9 Czerwiec 2019

            25 lat temu 30 czerwca 1994 r. Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa po 42 latach i dwóch miesiącach zaprzestała nadawania z Monachium. Przez kolejne 2,5 roku dożywała swoich dni w Warszawie. Resztówka RWE Inc. nie znalazła w Polsce partnera gotowego z nią współpracować, a prywatyzacja się nie udała. Jest pewnym paradoksem, że pokonał ją wolny rynek mediów, o który walczyła i że jego antykomunistyczna legenda traciła na znaczeniu w miarę jak w Polsce ubywało tematów tabu.

          Rozgłośnia była w PRL jedynym niecenzurowanym przez komunistów środkiem masowego przekazu w pewnych okresach, zwłaszcza politycznych buntów i przełomów słuchanym masowo. Władze PRL uważały RWE za swego ideologicznego wroga ponieważ dążyły do utrzymania monopolu na słowo będące w komunizmie instrumentem sprawowania władzy. Z RWE walczono w PRL na trzy sposoby: w latach 1952-1956 i 1971-1988 usiłowano ją zneutralizować zagłuszaniem, przez cały czas infiltrowano i penetrowano wywiadowczo, zwłaszcza na przełomie lat 60 i 70 i w pierwszej połowie lat 70, gdy ważyły się jej losy oraz pierwszej połowie lat 80. Nie szczędzono wymyślnych prób, by ją  zdyskredytować i nieustannie dawano propagandowy odpór.

         Było to radio dające wgląd za kulisy władzy, obrosłe mitem dzięki zagłuszaniu i korzystaniu z niedostępnych ogółowi słuchaczy źródeł informacji. W latach 60. opowiadano dowcip o Józefie Cyrankiewiczu, który schodząc z trybuny po wygłoszeniu przemówienia natknął się na kierowcę z szelkami. Zapytał po co mu je daje i w odpowiedzi usłyszał, że Wolna Europa mówiła, że w trakcie przemówienia premierowi opadły spodnie.  Ustanie zagłuszania z dniem 1 I 1988 r. odebrało rozgłośni smak owocu zakazanego. Stała się  dobrze słyszalna także dzięki retransmisji na falach IV ogólnopolskiego programu Polskiego Radia, ale jej szczupłe siły i ograniczone środki zderzyły się z rozbudzonymi oczekiwaniami słuchaczy – zaczęła nasuwać skojarzenia z żaglowcem w erze odrzutowców. Legenda będąca jej siłą okazała się kulą u nogi. Przestała wpisywać się w gusta młodych wiekiem słuchaczy, na które nastawił się rynek komercyjnych mediów.

        Wolna Europa była wyjątkowym radiem finansowanym w różnych okresach przez CIA, Departament Stanu i Kongres, o znacznym zakresie niezależności redakcyjnej. Nadawało z  Monachium, stosunki pracownicze kształtowało prawo niemieckie, a pracowali w nim polityczni uchodźcy z Polski, Czechosłowacji, Węgier, Rumunii, Bułgarii i ZSRR. Nad wszystkim czuwali Amerykanie z doświadczeniem w mediach korporacyjnych bądź z politycznym stażem w Kongresie lub dyplomacji.

       Amerykanie mieli także rządową rozgłośnię – Głos Ameryki, gdzie zakres swobody redakcyjnej był mniejszy niż w RWE, ale z punktu widzenia polityki Waszyngtonu oba radia uzupełniały się. Na początku lat 50. był nawet dowcip: jaka jest różnica między Głosem Ameryki a Radiem Wolna Europa. Odpowiedź: W Głosie Ameryki Polacy uprawiają politykę amerykańską, a w Wolnej Europie Amerykanie polską. W podtekście było twierdzenie, że obie rozgłośnie różniło niewiele. Jest to krzywdzące dla RWE pomyślanej jako alternatywa dla cenzurowanych massmediów krajowych, ale warto pamiętać, że Departament Stanu sterujący Głosem Ameryki także w Monachium miał wiele do powiedzenia, a gdyby nie jego dyskretna zgoda, to CIA nie tylko nie miałaby wolnej ręki w utworzeniu radiostacji w amerykańskiej strefie okupacyjnej Niemiec, ale nie utworzono by nawet Narodowego Komitetu Wolnej Europy będącego sponsorem rozgłośni.  

      Genezy Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa znanej początkowo pod nazwą Głos Wolnej Polski, roli polskiej emigracji anty-jałtańskiej w jej utworzeniu, działaniom Służby Bezpieczeństwa i innych spraw dotyczy opublikowana właśnie we wrocławskim wydawnictwie Lena moja dwutomowa książka Pięknoduchy, radiowcy i szpiedzy: Radio Wolna Europa dla zaawansowanych. Wyrazem aktualności tematu jest widoczny nawet w filatelistyce kult dyrektora Jana Nowaka (Zdzisława Jeziorańskiego). On to obok Zdzisława Najdera dbał o umeblowanie polskiego życia politycznego po 1989 roku. Choć dwaj panowie N. nie znosili się wzajemnie, ich działania miały sporo wspólnego, a ogląd wielu spraw był pokrewny. Tematem książki jest także ideowe pokrewieństwo politycznych ugrupowań NiD-u (Niepodległości i Demokracji), w którym Nowak był ważną postacią oraz PPN-u (Polskiego Porozumienia Niepodległościowego), którego animatorem był Najder. 

     Niewiele dotychczas napisano o rozpracowywaniu dyrektora Zdzisława Najdera przez jednego z najsłynniejszych agentów PRL Andrzeja Madejczyka ps. Lakar pod flagą zachodnioniemieckiego BND. Nie tylko zresztą Najdera. Madejczyka podejrzewam m.in. o zaaranżowanie wpisania rzymskiego korespondenta RP RWE Marka Lehnerta na czarną listę Sala Stampa i nasłanie niemieckiego kontrwywiadu na redaktora Piotra Załuskiego.

     W „Pięknoduchach, radiowcach i szpiegach” jest dużo o rozpracowywaniu Jana Nowaka. To historia sensacyjna sama w sobie, globalna akcja bezpieki, materiał na filmowy scenariusz o fałszywym bohaterze, który bezwzględnymi metodami bronił własnej legendy. W tle jest okupacja, zbrojne podziemie, komunistyczny wywiad, piękna kniaziówna i kandydat do literackiej nagrody Nobla, któremu wzbraniano dostępu do anteny. Odmiennie niż Stefan Wysocki i Andrzej Pomian argumentuję, że przegrana Nowaka przed sądem w Kolonii w lipcu 1975 r. i jego pośrednie przyznanie się do pracy w hitlerowskim zarządzie pożydowskiego mienia były bez związku z jego odejściem z Monachium. Podobnie zresztą jak awantury w zespole. O odejściu Nowaka przesądziła utrata parasola ochronnego CIA na fali reorganizacji w przededniu połączenia RWE ze Swobodą.

      Nowaka, podobnie jak jego prawą rękę Tadeusza Żenczykowskiego obciąża afera Bergu – wywiadowczej współpracy delegatury WiN-u z wywiadem amerykańskim w celu stworzenia w Polsce piątej kolumny na wypadek konfliktu z Sowietami, firmowanej przez emigracyjne stronnictwa: narodowców, socjalistów i nidowców. NiD to ugrupowanie, w którym Nowak choćby z racji stanowiska w Monachium był ważną postacią. Dyrektorską nominację, czego nigdy nie przyznał zawdzięczał Delegaturze WiN-u. Okoliczności nominacji zatajał, by nie łączono go z aferą Bergu. 

     Starałem się oddemonizować Johanna Kassnera, firmującego treuhanerskie oskarżenia pod adresem Nowaka przedstawionego przez niego w fałszywym, złowrogim świetle, mimo iż wiedział o jego zasługach dla wywiadu AK. Chciałem też obronić „wrogów wewnętrznych” Nowaka: Ptaczka, Zamorskiego i Trościankę przed agenturalnymi pomówieniami z jego strony.

    Nie jest szerzej znane to, że RWE była dezinformowana przez bezpiekę niemal od samego zarania. Jesienią 1952 r., a więc w kilka miesięcy po rozpoczęciu nadawania agent Karol, który trafił do oddziału delegatury WiN-u w Monachium skutecznie przekonywał dyrekcję rozgłośni o niecelowości bojkotu pierwszych po wojnie wyborów do Sejmu. Ważnym agentem wpływu był w Monachium Anatol Kobyliński, dyrektor Biura Zarządu Głównego SPATIF-ZASP, który od przełomu lat 60. i 70. , aż do końca lat 70. urabiał nastawienie rozgłośni do opozycji demokratycznej w Polsce odwiedzając przyjaciela z dawnych lat redaktora RP RWE Henryka Rozpędowskiego i spotykał się z dyrektorami Nowakiem i Michałowskim. Kobyliński odegrał też rolę w dezinformowaniu opozycji w Polsce o stosunku Wolnej Europy do niej. Po wyjeździe (faktycznie przerzucie) z Polski do Niemiec w 1982 r. zatrudnił go Najder. Ciekawostką jest to, że Kobyliński chciał połączyć emigracyjny ZASP w Londynie z ZASP-em w PRL i był typowany do przedstawicielstwa emigracyjnej Rady Narodowej w Niemczech.

   Oprócz niego po raz pierwszy ujawniam w książce agentów Służby Bezpieczeństwa: Krzysztofa Witonia i Bogdana Molińskiego. Pierwszy z nich współpracował z nią przez kilka miesięcy w 1982 r. po zwolnieniu z internowania, następnie wznowił współpracę w dwa lata po przyjęciu go do Monachium. W przypadku Molińskiego wygląda na to, że był wysłany do wkręcenia się w którąś z anglosaskich placówek wojskowych lub semi wojskowych, ale mu się nie udało i ugrzązł w Waszyngtonie – najpierw w Głosie Ameryki, a następnie jako korespondent RP RWE. Wraz z odejściem z RWE na własną prośbę w maju 1987 tajemniczo zniknął. Rozgłośni bardzo zaszkodził też kontakt informacyjny Andrzeja Madejczyka w Rzymie – Dominik Morawski, korespondent RP RWE, sekcji polskiej BBC i współpracownik „Kultury”.

   Kilku pracowników RWE było w MSW rejestrowanych, ale wiele z tych rejestracji nie wyszło poza wstępne zainteresowanie. Inni mogli z SB współpracować w Polsce, ale nie ma dowodów, że robili to w Monachium. Trudno więc uznać ich za agentów w przyjętym znaczeniu tego słowa, nie mniej ich zaszłości, jeśli udokumentowane warte są odnotowania. Trzeba też rozróżnić między osobnikami wprowadzonymi do rozgłośni jako agenci (Mieczysław Lach, Andrzej Czechowicz) od tych, których zwerbowano, gdy już w rozgłośni pracowali (Jerzy Bożekowski, Janusz Koryzma, Krzysztof Witoń).

    Akcje Służby Bezpieczeństwa przeciwko Radiu Wolna Europa w Monachium to jeden z głównych wątków książki. Inne to m.in.: wątek emigracyjny i polityczny. Rozgłośnia była placówką emigracji anty-jałtańskiej, według Cata Mackiewicza nagrodą pocieszenia za Jałtę. Jej renoma jest zasługą weteranów Polskich Sił Zbrojnych, DiP-isów, AK-owców, ale najwybitniejszego pisarza na emigracji Józefa Mackiewicza nie dopuszczano na antenę. Najostrzej zwalczali go dawni działacze Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej Armii Krajowej, którzy po wojnie wstąpili do NiD-u obsadzając kierownicze stanowiska w Rozgłośni Polskiej RWE i współpracując z wywiadem USA. Bez Józefa Mackiewicza nie można zrozumieć, czym było Radio Wolna Europa, z pewnością nie można zrozumieć Jana Nowaka.

   Wątek polityczny książki dotyczy nastawienia rozgłośni do ważnych wydarzeń w kraju, pojmowania jej roli przez poszczególnych dyrektorów, stosunków dyrekcji polskiej z amerykańską i zdalnego sterowania oczekiwaniami politycznymi Polaków. Głównym sensem działalności rozgłośni w Monachium było kształtowanie przekazu, tłumaczenie sensu wydarzeń, ustawianie poprzeczki politycznych oczekiwań i wyobrażeń słuchaczy. Ten aspekt działalności RWE był ważniejszy niż walka z cenzurą, która choć na pierwszym planie była tylko środkiem. Celem było kształtowanie myślenia ludzi zdolnych wpływać na opinię publiczną zgodnie z długofalowym interesem Stanów Zjednoczonych, a interes był tyleż polityczny, co finansowy.

   Pod wątek polityczny podpada idea partnerstwa polskiej emigracji politycznej, dyrekcji rozgłośni polskiej i Amerykanów będąca u genezy rozgłośni. Zakładała, że zorganizowane wychodźstwo ma wpływ na obsadę personalną polskiej redakcji i jest konsultowane w sprawach politycznych. Idea ujawniła swoje ograniczenia w 1955 roku, gdy emigracja w USA wystąpiła przeciwko tzw. akcji balonowej na Polskę, a mimo to CIA utrzymała ją, w następstwie czego dyrektor nowojorskiej redakcji Stanisław Strzetelski podał się do dymisji.

   Nie jest szerzej znane to, że rozgłośnia była blisko procesów integracyjnych i globalizacyjnych po II wojnie światowej. Pierwszym przewodniczącym Komitetu Wolnej Europy – organizacji nadzorującej tworzenie radia w Monachium był C D Jackson, jeden z współzałożycieli grupy Bilderberg – przyjaciel prezydenta Eisenhowera i wydawca magazynu „Time”. Inny współzałożyciel Bilderbergu Józef Retinger był inspiratorem Zdzisława Najdera. Z kolei Najder znał Zbigniewa Brzezińskiego, który był politycznym guru Jana Nowaka i bliskim współpracownikiem Davida Rockefellera. Swoją wymowę ma także to, że zamykany w Monachium Instytut Badawczy – ważny element działalności radia zgodziła się finansować przez pewien czas Fundacja George’a Sorosa, a jego uniwersytet w Budapeszcie przejął papierowe RWE.

   Co wynika z ponad 40-letniej działalności Radia Wolna Europa? Jednym ze skutków jest ukształtowanie w Polsce mitu Ameryki jako kraju pryncypialnego, któremu w światowej polityce chodziło o wartości, życzliwego hegemona, przyjaźnie nastawionego do Polski.  Drugim było przekonanie o reformowalności komunizmu – Wolna Europa, co nie zawsze rozumiano w Polsce, nie była nastawiona na obalenie komunizmu, lecz jego konwergencję, rozmiękczanie, ewolucję itp., co znajdowało wyraz we wspieraniu tzw. partyjnych liberałów. To podejście zatriumfowało po dojściu do władzy Michaiła Gorbaczow, czego skutkiem była tzw. ustrojowa transformacja – odgórny proces zmian sterowany przez komunistów, firmowany przez dokooptowaną do systemu władzy „konstruktywną opozycję”.

   Wolna Europa kibicowała i wspierała przemysł ustrojowej transformacji marginalizując antysystemową opozycję niepodległościową. Jej dorobek wpisuje się w obecną polityczną rzeczywistość Polski, ale zostawia niedosyt.

Pięknoduchy, radiowcy, szpiedzy: Radio Wolna Europa dla zaawansowanych – książka wydana nakładem wrocławskiego wydawnictwa Lena (78 PLN, 20 $, 20 GBP, 20 € + p & p). Zamówienia: e-mail: info@wydawnictwo-lena.pl

Nadesłał: wolna-polska@wp.pl

————————————————-