JULIAN UNSZLICHT: O POGROMY LUDU POLSKIEGO

16 Maj 2019 

W Nr. 150 »Myśli Niepodległej” (r 1910) ukazał się mól artykuł p. t. „Pogromy i pogromcy”, który poniżej w całości podaję:

Ilekroć podnosi się krytyka publiczna nacjonalizmu ży­dowskiego i jego wysoce charakterystycznego stosunku do Polski i sprawy polskiej, wnet się rozlegać zaczyna jedno­głośny wrzask całego niemal drobnomieszczaństwa żydowskiego: antysemityzm, chuligaństwo, pogrom.

Szczególnie ten ostatni wyraz ma własność natychmia­stowego terroryzowania obozu postępowego i socjalistycznego, uniemożliwiając całkiem walkę z polakożerczemi tendencjami Szulchan-Aruchizmu, maskującego swoją czysto rasową niena­wiść do Polski frazesem postępowym lub socjalistycznym. I niżej podpisany, gdy się ośmielił po raz pierwszy zwrócić uwagę na jednem z zebrań pseudo-postępowych w Paryżu na zuchwałe grasowanie żywiołów antygojowskich w organi­zacjach polskiej młodzieży postępowej, wnet usłyszał pod swym adresem grad obelg najnikczemniejszych ze strony ży­dów i ich polskich popleczników, wśród których wyrazy »chuligan i pogromca« niezmiennie się powtarzały. Przypomniały mi się mimowoli te czasy, kiedy pogłoski o pogromach obiegały Warszawę i gdy wraz z innymi różne jej obchodziłem dzielnice, aby żadną miarą nie dopuścić do pogromów, które by zhańbiły Warszawę.

To samo stale się powtarza pod adresem każdego samo­dzielnego, wolnego od antygoizmu, prądu postępowego i socjalistycznego w Polsce. Kto wie, czy wkrótce cały obóz polity­cznego Szulchan-Aruchizmu u nas, począwszy od umiarko­wanie antypolskiego kempneryzmu, skończywszy na skrajnie polakożerczym hajntyzmie i kradkosztajnizmie, nie zacznie wołać w niebogłosy, iż „Myśl Niepodległa” wraz z »Prawdą« i „Kurierem Porannym” zamyślają organizować pogromy ży­dów w Królestwie!

Nacjonalizm żydowski, swym »Młotem« wciąż walący w tę »zgniłą Polskę”, która trąci »trupem« stać się nie chce, widząc, iż zachodzący przewrót w umysłach wysadza go z orbity » organicznego wcielenia« do państw zaborczych, przed którymi się korzy, bojąc się ich siły, już teraz wyraźnie pomrukiwać o pogromach zaczyna,

Z tym straszakiem pogromów, których nigdy Szulchan- Aruchiści nie widzą w Rosji. trzeba raz nareszcie skończyć.

Każdy doskonale wie, że to właśnie Polska z zaparciem o poświęceniem w ciągu wieków broniła żydów, udzielała im przytułku bezpiecznego i nawet dziś jeszcze masy gnębionych, bitych i ściganych żydów w Rosji stale ciągną do Polski jako do swego azylum. Lecz dziwna psychika żyda, korzącego się tylko przed silnym i mocnym, a naigrawającego się nad słabym i uciśnionym sprawia, iż owe masy żydowskie przypuszczają, że ta Polska broni ich i opiekuje się nimi dlatego, że jest przynajmniej w połowie krajem żydowskim.

Gromieni żydzi rosyjscy rusyfikują i żargonizują nasz kraj, podjudzają przeciwko narodowi polskiemu żydowstwo polskie, to zaś ostatnie pod wpływem litwactwa stara się na­wet »podbechtać« lud polski przeciwko jego własnej ojczyźnie i zohydzić mu męczeństwo dziejowe Polski. Słowem zamiast pogromów żydów w Polsce, widzimy raczej próbę pogromu Polski przez żydów.

Lecz nie na tem koniec. Prawda wygląda daleko gorzej i musimy ją nareszcie odsłonić, aby położyć kres polakożer­czym wybrykom swojskiego i napływowego litwactwa, widzą­cego w umiejętnie wywoływanem widmie »pogromów« świetny środek do dalszego bezkarnego uprawiania swego ohydnego rzemiosła.

Twierdzę kategorycznie, iż w okresie rewolucji żydzi o r g a n i z o w a 1 i p o g r o m y P o 1 a k ó w Królestwie-

Na pozór słowa te wydadzą się paradoksem, są one je­dnak absolutnie zgodne z rzeczywistością. Działa mianowicie w naszym kraju, sławetna organizacja nacjonalistyczna żydow­ska, biorąca rekord na punkcie polakożerczości, która maskuje frazesem nieprzejednanego marksizmu, Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy, czyli t.zw socjał-litwactwo. Otóż ta organizacja, będąca awangardą walczącego z Polską nacjonalizmu żydowskiego, nie zadawalała się zwyczajnym szkalowaniem sprawy polskiej, lecz wprost orga­nizowała pogromy Polaków.

Tak było 1 maja 1905 w Warszawie, kiedy wszystkie organizacje uchwaliły nie urządzać manifestacji z łatwo zrozumiałych względów; owa zaś umyślnie ją zorganizowała, z góry wiedząc, czem się to skończy. I naturalnie wzywała na nią polski lud roboczy. Tak było w krwawych dniach czerwcowych w Łodzi tegoż roku, kiedy znów ta sama żydowska organizacja pchała bezbronne masy polskie do kroków szalonych, naturalnie umywając potem ręce… W późniejszych walkach bratobójczych w Łodzi ta sama żydowska organizacja odegrała nie tylko dwuznaczną rolę, lecz kto wie, czy nie była główną aranżerką tych serce ściskających walk, kiedy brat na brata, ręką niewidoczną kierowany. poszedł. Mianowicie we wzmiance p. Kurnatowskiego o socjał-litwactwie” w Nr. 134 »MyśIi Niepo­dległej” ukazała się, powtórzona za krakowskim » Przedświtem”, wiadomość, iż w okresie wyborów do I. Dumy, »Zarząd Główny” tej partii wydał polecenie rozbijania zebrań wyborczych, a nawet „strzelania po łbach do prezydium”. A wszak od tych zatargów wyborczych, rozpoczęły się owe, smutnej pamięci, walk w Łodzi! Przypominam sobie nadomiar wprost ohydne i łotrowskie odezwy tej »partii« z powodu owych zajść… Jakie sposoby w ogóle były wtedy praktykowane, świadczy notatka w pismach z owych czasów o bombie, podłożonej pod lokal wyborczy w Włocławku! Dalej ta sama organizacja żydowska nawoły­wała do ciągłych strejków masy polskie, nie tylko przez to dezorganizując bezmyślnie całe życie ekonomiczne kraju, lecz co gorsza, głodząc i wyczerpując lud polski.

Lecz powie kto: to już było, po co wywlekać stare dzieje? Czynię to przede wszystkim dlatego, żeby zbić krążącą wśród różnych antygojów bajkę o usposobieniu do pogromów Pola­ków, i aby wykazać, jak się żydzi odpłacili ludowi polskiemu za szlachetną i rycerską obronę ich życia i mienia przed na­wałą pogromową, idącą z Rosji. Następnie niebezpieczeństwo pogromów Polaków przez żydów jeszcze nie minęło

Oto jak ostatni (VI) zjazd tej »partii«, wypowiedziawszy się między innymi przeciw kooperatywom, podkopującym byt drobnych kramarzy żydowskich, określić najbliższe owej partii zadania :

Trzeba wywoływać akcję masową i wystą­pienia czynne proletariatu w formie demonstracji, strejków powszechnych lub częściowych, mityngów i t. p. wszędzie, gdzie to będzie możliwe i celowe ze względu na chwilowe położenie, (a tej jest mowa organizowaniu święta 1-go maja i… haponady!!!, p. str. VII. O VIII. broszurki o VI zjeździe »S. D. K, P. i L.«).

I kogóż to będzie posyłać na rzeź ta żydowska organizacja? Naturalnie Polaków. Słowem jest to formalna zapo­wiedź nowych pogromów Polaków, wypchniętych przez żydów, korzystając z chwilowego nastroju podnieconego w masach polskich.

I trzeba zaiste podziwiać czelność nacjonalistów żydow­skich, wyjących »pogrom« z powodu najłagodniejszej krytyki ich postępowania wtedy, kiedy może ta lub inna ich grupa zdradziecko gotuje nowy pogrom ludu polskiego!

Piekielną jest doprawdy etyka Szulchan-Aruchu.

Żydzi urządzali pogromy Polaków w Królestwie! Gdy fakt ten po raz pierwszy przeze mnie podany został do publi­cznej wiadomości w powyższym artykule, nastąpiło niebywałe poruszenie umysłów wśród ogółu całego. Zwłaszcza postę­powcy i socjaliści polscy — mało dotąd przyzwyczajeni do obiektywnej krytyki roli elementu żydowskiego w ubiegłej rewolucji i w chwili obecnej — potracili zupełnie głowy pod wpływem niemożliwej wrzawy, jaką podniosły pisma i organizacje żydowskie, starające się w ten sposób zagłuszyć tę tra­giczną sprawę. Żydowstwo instynktownie poczuło, iż analiza jego stosunku do Polski i ideałów polskich, tak jak się uja­wniły w wypadkach 1904—03, do fatalnych dla niego wyników prowadzi

Izrael jest nietykalny, Izrael krytyce nie podlega, odwie­czna psychika żydowska, psychika »ludu wybranego”, Wyszła na jaw i zamanifestowała w wieku XX. w dobitny sposób swoje uroszczenia do przewodzenia światu i decydowania o tem, co jest postępowe, kulturalne, humanitarne… W artykule «Uwertura żydowska” A. Niemojewski w świetny sposób scharakteryzował ten wybuch bezsilnej wściekłości fanatyzmu żydowskiego przeciwko pierwszemu pismu postępowemu, co zerwawszy z żydowstwem, postanowiło tylko sprawie polskiej służyć i zdemaskowało z niezwykłą śmiałością pogromowo antypolski charakter działalności politycznej socjał-litwactwa. czyli t. zw. »Socjał-demokracji Królestwa Polskiego i Litwy.

»Jako gdy kapelmistrz, pisze Niemojewski, pałeczka swą skinie, nagle ozwą się trąby i kotły, ryki puzonów, piskliwe skrzypce, wrzaski rogów, brzęki cymbałów, bębnów warczenia, tak pierwsze słowa nasze krytyki żydowstwa wywołały istną uwerturę wymysłów, klątw, wyzwisk, przedrzeźniań, tupań, świstów, zgrzytów, jęków, wypominań, histerycznych ataków, bluzgów szyderczych, oszczerstw, łgarstw, nad którymi pano­wała głucha zapieniona wściekłość, zielona z bezsilności, że pragnąc wywrzeć na nas swą tanią pomstę, zarazem tak drogo ją okupuje rozebraniem swej duszy do naga wobec spokoj­nego i krytycznego widza, którem było społeczeństwo polskie. Ten tłum, który na widok jednego stójkowego blady się staje jak kreda, zdumiewające okazał męstwo w ataku masowym na jedno jedyne pisemko, którego redakcja nie rozporządza niczym więcej, prócz pióra. Posypał się grad słów, jak »błazen«, »łajdak«, »pachołek inkwizycji«, »pogromca«, »rabuś«, »denuncyanł«, »prowokator« ([1]). Naród, który zawsze wobec silnych się płaszczył niewolniczo a wobec bezsilnych był jak Achilles wrzący, zawzięty, który jak masa fioletowa się robi ze strachu, usłyszawszy wyraz „śmierć” i zawsze dodaje: »o tem nie można mówić”, że naturalnie rzadkie i niekiedy nawet boha­terskie pominiemy wyjątki, aż zbytnio jednak potwierdzające regułę, w ciągu trzech tysięcy lat swojej historii pisanej tak się nie rozryczał, jak prawdziwy Leo ex tribu Juda (Lew z pokolenia Judy) wobec jednego periodyku, względnie w nie­wielu egzemplarzach (1600) odbijanego, a zatem nawet wzglę­dnie mało czytanego (‘). Nigdy liczba i olbrzymiość ripost nie była bardziej nieproporcjonalna w stosunku do nikłości ude­rzenia, nigdy defensywa tak po milikroć nie przerosła ofensywy, nigdy bodaj słowo nie wywołało takiej wrzawy nieustającej, jak w chwili, kiedy »Myśl Niepodległa ośmieliła się podnieść swą słabą rękę na nienaruszalny majestat Izraela. Z potulnych patriotów polskich wyskoczył jak z procy żarliwy nacjonalista żydowski, socjalista natychmiast zapomniał o ro­botniku, o swym stanowisku klasowym i o swym marksizmie, semitę w całości nieśmiertelnej z siebie dobywając, przedsta­wiciel wielkich finansów stanął ramię w ramię z wrogiem swoim, który mu niedawno jeszcze wymyślał od “burżujów”, wolny myśliciel jak za dotknięciem prądu elektrycznego dobył z ciebie niby z futerału lichwiarza i podrabiacza weksli wdzię­czności, w patriotach, liberalisiach, salonowcach, elegantach ocknął się momentalnie g h e tt o w i e c, więź antropologiczna wzięła górę nad wszelkimi podziałami, sztucznie przez kulturę wytworzonymi, ludzie z pałaców, parterów, suteren utworzyli nagle zbitą masę uliczną, zmieszały się wszystkie stany, znikły różnice pojęć, poglądów, przynależności kulturalnych — wi­działo się tylko jedną czarną masę skotłowaną, wygrażająca aż do nieprzytomności, pragnącą wmówić w siebie potęgę a postrzegającą jednak całą swoją niemoc właśnie przez fakt takiego rozpętania w stosunku do jednej, maluchnej redakcyjki na czwartaku, o której głowę rozbiło się tyle gromów, że gdyby stary grecki Dzews choć raz tak był olimpijski swój kołczan wyszafował, nie śmiałby na pewno najgłupszej nimfie pokazać się więcej na oczy.

 

» Rozpoczęła się gwałtownie pośpieszna mobilizacja wszyst­kich, jak mówi Prus, «lenników”. Oblegano siwych postę­powców, aby pisali przeciw nam protesty (zebrano podpisów pięć, więc dano pokój). Ciągnięto za uszy wszystkich »bojowników humanitarności«, aby orzekli, iż jesteśmy »pogromczykami”. Poleciano ze skargą do Bebla, do Jaurès’a, przenie­siono wrzawę do prasy niemieckiej i rosyjskiej. Aczkolwiek krytykowaliśmy księży, a są kraje, gdzie księży gromiono, żaden ksiądz nie posądził nas, iż sięgamy mu nożem pod garło; aczkolwiek krytykowaliśmy szlachtę, a szlachcie urzą­dzano u nas rzezie, żaden szlachcic nie zawołał, iż godzimy na jego życie; aczkolwiek w czasie rewolucji proletariat grzmiał przeciw burżuazyjna i niekiedy padały nawet trupy, ogół burżuazji mordu powszechnego tak bardzo się jakoś nie obawiał a przynajmniej się z tem nie zdradził. Uczynili to dopiero publicyści żydowscy, bajecznie przy tej sposobności »obracając« stylusem swym pismackim. Gdy napisano, że żydzi znaleźli u nas schronienie »bezpieczne«, powstał wrzask: »Aha, chcie­libyście, aby znaleźli schronienie niebezpieczne!”.

(W Nr. 179 »Myśli Niepodległej” sierpień 1911 w art, »Filosemityzm po roku dyskusji, str. 1091, podany jest fakt wymowny, iż żydzi, gdy zarzucono im brak wdzięczności i uznania dla narodu polskiego za niedopuszczenie przezeń do pogromów żydowskich w Królestwie podczas rewolucji, odpowiedzieli na to w latach uspokojenia ustami nacjonalistów swoich: „Cóż, czy żądacie zapłaty!? Czy szczycicie się tem, że nie zrobiliście ś w i ń s t w a ! ?”.

»Jakże ma wśród wrzaskliwego ćwierkania ptactwa święty Wit usłyszeć Pana Jezusa, czy tworzy się już na łanie zarodek ziarna zbożowego w kłosie, czyli piętka ? Jakże ma publicysta wśród tej uwertury żydowskiej odpowiedzieć ogółowi, jakich ziarn zarodki tworzą się w kłosie dusz polskich na łanie ojczystym, gdzie hreczkę wysadza cebulka ?

A jednak prasę polską również obiegła dyskusja żydowska. Niektóre pisma poświęciły jej po kilka artykułów wstępnych. Zwycięstwo nasze w znaczeniu czysto ideowem na tem polega, iż pisma tak różniące się od siebie, jak wychodzący w Kra­kowie socjalno-demokratyczny »Naprzód« i wychodzący w War­szawie narodowo-demokratyczny «Goniec” w sposób wielce zbliżony wypowiedziały się w kwestii żydowskiej. Ale świeżo, bo w Nr. 46 »Tygodnika Ilustrowanego « zabrał głos Bolesław Prus, który nie należy do żadnego z tych obozów, a i na nas wcale łaskaw nie bywał. Kronikę swoją tygodniową tymi za­czyna słowy:

»Część postępowców polskich w sposób głośny i uro­czysty wystąpiła przeciw czerwonemu czy postępowemu nacjonalizmowi żydowskiemu. Albowiem: „żywe polskie serce tar­gnąć się musiało bólem i oburzeniem, gdy po ulicach War­szawy znieważano nasz symbol narodowy, gdy przekonywać zaczęto robotnika polskiego w pismach, drukowanych po polsku, że Polska jest trupem, od którego powinien się od­wrócić ze wstrętem”. Z tego oburzenia i bólu urodził się prąd, nazwany dziś mianem „antysemityzmu postępowego”, któremu dają publicystyczny wyraz« — i tu wymienia szereg publi­cystów. A dalej pisze: »Hasłem tego ruchu jest: odżydzić polski Postęp, polski socjalizm, polską myśl niepodległą«. Atak postępowych antysemitów* (Prus bierze te słowa w cudzy­słów) — był widać tak bolesny, że postępowcy czy socjaliści żydowscy pobiegli ze skargą na polską nietolerancję aż… do p. Jaurès’a w Paryżu! No i Jaurès z całą serdecznością czło­wieka, nie mającego pojęcia o naszych stosunkach, uważał za potrzebne zganić nietolerancyjność polską. Według jego misywy antysemityzm jest jednym z objawów dzikiego nacjonalizmu, który narazi Polskę na utratę sympatii robotników francu­skich, zawsze walczących o tolerancję i wolność. (NB. nieda­wno w parlamencie francuskim towarzysze Jaurèsa krzyknęli w stronę Reinacha, broniącego zarządzeń Branda przeciw strejkowi kolejowemu : A bas les Juifs). »W tem miejscu można by zapytać Jaurèsa, czy w oczach robotników francuskich tak drażliwych, gdy chodzi o wolność i tolerancję dla żydów, czy my, Polacy, już wcale nie zasługujemy na tolerancję i wol­ność, już nawet me mamy prawa do bytu? Biedna nasza polskość nie ma szczęścia do cudzoziemców! Niedawno poeta norweski, wyklinał nas za tyranizowanie Rusinów, świeżo pe­wien dziennik francuski ujmował się przeciw nam za ciężko krzywdzonymi Litwinami, a dziś przywódca socjalistów fran­cuskich gromi polską nietolerancję w stosunku do Bogu ducha winnych żydów!… Okoliczność ta zmusza nas do spojrzenia na sprawą żydowską w naszym kraju, już nie z sentymental­nego, ale z faktycznego punktu, ażeby zrozumieć, czy my na­prawdę jesteśmy owym wilkiem krwiożerczym, drącym skórę z żydowskiego jagnięcia, czy też… stadem baranów, wśród których gęsto się uwijają lisy żydowskie tak, jakby wią­zała ich bardzo mądra, silna i celowa organizacja?«. Podkreślenie nasze, boć i przeciw nam żydzi wszyst­kich odcieni tak się rzucili, jak gdyby wiązała ich istotnie organizacja. Prus pisze dalej, że żydzi prowadzą z Polakami walkę o byt wszelkimi środkami, nie wyłączając nieuczciwych Zwraca uwagę na szerzenie się nacjonalizmu żydowskiego wśród uczącej się młodzieży, przytacza odezwy gazet żydow­skich, skierowane do tej młodzieży. Prus tak się zwraca do żydów: »jeżeli Polska jest trupem, czymże wy sami jesteście? Czy nie tem robactwem, które wywołuje gnicie ? (]). Nie przeczy, że asymilacja dała nam dość typów wysoce dodatnich, ale ziarnka złote i »drogie kamienie« idą tylko razem »z zalewem rzeki żydowskiej«. Istnieje przede wszystkim bardzo liczna grupa żydów, szerzących straszliwą demoralizację są to lichwiarze, sutenerzy, utrzymywacze domów publicznych, złodzieje, nabywcy rzeczy kradzionych, fałszywi świadkowie, organizatorowie band złodziejskich i rozbójniczych, fałszerze pieniędzy, nieuczciwi handlarze, denuncjanci, prowokatorzy i t. p.(z).

(Prus zapomniał o łatwości prostytuowania się żydówek, i to nawet ze sfer rzekomo kulturalnych, zwłaszcza zagranicą, gdzie wszystkie one uważają za właściwa podawać się za Polki, a nawet mniemają często, iż przedstawiają wyższy typ kobiety p o ls k i ej. Pociąga to za sobą ogromną demoralizację życia polskiego na obczyźnie oraz powstanie wśród cudzoziemców wprost fatalnej opinii o narodzie polskim. Na ren bolesny dla naszej dumy narodowej fakt starałem się zwrócić uwagę ogółu w art. »Gońca« p. t. »Młodzież polska na obczyźnie« z dnia 8 czerwca 1911 roku, Nie ulega wąt­pliwości, iż interwencja opinii polskiej jest tu nieodzowną, gdyż młodzież polska zagranicą zupełnie na to nie reaguje, podczas gdy jej to obowiązkiem przede wszystkim stanąć w obronie godności kobiety polskiej. (Przyp. mój).

’’Według p. Juliana Unszlichta Socjaldemokracja Kró­lestwa Polskiego i Litwy, a właściwie »awangarda walczącego z Polską nacjonalizmu żydowskiego«, organizowała z robo­tników polskich niepotrzebne, a krwawo kończące się demonstracje, zachęcała do rujnujących strejków i podniecała do walki bratobójczej — znowu robotników polskich!… O tych manewrach żydowskich chodziły już wówczas głuche wieści, ale na przykład ja nie miałem odwagi im wierzyć. Dziś dowia­duję się ciekawych rzeczy. W owej rewolucyjnej « epoce dyrektor pewnej naszej cukrowni znalazł się przypadkiem w Ber­linie na posiedzeniu przemysłowców tamtejszych, którzy jakoby zadeklarowali 800.000 marek dla popierania strejków w Polsce, gdyż »zyska na tem przemysł niemiecki«. Jeżeli opowiadanie powyższe jest prawdziwe, ładnie wyglądają przywódcy ’pol­skich strejków«.

No, sprawa Azeîa, dodaje Niemojewski, dowiodła, iż nawet Sazonow, robiący zamach na Plewego, był narzędziem prowokacji, że wszystkie bodaj większe i głośniejsze zamachy rosyjskich terrorystów były organizowane przez prowokatorów…*.

Wystąpienie niespodziewane Prusa poruszyło cały ogół i zdetonowało wielu zwolenników socjał- litwactwa. Żydzi wpra­wdzie chcieli przy sposobności znieważyć imię wielkiego pisarza i obywatela Polski, lecz bez żadnego powodzenia oczywiście. Artykuł Prusa, w którym tenże powołuje się na mnie i po­piera me wywody, dodał mi niezmiernie otuchy w tak trudnej walce, przeto czułem się w obowiązku wyrazić Mu za to swe uznanie. Lecz Prus, znany ze swej skromności, nie zgodził się na opublikowanie mego listu, z treści zbliżonego do art. »Na rozstaju«, w zamian za to przesłał mi list, który po śmierci wielkiego pisarza podaję do publicznej wiadomości.

Oto jego treść, nasuwająca wiele refleksji:

Szanowny Panie!

Dziękuję za list Pański, w którym bardzo przecenił Pan wartość mego odezwania się w sprawie żydowskiej. Po prostu wystąpienie Pańskie było uczciwe, rozjaśniło niektóre ciemne zjawiska naszego życia, a więc — nie mogło być przemilczane. Kilka dni naradzaliśmy się w redakcji: czy drukować list Pański? Ja, wyznaję z góry, byłem temu przeciwny, choćby ze względu na komplementy wypowiedziane pod moim adresem; inni z początku chcieli drukować, nawet zapalali się, lecz po paru dniach ostygli i bynajmniej nie ze względów obchodzą­cych redakcję.

Szanowny, drogi Panie, niech Pan nie gniewa się, że jednak — gorący list Pański zostawię sobie na pamiątkę. Porozumiemy się łatwo: po rycersku walcząc, trzeba opatrywać rany skaleczonemu przeciwnikowi, nigdy zaś po raz drugi i trzeci nie uderzać w zbolałe miejsce. Żydom sprawił Pan okrutne cięgi swoimi odkryciami i poglądami; niechże im Pan pozwoli odetchnąć.

Trochę i ja znam żydów; nawet spotykałem »starszych« z gminy, którzy twierdzili, że na nich za mało byłoby szu­bienic. Mimo to nie lękam się ich rzekomej potęgi i jestem pewny, wiem, że główną ich bronią są nasze wady. Na to kładłbym nacisk, zwracając jednak od czasu do czasu uwagę i na szkodliwe lub nieprzystojne działanie żydów.

Myślę, że Pan zrozumie mnie i usprawiedliwi; zatem — chowam list Pański i zostaję

z wysokim szacunkiem, sługa

Warszawa, 25 XI 1910.                             Al. Głowacki.

 

Do tego listu pozwolę sobie dorzucić parę uwag: niestety nie jest to walka z rycerskim przeciwnikiem, lecz z »tem ro­bactwem, które wywołuje gnicie«, a które trzeba bezwzględnie wyrugować z organizmu narodowego Polski. Tem bardziej, iż ta organizacja żydowska działa nadal, z góry będąc pewna, iż obóz postępowy i socjalistyczny polski nie będzie miał odwagi prowadzić tej walki do końca, a to, aby nie ściągnąć na siebie zarzutu »antysemityzmu« ze strony międzynarodo­wego obozu socjalistycznego, w którem się »S. D. K. P. i L.« dzięki Róży Luksemburg solidnie obwarowała.

Lecz wśród obrońców przygodnych »socjał-demokracji Królestwa Polskiego i Litwy«, przezornie się kryjącej za wrzawą, jaką podniosło żydowstwo, by nie dopuścić do zdemaskowania istotnego charakteru tej organizacji, znalazł się Antoni Szech. Jego artykuł w Nr. 23. »Odrodzenia« O p. t. „Ohydna potwarz”, zarzucający mi jakieś niesłychane, z palca wyssane posądzenia, został z radością pochwycony przez element żydowski w koloniach polskich zagranicą oraz wywołał duże zamieszanie wśród części postępowców i socjalistów polskich ze względu na osobę autora. Wtedy, aby jawnie w oczach całego ogółu wykazać, iż zarzutów swoich żadną miarą nie cofam i aby zmusić moich przeciwników do dania nareszcie publicznie odpowiedzi, po­stanowiłem oddać się dobrowolnie pod sąd obywatelski i zwróciłem się osobiście do Antoniego Szecha, aby wziął na siebie rolę mego oskarżyciela, w której już wystąpił w owym artykule — zawiadamiając o tem wszystkich publicznie w liście do Redakcji Nowej Gazety« z dnia 25 listopada 1910.

Oczywista rzecz, iż oddawałem się dobrowolnie pod sąd nie poczuwając się do żadnej winy, lecz by tem wyraźniej podkreślić, iż, spełniając swój smutny obowiązek, muszę się liczyć z pewnym niedowierzaniem ogółu wobec ujawniania podobnych faktów, a tem samem i z pewnym niedocenianiem niebezpieczeństwa, z tej strony dla ludu naszego płynącego. Zresztą opinia wnet się w tem zorientowała. Zwracałem się zaś listownie do ’Nowej Gazety” z tego względu, iż pismo to, jako żydowskie, zaciekle mnie atakowało, i tem samem było miarodajnym dla moich przeciwników.

Lecz Antoni Szech, przyjechawszy do Paryża, przysłał mi list, będący na prawdę historycznym dokumentem. Otrzymałem go 19 grudnia 1910 i ogłosiłem w ’Nowej Gazecie z dnia 3 stycznia 1911 Brzmi on, jak następuje:

Szanowny Panie1

List Szanownego Pana otrzymałem na wyjezdnym do Paryża, uważałem przeto, że właściwiej będzie odpisać dopiero do zasięgnięciu informacji na miejscu — stąd zwłoka.

‘) W art. owym A. Szech ominął starannie łódzkie walki bratobój­cze. Rzecz charakterystyczna, to samo uczynił późnie; Baudouin de Cour- ienay.

 

Nie wiem, czy projekt sądu, którego Szanowny Pan żą­dał, trwa jeszcze, co do mnie uważam go za chybiony, wobec tego, iż jak słyszę, partia udziału by w nim nie wzięła. Oso­biście do wszelkich sądów tego rodzaju nie mam zaufania — i udziału w nim w żadnym razie nie przyjmę. Protest mój był zwrócony raczej w stroną «Myśli Niepodległej«, która mojem zdaniem art. Szan. Pana drukować była nie powinna — co do szczerości przekonań Pana nie miałem wątpliwości. Za zwłokę w odpowiedzi przepraszam. — A. Szech«.

List ów świadczy, iż 1° strona przeciwna, t. j. »S D. K. P. i L.«. boi się sądu i w ogóle rozpatrywania tej sprawy; 2° zarzuty Szecha nie miały żadnej podstawy, prócz bezwiednego odruchu instynktu żydowskiego, któremu zbyt łatwo ulegają miękkie charaktery naszych postępowców.

Co się tyczy zarzutu Szecha w stronę »Myśli Niepodle­głej”, to ze względu na jego nieokreśloność i niezrozumiałość, pominąć go muszę milczeniem.

Sąd tem samem upadł z braku oskarżyciela, lecz Antoni Szech winien by się wyraźniej wypowiedzieć o działalności »S. D. K. P. i L.«, której zwolennicy długo wyzyskiwali jego nieopatrzne wyrwanie się w »Odrodzeniu«, dające broń do ręki żywiołom najbardziej antypolskim.

W tym samym czasie sprawa podniesiona przeze mnie głośnym echem się odbiła w koloniach polskich zagranicą. Wtedy, gdy w kraju opinia żydowska straciła wszelkie znaczenie i ogół polski szybko zrozumiał słuszność moich oskar­żeń przeciwko socjał-litwactwu, Polonia zagraniczna była w niewoli u Izraela. Hegemonia żywiołu żydowskiego ura­biała się tam latami całymi przy czynnym współudziale litwactwa z t. zw. rosyjskich kolonii zagranicą. To też niektóre ko­lonie, jak przede wszystkim paryska, od dawna utraciły chara­kter polski, stawszy się bezładną mieszaniną najbardziej nieo­kreślonych, zdemoralizowanych i wynarodowionych elementów. Kto chce zrozumieć istotne dążenia i podkład »ideowy«, wy­bitnie antypolski, naszego żydowstwa, ten powinien zastanowić się nad jego rolą w kolonii paryskiej, gdzie niekontrolowane przez opinię społeczeństwa polskiego niepodzielne rządy od dawna sprawuje. Wszystkie instytucje, mające jakiekolwiek znaczenie, w rękach żydów; stowarzyszenia młodzieży polskiej opanowane i sterroryzowane przez żywioł żydowski, niezmiernie wrzaskliwy, arogancki, zdecydowanie »antygojowski», duszący w zarodku najlżejszą krytykę zacofania u żydów, nadmiar zupełnie zdemoralizowany i demoralizację tę wszystkimi sposobami utrwalający. W rezultacie cały odłam młodzieży polskiej uległ deprawacji i wynarodowieniu, cześć kobiety polskiej została skalana przez żydówki »polskie«, o narodzie polskim wytworzyła się najsmutniejsza opinia zagranicą. Naj­bardziej zaś bolesnym jest to, iż żywioły szczerze polskie, wysoce etyczne i patriotyczne z jakąś dziwną obojętnością patrzą na to zjawisko, zamiast raz wreszcie koniec mu położyć.

W art. już wzmiankowanych w »Gońcu« p. t. »Młodzież polska na obczyźnie” wskazałem, iż jedynym wyjściem z tej sytuacji jest wyrzucenie masowe żydostwa z kolonii zagra­nicznych i uniemożliwienie mu podszywania się pod narodowość polską. Aby uprzytomnić sobie, jak silnym jest wpływ żydów w kolonii paryskiej, dość wskazać na to, iż nie dopuścili oni do dyskusji nad kwestią żydowską, wtedy gdy cała prasa polska wszystkich zaborów nią była przepełniona!

 

Na tem tle toczyła się sprawa mego artykułu w » Myśli Niepodległej”. W obronie zagrożonej »S. D. K. P. i L.« — przedniej straży żydowskiej, walczącej z Polską i starającej się ją »utrupić« rękami ludu polskiego — zerwało się jak jeden mąż całe żydostwo zagranicą. Cel tej kampanii był jasny: ponieważ sama »S. D. K. P. i L.« nie mogła odeprzeć moich zarzutów, gdyż fakty przeze mnie przytoczone, były zbyt jaskrawe ? nieubłagane, by można je było przemilczeć i obalić, więc trzeba było ją uwolnić od dania odpowiedzi ogółowi i to za wszelką cenę. I tu żydzi duży spryt wykazali. Zdobywszy hegemonię w koloniach zagranicznych i oswoiwszy »gojów« postanowili wyzyskać tę swoją uprzywilejowaną sytuację, by ratować socjał-litwactwo z opałów. Aby nie dopuścić do rozpatrzenia moich zarzutów, skierowanych przeciwko działalności określonej grupy żydowskiej, cała skłębiona masa »żydków-kombinatorów«, pospolitych szachrajów, »kradków«, «prostytuujących się żydóweczek, zawodowych pornografów, defraudantów pieniędzy publicznych i t. d., i t. d. hurmem rzuciła się na »odszczepieńca”, by go zlinczować moralnie, »potępić«, «napiętnować”, podając swój wrzask — wrzask najmniej etycznych elementów żydowskich (‘) — za opinię młodzieży p o 1 s k i e j i w ten spo­sób załatwić się z całą sprawą. Zwoływano hałaśliwe wiece żydowskie i to nawet w rocznicę listopadowego powstania, na których litwacy grozili w języku «państwowym” narodowi polskiemu, a nieszczęśni «Polaczkowie” potulnie im przyta­kiwali, bijąc się w piersi i przysięgając, iż zawsze wiernie przy Izraelu stać będą. Smutny to był zaiste widok, i mimo woli wyrywał się okrzyk z piersi: matki polskie, jak wyście wychowały swoje dzieci, co z taką zaciekłością występują przeciwko swej ojczyźnie? Z owych «Polaków” zwrócę uwagę ogółu tylko na dwóch, ponieważ pragną oni odgrywać pewną rolę w społeczeństwie. Jednym z nich jest niejaki p. Witold Giełżyński, który żądał na pewnym, zresztą nieprawomocnym zebraniu » Bratniej Pomocy” w Paryżu oddania mnie pod sąd za «nieetyczny postępek” piśmiennie na jakiejś liście i to wraz z tymi elementami żydowskimi, o których, zwłaszcza żydowek, głębokiej demoralizacji — nieraz mnie informował! Aby zaś zaszkodzić znienawidzonemu i szykanowanemu zagranicą przez żydów ruchowi filareckiemu wśród młodzieży polskiej, w »Kurierze lubelskim” z dnia 31 maja 1910 w art. „Staremi szlaki”, podawał, iż jedyny powód powstania «Filarecji”, — to: »dążenie do założenia wśród młodzieży ekspozytury jednej z naszych partii, partii, której ekstrawaganckie poglądy i nieobliczalna polityka nie znajdują już posłuchu wśród mas robotniczych i która szuka teraz dla siebie zarybku(s) wśród niewyrobionej, czułej na głośno brzmiące hasła młodzieży”.

Aby uzupełnić charakterystykę owego pana, dodam, iż w Paryżu nie tylko występował jako zaciekły filosemita i antypolak, lecz pozował jeszcze na ideologa proletariatu polskiego, a wróciwszy do kraju i ostawszy się «redaktorem* tegoż «Kuriera lubelskiego”, jak typowy aferzysta, umieszcza artykuły, głoszące, iż solidarności mieszczaństwa żydowskiego trzeba przeciw­stawić solidarność mieszczaństwa polskiego…

r) Jak podawały pisma nasze, żydzi zagraniczni uważają napływowych żydów z Polski i Rosji za hańbą swego narodu.

s) Wszędzie dalej podkreślenia nieoznaczone są moje.

Drugim jest p. Jan Stróżecki, którego najbardziej żydzi w kolonii paryskiej wysuwają przeciwko dążeniom polskim. Wyzyskując do krańcowości jego wprost fenomenalny niedo­rozwój umysłowy, Dopychają go oni do czynów, wstręt i obrzy­dzenie budzących w każdej uczciwej jednostce. P. Strożecki 1° publicznie na jednym zebraniu rzucił oszczercze oskarżenie pod adresem »Koła«, — stowarzyszenia młodzieży narodowej w Paryżu — iż jest gniazdem morderców; 2° wygłosił od­czyt, będący jedną haniebną w całym tego słowa znaczeniu napaścią na Polskę i starał się publicznie domyślić, kto może być autorem pewnej bardzo nielegalnej książki. 3° gdy znany historyk M. Handelsman, oburzony tym jego odczytem, odpowiedział innym »Co Polska dała światu«, w którym wykazał jego nieuctwo, jeśli nie coś gor­szego — p. Stróżecki miał dość czelności, by fałszować przy p. Handelsmanie cytaty z jego dzieł, a sprostowany przez autora, oświadczyć »to wszystko jedno”.

O innych nawet mówić nie warto, zwłaszcza o żydach i żydówkach, którzy by przynajmniej jakie takie pozory za­chować, nie powinni byli bawić się w żadną »etykę«, gdyż ta, raz postawiona, fatalnie przeciwko nim zwrócić się musi

Ponieważ celem tej naganki było salwowanie socjał-litwactwa. więc nie cofano się przed żadnymi środkami, z ele­mentarną etyką nie mającymi absolutnie nic wspólnego, byleby tyko «załatwić się«. Wyrachowanie żydów polegało na tem, że w razie oddania mnie pod sąd za rzekomo nieetyczny postępek przez Bratnią Pomoc Młodzieży Polskiej w Paryżu, upada tem samem całe znaczenie mego wystąpienia, a »S. D. K. P. i L.«, o której wszyscy wiedzieli, iż nie jest w stanie dać odpowiedzi, będzie tem samem zwolniona od niej. Lecz żydzi się przerachowali fatalnie: l° nie umieli się zdobyć na odro­binę bezstronności i etyczności; przy prowadzeniu tej sprawy dokonali tylu szujostw, że wzburzył się w końcu cały ogół polski; 2° żydzi nie liczyli się z tem, iż sprawa toczy się przed opinią polską i że w samej »Bratniej Pomocy element polski jest dość silny;

3° żydzi nie byli w stanie zrozumieć, iż jeśli się kogoś oskarża o coś, to trzeba to motywować — i żadną miarą nie mogłem przekonać co do tego Zarządu » Bratniej Pomocy”, opanowanego przez żydów, który próbował się osłaniać przed moim zarzutem niemotywowania nieistniejącemu uchwałami nieprawomocnych zebrań!

Wynikiem tego wszystkiego było, iż walne zebranie »Bratniej Pomocy Młodzieży Polskiej w Paryżu«, zwołane na moje żądanie, odrzuciło pretensję żydów do sądzenia mnie za zde­maskowanie właściwego oblicza socjał-litwactwa; ponieważ zaś wniosek — nie wiadomo czyj i nie wiadomo dlaczego po­stawiony — oddania mnie pod sąd upadł głosami polskimi przeciwko żydowskim, więc stąd jasnym było dla wszystkich, że gdyby do Bratniej Pomocy« należeli tylko Polacy, sprawa tego rodzaju nigdy nie mogłaby być postawiona na porządku dziennym. (‘) Honor » Bratniej Pomocy” został więc uratowany,, lecz kiedy jednak nastąpi sanacja tej instytucji i w ogóle sto­sunków zagranicznych?

Los chce widać, żeby sprawa przeze mnie podniesiona Ujawniała właściwie oblicze żydów, pozornie nawet zupełnie «spolszczonych”. Wychodzi w Krakowie miesięcznik «Krytyka”, redagowany przez żyda, p. W. Feldmana, «historyka literatury polskiej”, «przedstawiciela idei Polski Niepodległej”, «szer­mierza postępu polskiego”. I oto, gdy najzacieklejszy wróg polskości, sprawy polskiej i niepodległości Polski — «S. D. K. P. i L.« znalazła się pod pręgierzem całego ogółu polskiego, wtedy na odsiecz socjal-litwactwu pośpieszył — p. W. Feldman. Maska spadła od razu: pod parciem niepokonanej solidarności rasowej prysła rzekoma polskość, a idea Polski Niepodległej, tak droga każdemu sercu polskiemu, na pośmiewisko została wystawiona. Jest to zjawisko tem bardziej zasługujące na uwagę i tem głębsze nasuwające refleksje, iż w tej samej;«Krytyce”, w lutym 1911 r. (a więc po moim art. w «Myśli Niepodległej”) umieszczony był artykuł K. Stefańskiego p. t. «Współczesne stronnictwa polityczne w Królestwie Polskiemu”, w którym na str, 82 w ten sposób została scharakteryzowana taktyka >S. D. K. ?. i L.«: »Starały się one (partie socjali-

0 Patrz cytowany wyżej art. w »Gońcu* — »Młodzież polska na ob­czyźnie», gdzie obszernie przebieg tej sprawy opisałem.

 

styczne) poszczególne przejawy ruchu masowego wyzyskać na swoją korzyść lub też wprost dla reklamy. Rozbita ideowo P. P S. zatraciła swą indywidualność. Kosztem jej wzmogły się w opinii S. D. i Proletariat, stojące zdawna na gruncie państwowości rosyjskiej i one też w tym czasie rozpoczynają wzmożoną konkurencję z P. P. S. Konkurencja ta od­bija się boleśnie na skórze proletariatu i doprowadza do zbrodniczej wprost lekkomyśl­ności, jak choćby iście ohydne urządzenie przez S. D. manifestacji Igo maja w Alejach Jerozolimskich, podczas strejku powszechnego, urządzonego przez P P. S. Manifestacja ta, idiotyczna w pomyśle i lekkomyślnie wykonana, kosztowała lud 31 za­bitych i drugie tyle rannych. (Ofiar było znacznie więcej, przyp. mój). Dopiero po pięciu latach wywoła ona : ci ę ż k i e zarzuty dla inicjatorów i polemikę, na razie zaś stała się ta właśnie manifestacja punktem wyjścia dla szeregu strejków powszechnych, urządzanych za pomocą terroru. W początkach będzie to robiła S. D., a później i P. P. S., w końcu stanie się to wreszcie regułą i zdezorganizuje w zupełności ruch robotniczy. Do tegoż rodzaju konkuren­cyjnych objawów zaliczyć należy czerwcowe zabu­rzenia łódzkie, kosztujące przeszło setkę ofiar (ofiar było do 1500, przyp. mój) proletariat polski, w rezultacie zaś niosące jedynie reklamę dla S. D., która wreszcie wysunie się na czoło ruchu socjalistycznego w Polsce, umie­ściwszy zmodernizowaną P. P. S. w swym ogonie. »Proletariat« zbyt słaby liczebnie i przeważnie na młodzieży szkolnej oparty nie zdobywał się na takie rzeczy… Sło­wem ruch masowy nie miał z nich (S. D. i Proletariatu) wiel­kiej pociechy, a raczę’ niewygodę i szkodę, stały się one na razie jego pasożytem jedynie”.

Zdawałoby się więc, iż p. Feldman, drukując powyższy artykuł, tem samem potępił działalność socjał-litwactwa w jej przejawach najjaskrawszych, a już żadną miarą, jako apostoł niepodległości Polski, nie mógłby sympatyzować z »organicznym wcieleniem” »trupa Polski« do państw zaborczych z taką zaciekłością głoszonym przez nie. Ze skruchą też muszę przyznać, iż liczyłem na poparcie organu p. Feldmana w mej akcji, co by poniekąd zamanifestowało wobec opinii polskiej, iż Polacy pochodzenia żydowskiego jeszcze istnieją. Stanowisko tego ro­dzaju tem bardziej było dla mnie zrozumiałem, iż rezolucja Polskiego Zjednoczenia Postępowego w kwestii żydowskiej (opublikowana w »Prawdzie« No 15, 1910), rezolucja, pod którą podpisała się nawet »Nowa Gazeta* między innymi opiewała: Solidaryzowanie się i czynne popieranie dążeń politycznych narodu polskiego przez żydów jest bezwzględnie konie­cznym warunkiem pokojowego współżycia Polaków i żydów.

Obowiązkiem społeczeństwa polskiego i żydowskiego jest energiczne zwalczanie grup żydowskich, głoszących zasady egoizmu narodowego, obojętności lub przeciwstawienia się interesom narodu polskiego. Żydzi wyodrębniający się są ży­wiołem obcym, a w pewnych warunkach i stosunkach — wrogim. W końcu rezolucja potępia projekt Bundu — sojusznika »S. D. K. P. i L.« — co do podziału Polski między Polaków i żydów, orzekając dobitnie, iż »dla zwalczenia tego rodzaju dążeń naród polski będzie miał zawsze dostateczną siłę”.

A więc p. Feldman nie mógł nie wiedzieć, jak się był powinien zachować. Nadomiar p. Feldman doskonale wiedział o   szeregu artykułów W. Sedeckiego w » Przedświcie” o »socyal-Iitwactwie”, których »S. D. K. P. i L.« nie miała odwagi odeprzeć, a które najmniejszej wątpliwości nie zostawiały co do litwacko-antypolskiego charakteru tej osobliwej »partii«.

I oto nagle w „Krytyce ukazuje się szczególne studium p. Baudouina de Courtenay p. t: „W sprawie antysemityzmu postępowego”, mające na celu za wszelką cenę zrehabilitować socjał-litwactwo i nacjonalizm żydowski!

Powyżej przytoczona cytata z art K. Stefańskiego, sama dostatecznie obalała wszystkie (przepraszam za wyrażenie) bzdurstwa p. Baudouin’a de Courtenay, zaś pominięcie sta­ranne przez niego łódzkich walk bratobójczych, wydawania przez socjał-litwaków rozporządzeń w rodzaju „strzelać po łbach do prezydium” i t. p. od razu zdradzały tendencyjność wystąpień p. Baudouin’a de Courtenay, mniemającego, iż jego znajomość filologii wszystko to pokryje.

W tych warunkach trudno zaiste było mi brać na serio zarzuty w rodzaju, iż pragnę »podbechtywać do pogromów«, »iż nasi «myśliciele niepodlegli” twierdzą, że «żydzi urządzali po­gromy Polaków”, a twierdząc to, kłamią… zapominają że gor­liwy chrześcijanin, podpułkownik dragonów Tichanowskij, urządzał w Siedlcach polowanie pogromowe na żydów, za co «antysemici postępowi” powinni mu być wdzięczni*. (Str. 156 Krytyka No 3, 1911) i t. p.

Pod adresem autora pracy niniejszej posypał się jeszcze szereg innych, bardzo brudnych napaści, między innymi p. Bau­douin de Courtenay przyczepił się do mojego pochodzenia żydowskiego(l), nie mogąc mi darować, iż reagowałem w liście do redakcji «Myśli Niepodległej*, No 147, 1910 r., przeciwko »litwackiej Targowicy, która się chyłkiem, zdradziecko zakradła do naszych mas robotniczych, aby dla antypolskich szwindlów drobnomieszczańskiego nacjonalizmu żydowskiego wyzyskać siłę polityczną proletariatu polskiego przez stałe podjudzanie go przeciwko własnej ojczyźnie, co zostało przedrukowane w »Naprzodzie« w art. Heckera „Socjał-litwactwo« z dnia 1 go października 1905 i że nazwałem tamże «podłym żydkiem” pewnego «pisarza” żydowskiego, który w warszawskim «Mło­cie*, głośnym ze swych wybryków antypolskich, starał się pod polskim pseudonimem «Kamieński* wpoić w robotnika polskiego przekonanie, iż ojczyzna jego — to »trup«. (NB. w No 128 «Czerwonego Sztandaru”, ze stycznia 1907, we wstępnym artykule są takie wyrażenia jak »żydko-postępowcy« (sic) i t. p., a wszak jest publiczną tajemnicą, iż wszyscy niemal działacze i pisarze tej «partii” są to żydzi — i to bardzo za­ciekli).

Ponieważ jednak p. Baudouin de Courtenay zapatruje się na sprawy polskie z punktu widzenia państwowego liberalizmu rosyjskiego, co niezbyt się godzi z apostołowaniem hasła niepodległości przez p. Feldmana, więc tenże zmuszony był umieścić (na str. 153, No 3, 1911) uwagę od redakcji następującą:

«Krytyka” nie jest organem Partii żadnej, pole dla siebie mają tu przedstawiciele różnych odłamów lewicy polskiej. W szczególności czcigodny profesor Baudouin de Ccurtenay,

‘J Pomimo mego pochodzenia żydowskiego jestem Polakiem i tylko Polakiem, podczas gdy p. de Courlenay uznaje wielonarodowość i dlatego być może tak protestuje przeciwko krytykowaniu żydów nie może być podporządkowany żadnej obcej sobie ideologii, (zwłaszcza ideologu polskiej, dodajmy od siebie) i przemawia tu od siebie ze swobodą, wobec której jesteśmy dalecy od roli cenzorskiej «.

Wszystko dlatego, iż pospieszył na odsiecz socjał-litwakom! Lecz właśnie ta uwaga redakcyjna upoważniała mię do przypuszczania, iż „Krytyka” umieści moją odpowiedź, bardzo rzeczową i spokojną, lecz nie mniej obalającą bezwzględnie wszystkie wywody p. Baudouin’a de Courtenay. Do odpowiedzi tej załączyłem broszurkę «Jeszcze o pogromach i odezwę »Pod pręgierz”, gdzie obszernie umotywowałem swoje oskar­żenia i wskazałem publicznie sprawców tych «zbrodniczych wprost lekkomyślności”. Na to otrzymałem następującą odpo­wiedź od p. Feldmana z dnia 16 marca 1911 r.:

Szanowny Panie!

Rękopis musiałem zwrócić. P. prof. Baudouin drukował dosłownie cytaty — oświetlenie ich musi być jemu pozostawioną (zupełnie się z nim zgadzam), a intencja i motywy Pana są dla »Krytyki« zupełnie obojętne.

Z winnym szacunkiem W. Feldman.

Etyka Szulchan Aruchu odezwała się w p. Feldmanie.

W » Gońcu warszawskim” z dn. 6 kwietnia 1911 r., umie­ściłem list protestujący przeciwko p. Feldmanowi, zaznaczając, iż z powodu wystąpienia p. Baudouin’a de Courtenay, posła­łem do »Krytyki« nader wyczerpującą odpowiedź, zbijając je­den po drugim zarzuty, jako bezpodstawne i rozpatrywałem ze szczególną drobiazgowością smutnej pamięci łódzkie walki bratobójcze, zupełnie pominięte przez p, Baudouin’a de Cour­tenay i to głównie na mocy materiału zaczerpanego z Czer­wonego Sztandaru4, malującego rolę w nich »S D K. P i L.« aż nadto wyraźnie. Otóż p. Feldman wbrew elementarnej za­sadzie bezstronności i sprawiedliwości (audiatur et altera pars!) odpowiedzi mej umieścić nie chciał, uważając widocz­nie, że »Krytyka« nie na wszystkie dziedziny życia się roz­ciąga — przy czem oświadczył, iż się zgadza zupełnie z p.Baudouin de Courtenay (który, wątpię, aby się zgodził z po­stępkiem p. Feldmana).

Przeciwko tego rodzaju postępowaniu p. Feldmana zmu­szony jestem zaprotestować, jako nie licującemu zgoła z etyką, ani z rzekomą bezstronnością, którą się pismo jego przechwala.

Nadomiar ostatnimi czasy, p. Feldman, apostołujący Niepodległość Polski, zaczął raptem umieszczać anonimowe artykuły, przepowiadające zagładę narodowi polskiemu, co wywołało gwałtowny protest prasy postępowej w Warszawie. Sam zaś w »Krytyce« z grudnia 1911 w art. wstępnym »Naród się zgubił (str. 221 i nast.) w ten sposób pisze:

„Orgie antysemickie, urządzane przez prasę nacjonali­styczną polską w dobie obecnej, rumieniec wstydu wywołują na czoło każdego człowieka, który się nauczył szanować mowę polską. W krótkim czasie zdołało kilka niesumiennych jedno­stek ciemną rzucić plamę na wielką, wiekową kulturę polską, zbrukać patriotyzm polski, narzucając mu tendencje czarno­secinne, gdy inni zbrudzili postępowość i wolnomyślność, roz­puszczając w niej wyroby klasztorne najobskurniejszych mnichów”.

Aby pouczyć p. Feldmana, jak dalekim jest on od rozu­mienia życia polskiego i jak bliskie są mu tylko interesy jego rasy, choćby się one najjaskrawiej przeciwstawiały dążeniom narodu polskiego — przytoczę tu w całości głośny artykuł, który się ukazał w redagowanej przez Al. Świętochowskiego „Kulturze Polskiej”, Nr. 12, 1 grudnia 1911, a więc mniej więcej w tym samym czasie, p. t. „Polska żydowska”.

Z zestawienia treści tego artykułu z powyższym ustępem z art. p. W. Feldmana każdy natychmiast spostrzeże, iż » Kry­tyka* nie jest już więcej organem postępowym polskim, i że z opinią jej nikt liczyć się nie powinien. Zarazem po­twierdza to jeszcze raz smutny, lecz prawdziwy fakt, którego zatkać nie wolno, iż asymilacja zbankrutowała i to w swych pozornie najbardziej spolszczonych typach.

Oto treść art. „Polska żydowska”, który ze względu na pismo i autora, poruszy! całą opinię:

»Jest to naturalnym i nieuniknionym skutkiem polityki, wpychającej do Królestwa Polskiego, jako do głównego zbior­nika, żydów z całego państwa, że oni w końcu uznali się współdziedzicami i współgospodarzami naszego kraju. Liczba daje silę, a siła — śmiałość.

Nic też dziwnego, że gdy spłynęły do nas fale t. zw. litwactwa, usłyszeliśmy od przybyszów słowa, które przejęły społeczeństwo polskie strachem i zgrozą. Strachem, bo ten zalew topi słabą naszą kulturę, zgrozę, bo nas chce wyprzeć żywioł, który nigdzie w Europie nie zdołał zdobyć dla siebie cala własnej ziemi, który, jak gromady wędro­wnych szczurów, wkopuje się w nory budynków całego świata. Więc w tym świecie tylko nasza ojczyzna jest oddana na pa­stwę przybłędów? Więc tylko naszą ziemię mogą uznać za swoją ludzie, niczym z nią nie związani, jej mieszkańcom wro­dzy, którzy zatrzymali się w niej popasem? Chyba nic bar­dziej od tego skazania nie dowodzi, do jakiego stopnia jesteśmy sponiewierani, zlekceważeni, pozbawieni wszelkich praw opieki i obrony.

»Gazety warszawskie przytaczają artykuł niejakiego Szelita w hebrajskim Hazmanie, który każe nam błogosławić litwaków, jako apostołów wolności i kultury, a nadto radzi dokonywać krzyżowania ich z żydami miejscowymi dla wy­tworzenia nowej, doskonalszej rasy. Gdyby takie bezczelności odezwały się w Niemczech lub Francji, zdmuchnięto by je szy­derstwem i nikomu nie zamąciłyby spokoju. Ale w kraju, gdzie jedno miasto (Warszawa) ma daleko więcej żydów, niż całe wielkie państwo Francja), posiadają one złowrogą wagę.

Naturalnie, poza rozwijaniem własnej kultury niema żad­nego środka przeciw temu niebezpieczeństwu. Do jakiej miary w tej niemocy wyrośnie u nas antysemityzm, trudno przewi­dzieć To tylko pewna, że on na długo pozostanie jednym z głównych nerwów naszego społeczeństwa i że gdyby kiedy­kolwiek pękła przeciągnięta struna, patrzylibyśmy na wybuch gniewu i zemsty, którego bodajbyśmy nigdy nie oglądali.

Gdy tedy p. Feldman nie chciał umieścić mej odpowie­dzi, przesłałem ją wraz z rzeczami przeze mnie już wydanymi »Jeszcze o pogromach” i »pod pręgierz” wprost p. Baudoum’owi de Courtenay, wskazując zarazem na postępek p. Feldmana.

Mimo to, p. Baudouin de Courtenay ani nie cofnął swych napaści pod adresem «Myśli Niepodległej« i jej współpracow­ników, ani nie protestował przeciwko nieetycznemu postępkowi p. Feldmana, więc wobec tego zacytuję tu z odpowiedzi »Myśli Niepodległej” p. t. »Filosemityzm po roku dyskusji« Nr. 179 i 180, sierpień 1911) niektóre ustępy (podkreślenia oryginału) :

»Rok upływa od chwili, gdy w Warszawie zapoczątko­wana została dyskusja żydowska, w której wzięły udział wszystkie pisma, a nawet powstał szereg broszur. Ponieważ była to dla niektórych publicystów i pewnych ster niespo­dzianka nieprzyjemna, przeto w pierwszej chwili musiała z na­tury rzeczy powstać wielka kurzawa polemiczna, wywołująca wrażenie zamętu bezładnego. Ale kurzawa ta sztucznie wzdy­mana i podtrzymywana, musiała niebawem opaść. Płucom, które w piasek dmuchały, zabrakło oddechu. Polemiki ustą­piły miejsca rozważaniom zasadniczym, gromadził się materiał dowodowy, powstały nowe orientacje, wstąpiliśmy w okres nowych uświadomień,

I oto po roku, gdy dyskusja została wyczerpana i zam­knięta, gdy każdy, kto chciałby dać do niej jakiś przyczynek, już liczyć się musi z tem, co zostało napisane i przeczytane, zjawia się broszura ([2]) profesora petersburskiego, p. Jana Bau douin’a de Courtenay, jako odbitka z krakowskiej »Krytyki« p. Wilhelma Feldmana, owoc półrocznej pracy tłoczni drukar­skich, i chociaż czas był do namysłu, poprawek, uzupełnień, sprostowań celem uniknięcia zbyt jaskrawych fałszów, przekręcań, sofizmatów, dialektycznych koziołków i rozmaitej akrobatyki polemicznej, aby się bodaj nieco uszanować mogli au­tor i redaktor, rzecz zachowana została w postaci swej doraźności, zjawiając się, że użyję starego porównania obrazo­wego, »jak sowa w dzień”.

Zadawszy sobie pytanie, dlaczego p. Feldman, propagu­jący hasło zbrojnej walki o niepodległość, połączył się z libe­rałem petersburskim, stojącym mocno na gruncie państwowości rosyjskiej, A. Niemojewski pisze:

» Rzecz jest jasna, jak słońce. Chodziło o kwestię ży­dowską, a właściwie o pewien gatunek żydów, do których p Feldman instynktownie siebie zaliczył. Czuł, że zbliża Się ktoś do jego twarzy, chwyta za maskę i ciągnie. W bezprzytomnej panice zawołał do pana de Courtenay: »ratuj”. Chwycił się tego, jak tonący brzytwy, nie orientując się, że ta brzytwa nie uchroni go od zatonięcia i tylko przedtem odkraje mu palce Ale nie na tem koniec dziwów. Z programu wynikałoby, że ideą niepodległości i powstania zbrojnego przejęty p. Feldman, łamy swego pisma odda przede wszystkim takiemu szer­mierzowi, który uderzy na zażartych owej idei przeciwników, mianowicie na socjał-litwactwo, które w znacznym stopniu przyczyniło się do wywołania całej dyskusji żydowskiej ustawicznemu podszczuwaniem klasy robotnicze; przeciwko wszystkiemu, co polskie, które ogłosiło, że Polska to trup, po któ­rym robotnik przejdzie do swych celów, które dla większego efektu fałszowało nawet historię i t. d. Zdawałoby się, że p. Feldman nie tylko żarliwie poprze tych, którzy wystąpili prze­ciwko socjał-litwactwu z protestem i odporem, ale sam roz­winie znaną swą na tym punkcie gorliwość. Nagle pokazało się, że nie, p. Feldman znalazł nawet słowa usprawiedliwienia dla autorów tego typu. To go nie zabolało, natomiast zabolało go co innego.

»Milczał p. Feldman, kiedy rozmaite »Kradki« kopały »trupa« Polski. Ale kiedy zawołałem na to : baczność panowie, abyście się na własnej skórze czasem nie przekonali, jak ten trup potrafi być jeszcze żywym, p. Feldman krzyknął: to jest pogróżka pogromu, a konfrater jego z »Nowej Gazety” dodał natychmiast: i to są też zarazem chętki rabunkowe” Podkreślając dalej, iż p. Feldman nie rozumie całkiem psychiki polskiej, przeto nie może być historykiem literatury polskiej, Niemojewski odpowiada w sposób następujący na oszczerstwo p. Feldmana co do »pogromowości” postępow­ców, socjalistów i wolnych myślicieli polskich:

Wyręczyły nas fakty. Sześć lat temu, Warszawa kilka­krotnie czuwała nocami całymi, aby nie dopuścić do pogro­mów, o których chodziły głuche wieści… Nie robiło się tego dla żydów, ale pro honore domus. Mieli ludzie ten dziwny gromadzki honor w kościach, zwany przez innych romantyką. Bo żydzi ? Odpowiedzieli nam na to w latach uspokojenia ustami nacjonalistów swoich: »Cóż, czy żądacie zapłaty!? Czy szczycicie się tem, żeście nie zrobili świństwa!? Mo­żna było nad temi gruboskórcami przejść do porządku dziennego. Swoją drogą, stara, głupia rycerskość polska do­stana nauczkę: nastawiaj łba za tego rodzaju ludzi, jeszcze cię potem, gdy strach minie, wydrwią. Ko tak, ale przecież żaden z tych krzykaczy socjał-litwackich nie podawał się za Polaka, nie ślinił się z nami, nie głosił Polski niepodległej, nie apostołował zbrojnego powstania, nie mienił się heroldem naszego romantyzmu rycerskiego. Praw do połowy Królestwa plemię ich nie rościło, powołując się na Berków Joselewiczów, ale na procentowość posiadania przez kupno, choćby na licytacji i choćby po różnych romantykach, co to się wda­wali w niepotrzebne rzeczy”.

Cóż jednak Dowiedzieć o człowieku, który się ogłasza historykiem literatury polskiej i w Tym samym tonie śpiewać nam zaczyna pieśni wdzięczności swego ple­mienia? Jak patrzeć na historyka, który dalej idzie od socjał-litwactwa, gdyż wprost posądza nas o chętkę urządzenia pogromów żydowskich? Który w taki sposób umie sfałszować naszą psychikę z dobrą lub złą wiarą? A przecież jego przyjaciel z »Nowej Gazety” zaraz dorzucił o     chętkach »rabunku« żydowskiego mienia w tych »projektowanych” już całkiem konkretnie pogromach.

„Nie może bvć Przede wszystkim psychik, który nie umie odróżnić komendy »naród, baczność” od okrzyku: »hultajstwo, bić żyda«, wyargumentowanej dyskusji od pokrzyki­wań »hep, hep« (nam przez p. Feldmana zarzucanych!), prostości badacza ud krętaniny i matactwa straganiarza”.

Załatwiwszy s:ę z p. Feldmanem, A. Niemojewski z ko­lei omawia wystąpienie p. de Courtenay.

»Na podstawie czego napisał p. de Courtenay swoją broszurę »W sprawie » antysemityzmu postępowego ? „Prze­czytał dwa artykuły »Myśli Niepodległej”, »Do żydów” i »Uwertura żydowska«, oraz gdzieś drukowany jeden artykuł p. Appla o języku sztucznym esperanto. Tc było literalnie wszystko. Ale kto w lipcu 1911 roku wypuszcza broszurę »W sprawie » antysemityzmu postępowego«, a jest człowiekiem, który choć jedną nogą chodzi po ziemi, ten powinien się liczyć z faktami następującymi:

  • Pojawiła się już przed czterema miesiącami bro­szura »Skład i pochód armii piątego zaboru« (A. Niemojewskiego), która traktowała zagadnienie rzeczowo i bardzo wy­czerpująco. Może przemilczenie tej broszury jest dla pana de Courtenay bardzo wygodne, ale świat wytknie to takiemu pana, który aż z broszurami chce występować w doniosłych, jak mniema. »sprawach«.

  • Pojawiła się broszura, niemal już książka, p. t. «Po­stęp na rozdrożu*, której także nie należało przemilczeć. I ona ukazała się również przed czterema miesiącami.

  • Pojawiła się przed trzema miesiącami już nie bro­szura, ale w całem tego słowa znaczeniu książka, bo licząca 157 stron, p. t. «Socjał-litwactwo w Polsce«. I o niej p. de Courtenay nic nie wie-

  • Pojawiła się wcześniej od tamtych wszystkich, bo z datą roku 1910, broszura »Korupcja w kierownictwie Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy*. Pan de Courte­nay, który sprawę »bada« wedle swych »zasad\ swej »logiki” i swej „etyki”, nie potrzebuje naturalnie poznawać materia­łów sprawy.

  • W styczniowej księdze »Russkoj Myśli” pojawił się wyczerpujący referat o żydach: »Jewrejstwo i jewo nastroje­nia”, znanego nacjonalisty żydowskiego, W. Żabotyńskiego z Odessy, jest to znakomita charakterystyka żydowstwa. I tej pracy p. de Courtenay nie czytał.

A zatem p. de Courtenay pominął właściwie wszystko, co się w edycjach osobnych na ten temat pojawiło, bo już nie będę przypominał istnego morza artykułów całej prasy polskiej”.

»Panu de Courtenay nie jest wcale potrzebne poznanie rzeczywistości, gdyż ma swoje »zasady«. Wprawdzie nauka dziś mniema, że wszelka zasada wysnuwa się z faktów, ale pan de Courter.ay jest takim uczonym, który chce fakty szpi­kować słoniną swoich zasad«.

Wszyscy świadkowie, zeznający przeciwko żydom polskim, zdaniem pana »profesora« de Courtenay, kłamią, gdyż to, co mówią, nie jest zgodne z jego — powiedzmy, tak jest — zasadami o żydach polskich.

Żydzi polscy powinni być tacy, jak to wskazują »zasady« naszego «badacza”.

»Z zarzutami przeciwko matactwu i korupcji Socjalnej Demokracji Królestwa Polskiego i Litwy wystąpili ludzie, którzy dawniej byli cziormami tej partii. Pan de Courtenay, który naturalnie pojęcia nie ma o tem, co się działo w partii i kto w niej rejwodził, potępia w czambuł tych świadków, nazywa ich oszczercami etc. etc.

Ludzie ci wszelako podjęli zadanie niewdzięczne, narazili się na napaści, jeden z nich chciał się nawet poddać pod sąd obywatelski i wzywał kierownictwo partii Socjalnej Demokracji Królestwa Polskiego i Litwy, aby się upomniała o swój honor. Lecz kierownictwo tej partii stchórzyło i sądu nie przy jęło, wiedziało bowiem, iż sąd taki byłby dla jej opinii za­bójczy. Przecież fakt ten został ogłoszony drukiem. Rozumie się. że wszystko to razem wzięte bardzo się przyczynia do podniesienia kredytu moralnego owych świadków. Dlaczego mamy im mniej wierzyć, niż profesorowi de Courtenay, który opuszcza, się na takie kawały, iż wmawia w ogół, że »Myśl Niepodległa” obrała sobie za punkt wyjścia tezę o jedności polskości i katolicyzmu? Albo takie, iż w pisarzach » Myśli Niepodległej” i » Prawdy « działa pretensja do żydów, że Pana Jezusa powiesili? Jakaż pretensja ‘działa« w psychice pp. Auerbacha, Unszlichta i innych?

Jak wierzyć panu de Courtenay, gdy ze znaną sobie furią rzuca się na ludzi za ich powiedzenia, zasłyszane widocznie od plotkarzy, ale nie czytane?

Przez socjał-litwactwo« Sedecki rozumiał tych żydów InewsKirh, którzy lata całe stali na czele Socjalnej Demokracji Królestwa Polskiego i Litwy, z nienawiści ku Polakom zbadawszy całą swoją teorię polityczną i socjalną. Wyrażenie „socjał litwactwo” jest niezaprzeczoną własnością Sedeckiego, więc tylko w jego impertynencji powinno być brane i rozumiane Lecz oto zjawia się »profesor«, badacz, człowiek »zasad”, »etyk:« i logiki-, który na str. 50 w rozdziale »Litwacy« tak pisze:

tylko litwacy, nie zaś »socjał-litwacy‘. Ta ostatnia nazwa jest wyzwiskiem nietrafnym i niesprawiedliwym

Tu widać całkiem wyraźnie, że -profesor« nie czytał Se­deckiego. Właśnie byłoby «wyzwiskiem” i to »nietrafnym i 3niesprawiedliwym”, gdyby się chciało wszystkich t. zw. litwaków, czyli żydów litewskich nazwać »socjał-litwakami«, więc albo w ogóle socjalistami, albo członkami i zwolennikami Socjalnej Demokraci Królestwa Polskiego i Litwy.

Tym, którzy zdemaskowali niejakiego K Radka, jako zwyczajnego złodzieja, który nawet fundusze partyjne rozkradał, rozpędzony p. de Courtenay zarzuca «instynkty wywiadowcze” Dlaczego? Gdyż przypadek zrządził, że K Radek Jest żydem. Więc demaskowanie takiego złodzieja będzie „antysemityzmem postępowym» ?

Pan de Courtenay kończy swą broszurę w ten sposób:

Jestem ogromnie zły na siebie za stracenie tylu godzin czasu na tę kwestię, za napisanie rozwlekłego artykułu i za nudzenie czytelnika. Do tego dołącza się obawa, że mogę się wydać »politykom praktycznym i rwącym to, co się da urwać w danej chwili, dziecinnym albo też zarozumiałym marzycielem, roztaczającym swe wizję i mrzonki zamiast rad, mogących być urzeczywistnionymi.

Otóż bronią się Wizje wizjami, mrzonki mrzonkami, ale zasady zasadami. Sądzę, że działanie nawet polityczne nie oparte na zasadach i pozostawione związku z ogólnym tłem dziejowemu i społecznej, nie może dać trwałych wyników«.

Słuszne są przewidywania p. de Courtenay, ciągnie Niemojewski- Słusznie był zły na siebie za stratę czasu, za roz­wlekłość i za nudzenie czytelnika. Bardzo trafnie przewidywał, iż wyda się dziecinnym i zarozumiałym, i nadzwyczaj trafnie powiada, że wszelkie działanie, nie oparte na zasadach, trwa­łych rezultatów dać nie może. Takich bowiem zasad jest po­zbawiony całkowicie on sam i jego książka. Przeczy ona faktom, przez innych mozolnie ustalonym; wykazuje zupełną niezna­jomość kwestii, którą omawia; autor jej fałszywe daje chara­kterystyki swych przeciwników, napisał nie pamflet, ale pasz­kwil, przeważnie niedorzeczny, często nieuczciwy, gdy na przykład mniema, iż »Myśl Niepodległa” za punkt wyjścia obiera sobie tezę o jedności katolicyzmu z polskością.

Ale nie nam — sobie jedynie zaszkodził p. de Courtenay. Dziś stracił on w sferach postępowych opinię człowieka po­ważnego i szanowanego. Mówi się o nim, wzruszając ramio­nami. Co zaś sądzić będą o nim jego koledzy naukowi, że się puszcza na fale takiej demagogii, to im już zostawiamy. Sadzimy tylko, ze »uczony powinien by się nieco szanować i nie puszczać się na „kawały«, godne ulicznego krzykacza. A naj­mniej przystoi » uczonemu « kłamać, zmyślać i kręcić. Resztką przytomności umysłu, jaka panu de Courtenay została, niechaj poskromi swe wybryki, swój temperament i swoje chętki, a niechaj wie, że jeśli puszcza w świat o ras nikczemną bajdę, iż chcieliśmy sprowokować lub urządzić pogromy żydowskie, to mamy na to tylko jedną odpowiedź: pan profesor Jan Bau­douin de Courrenay, członek wielu akademii umiejętności i in­nych ciał naukowych, nie jest człowiekiem honoru i czci obywatelskiej, jeżeli rzuca na ludzi uczciwych . ideowych tak bezecne oszczerstwa, nie zasłużył na dalsze podawanie ręki i powinien być wyświecony z to­warzystwa osób, szanujących swój honor. Obowiązani jesteśmy tak stawiać kwestię, gdyż honor nasz został zaatakowany w sposób niegodny, a cześć nasza jest dla nas wszy­stkie m. Badamy, rezultaty badań naszych ogłaszamy i ponosimy za to konsekwencję

Gdy tym sposobem wszyscy obrońcy socjał-litwactwa zamilknąć w końcu musieli, gdy naganka na mnie zorganizo­wana zagranicą przez żydów i ich »lenników«, jak mówi Prus, poniosła fiasko okropne i otworzyła w dodatku oczy ogółowi na stosunki, panujące w koloniach zagranicznych, wtedy żydzi, zamiast zrehabilitować się przez poparcie mej akcji i ułatwienie mi zdemaskowania winowajców owych pogromów ludu polskiego, zaczęli w haniebny wprost sposób terroryzować moich rodziców, sądząc, że tem zmuszą mnie do zaniechania tej sprawy. Taka to jest logika i etyka tej dziwnej rasy, uznającej wszelkie środki za godziwe w walce z narodem, który dał jej przytułek!

Aby osłonić mych rodziców przed napaściami ze strony żydów, byłem zmuszony umieścić protest publiczny w » Gońcu « z d. 30 maja 1911 r. Na próżno wskazywałem w tym liście, jak i w broszurce «Jeszcze o pogromach”, iż interesy najżywo­tniejsze samego żydowstwa wymagają jak najszybszego rozwiązania tej litwackiej organizacji, gdyż dalsza jej działalność w duchu dotychczasowym może na nich ściągnąć straszliwą klęskę pogromów — ogół polski nie pozwoli się wiecznie prowokować odezwami w rodzaju » grunwaldzkiej « lub z powodu sprawy szkolnej, wydawnictwami jak „Młot«, nie mówiąc już o krwawych eksperymentach żydowskich na skórze ludu pol­skiego. Jakieś fatum złowrogie zaciążyło nad żydowstwem, w zaślepieniu rasowemu nie widzące, co czyni i dokąd idzie.

Ani jedno pismo żydowskie nie potępiło dotąd działal­ności »S. D K. F. i L.«. Przeciwnie, w chwili gdy socjał-litwactwo — jeden z najkrwawszych cierni w męczeńskiej Polski koronie — zostało publicznie przez «Przedświt” i »Myśl Nie­podległą” zaatakowane, »od Jackara do Feldmana” zwartą falangą ruszył Izrael przeciwko Polsce…

Jakże jednak zachowywała się sama »S, D. K. P. i L.« w czasie, gdy tyle wrzawy o nią żydzi podnosili ?

Już w broszurce » Jeszcze o pogromach « wskazałem na objaw charakterystyczny, mianowicie na uporczywe milczenie z jej strony, gdy w „Przedświcie» z r. 1910 ukazał się szereg artykułów W. Sedeckiego o socjał-litwactwie rzucających jaskrawe światło na istotę »S. D. K. P. i L.«. W Nr. 134 «Myśli Niepodległej « z r. 1910 ukazało się ich streszczenie w artykule p. J. Kurnatowskiego p. t. »Socjał-litwactwo«, i tem samem stały się one znane do pewnego stopnia całemu czytającemu ogółowi w Królestwie. Mimo to organizacja ta ‘wciąż próbo­wała trzymać się swej taktyki przemilczania, póki nie zaczęto ich cytować w czasie wielkiej debaty polsko-żydowskiej w dru­gie] połowie 1910 r. Wtedy dopiero w afiszującym się swym »Socyal-dem0kratyzmem«, warszawskim Młocie1 (Nr. 10, paź­dziernik 1910) znalazła się na nie odpowiedz sui generis w’ postaci jakichś podejrzanych »informacji z zagranicy* o ich autorze, by zmusić go do autodenuncjacji; przeciwko temu ostro protestował „Przedświt” Nr. 11 («Odpowiedz na brudne napaści»), gdzie między innymi w odpowiedzi na insynuacje »Młota« co do rzekomej tchórzliwości Sedeckiego, przytoczył, powołując się na K. Zalewskiego, iż główny bohater i dykta­tor esdecyi, »Tyszko« przebywał niemal cały czas zagranicą.

W roku 1911 ukazała się książka W. Sedeckiego p. t. »Socjał-litwactwo w Polsce», na którą powoływały się pisma najrozmaitszych kierunków Otóż »S. D. K. P. i L.« nie była w stanie odpowiedzieć ani na mój; artykuł „Pogromy i po­gromcy” w »Myśli Niepodległej«, ani na broszurkę »Jeszcze o pogromach”, zawierającą streszczenie artykułów W. Sedeckiego, analizę taktyki socjał-litwactwa oraz jego własną ode­zwę: »Jak nie należy urządzać demonstracji«, stawiającą ol­brzymi znak zapytania nad całą tą »partią«, ani na odezwę »Pod pręgierz«, gdzie wskazałem, kto organizował te pogromy, nawet wtedy, gdy została ona przedrukowana prze? «Goniec* w art. » Walka z socjał -litwactwem” z dnia 18 maja 1911, ani na szereg mych listów i artykułów w »Gońcu« (13 maja i9!l, 30 maja 1911, 18 czerwca 1911, 7, 8, 9 czerwca 1911, 10 listo­pada 1911). Z tych ostatnich zwłaszcza odpowiedź » Izraelicie» (13 maja 1911), odpowiedź «Wolnemu Głosowi» p. t. »0 po­gromy ludu polskiego« (18 czerwca 1911), oraz art. «Tyszko Ska« (10 listopada 1911), ujawniały zupełnie wyraźnie, iż niemoc »S. D. K. P. i L.« wytłumaczenia się przed ogółem z tych wszystkich zarzutów jest dla niej wyrokiem śmierci.

Zaś brudne napaści, obficie sypane pod moim adresem w warszawskich organach Warskich i Kradków, przy milczącym potwierdzaniu przytaczanych przeze mr.ie fa­któw i argumentów, tem dosadnie; malowały beznadziejne po­łożenie socjał-litwactwa.

Na zakończenie tego rozdziału podam treść odezwy »Pod pręgierz«, wydanej w Paryżu, w styczniu 1911 i prze­drukowanej przez »Goniec« warszawski.

Pod pręgierz!

-S. D. K. P. i L.« zachowuje grobowe milczenie, kryjąc się przezornie za wrzaskiem, który w jej obronie podnoszą nacjonaliści żydowscy różnych kierunków i sekundujący im nie­liczni renegaci polscy. Nic dziwnego! Jej własna odezwa z gru­dnia 1904 r jest publicznym aktem oskarżenia przeciwko niej, dowodzi bowiem niezbicie, iż zbrodnie potworne, dokonane przez tę organizację. były jej narzucane świadomie przez kie­rownicze centrum tej ’Partyki*. Powoływanie się bowiem na lekkomyślność lub niepoczytalność jej kierowników « nie może w ogóle służyć żadnemu usprawiedliwieniem, bo od kliki bez myślnych kretynów lub niepoczytalnych wariatów nie może zależeć życie i mienie szerokich rzesz ludu polskiego.

Zresztą co do świadomości ’kierowników” — odezwa powyższa rozwiewa ostatnie wątpliwości.

Lecz odpowiedzialność moralna za te zbrodnie spada je­dnak na całą organizację, choćby je popełniała całkiem bez­wiednie, idąc tylko za impulsem dawanym z »góry«. Zauważmy bowiem, iż wszystkie pogromowo-antypolskie eksperymenty «kierownictwa* tej organizacji mogły się udawać tylko w sto­sunku do Polaków. Nie ulega najmniejszej wątpliwości,., iż gdyby który z socjał-litwackich » kierowników* próbował wywołać analogiczną akcję, skierowaną przeciwko ideałom,, życiu i mieniu mas żydowskich, wnet by przeciwko temu ostro zareagował instynkt rasy żydowskiej, która tę organizację stworzyła i udaremniłby w zarodku tego rodzaju »taktykę«.

Przeciwnie! Ilekroć najlżejsze, choćby zupełnie urojone niebezpieczeństwo zagrażam żydom, natychmiast >S. D. K, P. i L.« śpieszyła mobilizować w ich obronie proletariat polski. Dlaczegóż więc ten zbawienny instynkt nauczał. gdy szło o » go­jów”. Skąd taka różnica w reagowaniu na krew polską i ży­dowską?

Jasną tedy jest rzeczą, że gdyby nawet najbardziej zde­moralizowane indywidua siały na czele tej organizacji, nigdy by im się nie udało wywołać owych rzezi (,w imię » trupa Polski <!), gdyby ta organizacja była polską: instynkt łą­czności narodowej z ludem polskim stanąłby temu na przeszkodzie i doprowadziłby do wyrzucenia owych indywiduów z organizacji.

Lecz czyż można owe pogromy wytłumaczyć samą tylko » żydowskością « »S. D. K. P. i L.«? Że nacjonaliści żydowscy są obojętni na męki i katusze Polski i lubią z nich publicznie podrwiwać, że ich nie wzruszają krew i łzy ludu polskiego i mogą niemi lekkomyślnie szafować — to jest zupełnie zro­zumiałe i oczywiste.

Lecz przypuścić, iżby mogły się znaleźć takie warstwy w żydostwie, które by pragnęły świadomie napawać się cynicznie cierpieniami Polski i pławić się w potokach krwi polskiej — to byłoby wyraźnym oszczerstwem, rzuconym na żydów. Z nieubłaganą więc logiką musi to naprowadzić na myśl, iż tu, poza antagonizmem tej organizacji, kryje się niesłychana, potworna korupcja w jej kierowniczym centrum, umiejętnie wyzyskująca dla swych ohydnych pogromowo – antypolskich celów antagonizm tej organizacji, które, czujność i świadomość są uśpione, ponieważ wszystkie te eksperymenty nie są skierowane przeciwko żydom. Tym sposo­bem wprawdzie moralna odpowiedzialność spada na całą organizację, lecz karna tylko na jej na­czelne kierownictwo, które podeptało cynicznie nakazy własnej odezwy-

Doszedłszy do tego wniosku, aby zapobiec wznowieniu tych » eksperymentów – — znanych mi tylko z opowiadań i opisów, gdyż, niestety, bezpośrednio z niemi się nie stykałem — umie­ściłem w »Myśli Niepodległej«: art. » Pogromy pogromcy”, który był sygnałem ostrzegawczym dla ogółu przed ta organizacją. Wrzawa, jaka się podniosła — przy uporczywym mil­czeniu ze strony samej »S. D. K. P. i L.— wykazała, iż wystąpienie moje było koniecznym.

W broszurce «Jeszcze o pogromach obszerniej pisałem î umotywowałem swoje poprzednie twierdzenia.

Teraz więc z kolei trzeba wykryć winnych owych zbrodni. Doszliśmy, że odpowiedzialność karna za nie spada na kiero­wnicze centrum, w którem korupcja wszechwładnie zagnieź­dzić się musiała. Jak wiemy VI. Zjazd tej »partii” uchwalił wznowienie tej «taktyki”.

Kto na tym zjeździe żądał tego? Kio narzucił ją zjazdowi? Idzie, rzecz prosta, o faktycznych inicjatorów, nie zaś podstawione figury.

Bo ogół ma zupełnie fałszywe pojęcie o tem, kto stoi faktycznie na czele tej organizacji i o wszystkich jej akcjach decyduje

Głównym kierownikiem tej organizacji, rządzącym w niej niepodzielnie, jest jakiś litwak, t. zw. »Tyszko«. Na to wiele źródeł wskazuje. List K. Zalewskiego (znanego działacza tej »partii*) do »Towarzyszy« z »S. D. K. P. i L.* z końca 1908 r. wskazuje jako niezmiernie zgubny dla tej »partii< fakt — wszechwładne grasowanie w niej owego «Tyszki s który prawie wcale kraju nie zna (patrz wzmiankę o tem,

»Przedświcie«, Nr 1 -’Odpowiedź na brudne napaści» — o »bohaterze i dyktatorze esdecyi — Tyszce*)-

W. Sedecki w swych artykułach o »socjał-litwactwie« w „Przedświcie” tegorocznym niejednokrotnie zaznacza roz­kładowy, jaskrawię antypolski, wpływ tego indywiduum. „Przed­świt”, Nr. 1, str. 30: na czele organizacji S. D. stoi żyd ro­syjski, który po dziś dzień nie nauczył się mówić ani pisać poprawnie po polsku, który z nienawiści do Polski uczynił swój program polityczny, a pod którego żelazna ręką ucinają się nawet najwybitniejsze figury „S. D. K. P. i L.« » Przedświt-, Nr. 4, str. 232. W owej klasowej i masowej» organizacji wszechwładnie rządzi litwak, nie mający absolutnie nic wspólnego ze społeczeństwem, ani z proletariatem polskim”.

Dalej w dodatku do Nr. 22 »Gołosa Socjał-Demokrata” zatytułowanego «Tryumf intrygi « (sTorżestwo klauzy*) >S. D K. P. i L.« jest nazwaną zjadliwie firmą ’Tyszko i Ska«, organizacja »mieńszewicka” oświadcza, iż nie uznaje nad sobą ‘jurysdykcji Tyszki* i t. p.

Wreszcie Nr. 3 Solidarności Robotniczej«, organ opozycji w „S. D. K. P. i L.«, cały jest przepełniony walką z owym ^Tyszką- i tyszkowcami (jego narzędziami bezpośredniem’)

  • wyraźnie wskazuje, iż ów »Tyszko« jest wszechwładnym dyktatorem >S. D. K. P. i L.«.

Sprawa więc jest jasna: do odpowiedzialności karnej przed społeczeństwem polskim musi być pociągnięty ów litwak – dyktator, »Tyszko« — kto decyduje o wszel­kiej akcji, ten za nią publicznie odpowiadać musi…

A wraz z nim trzeba pociągnąć do odpowiedzialności.- wszystkich „tyszkowców«, którzy posłusznie wszelkie jego na­kazy przeprowadzają i w czyn wcielają.

Organizacja sama »S. D. K. P. i L.« winna być rozwiązaną, gdyż zbyt łatwo nadaje się do antypolsko- pogromowych eksperymentów (zapowiedzianych na nowo na jej VI. zjeździe).

Sąd winien dokładnie zbadać, dlaczego ów litwak- dyktator i klika owych »tyszkowców« — dopuścili do tych rzezi, komu były one potrzebne, oraz jaki jest charakter korupcji w centrum.

Tego domagają się krew, łzy i cierpienia ludu polskiego, tak obficie nagromadzone przez ową »partię« wreszcie cały ogół polski winien ostro przeciwko niej zareagować. Inaczej, »chyba, że sumienie w Polsce zamarło”…

Za: http://www.gazetawarszawska.net/pugnae/838-unszlicht1?showall=1

————————————————————–