego męża stanu. Ale czy na pewno ten obraz jest prawdziwy?”.

W dalszej części artykułu, znany z wysuwania kontrowersyjnych tez badacz (np. dotyczących okoliczności śmierci gen. Władysława Sikorskiego), stara się na wszelkie możliwe sposoby wykazać, że Dmowski w żadnej mierze na nimb wielkości nie zasługuje. Wysuwa on w tym celu całą gamę argumentów. W większości stanowią one standardowy zestaw zarzutów, formułowanych pod adresem autora „Myśli nowoczesnego Polaka”, z antysemityzmem na czele. Sprawia to, iż całość tekstu przybiera formę niewybrednego paszkwilu na jednego z ojców polskiej niepodległości.

Tym, co stanowi o wyjątkowości wystąpienia Baliszewskiego jest fakt, iż swój atak przeprowadza niemal tuż po zakończeniu obchodów stulecia niepodległości i równolegle z osiemdziesiątą rocznicą śmierci polityka. Tekst pełen jest stereotypów, uproszczeń i zwykłych przekłamań. Całość utrzymana jest zaś w sensacyjnym tonie, charakterystycznym dla dotychczasowego dorobku Baliszewskiego i stanowi swoistą mieszankę propagandowych haseł, zaczerpniętych z arsenału piłsudczykowskiej lewicy doby międzywojnia ze współczesną narracją spod znaku „Gazety Wyborczej”. W tak zjadliwy sposób o Dmowskim pisano w oficjalnej publicystyce krajowej (bo nieoficjalnie z jego dorobku czerpano) w pierwszej połowie lat 50. ub. wieku. Wielce wymowne są już same śródtytuły użyte w tekście: „Zajadły antysemita”, „Warchoł i rozrabiacz”, „Kłamca”.

Osnowę tekstu Baliszewskiego stanowią reakcje prasowe na wiadomość o śmierci Dmowskiego. Autor za niezrozumiałe i pozbawione jakichkolwiek podstaw uznaje wypowiedzi publikowane na łamach tytułów związanych z obozem narodowym. Wśród wyjątków, które wyłamywać miały się, zdaniem Baliszewskiego, z atmosfery „zbiorowej polskiej histerii”, poczesne miejsce zajmuje artykułMieczysława Niedziałkowskiego, opublikowany na łamach „Robotnika”. Baliszewski, podobnie też jak ówcześni liderzy PPS, do naczelnych „grzechów” Dmowskiego zalicza działalność „zbrojnych bojówek endeckich, które w latach 1906-1907 atakowały i mordowały socjalistów”.

Warto przywołać w tym miejscu garść wybranych cytatów z omawianego artykułu: „Jest ważnym pytaniem naszej polskiej historii, czy Roman Dmowski i czy jego ówcześni akolici wiedzieli, dokąd prowadzą słowa nienawiści, słowa pogardy i wykluczenia, hasła wzywające do dyskryminacji drugiego człowieka i prześladowania ludzi innej rasy czy religii?”; „Jak jednoznacznie wynika z treści dokumentu (chodzi o treść protokołu 165 Konferencji KNP, na której omawiano sytuację polityczną w kraju – przyp. M.M.) w pierwszych dniach niepodległości Polsce groziła wojna domowa, w której samozwańczym wodzem wojsk atakujących miał być Roman Dmowski. Przed ową wojną domową Dmowskiego uratował Polskę Ignacy Jan Paderewski i genialny Piłsudski”;

„Nikt w tych dniach (chodzi o okres przypadający bezpośrednio po śmierci Dmowskiego – przyp. M.M.) nie pisał o «mowie oszczerstwa i nienawiści», która pojawiła się na polskiej prawicy w dniach odzyskiwanej niepodległości, lecz wystarczy przypomnieć oskarżenia Piłsudskiego o kradzież skarbów koronnych, o to że sam wybłagał u Niemców aresztowanie w 1917 roku, o to, że podczas bitwy warszawskiej prowadził rozmowy telefoniczne z Trockim. W lipcu 1920 roku, w obliczu inwazji Armii Czerwonej zagrażającej Polsce, Dmowski ostro zaatakował Piłsudskiego za sprowadzenie niebezpieczeństwa na kraj wskutek ryzykanckiej wyprawy na Kijów, a nawet publicznie oskarżył go o zdradę. Zaraz potem pośpiesznie wyjechał, a w zasadzie po prostu uciekł z Warszawy do Poznania”.

uwazam rze okl.jpg

Paradoksalnie, większość z powyżej wysuwanych zarzutów, pomimo iż uderzać ma w Dmowskiego, w praktyce zrealizowana została przez jego czołowego antagonistę.Prześladowania i dyskryminacja przeciwników politycznych (wybory brzeskie, obóz odosobnienia w Berezie, instytucja „nieznanych sprawców”, mordy dokonywane na przeciwnikach politycznych, na czele z niewyjaśnionymi do dziś zgonami generałów Tadeusza Rozwadowskiego i Włodzimierza Zagórskiego), krwawa wojna domowa w maju 1926 r., zakończona przejęciem władzy, wreszcie ucieczka w decydującej fazie bitwy warszawskiej (wyjazd do Bobowej pod Nowym Sączem w nocy z 12 na 13 sierpnia 1920 r.), obciążają w oczywisty sposób „genialnego” Piłsudskiego. Zaś co do wspominanego wyjazdu Dmowskiego do Poznania, to wiadomo, iż spowodowany był on w dużej mierze przekonaniem o niemożności dalszej współpracy z Piłsudskim, m.in. na forum Rady Obrony Państwa. Takie przyczyny wyjazdu zgodnie zdają się potwierdzać opinie dwóch czołowych biografów Dmowskiego (zob.: K. Kawalec, „Roman Dmowski”, Poznań 2016, s. 367; R. Wapiński, „Roman Dmowski”, Lublin 1988, s. 295).

Przy okazji ataków na Dmowskiego Baliszewski ex cathedra karci także prof. Władysława Konopczyńskiego. Jedną z publicystycznych wypowiedzi wybitnego historyka, w której autor pracy „Polska w dobie wojny siedmioletniej” wskazywał na całkowite niemal zmarginalizowanie osoby i dzieła wielkiego polityka przez sanacyjny reżim, Baliszewski opatruje złośliwą uwagą: „Być może, gdyby prof. Konopczyński bardziej niż konfederacją barską interesował się historią Romana Dmowskiego, nie napisałby powyższych słów. Być może wcześniej zapoznałby się z protokołami posiedzeń Komitetu Narodowego Polskiego w Paryżu w latach 1917-1919”.

Co do ostatniego z wysuniętych zarzutów, to Konopczyński nie musiał zapoznawać się z protokołami, gdyż był jednym z ekspertów Biura Prac Kongresowych na konferencji pokojowej w Paryżu i osobiście brał udział w pracach KNP… Śmiem twierdzić też, że prof. Konopczyński dość dobrze znał życie i działalność Romana Dmowskiego, wszak nie bez przyczyny wraz z prof. Ignacym Chrzanowskim był współautorem hasła jemu poświęconego w Polskim Słowniku Biograficznym, którego zresztą był twórcą i pierwszym redaktorem naczelnym.

Dziwić musi także nonszalancja, z jaką Baliszewski odnosi się do wybitnego historyka, którego roczna tylko „produkcja” naukowa przewyższa wszystko, co do tej pory Baliszewski na niwie badawczej zdziałał. Charakterystyczne pozostaje też, że niechęć manifestowana w odniesieniu do autora „Kwestii bałtyckiej” idzie w parze z czołobitnością wobec prof. Szymona Askenazego. Ten ostatni należał do zdeklarowanych krytyków aktywności politycznej Dmowskiego, co stało się zresztą jedną z przyczyn zerwania kontaktów z, będącym początkowo pod jego dużym wpływem, młodym Konopczyńskim (pisze o tym m.in. biograf tego ostatniego Piotr Biliński w artykule „Spór Władysława Konopczyńskiego z Szymonem Askenazym”, [w:] „Władysław Konopczyński jako badacz dziejów XVIII wieku”, pod red. Z. Zielińskiej, W. Kriegseisena, Warszawa 2014).

Baliszewski powyższym tekstem daje bezprzykładny wyraz własnej niechęci, zacietrzewienia i zwykłej ignorancji. Widać, że przydałaby się autorowi przywołanego artykułu solidna „rewizja nadzwyczajna” posiadanych na poruszany temat informacji. Ci zaś spośród czytelników, którzy będą chcieli posiąść rzetelną wiedzę o życiu i dokonaniach przywódcy obozu narodowego, z całą pewnością sięgnąć powinni po którąś z wartościowych pozycji, jak np. omawiany w poprzednim numerze „Myśli Polskiej” (nr 1-2/2019) album „Architekt wielkiej Polski. Roman Dmowski 1864-1939” (Warszawa 2018) autorstwa Jolanty Mysiakowskiej-Muszyńskiej i Wojciecha Jerzego Muszyńskiego.

Maciej Motas
Na zdjęciu: Roman Dmowski (z prawej) podczas nadania tytułu doktora honoris causa Uniwersytetu w Cambridge (11 sierpnia 1916 roku)
Myśl Polska, nr 3-4 (13-20.01.2019)
Za: http://www.mysl-polska.pl/1785
———————————————