13 Czerwiec 2019

21 tez samorządowych. „Rozbiór Polski” czy coś jeszcze groźniejszego?

fot. ostrowiec.pl
 

Zaprezentowany przez opozycję projekt „21 Tez Samorządowych”, zmierzający do skrajnej decentralizacji państwa został już okrzyknięty mianem „rozbioru dzielnicowego” Polski. Politycy Zjednoczonej prawicy straszą „rozbijaniem dzielnicowym Polski”, ale milczeniem pomijają to, co w programie jest najistotniejsze. Chodzi o realizację założeń „zrównoważonego rozwoju” wraz z całym rewolucyjnym bagażem wyartykułowanym w Agendzie 2030. Miasta-państwa stanowić bowiem będą idealne środowisko do wdrażania najśmielszych pomysłów neomarksistowskich „wizjonerów”.

„21 Tez Samorządowych” – dokument po konsultacjach z mieszkańcami, sektorem pozarządowym i całym środowiskiem samorządowym – ma zostać przekuty w postulaty „Samorządnej Rzeczpospolitej”, a w przyszłości stać się podstawą do tworzonego prawodawstwa. Celem jest to, by w 2020 roku miasta i gminy uzyskały prawodawstwo „godne demokratycznej Polski w Europie”. To mieszkańcy mają sami decydować o losach swoich wspólnot. W założeniu. Bo ideowe podwaliny budowy postulowanych samowładnych miast-państw są zgoła odmienne. Miasta mają bowiem stać się narzędziem kontroli umysłów ich mieszkańców. Cele te – zwarte w pojęciu „zrównoważonego rozwoju” – opisuje Agenda na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju 2030. To rezolucja ONZ przyjęta do realizacji przez wiele krajów świata zawierająca deklarację wdrażania zawartych w niej celów „rozwojowych”.  

Jaką zatem przyszłość chce zgotować nam [Zjednoczona Prawica – ad] czyli dzisiejsza [tzw. – ad] opozycja?

Agenda 2030 wśród swoich celów (Cel 11) wymienia następujące zadanie: „Uczynić miasta i osiedla ludzkie bezpiecznymi, stabilnymi, zrównoważonymi oraz sprzyjającymi włączeniu społecznemu”.  Chodzi na przykład o zapewnienie wszystkim ludziom dostępu do odpowiednich, bezpiecznych i przystępnych cenowo mieszkań i podstawowych usług oraz stworzenie bezpiecznego transportu, ze wskazaniem na transport publiczny. To również wdrożenie zrównoważonych planów urbanizacyjnych sprzyjających włączeniu społecznemu, ochronie dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego. Miasta mają stać się też „eko” (jakość powietrza, gospodarka odpadami, tereny zielone). W program mają być włączane kolejne metropolie.

Tyle program. A rzeczywistość? W realizowanych już po trosze wizjach, miasta mają być odpowiednio mocno zagęszczane, mają dawać mieszkańcom pracę i łatwą rozrywkę, mają ich wciągać w swoje życie – oczywiście wyłącznie na oferowanych przez lewicowo-liberalną agendę zasadach. Za komfort i „fajność” trzeba bowiem zapłacić choćby utratą wolności, tożsamości, prywatności, własności, zgodą na wszechobecną inwigilację, sterowanie nastrojami i decyzjami. Miasta bowiem promować mają rozwiązły tryb życia, a co za tym idzie łatwo dostępną antykoncepcję, aborcję, a dla „znudzonych życiem” i „niepotrzebnych” – eutanazję. Miasta-państwa mają być „udoskonaleniem” komunistycznej wizji świata. Bez Boga. Zastąpić ma go kult „Matki Ziemi”. To daje nomen omen „zielone światło” dla wszelkich inicjatyw spod znaku „eko”.

Ponadto obywatele miast mają być „równi”, a własność ma być pojęciem względnym. Stąd promowanie publicznych bądź ogólnodostępnych środków komunikacji, zachęta do oderwania się od miejsca zamieszkania i prowadzenia nomadzkiego trybu życia. Wyrwanie ze środowiska ma swój cel – podatność na suflowane trendy tzw. kultury.

Owe miasta-państwa mają same o sobie stanowić. „Rozbiór dzielnicowy” nie wydaje się więc być celem samym w sobie. To tylko sposób na wyrwanie mocnych ośrodków spod „więzów” kultury chrześcijańskiej i tworzenia nowego „nowoczesnego człowieka”. Wieś ma tylko zapewniać niezbędne ilości żywności, dlatego też liczba (biorąc pod uwagę możliwości nowoczesnego rolnictwa) jej mieszkańców nie powinna być w tej wizji zbyt liczna.

Chodzi zatem przede wszystkim o władzę i pieniądze. Sączona nam za pomocą pięknych słów i szczytnych celów Agendy 2030 ideologia „zrównoważonego rozwoju” powoli zmienia sposób myślenia całych społeczeństw. Staje się nowym wyznacznikiem moralnym. Jesteś przeciw aborcji? Odmawiasz praw kobietom! Ostrożnie podchodzisz do problemu imigrantów? Jesteś niebezpiecznym nacjonalistą! Korzystasz z paliw kopalnych? Zabijasz Matkę Ziemię! Zresztą i tak „ludzkość to rak, który toczy planetę”!… Oto język „nowego człowieka”…

Przekaz ten przekłada się na konkretne zachowania i zmianę oczekiwań całych społeczeństw. Tego rodzaju ruchy mają podłoże polityczne i gospodarcze. Chodzi o wyeliminowanie znaczenia państw, których miejsce zająć mają struktury międzynarodowe – jako widoczni gracze. Bo w tle pojawiają się tzw. NGO-sy (organizacje pozarządowe) i gra o wielkie pieniądze. Jak nietrudno zgadnąć, w projekt ten przez lata nie wpisywał się Kościół katolicki. Stąd tak widoczne dziś starania o zmniejszenie jego wpływów – a to poprzez zniszczenie lub przynajmniej zwinięcie jego do roli „organizacji charytatywnej”, a to znów poprzez instalowanie wewnątrz Kościoła „ideałów” Agendy 2030.

Rewolucja obyczajowa, której wszyscy jesteśmy świadkami, a która ostatnio wyjątkowo intensywnie daje o sobie znać na polskich ulicach, jest niczym innym jak mocnym orężem w tej walce.

„21 Tez Samorządowych” a „zrównoważony rozwój”

Jak ogłoszone „Tezy Samorządowe” mają się do przedstawionej wizji zrównoważonego rozwoju miast? Prześledzimy je krótko, krok po kroku z punktu widzenia rewolucji.

1. Pełne prawo wspólnoty samorządowej do samodzielnego decydowania o całokształcie spraw lokalnych. Wedle tego założenia samorządy mają uzyskać pełną samodzielność: prawną, organizacyjną i majątkową w zakresie realizacji zadań własnych. Kontrolę nad nimi mają sprawować mieszkańcy. Oznacza to, że miasta – zwłaszcza te duże – otwarte na zmiany kulturowe (co widać po wynikach wyborów) będą kształtowały swoje własne zasady życia – niezależnie od przepisów państwowych. Ot, pole do popisu dla rewolucji obyczajowej.

2. Budowa społeczności lokalnej solidarnej i otwartej, przeciwdziałanie wykluczeniom. Wytrychem jest tu niedyskryminacja mniejszości – bez względu na wiek, pochodzenie, światopogląd, niepełnosprawność, wyznanie czy orientację seksualną. Namiastkę tego co ma się wydarzyć są Gdańsk i Warszawa wraz z ich otwartością i pośpiechem w realizacji postulatów środowisk LGBT+.

3. Przekształcenie Senatu RP w Izbę Samorządową. Umożliwi to aktywne uczestnictwo w tworzeniu regulacji prawnych. Będzie to zatem swoiste forum miast-państw, których włodarze mieliby zastąpić „monopol partii politycznych w procesie stanowienia prawa w Polsce”. W ten sposób polityka prowadzona w poszczególnych miastach otrzyma szansę na upowszechnienie.

4. Prawo społeczności lokalnej do decydowania o przyszłości swojej małej ojczyzny – zniesienie odgórnego ograniczenia kadencyjności. To postulat, który w praktyce może oznaczać niewymienialność władz samorządowych. Cóż, właściwie ukształtowana wspólnota, do tego odpowiednio kontrolowana, z pewnością potrzeby jakichkolwiek zmian we władzach nie dostrzeże. I żadna kontrrewolucja tu się nie przydarzy!

5. Obowiązek konsultowania z przedstawicielami samorządu i społeczności lokalnej wszystkich projektów ustaw. Sam postulat konsultowania projektów ustaw może i nie jest zły. Jednak zastanawia otwieranie drogi sądowej w przypadku „braku uzgodnienia” projektu. Powstaje też pytanie jak wielki wpływ na prawodawstwo krajowe miałyby samorządy? Bo można być pewnym, że postulaty stricte ideologiczne będą w kręgu ich zainteresowań. To przecież już widać w Warszawie czy Gdańsku.

6. Zwiększenie nakładów na edukację, godne pensje nauczycieli. Postulat – z punktu widzenia jakości edukacji – celny (o ile stawiamy nadal na system edukacji państwowej). Niemniej pamiętajmy, że wpływ na to co dzieje się w szkołach chcą otrzymać samorządy. Zatem państwo miałoby przekazywać jeszcze więcej środków na programy, nad którymi nie miałoby kontroli. A to już otwarcie drzwi dla powszechnej seksedukacji na całego!

7. Niezależna kultura angażująca społeczności lokalne. Samo w sobie hasło już jest kuriozalne. Jak połączyć niezależność i apolityczność z finansowaniem z środków publicznych? Właśnie! To zatem nic innego, jak otwarcie strumienia pieniędzy podatnika na pseudosztukę, której wykwity już teraz możemy „podziwiać” w niektórych galeriach czy teatrach, zwłaszcza miejskich. Zjawisko widać ma być jeszcze bardziej powszechne.

8. Decentralizacja służby zdrowia. Ochrona zdrowia ma być w rękach samorządów, a finansowanie służby zdrowia ma być ujęte w systemie „konkurencyjnych ubezpieczeń zdrowotnych”. O ile można dopatrywać się tu chęci wprowadzenia jakichś zdrowych mechanizmów, to pamiętajmy, że celem jest służba rewolucji. A zatem w pakietach ubezpieczeniowych zapewne znajdą się takie „usługi” jak antykoncepcja, aborcja, in vitro – o które tak mocno walczą miejskie środowiska lewicowe.

9. Skuteczna ochrona środowiska, walka ze smogiem. Kolejne zadanie specjalne dla gmin. Mamy tu już pewne doświadczenia – wciskanie na siłę elektromobilności (bez względu na bilans ekologiczny), zamykanie miast dla pojazdów spalinowych, tworzenie czystych stref, ograniczanie parkingów w centrach… Ekologizm ponad wszystko, bez względu na… ekologię. Celem jest nowy styl życia, nowa „religia” z nowym bóstwem.

10. Ochrona krajobrazu i przestrzeni publicznej. W ramach tego postulatu samorządy mają otrzymać wsparcie prawne i finansowe w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju przestrzennego. Czemu służyć mają te narzędzia, jak kształtowana będzie przestrzeń? Postulat warto rozważać wraz z kolejnym punktem.

11. Rozwój budownictwa komunalnego i społecznego. To kolejne „narzędzia prawne i finansowe” dla lokalnych społeczności na realny wpływ na politykę mieszkaniową. Postulaty znajdują odzwierciedlenie we wspomnianych wyżej celach Agendy 2030. To kształtowanie miast tak, by lepiej służyły realizacji jej celów. Przy okazji nową filozofię przestrzenną łatwo spiąć z upowszechnianym kultem ekologizmu.

12. Samodzielność samorządów w zakresie podatków lokalnych oraz działalności gospodarczej. Skoro gminy mają mieć swobodę w kształtowaniu prawa, muszą mieć też pieniądze. Stąd też proponowany mechanizm. To sposób na uzyskanie pełnej niezależności na realizowanie własnych zamierzeń – bez oglądania się na innych, w tym na państwo.

13. Środki z budżetu państwa muszą być adekwatne do zakresu zadań realizowanych przez samorządy. Punkt ten jest oczywistym następstwem wcześniejszego postulatu.

14. Decentralizacja rozdziału funduszy unijnych. Niezależne finansowanie „samorządowe” to tylko część sukcesu. Otrzymanie nieskrepowanego dostępu do funduszy unijnych da samorządom pełnię władzy.

15. Przekazanie społecznościom lokalnym mienia publicznego. To kolejny krok „usamorządowienia” tego co państwowe. Ma to służyć rozwojowi „potencjałów lokalnych i regionalnych”. Łatwo domyślić się gdzie będzie zapadała decyzja o tym kto i jak może się rozwijać.

16. Swoboda tworzenia związków metropolitalnych i obszarów funkcjonalnych. W Polsce wciąż liczba dużych miast jest za mała – z punktu widzenia możliwości wdrażania idei „zrównoważonego rozwoju”. Zamieszkuje w nich około 20 proc. populacji. Agenda 2030 postuluje tworzenie kolejnych tego rodzaju molochów. Cel takiego działania został opisany powyżej. Nie trzeba też tłumaczyć jakie korzyści daje objęcie ścisłą kontrolą większej liczby ludności.

17. Likwidacja urzędu wojewody. Pozostawienie władzy centralnej nadzoru nad legalnością działania jednostek samorządu terytorialnego. O ile można zastanawiać się na obecną formą działania na styku powiat– sejmik i zarząd wojewódzki– wojewoda, to jednak postulat ten oznacza całkowite zerwanie więzów z władzą centralną. Zresztą, spełnienie dotychczas wymienionych punktów sprawi, że funkcjonowanie przedstawiciela rządu w województwie i tak straci sens istnienia.

18. Zwierzchność powiatów i samorządów wojewódzkich nad zespolonymi służbami. Do przejęcia pełni kontroli potrzebne są sprawne służby. Nie mogą one więc być zależne od władzy centralnej, to mieszałoby szyki. Zresztą urząd wojewody będzie zlikwidowany. Samostanowienie – ot słowo klucz.

19. Odpolitycznienie mediów publicznych. Zarządzanie miastem-państwem nie będzie możliwe bez wpływu mediów. Nie dziwi więc postulat przejęcia lokalnych ośrodków przez „społeczność regionalną”. Jest to element walki o „rząd dusz”.

20. Policja municypalna. Prewencja i bezpieczeństwo w rękach mieszkańców – czyli lokalnych władz. To oczywiste, że nieodłącznym elementem urabiania „prekariatu” jest silna ręka. Służby zależne od władz krajowych mogłyby nie spełniać pokładanych w nich przez samorządowców nadziei. A przecież wiadomo, że chodzi o „bezpieczeństwo”.

21. Przywrócenie służby cywilnej. O stanowiska urzędnicze miałyby toczyć się konkursy, co miałoby sprawić wzrost profesjonalizmu i apolityczność. Bo jak wiadomo w samorządach nie występuje funkcja „znajomych królika”, nepotyzm nie istnieje, a zajmowanie funkcji w samorządzie jest równe z brakiem sympatii/przynależności politycznej. Postulat jest zatem niczym innym jak elementem tworzenia „mitu samorządowca” – prawego, sprawiedliwego, uczciwego profesjonalisty, tyle że w służbie nie partii, ale ideologii.

„21 Tez Samorządowych” – chcąc nie chcąc – znakomicie wpisuje się w założenia ideologii „zrównoważonego rozwoju”. Ba, urzeczywistnienie „Tez” byłoby milowym krokiem w realizacji założonych w Agendzie 2030 celów i wywróceniem życia jakie znamy do góry nogami.

Pomysł nie jest nowy, wszak już rewolucja komunistyczna w Rosji wymierzona była w opresyjne struktury państwowe. „Zrównoważony rozwój” jest tylko bardzo śmiałym rozwinięciem tamtych tez. Oto teraz nadejdą „lepsze” czasy i w miastach-państwach decydować będą już nie politycy, ale mieszkańcy…

Wolne żarty!

Marcin Austyn

Za: https://www.pch24.pl/21-tez-samorzadowych–rozbior-polski-czy-cos-jeszcze-grozniejszego-,68898,i.html

————————————————————————-