13 Luty 2019

Fragment artykułu blogera @baca, demaskujący operację fałszywej flagi, opublikowany na stronie Mirosława Dakowskiego:

//dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=24759&Itemid=100

Wczoraj, 30 stycznia, nagle pojawił się w różnych miejscach internetu krótki filmik, przesłany „z Francji”, będący kawałkiem relacji TVN ze Światełka do nieba Owsiaka, z 13 stycznia, z Gdańska.

Ale – najpierw filmik nie dawał się skopiować, a potem – nagle znikł.

Na portalu NCzasu podano, że: Film zablokowano na prośbę Komendy Policji w Gdańsku. Ciekawe, dlaczego – i czy policjanci przedstawili argumenty nie do odrzucenia.

Dlatego też decyduję się na skopiowanie analiz BACY, bo może i one tam, w oryginale, znikną? Mirosław Dakowski

#          #          #

Zamach na Adamowicza … CZĘŚĆ II

Baca – https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/zamach-na-adamowicza-czesc-ii

Na wstępie dziękuję za komentarze, informacje, źródła, przemyślenia, wnioski dowodowe oraz linki umieszczone pod częścią pierwszą. Przeczytałem wszystkie. Obejrzałem większość, bo niektóre sam znalazłem wcześniej. Umożliwiły one rozwiązanie zagadki zamachu na Pawła Adamowicza. Oto wniosek końcowy:

Zamach na Adamowicza był widowiskową szopką, czyli zamachem fałszywej flagi.

Uff … możemy odetchnąć – i jak po każdym mundialu – powiedzieć sobie z czystym sumieniem: Jest dobrze Polacy, nic się nie stało.

Wierzę, że Paweł Adamowicz żyje i kiedyś do nas powróci jako skruszony mafiozo lub świadek koronny. Uważam, że nie warto się nad nim użalać, bo byłoby to równie niedorzeczne jak żałoba po Hanie Solo, którego w drugiej części zamrozili, a potem nasz ulubiony łajdak powrócił cały i zdrowy w III części Gwiezdnych Wojen.

Sprawa zamachu jednak nie przyschła. Nadal toczą pianę ludzie oszołomieni, których mózgi jeszcze poprawnie nie przetworzyły tego, co dwa tygodnie temu widziały ich oczy: że Adamowicza nie „zabiła” mowa nienawiści ale sprawna akcja z nożem desantowym. Zabiła na niby, bowiem to wszystko było tylko niskobudżetowym spektaklem. Zniczodawcy muszą jednak najpierw dobrze się odszołomić z oparów kadzidełek aby to prawidłowo zrozumieć. Nadal więc nie wolno wysnuwać „bezspornych twierdzeń”, „nienawistnych opinii”, ponieważ mogłyby urazić czyjeś uczucia.

Proszę zatem w dalszym ciągu traktować moje spostrzeżenia jako teorie spiskowe i nic więcej. Nie będą one posępne, ponieważ omawiamy tu casus kobiety publicznie przeciętej na pół przez magika. Ona umarła – no tak, wszyscy widzieli ale… żałoba po niej, nawet udawana – to dopiero byłaby niedorzeczność, no bo czyż nie?

„Bezkrwawy zamach na Adamowicza” niech zatem dla uspokojenia wszystkich nadal będzie tylko hipotezą, którą postaram się poniżej ostatecznie udowodnić z użyciem rozumu oraz logiki.

Ale po kolei. Najpierw wyciągnijmy…

Wnioski pokontrolne z I części

Na wstępie omówić należy wszystkie kontrowersje, jakie pojawiły się w pierwszym tekście i opatrzyć je szybką analizą pod kątem prawdziwości.

Niewidzialna plakietka „Media”.

Potwierdzone. Stefan po to aby wejść na scenę nigdy takiej plakietki nie miał i nie podrabiał. Już na drugi dzień po opublikowaniu tej informacji aresztowany został szef agencji ochrony Tajfun – jakiś karany były milicjant od lat współpracujący z gdańską mafią. Usłyszał nawet zarzuty za wprowadzenie w błąd organów. Wymyślił sobie tę plakietkę i nawet usiłował jakąś podrzucić w charakterze fałszywego dowodu, ale nie wyszło. To samo co ja, zauważyli bowiem także inni świadkowie widowiska – czyli że zamachowiec takiej plakietki w ogóle nie posiadał – i sprawa się rypła. Kwestia plakietki zamknięta ale o dziwo plakietkowe kuriozum trwa i żeby tę oczywistość, że plakietki nie było jakoś przyklepać ze strony oficjalnych czynników, nagle badania laboratoryjne, (DNA + odciski palców) „potwierdziły brak na plakietce śladów biologicznych Stefana”. Tej, której … nie posiadał. Logiki w tym nie dostrzegam, no ale tak podano do wiadomości. Być może badali plakietkę, którą szef ochrony podrzucił – nie ogarniam tak do końca policyjnych działań odkąd pogrążyły się w obszarach logiki ujemnej. Nie powinni żadnej plakietki badać w sytuacji kiedy żadnej plakietki u Stefana nie było ale badali idąc każdym tropem wiodącym donikąd.

Komenda „Paweł, Paweł!”, na którą Paweł Adamowicz automatycznie się ożywił. Tej komendy mimo starań nie udało się wyciąć ze wszystkich źródeł i ona jest. Jest i mimo to, jest w ogóle nie badana. W międzyczasie pojawiło się przyzwoite nagranie z zamachu, a więc dla odświeżenia posłuchajmy jej jeszcze raz, a zobaczymy, że na jej dźwięk Paweł Adamowicz reaguje jak foka w delfinarium: https://twitter.com/malyy5/status/1087128362089414657 oraz dłuższa wersja: https://video.wp.pl/i,pawel-adamowicz-dzgniety-nozem-na-scenie-wosp,mid,2031379,cid,4051,klip.html?ticaid=11cc95

Oficjalne czynniki kompletnie nic już nie mogą z tym fantem począć. Tak więc kompletnie nic nie robią. Masakra. A co powinni zrobić gdyby ten zamach nie był sfingowany? Oczywiście, natychmiast aresztować wszystkich specjalistów od dźwięku ze wszystkich stacji TV, którzy zapis dźwiękowy zmodyfikowali zanim go wypuścili do ludzi. Nie robi się tego jednak z bardzo ważnego powodu – aby się nie skompromitowano.

Nie można bowiem prowadzić prawdziwego śledztwa w sprawie, która jest zainscenizowana. Nikt nie zginął – vide przepiłowana na pół kobieta u magika – nie można więc w tego typu sytuacjach robić dochodzenia, bo jeszcze nasze prawnuki by się z organów ścigania śmiały. Oni wiedzą doskonale, że to była lipa – i że, jedynym efektem tego dochodzenia mogłoby być ośmieszenie. Niczego, nikomu nie udałoby się udowodnić poza wprowadzeniem organów w błąd, a to jest nie warte świeczki w sytuacji, kiedy to nie było poważnym czynem zabronionym. Twórcy tego zamachu mogliby jedynie symbolicznie odpowiedzieć za tego typu numer – co najwyżej jakąś grzywną – jak dajmy na to pijany dzieciak, który dla kawału zadzwonił na policję informując że w jego szkole podłożono bombę.

To tyle jeśli chodzi o „odpowiedzialność” – czyli to co organy mają do wygrania. Przegrać zaś mogą wszystko – czyli dożywotnią reputację. A zatem wystarczy ich dyskretnie powiadomić, że Adamowicz żyje, aby zaniechali działań. I tak właśnie ja to widzę śledząc poczynania organów dwa tygodnie po zamachu. Autorzy sfingowanego zamachu osiągnęli dokładnie to co chcieli – nie musząc nikogo mordować. Więc po co mordować i się narażać, skoro to samo daje lipny zamach? Proste.

Brak krwi – jako pierwszy zauważony przez Sandżaja. Potwierdzone.

Reanimacja. Również Sandżaja i również potwierdzone. Była ona bezsensowna i mimo iż powinna nie jest ścigana. Nikt nie został nią dobity, a więc nie ma nawet znamion czynów zabronionych, jako że zrobienie z ludzi głupków to nie to samo co zamordowanie. Organom nie kalkuluje się szukać tej ratowniczki, stawiać jej zarzuty i wydobywać zeznania po to tylko żeby się publicznie skompromitować. Jej nic nie grozi i nigdy nie groziło – podpisała zapewne jakąś umowę z jakąś agencją aktorów kryzysowych i wykonała swoją pracę, a jako że za wykonywanie legalnej pracy jeszcze nikt nigdy nie został skazany… To tak samo jakby stawiać zarzuty Czterem Pancernym za narażanie na niebezpieczeństwo Szarika.

Nie dowiemy zatem się już nigdy, który konkretnie fryzjer oszalał i ją tak nieludzko pokrzywdził. Gdyby zamach był prawdziwy, już dawno wszystkie redakcje naszą ratowniczkę by nam przedstawiły i w zakresie ratownictwa solidnie przeegzaminowały. Dzięki źródłom w komentarzach z zapartym tchem zapoznałem się z filmem Etera (w którym jest film Ole Dammegarda), który z kolei jest specjalistą od zamachów fałszywej flagi i rozpoznaje je bezbłędnie po bardzo charakterystycznych śladach: https://www.youtube.com/watch?v=PnKBKUI0S9M&bpctr=1548450359

I stąd wiadomo niezależnie od Sandżaja, że masaż serca to rutynowa procedura przy fikcyjnych zamachach realizowanych przez aktorów kryzysowych. Nieważne czy ktoś zamachnął się samolotem, czy chodzi o postrzał z granatnika, czy maczetę tkwiącą w plecach, czy urwaną nogę – absolutnie zawsze robi się masaż serca przy fałszywej fladze, po to tylko, aby w miarę przekonywująco dla laików, scenę zagrać amatorami. Nawet jak po zamachowcu zostanie tylko paszport to się chwyta kogoś z ulicy i robi mu masaż serca, bo masaż musi być obowiązkowo. Zamach na Adamowicza, oczywiście to potwierdza. Reanimacja była – ale nie podpada pod żaden paragraf – bo nie jest czynem zabronionym masowanie zdrowego człowieka, np. dublera.

Stefan Miłosz. Kwestia nazwiska Stefana nadal jest niewyjaśniona, ponieważ Stefan jak to się mówi nie przerywa milczenia. Ze wszystkich informacji na ten temat najbardziej prawdopodobna wydaje mi się ta niszowa – że Stefan ma po prostu dwa imiona i jego pełne dane brzmią: Stefan Miłosz Wilmont. Następna w kolejności prawdopodobieństwa jest u mnie taka ewentualność, że zamachowiec ze sceny i prawdziwy Stefan Wilmont to są dwie różne osoby: wrobiony zawczasu człowiek – już trzymany w lochu – plus aktor kryzysowy grający go na scenie – który podczas premiery tego widowiska popieprzył coś czego popieprzyć nie powinien. Stefan Wilmont nigdy by się nie pomylił przedstawiając się publiczności. Natomiast aktor kryzysowy … owszem. Człowiek obcy, któremu powiedziano tylko jak ma się przedstawić podczas widowiska – mógłby to zrobić nie wiedząc, że w Polsce mówi się np. Róża Thun [Europarlamentarzystka, polakożerca – żydówka z polskim obywatelstwem – ad] a nie jak w Niemczech Róża von Thun. Gdyby obcemu dano do nauczenia się tego typu kwestię, jest bardzo prawdopodobne, że by się na tym jak dziecko wyłożył. Za tą hipotezą przemawia także zupełnie inny wizerunek zamachowca i prawdziwego Stefana. Stefan Wilmont przypomina zamachowca ze sceny WOŚP wyłącznie na zdjęciach sprzed więzienia, kiedy był silnym napakowanym młodzieńcem. Obecnie Stefan wygląda zupełnie inaczej.

Sprawa jest nadal nie wyjaśniona do końca i taka pozostanie dopóki nie usłyszymy głosu Stefana i nie obejrzymy go w dobrej jakości nagraniu. Ale mimo to i tak już są przesłanki wskazujące na to, że zamachowiec był aktorem kryzysowym. Dlaczego? Ponieważ zarówno on, jak i konferansjer widowiska byli prawdopodobnie nie polskiego pochodzenia. Wyraźnie słychać u obydwu trudność w wymawianiu litery „r” – co jest typowe dla etnicznych Niemców, folksdojczów i innych mniejszości. Ten sam problem posiada przecież Gronkiewicz Waltz, Tusk, Rokita i plejada innych cudzoziemców. Konferansjer i zamachowiec nie potrafią wymawiać tej litery prawidłowo – nie wiem czy ktoś jeszcze na to zwrócił uwagę ale ja tak. Chciałbym po prostu usłyszeć w końcu głos aresztowanego Stefana, aby porównać go z głosem zamachowca z Gdańska. Poza tym nawet na dobrych filmach jego twarz jest dziwnie niewyraźna – jest więc trudno określić z całkowitą pewnością czy jest on Stefanem. Na to ostatnie zwróciło uwagę mnóstwo ludzi.

Brak krwi. Jest to kolejna potwierdzona sprawa, którą można odfajkować. Kolejna rutynowa kwestia przy zamachach fałszywej flagi. Gdyby była krew scena WOŚP do dziś pełna byłaby techników zbierających ślady. Nic takiego nie ma jednak miejsca. Błyskawicznie scenę rozebrano i zatarto ślady.

Jest morderstwo nie ma sprawcy. To również zdążyło się już „wyjaśnić” – obecnie jest sprawca – nie ma ciała. Zostawiamy to, bo nie będziemy nurkować za policją w obszarach logicznie ujemnych. Mają kozła i nic więcej. I dlatego zacierają ślady wmawiając sobie, że Polacy to stado tępych baranów. Ciało spalone, scena zlikwidowana, świadkowie odprawieni do domów. Brak realnego i poważnego śledztwa zamyka temat.

Brak prawidłowej reakcji u setek ludzi. To oczywiste przy braku prawdziwego zamachu. Oficjalnie nikt się tą kwestią nie zajmuje, bo ona jest logiczna i bezsporna w samym założeniu. Oficjalne starania robi się tylko w tym kierunku, aby tę kwestię jak najdalej w czasie odsunąć, po to aby jak najdłużej powstrzymać ludzi od logicznego myślenia. Robi się to poprzez podgrzewanie emocji w kierunku mowy nienawiści. Emocje jeszcze nie opadły – a dopiero jak się to stanie każdy tę kwestię prawidłowo zrozumie.

Masońska karetka. Potwierdzone. Należy do masońskiej organizacji Adiutare o międzynarodowym zasięgu: https://www.youtube.com/watch?v=PnKBKUI0S9M&bpctr=1548453323

Żenujący pokaz akcji ratowniczej w wykonaniu Adiutare, jest dowodem na to, że ratownictwo nie jest głównym celem jakim te stowarzyszenie się zajmuje. Gdańsk to europejska stolica nie tylko mafii ale też masonerii więc prawdopodobnie głównym zadaniem stowarzyszenia Adiutare jest po prostu handel organami. Tylko po to myślę służą im karetki – które jak było widać pozbawione są wewnątrz typowego ekwipunku ratowniczego. Medyczny profesjonalizm Adiutare można porównać jedynie do nieporadnej ochrony firmy Tajfun. Oficjalnie ktoś chce pozbawić ich koncesji dla pozorów że coś się dzieje ze strony organów. No więc dzieje się – koncesja się odbiera – a jak się koncesja już odbierze to ten sam cieciu zarejestruje agencję ochrony Tornado – żeby nikomu włos nie spadł i było po staremu. To takie żałosne … szkoda gadać.

Brak wyraźnych zdjęć z zamachu. Kolejna bardzo charakterystyczna cecha sfingowanych zamachów. W epoce monitoringu wszystkiego i wszystkich a zwłaszcza centrów miast i rynków oraz wszechobecnych kamer HD, każdy zamach fałszywej flagi cierpi na dotkliwy brak zbliżeń, ostrości, dobrych ujęć, etc.

Kolejne dowody

No i to na tyle remanentu. A teraz sprawy nowe. Z nieukrywaną satysfakcją przedstawiam najpierw kolejne dowody na zamach fałszywej flagi, nie poruszane jeszcze przez nikogo nigdzie.

Markery. Na filmie Olego mówi on już kilka lat temu, że aktorzy kryzysowi stosują tak zwane markery. Są to położone gdzieś na przykład na ulicy „przypadkowe” przedmioty, (buty, puszki, gazety) określające miejsce gdzie toczy się akcja. Po co? Ponieważ nawet profesjonalni aktorzy muszą niektóre sceny kilkanaście razy powtarzać, aby zadowolić reżysera. Aktorzy kryzysowi oczywiście również. Oni jednakże grają tylko raz. Dlatego muszą ustaloną scenę ćwiczyć gdzieś na boku tyle razy, aby podczas jedynego występu na żywo odegrać wszystko jak trzeba, bo powtórek już nie będzie. Każdy z aktorów kryzysowych musi precyzyjnie pokonać drogę od punktu A do punktu B, wykonać każdy umówiony gest w określonym czasie, zachować się właściwie w odpowiednim momencie, etc. To trudne do wykonania dla amatorów ale nie niemożliwe. Aby uniknąć wpadek np. że samochód biorący udział w zamachu raz podjeżdża bliżej a raz dalej od ustalonego miejsca, (i ten przeskok może być później widoczny na montażu) stosuje się markery, aby kierowca za każdym razem wiedział gdzie dokładnie ma się zatrzymać podczas tej konkretnej sceny. To samo jest z aktorami kryzysowymi biegającymi rzekomo chaotycznie po ekranie. Pamiętajmy, że nie jest to łatwe dla nich, bo na prawdziwej scenie oni grają tylko raz. A do tej jakże ważnej premiery oni mogą się przygotowywać tylko i wyłącznie w zupełnie innych miejscach. Ćwiczą wiec na odludziu, w jakichś halach, pustych placach lub podziemiach. W scenografiach, gdzie kontury budynków są tylko narysowane na ziemi. W realu, czyli na prawdziwej ulicy, wśród prawdziwych ludzi odgrywają swoje przedstawienie tylko raz. I dlatego muszą mieć rozmieszczone te markery, aby wiedzieć gdzie stać, gdzie iść i dokąd będzie się toczyła „prawdziwa” akcja, którą trenowali zupełnie gdzie indziej. Czy podczas zamachu na Adamowicza były takie markery?

Oto one:

https://zmianynaziemi.pl/sites/default/files/styles/640szerokosc/public/nozownik3.jpg?itok=yLT-LR1j

Naszymi markerami są te trzy leżące na scenie białe kartki papieru. Nie są zapisane, bo nie muszą – i tak by nikt z nich nie odczytał żadnego tekstu. W ich wyglądzie jest zapisane to co aktor odczyta z każdej odległości, ponieważ każda z nich posiada inny kształt. Pierwsza z prawej mówi: „w tym miejscu się Stefan przyczajasz i na komendę – i już – startujesz do ataku”. Środkowa kartka zawiera przekaz: „tutaj się Stefan poddajesz”. (I w tą właśnie kartkę ochroniarze potem wcisnęli Stefanowi twarz):

https://zmianynaziemi.pl/sites/default/files/styles/640szerokosc/public/nozownik2.jpg?itok=07sVhJSp

Ostatnia kartka od prawej przekazuje natomiast: „tam będzie stał target i tam popychasz go i wyciągasz nóż”.

Jest jeszcze czwarta kartka, niewidoczna na tym ujęciu ale widoczna na innym. Ona oznacza polecenie dla Pawła Adamowicza: „dokładnie w tym miejscu upadasz Paweł, aby skryć się przed wzrokiem publiczności za … Parawanem. Ten parawan, bowiem to kolejny istotny rekwizyt inscenizacji niezbędnej do odegrania sceny zamachu. Na pierwszym niewyraźnym filmie z zamachu nie mogłem pojąć jak ten parawan się pojawił. On jest bardzo ważny, bo to właśnie za nim odprawiana była lipa o nazwie „reanimacja”. Ten fragment obrazu był tak mocno wyblurowany i tak wolno pojawiała się w nim ostrość, że wydawało się, że parawan z niczego materializuje się w miejscu, gdzie upadł Adamowicz. Proszę to zobaczyć: https://www.youtube.com/watch?v=petniBsyx90

Widzieliście? Nie było parawanu i nagle olbrzymi parawan jest. W pierwszej chwili myślałem, że zastosowano stary iluzjonistyczny trick, aby pod osłoną dymu z rac „wyczarować” go, czyli wysunąć i rozłożyć niczym parasolkę jakiś mechanizm z podłogi, ale nie pisałem o tym, bo nie był to twardy dowód tylko luźne domysły. Dopiero później udało mi się znaleźć lepszy film – już po opublikowaniu I części. I z niego właśnie wynika jednak, że zastosowano jeszcze prostszy trick. Otóż jak się okazuje ten gigantyczny parawan przez cały czas tam był. Był tylko kompletnie niewidoczny. Efekt ten osiągnięto kierując spod sufitu bardzo silny snop ciemnoniebieskiego światła dokładnie na … plandekę w identycznym kolorze, którą nakryto stos jakichś rekwizytów. Niebieskie światło plus niebieska plandeka. Na tle stojących tam ludzi – wyłącznie w czarnych kurtkach – plandeka jest zupełnie niewidoczna. Tylko ten jeden reflektor jest „niesymetryczny”, ponieważ świeci nie do końca tam gdzie wypadałoby aby był skierowany, żeby równomiernie skąpać w niebieskim świetle całą scenę.

Przyniosło to dokładnie ten sam efekt jak słynny zielony ekran stosowany w każdej telewizji, aby wycinać lub wklejać tło. Dziś stosuje się zielony ekran w przemyśle filmowym ale jeszcze parę lat temu był to … niebieski ekran, ot co. Efekt końcowy jest więcej niż zadowalający – z pola widzenia całkowicie znika spora sterta gratów nakryta plandeką, która tworzy tak zwany parawan – ona jest w ogóle niewidoczna nawet na bardzo dobrej jakości nagraniu. Coś tak fenomenalnie zrobionego absolutnie nie może być przypadkowe. Parawan jak zaczarowany „materializuje się” dopiero po zmianie oświetlenia i zgaszeniu ciemnoniebieskiego światła. Proszę sprawdzić samodzielnie czy moje wnioski są prawidłowe: https://video.wp.pl/i,pawel-adamowicz-dzgniety-nozem-na-scenie-wosp,mid,2031379,cid,4051,klip.html?ticaid=11cc98

I precyzyjnie za tę plandekę upada Adamowicz. Dokładnie tam, gdzie leży czwarta kartka.

I tu powraca słynne „drastyczne” ujęcie zamachu z TVN. Ono nie jest drastyczne, proszę ja was, albowiem Stefan miał filmowy nóż – taki z ostrzem chowającym się w rękojeści – które oczywiście nie brudzi się krwią z nieistniejących ran. TVN wyciął te ujęcie, aby nie zdemaskować lipnego zamachu, bowiem siłą rzeczy ono zawiera obraz ataku w jakości HD oraz to, co znajduje się za plandeką. Nie tak dawno wszyscy mogliśmy do woli oglądać sobie scenę odcinania zgwałconym turystkom ze Skandynawii blond głowy nożem dwa razy większym od Stefanowego. TO było drastyczne ale mimo tego nikt nie postradał zmysłów i nie potrzebował pomocy psychologa, albowiem to był jeden z tysiąca tego typu „incydentów” jakie od trzech lat zalewają media w Europie.

Zamach na Adamowicza natomiast tylko tym różnił się od podobnych „epizodów”, że nie był prawdziwy. I to jest rzeczywista przyczyna tego, że został wycięty przez TVN. Poza tym abstrahując od wszystkiego co powyższe, gdyby zamach naprawdę miał miejsce, tę wyciętą scenę już dawno analizowaliby publicznie na konferencjach prasowych prokuratorzy i dziennikarze domagając się jej ujawnienia w interesie społecznym. Tak powinno być, a co jest? Jest cisza o tym „drastycznym” ujęciu i nie tylko żadna komisja śledcza się go nie domaga ale nawet żaden brukowiec lub pies z kulawą nogą. A przecież zakładając, że zamach był autentyczny ten zapis jest cenniejszy niż film Zaprudera z zamachu na Kennedy’ego. Te nasze rzekomo „drastyczne” ujęcie, przy rozlatującej się jak arbuz głowie amerykańskiego prezydenta, to jest nic drastycznego. Poza tym to największy dowód w sprawie i…? I najmniejsze zainteresowanie on wzbudza w organach. Zerowe w zasadzie. Te ujęcie pokazuje nóż desantowy z chowającym się ostrzem – a coś takiego nawet nie jest czynem zabronionym – resztę znamy…

Zamach udał się organizatorom. Wszystko wyszło znakomicie. Idealna synchronizacja najważniejszych aktorów. Wszystko zagrano doskonale, a „drugoplanowi aktorzy” – nieświadome matołki z ochrony, nawet nie za mocno dali ciała, bo mogli się dużo bardziej zaszamotać, gdyby tylko zamachowiec Stefan nie rzucił się w końcu trzeźwo sam w ich ramiona. Zadowolona mina reżysera jest dowodem pełnego sukcesu. Stoi z tyłu z założonymi rękami i skromnie obserwuje swoje dzieło.

Schizofrenia paranoidalna – czyli choroba psychiczna Stefana. O tym że jego schizofrenia to jest lipa wiedziałem od chwili, kiedy przeczytałem to co już zamieściłem w I części:

„Początkowo Stefan W. przebywał w Areszcie Śledczym w Gdańsku, gdzie otrzymał status niebezpiecznego więźnia. Pobyt w więzieniu przebiegał bez większych problemów. Niedługo później trafił do Zakładu Karnego w Malborku. I tam właśnie zaczęły się jego problemy z psychiką. Był leczony psychiatrycznie z powodu zaburzeń zachowania i emocji oraz specyficznych zaburzeń rozwoju. Przebywał na obserwacji sądowo – psychiatrycznej. Skierowano go do Oddziału Psychiatrii Sądowej w Areszcie Śledczym w Szczecinie. Przebywał tam w okresie luty – kwiecień 2016 r. W trakcie pobytu w Ośrodku w Szczecinie rozpoznano schizofrenię paranoidalną, zastosowano leczenie farmakologiczne oraz terapię. Po uzyskaniu poprawy Stefan W. został skierowany do leczenia ambulatoryjnego. Po kilku miesiącach odmówił przyjmowania leków, ale według lekarzy, był w dobrym stanie psychicznym. W grudniu 2018 roku wyszedł na wolność”

Kluczem do rozwiązania zagadki jest ten niepozorny zlepek słów: „Oddział Psychiatrii Sądowej w Areszcie Śledczym w Szczecinie”.

Co w tym podejrzanego? To, że Stefan dorastał, napadał, odsiadywał, resocjalizował się, żył wolno i się mścił w… okolicach Gdańska. Czy podczas pobytu Stefana w więzieniu nie było psychiatrów w pobliżu? Ano nie było. Nie było TAKICH psychiatrów. TACY psychiatrzy jakich „potrzeba było” dla Stefana są tylko w Szczecinie. Gdańsk posiada wszystko, jeśli chodzi o masonerię i przestępczość zorganizowaną. Każda możliwa loża i każda możliwa forma bandytyzmu.

Nawet się go nazywa Palermo lub Małą Sycylią ale to nieadekwatne nazwy, bo mafia sycylijska w porównaniu do gdańskiej to dosłownie harcerstwo. Mafia włoska ma kodeksy, ślubowania i honor bandycki. Ta z Gdańska nie ma żadnych zasad – to najgorsze antypolskie bydło, jakie kiedykolwiek chodziło po Ziemi – wylęgarnia czystego zła … Bolków, zdrajców, zbrodniarzy wojennych.

[Opuszczam OGÓLNIEJSZE wnioski Bacy. Można je [chyba??} odczytać w tekście oryginalnym. Tu omawiamy tylko zamach’. MD]

Za: http://lotna.neon24.pl/post/147538,gdanska-mistyfikacja-czyli-zabojstwo-ktorego-nie-bylo

——————————————————————————————

„PRZYPADEK” PAWŁA ADAMOWICZA A SPRAWA ŚMIERCI PREZYDENTA LECHA KACZYŃSKIEGO

Sprawa częściowo przypomina zaginięcie prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w tzw. „zamachu smoleńskim” – gdzie jak niektórzy twierdzą – iż Lech Kaczyński z małżonką nie zginął a przebywa w Izraelu. Dla ludzi łatwowiernych to może być szokiem, natomiast dla ludzi analitycznych, potrafiących wyciągać wnioski, nie będzie to szokiem, a mobilizacją do głębszego dochodzenia zniknięcia prez. RP Lecha Kaczyńskiego z małżonką … bo ponoć w trumnie pochowanych na Wawelu ich nie ma…

Ta sprawa, od dłuższego czasu niejednego Polaka nurtuje. Przecież pamiętam to wydarzenie podawane w massmediach i te wszystkie ich krętactwa, gdzie jak na lekarstwo była podana czasami prawda, chyba przez omyłkę … a czytać trzeba było „między wierszami”.

Ważnym czynnikiem, co zwróciło moją uwagę, to otrzymanie papierów na pobyt stały w Izraelu córki Lecha Kaczyńskiego – Marty z mężem, już w styczniu 2010 r. – jak podały media internetowe w Niemczech – natomiast w Polsce, poza niektórymi blogerami, była totalna cisza… W tym czasie jeszcze nikt tak bardzo nie dociekał, bo było to na trzy miesiące przed „wypadkiem” smoleńskim.

Następnie, na miesiąc przed „wypadkiem” – KTOŚ dostarczył listę pasażerów na przelot do Smoleńska, do gabinetu prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, i z gabinetu prezydenta były wykonywane telefony do osób mających wylecieć na uroczystości w Smoleńsku. I co najciekawsze, przed „wypadkiem” smoleńskim wiele mówiło się nawet w telewizji o dostarczeniu listy osób mających lecieć na uroczystości, i że telefony były wykonywane z gabinetu prezydenta Lecha Kaczyńskiego, z tym, że ani słowem nie podano kto dostarczył tą listę. Natomiast po „wypadku” smoleńskim sprawa listy z pasażerami znikła z publicznej dyskusji, jak i nikt już nigdy oficjalnie nie wspomniał ani słowem o dostarczeniu listy pasażerów do Smoleńska, i kto dostarczył tę listę wybranych osób. Zapadło całkowite milczenie, a nawet zainteresowany najbardziej tą sprawą brat prezydenta szef PiS-u Jarosław Kaczyński, na temat tej listy zamilkł, jak i „dochodzeniowiec” w tej sprawie [niezatapialny] Antoni Macierewicz nigdy nie wspomniał o tej liście z wyznaczonymi pasażerami do Smoleńska. – Pamiętam, jak w telewizji pokazywali Antoniego Macierewicza, przed „wypadkiem”, jak stał niedaleko lotniska w Smoleńsku [tak bynajmniej podawano] oczekując na samolot z prezydentem, jak wtedy oświadczył. Pamiętam również, że był ubrany w czarny skurzany płaszcz, jeszcze wiatr powiewał mu dolne poły płaszcza. Tak, właśnie Macierewicz był świadkiem tego „incydentu”, o czym nigdy później nie wspomniał ani słowem… Pytanie samo się nasuwa – dlaczego nie poleciał samolotem razem z prezydentem L. Kaczyńskim? A tylko pojechał samochodem czy pociągiem [nie pamiętam]…

Następnie, dlaczego pochowano go na Wawelu, gdzie wszyscy się zgodzili i PiS, i PO, i Episkopat Polski na czele z kardynałem Stanisławem Dziwiszem… A przecież „tak skłucony” PiS z Platformą, na codzień skaczący sobie do gardeł, a tu zgoda… To daje dużo do myślenia. Wydaje mi się, że chodzi o coś bardzo ważnego. Nie chodzi tu, jak niekótrzy włącznie z mediami, twierdzą iż to zasłużony prezydent dla Polski, i że ma być pochowany na Wawelu obok królów Polski. Nie, tu chodzi o utrudnienie dostania się do trumien i zbadania, czy rzeczywiście jest pochowany prez. Lech Kaczyński i jego małżonka, gdyby np. był pochowany na Cmentarzu na Powązkach, gdzie każdy mógłby nocą dostać się do grobu i zobaczyć czy tam jest L.Kaczyński z małżonką. Natomiast na Wawelu nikt tam się [oprócz wybranych] nie dostanie i nie sprawdzi kto leży w trumnach.

Następnie, to zakaz odkrywania trumien, przez brata prezydenta – Jarosława Kaczyńskiego, a przecież każdy kto głosował na jego kandydaturę chciałby zobaczyć – a tu nie! Dlaczego tak zależało prezesowi PiS na tym, by nikt nie zobaczył kto w tych trumnach leży… Mało tego, szwagier Lecha Kaczyńskiego zapomniałem jego nazwiska w stopniu generała, co parę miesięcy powtarzał: ja widziałem w tych trumnach moją siostrę i szwagra Lecha… Dlaczego tak uwiarygadniał obecność w trumnach swojej siostry i szwagra?

To wszystko są poszlaki, ale te wymienione powyżej fakty wskazują jednoznacznie iż tam na Wawelu w trumnach nie ma Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki. Ponadto co jest bardzo ważne w tej sprawie – dokument ujawniony przez inżyniera mieszkającego w Szwecji, Krzysztofa Cierpisza, gdzie po ok. dwóch czy trzech tygodnich po „wypadku” smoleńskim pojechał na Litwę, do Wilna, gdzie na lotnisku wileńskim, przy sprawdzaniu dokumentów zobaczył dokument potwierdzający lądowanie na lotnisku wileńskim prezydenta RP, Lecha Kaczyńskiego z małżonką i opisał to dokładnie w swojej internetowej Gazecie Warszawskiej. Gdzieś po paru tygodniach poleciał powtórnie do Wilna, i jeszcze raz chciał zobaczyć ten dokument … i co się okazało, że tego dokumentu już nie ma, po prostu znikł, i ślad zaginął… A więc można domniemywać, że prez. Lech Kaczyński z małżonką z Wilna odlecieli w nieznane, być może do Tel Avivu…

Mam nadzieje, być może nie za mojego życia, że prawda o Lechu Kaczyńskim ujrzy światło dzienne…

Nawiązując do „śmierci” Pawła Adamowicza, jest to podobna sprawa z tym, że aby zabezpieczyć ślady i nie chować np. na Wawelu – to [rzekomo] spalili ciało i pochowali popiół w trumnie… A gdzie Adamowicz [jeśli powyższa analiza jest prawdziwa] obecnie może przebywać nie wiadomo… Następnie – po kilku dniach po pogrzebie, w jakimś nieznanym celu, małżonka Adamowicza wraz z córką, zapragnęła odwiedzić Stany Zjednoczone…

Ale najciekawsze w tym wszystkim jest to, po co to wszystko tzw. „nieznani sprawcy” zrobili, a może już nie raz taką hucpę odstawili … tego nie wiemy.

Adam Satanowski – 10 lutego 2019
————————————————————————