11 Kwiecień 2019

Minister Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej Siergiej Ławrow i lider Korei Północnej Kim Dzong Un na spotkaniu w Pjongjangu
 
 

Już od ponad roku Kreml robi, co może, by doprowadzić do wizyty w Rosji przywódcy KRLD Kim Dzong Una. 11 kwietnia do Pjongjangu z poleceniem wybadania gruntu pojechała kolejna delegacja Dumy Państwowej, jednak wyjazd będzie mieć najprowdopodobniej taki sam mizerny efekt jak poprzednie. Kim ochoczo spotyka się z przewodniczących ChRL Xi Jinpingiem, swoim południowokoreańskim kolegą Mun Jae-inem, ale konsekwentnie unika dialogu z Władimirem Putinem.

Jak mówią dyplomaci, nawet osobiste zaproszenie Władimira Władimirowicza pozostało bez odpowiedzi i rosyjski prezydent również nie dostał sygnału, że byłby mile widziany w Korei Północnej.

Rosyjska dyplomacja skoncentrowała się na kierunku północnokoreańskim, kiedy stało się jasne, że Donald Trump rzeczywiście zamierza spotkać się z Kim Dzong Unem w Singapurze (wcześniej w taką możliwość na Placu Smoleńskim chyba nie wierzono).

Miesiąc przed negocjacjami liderów KRLD i USA w maju 2018 roku do Pjongjangu pojechał szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow i był to pierwszy osobisty kontakt przedstawiciela Kremla i lidera Korei Północnej od 2009 roku. Według oficjalnych i bardzo zdawkowych informacji Ławrow omówił z Kimem „wspaniałe zdrowie” Władimira Putina, po czym minister przekazał narodowi koreańskiemu „gorące pozdrowienia i najlepsze życzenia”, a samemu liderowi zaproszenie od rosyjskiego prezydenta, by odwiedził Rosję, kiedy tylko będzie mu pasować. Co ciekawe, zostało ono przyjęte bez odpowiedzi i Kim Dzong Un nie zrewanżował się tym samym. 

Jak mówią zagraniczni eksperci, dla nich wszystko jest jasne: oś Moskwa-Pekin-Pjongjang, której budowa zajmuje Kreml, nie interesuje już Kim Una. W Radzie Bezpieczeństwa ONZ ma już bowiem swojego obrońcę, który cieszy się autorytetem – to Chiny, które tak w ogóle mają duży wpływ na północnokoreańską dyplomację. Jeśli chodzi zaś o stosunki gospodarcze z Rosją, to wzajemny obrót handlowy – 100 mln dolarów – stanowi niecałe 2% obrotu towarowego Chin i KRLD.

Pjongjang nie ma waluty, żeby kupować rosyjską ropę i gaz, a na podstawowe produkty eksportowe Korei nie ma zapotrzebowania w Rosji. Oprócz tego Kim Dzong Un instynktownie może widzieć w Putinie „słabe ogniwo”: przecież Rosja sama już od ponad 5 lat jest „obciążona” sankcjami i w takiej sytuacji nie będzie mogła raczej pomóc „towarzyszom niedoli”.

Tym niemniej Moskwa cały czas jest pewna, że problemu jądrowego Półwyspu Koreańskiego nie da się rozwiązać bez udziału Rosji i Pjongjang nie powinien wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka. Po tym, jak drugi szczyt Trumpa i Kima w Wietnamie zakończył się fiaskiem, na wschód znów polecieli emisariusze Putina. W marcu KRLD odwiedziła delegacja Rady Federacji, na początku kwietnia wizytę u wschodniego sąsiada złożył szef MSW Władimir Kołokolcew, a od 11 do 16 kwietnia w Pjongjangu będą przebywać deputowani Dumy Państwowej. 

Formalny powód wszyscy mają taki sam – obchody 70. rocznicy porozumienia ws. współpracy gospodarczej i kulturalnej dwóch państw. Ale nie ulega wątpliwości, że na wszystkich możliwych szczeblach próbuje się „wyczuć” możliwość wizyty pierwszej osoby w państwie.

Rosja oczywiście nie może zastąpić USA na negocacjacjach ws. denuklearyzacji, ale może odegrać dziś bardzo pozytywną rolę. Kiedy negocjacje między Koreą Północną i Stanami Zjednoczonymi przebiegały dość gładko, dla nas nie było w nich za bardzo miejsca. A teraz możemy odegrać rolę jeśli nie pośrednika, to przynajmniej konsultanta, aby przywrócić proces pokojowy

– powiedział dyrektor programów koreańskich Instytutu Ekonomii RAN Georgij Tołoraja.

Za: https://pl.sputniknews.com/swiatowa_prasa/2019041110185126-kim-dzong-un-zignorowal-zaproszenie-putin-czego-boi-sie-lider-krld-sputnik-polska/

———————————————————-

Jest takie powiedzenie: “Jak cię nie z tej strony, to z drugiej”… I tu widać że i Trump i Putin grają do jednej bramki – pozbawić KRLD broni nuklearnej, bo inaczej może sprawić globalistom duży problem – i o to tylko idzie ta gra z Kim Unem… – ad