24 Luty 2019

lawra 3.jpg
„Na Ukrainie mogą zacząć się masowe prześladowania Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi {patriarchatu Moskiewskiego] z wyznawcami i męczennikami za wiarę. Konstantynopol nie przyzna się jednak do swoich błędów i – jak było to w XX wieku – będzie uważał, że jego decyzje są słuszne i trwał przy pierwszeństwie tronu, wschodnim „papizmie” – mówi abp Teodozjusz.

Władyko, co zmieniło się Waszym zdaniem po legalizacji ukraińskich raskolników przez patriarchę Bartłomieja?

– Państwo zaczęło powoli przechodzić od zastraszania wiernych do represji, skierowanych przeciw Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi. Parlament przyjął pierwszą antycerkiewną ustawę o numerze 5309 i podpisaną przez prezydenta. Zaczęło się seryjne siłowe przejmowanie cerkwi. Schemat? Przywożą do wsi autobusami swoich ludzi. Przeprowadzają z ich udziałem, pod nadzorem władz, „zebranie religijnej wspólnoty” i wszystko gotowe. Wiernych wystawiają na ulicę. Teraz cerkiew i budynki parafialne są już w rękach „Prawosławnej Cerkwi Ukrainy”. Kto im w tym przeszkodzi? Czyja władza, tego i cerkiew. Media poinformowały, że z centrum do regionów skierowano wytyczne, ile świątyń należy przejąć od UPC i przekazać ich „Tomosowi” (strukturze stworzonej przez patriarchę Bartłomieja – red.). Oprócz tego obiekty chronione jako dobra kultury narodowej, wśród nich obie Ławry – Kijowsko-Pieczerska i Poczajowska – zobowiązano, by poprzez sąd zamieniły długoterminowe umowy ich arendy.

Jak przy ateistycznych władzach minionego wieku…

– Dokładnie. Próbuje się nam udowodnić, że w tych ławrach funkcjonujemy na prawach ptaków, że wszystko „należy do państwa”, czyli jak mówią „narodu”. A w jaki sposób znalazły się one na stanie państwa, wspominać nie chcą. Prawosławne świątynie naszej Cerkwi przez wieki tworzyła Cerkiew. I nawet gdy konkretni ludzie – mecenasi, imperatorzy – ofiarowywali środki na budowę tej czy innej świątyni, przekazywali ją na własność Cerkwi jako wieczny dar. A w XX wieku przyszli bolszewicy i wszystko Cerkwi siłą zabrali, ukradli. Pytanie do współczesnej władzy – jeśli w waszych rękach znalazło się kradzione, i o tym doskonale wiecie, to co należy uczynić? Zwrócić prawowitemu właścicielowi, czy handlować kradzionym niczym swoim, nie krępując się tego i jeszcze poniewierając legalnym właścicielem?

Jakie są teraz nastroje wśród wiernych i duchownych w Kijowie?

– W pierwszych dniach po stambulskich decyzjach nasi wierni byli pogubieni. Nikt tego nie oczekiwał. Zawsze staraliśmy się podtrzymywać na zewnątrz dobre imię Konstantynopola. Tymczasem przyjęte tam postanowienia okazały się jawnym aktem sprzedania milionów naszych wiernych przez Fanar – nieoczekiwanym i podstępnym. Sprzeczny jest on z kanoniczną logiką, szkodliwy i niebezpieczny dla prawosławia na Ukrainie. To oczywiste dla każdego naszego wiernego. Dlaczego tylko nie jest oczywiste dla patriarchy Bartłomieja? Więcej – dla duchownych i świeckich Ukrainy to niemal nieuniknione popchnięcie ich na drogę wyznawców, a może i męczenników.
Na początku wielu zareagowało trwogą. Przecież nie wiadomo, do jakich granic posuną się raskolnicy pod przykrywką fanarskiego „Tomosu”? Co zdoła ich zatrzymać? Konstantynopol? Prawo? Policja? Pierwsza krew? Niezrozumiałe! Ale teraz, po tym, jak Ukraińska Prawosławna Cerkiew twardo określiła swą kanoniczną pozycję, plewy zaczęły oddzielać się od ziarna i wierni odetchnęli z ulgą. Jesteśmy razem, ramię w ramię. Będziemy trwać przy Prawdzie.

Wspomnieliście Władyko o niskim autorytecie konstantynopolitańskiego patriarchy.

– Nasza Cerkiew, podobnie jak szereg innych Cerkwi, przez dziesięciolecia zamykała oczy na duchową infekcję, która od dawna dojrzewała wewnątrz Fanaru. To Fanar zalegalizował w latach 20. minionego wieku Cerkiew obnowleńców, tworzoną przez komunistów, i osądził św. patriarchę Tichona. Był to czas szczególnie trudny dla ruskiej Cerkwi – tysiącami rozstrzeliwano duchownych i świeckich, biskupi siedzieli w więzieniach. Oczywiście były i inne niesławne działania Fanaru. Milczeliśmy. Nie chcieliśmy wynosić brudów na światło dzienne. Tym bardziej, że im tam też nie było słodko. Próbowaliśmy ocalić twarz i reputację naszych braci w Chrystusie przed światem zewnętrznym. Tylko między sobą mogliśmy mówić na ten temat. W 1939 roku największy swiatitiel współczesności, św. Jan z Szanghaju i San Francisco, z bólem pisał: „Konstantynopolitański patriarchat, utraciwszy znaczenie Kolumny Prawdy i czyniąc sam siebie źródłem podziału, jednocześnie ujarzmiony nieograniczoną namiętnością do władzy – jawi się jako żałosne widowisko, przypominając najgorsze czasy Carogrodzkiej Katedry”. I nie wczoraj pojawił się ten problem. Wierni o nim wiedzą. Dlatego teraz, kiedy historia XX wieku znowu się powtarza, kiedy Fanar próbuje wykorzystać świeckie państwo do realizacji swoich celów, szkodząc Cerkwi, resztki jego autorytetu w oczach wiernych po prostu legły w gruzach.

teodozjusz.jpg
Abp Teodozjusz

Mówiliście o represjach względem Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi.

– Mam takie wrażenie, jakby politycy i czynownicy wszelkich szczebli ścigali się między sobą, kto najbardziej oczerni i znieważy wielce cierpiącą Cerkiew Ukrainy. W tych „zawodach” startują wszyscy – ministrowie i ich doradcy, lokalne władze, parlamentarzyści i radni, dyplomaci, media. Nie boją się ni Boga, ni ludzi, ni konstytucji, ni kryminalnego kodeksu. Sytuacja coraz bardziej przypomina czasy chruszczowowskie -„pokazać w telewizji ostatniego popa”.

Skąd taka nienawiść wobec kanonicznej i najliczniejszej Cerkwi Ukrainy?

– Myślę, że rzecz polega na tym, że Cerkiew nasza jest ostatnią znaczącą społeczną instytucją na Ukrainie, która pryncypialnie nie kłamie. Cerkiew może milczeć, nic nie mówić, ale łgać nie będzie. Z tym mający władzę pogodzić się nie mogą. Potrzebują „cerkwi”, która wszystko zaakceptuje, podtrzyma, najgorszym niegodziwościom nada wzniosły sens.

Czyż tak doświadczony hierarcha jak Bartłomiej nie mógł przewidzieć następstw swoich decyzji?

– Patriarcha Bartłomiej to też człowiek. A człowiek robi błędy. I im wyższą zajmuje pozycję, tym następstwa jego błędów są dramatyczniejsze. Człowiek zwykle nie zauważa swoich błędów albo je umniejsza. Taka jest jego grzeszna natura. Bardzo jest niebezpiecznie, gdy człowiek w ogóle traci zdolność krytycznego oceniania swoich działań. Poza tym wielu ekspertów zwracało uwagę na żal patriarchy Bartłomieja wobec tych hierarchów lokalnych Cerkwi, którzy nie wzięli udziału w soborze na Krecie, szczególnie wobec patriarchy ruskiej Cerkwi. I teraz patriarcha Bartłomiej uznał, że może podejmować decyzje osobiście, według własnych przekonań. Nie zadziałały na naszych braci apele o rozwiązanie problemów w duchu ewangelicznej miłości i jedności.

Pierwsze „dzwonki” zadźwięczały na Fanarze w ubiegłym roku podczas wrześniowego sinaksisu w Stambule. Powiedziano wtedy o zwierzchności władzy konstantynopolitańskiej katedry. Zabrzmiały krytyczne wykłady hierarchów, dotyczące historii zachodnioruskiej metropolii na ziemiach współczesnej Ukrainy.

– W pełni z panem się zgadzam. Ton tamtego sinasksisu był dziwny i obcy prawosławnemu pojmowaniu. Na takim poziomie i tak śmiało były ogłoszone „papieskie” pretensje Konstantynopola. I dziś stał się to największy problem światowego prawosławia. Taka pozycja grozi rozłamem, podobnym do tego sprzed tysiąca lat. A problem ukraiński stał się tu jedynie katalizatorem. Wtedy papieski ton patriarchy Bartłomieja został jeszcze dopełniony tonem szowinistycznym. Cytuję: „Nie jesteśmy zwyczajną częścią ekumenicznej wspólnoty rzymskiej (bizantyńskiej, greckiej), a wybraną, bym powiedział (…). To wybrana część wspólnoty, tu bije serce narodu, tu kołyską narodu jest patriarcha ekumeniczny. Stąd wychodzą nasze ideały, nasza sława, męczeństwo naszego narodu… Podoba się to naszym ruskim braciom czy nie, to wcześniej lub później pójdą za decyzją, którą podejmie patriarcha ekumeniczny, dlatego że nie mają innego wyboru”.

Wydawało mi się, że po tragedii XX wieku na naszym kontynencie idea wywyższania jednego narodu ponad inne jest nie do przyjęcia, przynosi wstyd, a nawet kary, oczywiście w cywilizowanym społeczeństwie, a tym bardziej cerkiewnym. A tu patriarcha mówi o takich sprawach tak otwarcie i z takim patosem, że ogarnia strach. Czyż tak daleko od siebie odeszliśmy?

Cerkiew na Ukrainie jest teraz prześladowana także na bazie idei nacjonalistycznej.

– Dokładnie tak. I tego nie ukrywają ani władze, ani raskolnicy. Niedostateczny poziom „ukraińskości” Cerkwi staje się podstawą do jej prześladowania. Nie chce się wierzyć, że cerkiewny Stambuł i nasi lokalni cerkiewni prześladowcy mają ten sam ideologiczny fundament. Tym bardziej, że na konstantynopolitańskim soborze w XIX wieku etnofiletyzm osądzono jako herezję.

Czy mogą greckie Cerkwie pójść za przykładem Fanaru i uznać ukraińskich raskolników za kanoniczną Cerkiew Ukrainy?

– Tego nie można wykluczyć. Niektóre Cerkwie mogą zostać zmuszone do naśladowania Fanaru i zalegalizować raskolników. Mogą je nawet zmusić do publicznego służenia z raskolnikami. Wierzę jednak, że nawet jeśli to nastąpi, to nie na długo. Prawda, mimo wszystko, zwycięży. Teraz widzę dwie drogi rozwoju wydarzeń – optymistyczną i pesymistyczną.

lawra 1.jpg

Zacznijmy od pesymistycznej.
– Dobrze. Nie chcę w nią wierzyć, ale może być mniej więcej taka. Na Ukrainie mogą zacząć się masowe prześladowania Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi z wyznawcami i męczennikami za wiarę. Konstantynopol nie przyzna się jednak do swoich błędów i – jak było to w XX wieku – będzie uważał, że jego decyzje są słuszne i trwał przy pierwszeństwie tronu, wschodnim „papizmie”. Przy czym do wszystkich świątyń świata, w tym do Grobu Pańskiego, na Świętą Górę Atos, będą dopuszczani przedstawiciele ukraińskich cerkiewnych struktur rozłamowych, nie posiadający błogosławieństwa kapłańskiego. W tej sytuacji lokalne Cerkwie będą zmuszone stopniowo określać się – zostają w prawosławiu, czy będą z nowym „papieżem”. Oprócz tego granice mogą zostać wyrysowane nie tylko między lokalnymi Cerkwiami, ale i wewnątrz nich. Wewnątrz, czyli między podwiżnikami wiary, obrońcami kanonów prawosławia i między ekumenistami, religijnymi „liberałami” i etnofiletami. Czyli prawosławny świat, spojony jednością, może znów się rozłamać – rozejdzie się ku dwóm różnym duchowym biegunom, jak w 1054 roku, dzieląc się teraz na prawosławie i fanarosławie. Przy tym zacznie się walka o cerkwie, monastery i całe cerkiewne mienie między prawosławnymi i fanarosławnymi.

Pozostającymi dotąd w jedności. To może stworzyć i społeczne napięcia w pewnych państwach. To co Europa przeżyła kilka wieków wcześniej, może nastąpić znów w prawosławnych krajach w XXI wieku. To tragiczny scenariusz. I może do niego doprowadzić pozycja tylko jednego człowieka – konstantynopolitańskiego patriarchy, który uznał, że to on jest władny, by decydować o całej Cerkwi Chrystusowej. I błądząc nie znalazł w sobie sił, by błąd naprawić. Jeśli do tego dojdzie, potomkowie z pewnością nazwą go nowym Herostratesem. Myślę, że jeśli do tego dojdzie, to od tego czasu społeczeństwa coraz dalej odchodzące od Prawdziwej Cerkwi Chrystusowej, nawet jeśli zewnętrznie będą chronić oblicze struktur cerkiewnych, zacznie opuszczać błagodat’ (łaska) w sakramentach. W miarę ich oddalania się od prawosławia, coraz bardziej będzie tam wysychać błagodat’ Ducha Świętego. Zanim nie ustanie w ogóle. Tam gdzie panuje pycha i herezja, tam nie ma błagodati. Oby nie nastąpiło to wszystko z naszymi braćmi.

A optymistyczny scenariusz, według Was, Władyko, jest możliwy?

– Oczywiście. Cerkiew Chrystusowa na ziemi jest jak ocean – nieustannie samooczyszcza się. Ile do oceanu nie wlewasz pomyj, brudu, ile by statków w nim nie zatonęło, ile ryb by w nim się nie rodziło i nie umierało – ocean ciągle czysty. On samooczyszcza się. Tak samo i Cerkiew. Błędne i wrogie wobec Cerkwi decyzje patriarchów, synodów i czasem całych „soborów” z czasem nie są przyjmowane przez Cerkiew i odchodzą w niesławną przeszłość, już nie mają wpływu na Cerkiew. Tak było i z decyzją Fanaru odnośnie obnowleńców i wieloma innymi niekorzystnymi decyzjami cerkiewnych hierarchów. Może się nam wydawać, że jeśli człowiek z błędnymi poglądami wszedł na sam szczyt i prowadzi tam swoją politykę, to jest to nie do naprawienia dla Cerkwi i historii. Tak właśnie bywa w ziemskich społecznościach. Ale w Cerkwi Chrystusowej to nie tak.

Duch Święty kieruje Cerkwią i tylko Jemu znanymi drogami poprawia się później sytuacja, poprzez innych ludzi. W taki sposób często działa Promysł Bożyj, wszystkomogący i premudryj, jeśli to jest niezbędne. Gdyby tak nie było, Cerkiew już dawno by zniknęła w zawiłościach historii ludzkości. Przypomnijmy, ile spraw głupich, dziwnych i strasznych wydarzyło się w cerkiewnym życiu w ciągu wieków. A Cerkiew żywa i święta! Cerkiew to ocean Ducha Świętego. Ocean samooczyszczający się. Tak więc i w dzisiejszej sytuacji z Konstantynopolem w pełni możliwy jest i scenariusz optymistyczny. Ale by tak się stało, my, ludzie wierzący, powinniśmy włożyć w to dużo trudu, przede wszystkim wierni, duchowni i hierarchowie greckiego świata. Należy uznać i poprawić kanoniczne błędy Konstantynopola. Należy osądzić herezję „papizmu” w prawosławiu. To nie jest proste, ale możliwe.

Co byście poradzili ludziom, od których dziś zależy los Cerkwi na Ukrainie? Co robić, by nie popaść w rozpacz? Skąd wziąć siły?

– Trzeba zrozumieć, że los Cerkwi znajduje się w rękach Jej Stworzyciela i Głowy – Pana naszego Jezusa Chrystusa. I tylko w jego rękach, a nie w rękach polityków albo silnych tego świata i nie w naszych z wami rękach. Ludzie mogą być jedynie bronią, instrumentem w realizacji przez Boga Swojego Promysłu (zamysłu) o Cerkwi. Czego On zechce, to będzie. Czego On nie zechce, to się nie stanie. I naszym zadaniem, ludzi wierzących, jest stać się posłusznym orężem w rękach Bożych. Należy szukać Jego woli i żyć zgodnie z nią, nawet jeśli wydaje się nam to trudne i niebezpieczne. Trzeba rozumieć, że jeśli służymy Bogu, to nawet jeden włos z naszej głowy nie spadnie bez Jego woli i Jego uwagi wobec tego włosa.

Bóg zna każdego z nas osobiście. Myśli i serce każdego człowieka są u Niego na dłoni. Dlatego, jeśli komuś z nas będą sądzone doświadczenia w wierze, to dokładnie w tej skali, jaką pośle nam Bóg – na miarę sił i talentów każdego z nas. Jeśli u kogoś Pan zobaczy siłę, by przecierpieć więzienie, to i to pośle dla wielkiego końca w wieczności. A jeśli komuś wystarczy sił, by tylko obserwować to, co próbują robić z Cerkwią – wystarczy mu i tego podwigu żalu. I za to wierzący przyjmie w swoim czasie wieniec wierności i sławy. Pan jest Miłością i Premudrostiu. Jeśli On z nami, kto przeciw nas?

Tłum. Anna Radziukiewicz
Za pravoslavie.ru, 15 stycznia 2019
„Przegląd Prawosławny”, nr 2 / 2019
Za: http://www.mysl-polska.pl/1827
————————————————