21 Kwiecień 2019

1. Szanse „Konfederacji” i miękkie podbrzusze PiS-u

liroy.jpg

Każdy dzień Wielkiego Tygodnia jest zły na politykowanie, ale w głowie mam kilka gorących myśli, więc chcę je wyrzucić póki głowa nie nazbyt gorąca. Sądzę, że nie będą to myśli zaczepne ani nawet polemiczne. Czy jednak kogoś nie urażą, tego już taki pewny nie jestem. Chodzi mi głównie o konglomerat polityczny “Konfederacja”.

Wydawało się, że ta formacja nie przetrwa do wyborów do parlamentu europejskiego. Coraz więcej wskazuje, że przetrwa. Więcej, coraz bardziej prawdopodobne jest, że może uzyskać wynik dwucyfrowy. Jedną z przesłanek tego jest niepowodzenie dwóch pokrewnych politycznie formacji, które nie zarejestrowały list lub udało to się im tylko w kilku województwach. Pewność uzyskania wyniku dwucyfrowego będzie zależeć od tego, czy Konfederatom uda się ograć “Kukiz15”. Dla tej drugiej formacji wybory do parlamentu europejskiego są być może ostatnimi w których odegra liczącą się rolę.

Dlaczego wynik powyżej progu wyborczego “Konfederacji” jest tak ważny dla polskiego życia politycznego? Moim zdaniem sprawa ma kapitalne znaczenie. Mówiąc jednym zdaniem, jeżeli “Konfederaci” nie przekroczą wspomnianego progu, to system polityczny w Polsce wejdzie w fazę dwupartyjności. Pozostaną PiS i PO, każde z jakimiś tak zwanymi przystawkami. Napisałem już kiedyś, że dwupartyjny system uważam raczej za nieuchronny. Dodam tylko, że uważam go za nieszczęście. Tę myśl rozwinę przy innej okazji. Zatem czy Konfederaci uchronią polski system polityczny przed nieszczęściem? Oczywiście majowe eurowybory to wstęp do rozstrzygnięcia tej kwestii.

Kluczowe będą jesienne wybory do polskiego parlamentu. Zależność jest taka, że wynik “Konfederacji” w eurowyborach powyżej progu wyborczego, stwarza olbrzymią szansę, że ten konglomerat przetrwa do jesiennych wyborów. Najlepiej ten stan rzeczy rozumieją w PiS. Świadczy o tym skala ataku w państwowych mediach na “Konfederację”, która przechodzi już w fazę wściekłego ataku. Co to będzie się działo w maju? W PiS narasta świadomość, że sukces “Konfederacji” może być tylko jego kosztem, a najwyższa cena, to przegrana z PO w wyborach do parlamentu europejskiego, jako zapowiedź takiego wyniku w wyborach do parlamentu polskiego, która uniemożliwi samodzielne rządy. Dla PiS-u nawet konieczność koalicyjnych rządów (w grę wchodziłaby tylko “Konfederacja”) byłaby katastrofą. Zwyczajnie posypałaby się w kompromitujący sposób co najmniej część patologicznych układów w systemie władzy, które stworzył.

W tym narastającym konflikcie między PiS a “Konfederacją” przewaga może być po stronie tej drugiej. Jeżeli konfederaci narzucą przekaz atakujący PiS, którym jest faktyczne oddanie Polski w amerykańsko-żydowską zależność, to mogą odnieść sukces na dużą skalę. Haniebna uległość PiS-u wobec amerykańsko-żydowskich żądań jest miękkim podbrzuszem tej formacji. Widać liderzy PiS-u mają tego świadomość, bo dla równowagi za wszelką cenę chcą zrobić z “Konfederacji” agentów Kremla. Można być pewnym, ze nie cofną się w tym przed żadną podłością. Cóż, będziemy świadkami walki o naprawdę historycznych konsekwencjach.

Andrzej Szlęzak
Za: http://www.mysl-polska.pl/1879
————————————————–

2. Sakiewicz nastaje na Konfederację

sakiewicz_1.jpg
Sprawa musi być poważna skoro sam redaktor naczelny Gazety Polskiej się nią zajął i w ostatnim numerze swojej Gazety zamieścił dwustronicowy tekst. Przedtem coś mówił na ten temat w Radiu Wnet ale był to tylko niezborny atak na Konfederację i trudno było zrozumieć jaki jest dokładnie jego cel i przyczyny. W swoim tekście wyjaśnia dokładniej o co mu chodzi.

Otóż, według pana Sakiewicza, narodowcy „w USA prowokując konflikt pomiędzy Polakami i Żydami, mogą doprowadzić do zwycięstwa demokratycznego kandydata”, zaś w Polsce odbiorą kilka procent PiS-owi, co, z kolei „wystarczy, by PiS stracił większość w Sejmie”. Czyli według wyobrażenia pana Sakiewicza Konfederacje może spowodować całkowitą zmianę u układzie sił politycznych, nie tylko w Polsce, ale także na całym świecie. Taka to ważna ta Konfederacja. Skoro tak, to trzeba się chyba zapisać, a właściwie, to przystąpić.

Rozumiemy już dlaczego to sam pan Sakiewicz bierze się za walkę z nią. Sprawa, jak to mawiali starożytni Rzymianie, doszła do trzeciego szeregu. A Sakiewicz, to przecież, jak najbardziej, wielka, i coraz większa, persona po stronie „dobrej zmiany”. Uważa on, że „Donald Trump wygrał wybory dzięki dwóm mniejszościom – polskiej i żydowskiej”.

Jeśli naprawdę tak on uważa, to powinien chyba zadać sobie pytanie – dlaczego zatem tak nierówno on je traktuje. Żydom stara się przypodobać pod każdym względem: przeniósł amerykańską ambasadę do Jerozolimy, uznał ich suwerenność nad wzgórzami Golan, daje im miliardy dolarów dotacji co roku i przekazuje najnowsze uzbrojenie. W stosunku do Polski jego stosunek jest diametralnie odmienny. Przysyła tu swoich funkcjonariuszy w rodzaju Pompeo czy Mosbacher, którzy żądają zmiany polskiego prawa i zaspokojenia żydowskich roszczeń, a broń jest sprzedawana bardzo drogo i bez offsetu. Ciągle jakieś ostrzeżenia, pouczenia i żądania. Nawet bohaterów wyznaczają z puli odpowiadającej stronie żydowskiej, jak ostatnio ten Frank Bleichman, funkcjonariusz UB.

Pana Sakiewicza zdaje się jednak nie zastanawiać, ani nie poruszać ta odmienność w traktowaniu strony żydowskiej i polskiej, której nie powinno być, skoro obie mniejszości miały tak samo przyczynić się do wyboru Trumpa. Dlaczego spełnia wszelkie życzenia Żydów, pomimo, że to naraża Amerykę na konflikt z całym światem arabskim, muzułmańskim i jest sprzeczne z prawem międzynarodowym? Polaków zaś traktuje tak obcesowo, wręcz pogardliwie, a wspieranie, przez wywieranie nacisków, roszczeń żydowskich może doprowadzić do materialnej i politycznej degradacji Polski.

Kiedyś, chyba w serialu „Czterej pancerni”, była taka scena, gdzie jakiś kapral chwalił się naokoło, że oddała mu się prawdziwa hrabina, wołając przy tym entuzjastycznie: „niech żyje reforma rolna!”. Wygląda na to, że Amerykanie i pan Sakiewicz uwierzyli, że cały polski naród składa się z podobnych hrabin, które będą ich bezwzględnie kochać, popierać i zrobią dla nich wszystko, i to nawet pomimo działań zmierzających wprost do ograbienia z własności, wołając przy tym: „nie żyją żydowskie roszczenia”. Myślę, że zarówno Amerykanie, jak i pan Sakiewicz ze swoimi politycznymi przyjaciółmi, się grubo mylą.

Stanisław Lewicki
Za: http://www.mysl-polska.pl/1881
—————————————-