15 Czerwiec 2019

26 maja z wypiekami na twarzy obserwowałem przecieki wyników wyborczych. Byłem spokojny o swoją prognozę dla Konfederacji w przedziale 9-12%. Nadeszła godzina 21.00 – exit poll na poziomie 6,1%. Pomyślałem: nie jest dobrze, ale nie jest też źle. Uznałem, że korekta będzie raczej in plus, i z zadowoleniem wychyliłem szklaneczkę whisky w geście zwycięstwa. Rankiem 27 maja pierwszą rzeczą, jaką zrobiłem po otwarciu oczu, było sprawdzenie zweryfikowanych wyników. Jakież było moje zdziwienie, gdy odkryłem, że korekta owszem, nastąpiła, tyle że w dół… Nasuwa się myśl, że identycznie jak w przypadku wyborów do parlamentu w 2015 r. brakło niewiele do przekroczenia progu. Przypadek? Nie jestem fanem teorii spiskowych, ale drugi raz z rzędu? Czy to jest matematycznie możliwe? Potrzebowałem czasu, żeby to przegryźć i przemyśleć. Uważam, że to nie spisek, a zwyczajna porażka. Analizując wybory do eurokołchozu w 2014 r., do parlamentu w 2015 i niedzielne, po połączeniu z kilkoma kluczowymi czynnikami, wnioski nasuwają się same.  

Czas na nieco matematyki. Zaskakujące jest, że frekwencja wyniosła prawie dwa razy tyle, co przy ostatnich wyborach do europarlamentu. Liczba głosujących zwiększyła się z ok. 7,3 mln do ok. 13,76 mln. Wzrost frekwencji wyniósł zatem ok. 88,5%. Teraz porównajmy wyniki poszczególnych sił politycznych z uwzględnieniem wzrostu wynikającego z frekwencji. Na Konfederację oddano w niedzielę 621 tys. głosów. W 2014 r. siły Konfederacji, czyli Nowa Prawica JKM i Ruch Narodowy uzyskały 604 tys. głosów. Biorąc pod uwagę różnicę frekwencji, Konfederacja powinna otrzymać 1135 tys. głosów, czyli zniknęło 45% elektoratu… Opozycja totalna: Koalicja Europejska, Wiosna i Lewica Razem uzyskały w niedzielę w sumie 6246 tys. głosów. W 2014 r. te same opcje pod szyldami PO, SLD-UP, PSL, TR, i Zielonych otrzymały łącznie 3694 tys. głosów. Uwzględniając różnice poziomów frekwencji, powinni zanotować wynik na poziomie 6945 tys. głosów. To oznacza utratę 11% elektoratu. PiS w niedzielę zdobył 6193 tys. głosów. W 2014 PiS oraz partie Gowina i Ziobry uzyskały razem 2752 tys. głosów. Ponownie uwzględniając różnicę we frekwencji, powinni otrzymać 5174 tys. głosów, a uzyskali aż o 19,7% więcej! Trudniej natomiast odnieść się do losów Kukiz’15, ponieważ w 2014 r. to ugrupowanie jeszcze nie istniało. Wskazówką może być spojrzenie wstecz na wybory parlamentarne w 2015, kiedy to przy wyższej frekwencji zdobyło 1339 tys. głosów. W ostatnią niedzielę było to zaledwie 503 tys. głosów. Uwzględniając różnicę frekwencji, powinno teraz doliczyć się 1182 tys. głosów, co oznacza utratę 57,5% elektoratu. Porównując do wyborów z 2015 r., Konfederacja powinna mieć 654 tys. głosów, co jest równoznaczne z spadek liczebny elektoratu o 5%. Opozycja totalna w odniesieniu do 2015 r. powinna uzyskać 6462 tys. głosów, czyli zanotowała stratę 3,3% elektoratu. PiS w odniesieniu do 2015 r. powinien otrzymać 5041 tys. głosów, co z kolei oznacza wzrost elektoratu na poziomie 22,8%, przekładający się na 1152 tys. nowych sympatyków. Z ciekawostek warto dodać, że zaledwie ok. 27% osób w grupie wiekowej 18-29 lat poszło do urn, podczas gdy zwykle jest to ok. 50%. To samo dotyczy frekwencji w grupie 30-39 lat, z której głosy oddało zaledwie ok. 38% wyborców. Oprócz tego interesujące jest, że aż 72% głosujących rolników oddało głos na PiS, co zwiastuje rychły zgon PSL-u z przyczyn naturalnych. 

Na podsumowanie wyciągnąć można mało optymistyczne wnioski. Osób o poglądach prawicowych zarówno gospodarczo, jak i ideologicznie, jest w Polsce naprawdę niewiele. Sumując zwolenników różnych sił politycznych, będzie to może milion osób… Do tego trzeba o nich walczyć, bo orbitują wokół sił Konfederacji, Kukiz’15 i PiS. Wbrew temu, co się wydaje wyborcom PiSu, nie są oni prawicą ani gospodarczą, ani ideologiczną, chociaż reagują oburzeniem, jeśli podać im na to konkretne argumenty. Sytuacja jest paradoksalna, ponieważ w elektoracie opozycji totalnej i PiSu funkcjonuje całkiem spore grono osób o poglądach gospodarczo lub ideologicznie prawicowych, które głosują na poszczególne ugrupowania wyłącznie z motywów takich jak wrogość czy strach. Wiele osób głosuje na PiS z powodu nienawiści do opozycji totalnej i obaw względem jej rządów, z kolei na opozycję totalną głosuje wiele osób organicznie nieznoszących PiSu i Jarosława Kaczyńskiego, utożsamianego jednoosobowo z tą partią. Wielkość tego elektoratu, który jest prawicowy tylko ideologicznie lub gospodarczo, oceniam na ok. 10 mln osób. Pozostali wyborcy to osoby bez sprecyzowanych poglądów i częściowo lub całkowicie lewicowe. Niezależnie od porównań, czy to pomiędzy wyborami do eurokołchozu z 2014 i 2019 r., czy niedzielnych wyborów do wyborów parlamentarnych w 2015 r. pewne tendencje są wyraziste i trudne do przeoczenia. Prawica ma bardzo ograniczony stały elektorat, niewystarczający do przekroczenia progu wyborczego. Oczywiście jestem realistą i wiem, że niezależnie od tego, czy rządzić będzie PiS czy PO, ich przybudówki zadbają o alternatywy wyborcze, by maksymalnie utrudnić prawicy wstęp do parlamentu. Z tego powodu w 2015 r. pojawiła się partia Stonogi, która uszczknęła ułamek procenta brakującego partii KORWiN do przekroczenia progu. Z analogicznym celem pojawiła się partia Gwiazdowskiego, zdobywająca ułamek procenta z elektoratu prawicy potrzebny do przebicia progu wyborczego. Obie partie były ukierunkowane na elektorat prawicowy i było pewne, że to właśnie tym siłom odbiorą wyborców, a nie opozycji totalnej czy PiSowi. Oczywiście to tylko fragment układanki. Ważniejsza jest nieskuteczna kampania i ograniczenie jej zasięgu. Pracuję w branży, gdzie marketing i odpowiednie zareklamowanie produktu konkretnej grupie odbiorców jest kluczem do sukcesu. Widzę sporo analogii do kampanii wyborczej i jestem stuprocentowo przekonany, że pieniądze to tylko część sukcesu. Śmiem nawet twierdzić, że część drugorzędna. Warto wspomnieć, że trzeba się zastanowić nad tym, jak bardzo można przesunąć się bliżej centrum, gdzie znajduje się większy elektorat do zagospodarowania. Sama prawa strona i jej skrajna część wystarczy do skutecznego zamachu stanu, ale to zdecydowanie za mało, by zdobyć sensowny wynik wyborczy. Dotychczasowa tematyka jest w stanie przekonać tylko przekonanych, a widać, że też nie zawsze. W grupie stanowiącej największy elektorat Konfederacji, czyli wśród osób w wieku 18-29 lat, w porównaniu do lat poprzednich połowa nie stawiła się u urn. Trzeba znaleźć przyczynę, ponieważ nie do końca przekonuje mnie argument o świetnej pogodzie po kilku tygodniach ulewnych deszczów. Niezależnie od teorii o fałszerstwach, tworzeniu alternatyw wyborczych czy wpływie pogody, poszerzenie elektoratu zapewni wejście do parlamentu na jesień i pozwoli zbudować fundament stałej bazy wyborczej. Osobiście jestem zwolennikiem działań radykalnych, ale każde kolejne wybory udowadniają, że taką retoryką nic nie można wygrać. Trzeba wybrać, czy zostajemy na kanapie i marzymy, czy pragmatycznie wchodzimy do Sejmu i mamy realny wpływ na to, co się dzieje. Do przemyślenia pozostaje kwestia tego, co warto mówić, a czego unikać jak ognia. „Schowanie do szafy” Janusza Korwin-Mikkego uważam za sukces i jestem zaskoczony, że się na to zgodził. Warto iść tą drogą, ale samo to nie pomoże odnieść zwycięstwa. Albo nastąpi drastyczne przekierowanie, albo jedyną opcją jest budowa od zera nowego ugrupowania w miejsce tych po Konfederacji, które zjednoczy osoby z prawej strony unikające radykalnej retoryki. Czy Konfederacja wytrzyma spory, kłótnie i różnice w podejściu do wyborów? Bardzo wątpliwe, a czasu już nie ma – wybory są tuż-tuż. 

PiS odniósł kolejny sukces, co utarło nosa jego przeciwnikom. Wszyscy naśmiewają się z Jarosława Kaczyńskiego: staroświecki, nieprzystosowany życiowo, oderwany od rzeczywistości, a tymczasem on znów wygrywa wybory.Pozostaje zapytać: z kogo zatem się śmiać? Przyznaję otwarcie, że zagrywki, którymi zdobywa poparcie, nie podobają mi się. Jestem przekonany, że PiS nie miałby takiego poparcia, gdyby nie kilka kwestii. Pierwsza to fakt, że wielu osobom odpowiada obszerny socjal i państwo opiekuńcze oferowane przez PiS, czego dowodem jest przejście kilkuset tysięcy wyborców opozycji totalnej na stronę Jarosława Kaczyńskiego. Poniżanie i obrażanie ludzi myślących w ten sposób przez ostatnie 4 lata tylko utwierdziło ich w przekonaniu, że nie warto głosować na opozycje totalną. Do tego dochodzi ciągłe szykanowanie osób o wartościach propolskich i kościoła katolickiego, przez co wiele osób rezygnuje z poparcia opozycji. Widać to po wynikach wyborów i choćby po wiecach KOD-u. W moim rodzinnym mieście pierwsze manifestacje liczyły ok. 1000 osób, by już po roku spaść do zaledwie +/- 30 osób, a aktualnie problemem jest zgromadzenie nawet tylu. Problem opozycji totalnej polega na tym, że nie zrozumiała przyczyn porażki w 2015 r., i dlatego cały czas przegrywa kolejne wybory. Obserwując wypowiedzi jej polityków widać, że znowu nic do nich nie dotarło, i jesienne wybory przegrają z kretesem… Ostatnia kwestia to tematyka żydowska. Przed wyborami pisałem, że w Izraelu można wygrać antypolonizmem, a w Polsce niechęcią do Żydów. Wszystkie wydarzenia w ostatnim czasie z nimi związane dały mi do myślenia i bardzo mocno biorę pod uwagę, że te afery są ustawione… Oczywiście nie jest to na poziomie szefostwa organizacji żydowskich czy być może nawet na poziomie premiera Izraela, którzy zwyczajnie mówią to, co myślą. Natomiast ta kwestia realizuje interes Stanów Zjednoczonych. Zaraz podniosą się głosy, że przecież to Żydzi kontrolują Stany Zjednoczone, a być może cały świat… W rzeczywistości ich wpływy są o wiele mniejsze, niż większość z nas myśli, i nie ma co popadać w paranoję. Konkretne przesłanki przemawiają za teorią, że to jednak jest ustawka. W interesie Stanów Zjednoczonych jest utrzymanie proamerykańskiego, a nie proniemieckiego rządu, do czego prze opozycja totalna. Amerykanie wiedzą, że wówczas Niemcy wyrosną na mocarstwo i wejdą w otwarty sojusz z Rosją. Taki scenariusz zagrozi hegemonii Stanów Zjednoczonych tym bardziej, że w siłę rosną Chiny. Żeby zabezpieczyć Europę, trzeba zdusić w zarodu mocarstwowe zapędy Niemiec i Rosji. Większość ludzi zapomina, że realnie Niemcy są okupowane do dziś przez armię amerykańską, i że nie pozwala się im na rozbudowę wojska. Do tego dochodzi fakt, że w interesie Stanów Zjednoczonych jest budowa przeciwwagi dla Niemiec i Rosji w Europie, czego filarem może stać się Polska. By osłabić Niemcy, już puszczono setki tysięcy „uchodźców”, którzy po sprowadzeniu rodzin rozmnożą się być może nawet do dziesiątek milionów, a przecież fala nadal płynie. Kolejnym etapem mogą być roszczenia wojenne Polski względem Niemiec. Dziś ta koncepcja wywołuje uśmiechy zażenowania, ale mając odpowiednie poparcie okupanta Niemiec wszystko jest możliwe. Szczególnie że Niemcy, wbrew jakiemukolwiek prawu, wypłacili odszkodowania nawet za pozostawione mienie bezspadkowe… Wygląda na to, że Polska jest aktualnie miejscem przepychanek wpływów pomiędzy Amerykanami a Niemcami, i ci pierwsi chcą mieć pewność, że wygra PiS, a być może nawet zaatakuje jesienią na większość konstytucyjną. Nic tak nie przysporzy wyborców PiSowi, jak pokazanie oporu stawianego nielubianym Żydom. PiS jako pierwszy otwarcie odrzuca żądania i roszczenia, a szczerze wątpię, by się na to odważył bez cichego przyzwolenia. Do tego dochodzi skala żądań. Gdyby były rozsądne, to normalnym jest „zaproszenie” do negocjacji, jak było w przypadku pieniędzy z kont pożydowskich w bankach Szwajcarii. Natomiast skala 300 miliardów dolarów jest tak absurdalna, że w każdym człowieku budzi najgorsze emocje, i chyba mało kto nie uderzył pięścią w stół komentując to adekwatnymi epitetami. Takie działania zawsze przynoszą rezultaty odwrotne od zamierzonych i niegrzecznym byłoby sądzić, że Żydzi są aż tak nierozsądni. Jarosław Kaczyński byłby samobójcą chcąc spełnić takie żądania, a jak wskazałem wyżej – głupcem nie jest. Gdyby takie żądania istotnie miały miejsce, zostałyby załatwione dawno temu, i to pozakulisowo. Po co narażać się na pewną śmierć polityczną, zagrożenie własnego życia i gigantyczne zamieszki czy przewrót, skoro można np. pożyczyć pieniądze na procent wyższy niż zazwyczaj. Takie praktyki zaczęły się już w 1989 r. i uważam, że jeśli cokolwiek komuś spłacamy, to właśnie w ten sposób. Same koszty obsługi zadłużenia wyniosły w latach 2008-2017 ok. 340 miliardów złotych, czyli ponad 100 miliardów dolarów… Przez ostatnie 30 lat mogła się z tego uzbierać naprawdę gigantyczna kwota. Nikt rozsądny nie ryzykowałby, skoro można tę kwestię rozwiązać w taki sposób, że nikt nawet nie zauważy i nie zaprotestuje. Ostatnie wyniki wyborcze i analiza przepływu wyborców tylko mnie w tym utwierdzają.

Kończąc dochodzę do przygnębiającej konkluzji, że projekt polityczny z siłami Konfederacji wypalił się, i żadna reanimacja nie pomoże. Stworzenie nowego projektu, najlepiej z nowymi twarzami, zajmie całe lata, a jest przecież niezbędne do zdobycia szerszego elektoratu. Z obecnymi liderami i przekazem przekonamy tylko już przekonanych, co zaowocuje wyłącznie otarciem się o próg wyborczy. Wszystkie błędy popełnione przez opozycję totalną i Konfederację w połączeniu z odpowiednim zaadresowaniem programu przez PiS i grą roszczeniami żydowskimi spowodują, że możliwe jest osiągnięcie przez tych drugich większości konstytucyjnej na jesień. Nie mam wątpliwości, że PiS wygra. Pytanie tylko, z jak dużą przewagą.

Za: https://wprawo.pl/2019/06/03/pan-x-zydzi-nienawisc-i-socjalizm-czyli-jak-wygrywac-demokratyczne-wybory/

——————————————————————-