10 Lipiec 2019

Portalowi wPrawo.pl przekazano poświadczony podpisem opis wydarzeń, które miały miejsce w Jedwabnem 10 lipca 1941 roku. Autorem opisu jest Bohdan Wądołowski, ur. w 1926 r., mieszkający do 1943 r. we wsi Taraskowo położonej ok. 7 km od Jedwabnego, a w latach 1943-1944  w Jedwabnem. W tym czasie Wądołowski pracował u jedwabieńskiego krawca i z tego tytułu miał kontakt z wieloma klientami, którzy byli naocznymi świadkami wydarzeń w Jedwabnem. Oto fragment dokumentu ze spisanym zeznaniem Wądołowskiego:

„10 lipca już w godzinach przedpołudniowych przyjeżdżały, po jednym, wozy ciężarowe z uzbrojonymi Niemcami. Wozy te nie wzbudzały większej sensacji, wyjeżdżały za opłotki wszystkich ulic wylotowych z miasteczka. Tam Niemcy spokojnie wysiadali, wozy odjeżdżały jeszcze dalej, a załogi czekały na umówioną godzinę. Takich wozów przyjechać miało co najmniej 9. W każdym około 20 Niemców. O umówionym czasie zaczęli wszyscy iść do środka miasteczka, czyli do rynku, zagarniając po drodze mężczyzn – Polaków. Na peryferiach mieszkali przecież prawie sami gospodarze. Nie było to gwałtowne wyciąganie wszystkich, z przeszukiwaniem każdego domu, ale zagarnianie każdego, kto się dość łatwo po drodze  im nawinął.ku lub w jego pobliżu. Kiedy z której ze stron udało się doprowadzić do rynku jakąś grupę, większość Niemców wycofywała się, a pozostali zmuszali Polaków do pilnowania Żydów. W końcowej fazie było około 70 Niemców, z których jeszcze 30-40 wycofało się po drodze do stodoły. Prawdopodobnie ci wsiedli na dwa lub trzy wozy, które przyjechały w ostatniej chwili, z kierunku Wizny, przywożąc kilkadziesiąt osób, w tym prawdopodobnie kilku Polaków. Przy stodole zostało około 30 Niemców, którzy odjechali dwoma lub trzema ostatnimi wozami. Cała gonitwa z rynku odbywała się [z] wielką furią, z bronią gotową do strzału. Ale strzelano podobno dopiero przy stodole, gdy niektórzy, zobaczywszy co się święci, próbowali ucieczki.

Moi rozmówcy twierdzili, że na rynku widziano cztery lub pięć rodzajów umundurowania Niemców. Jeden starszy już człowiek dopytywał się, kto to był, a było ich podobno trzech, co stali przy piwiarni w pobliżu wylotu na Wiznę i bardzo się śmiali pokazując w kierunku Niemców, którzy wybierali do zdjęć tylko te grupy, gdzie Polacy byli wypchnięci na czoło, a Niemcy usuwali się do tyłu. Ta trójka była w czarnych czy granatowych mundurach. Podobnie było przy filmowaniu. Inny twierdził, że widział kilku Niemców w ulicy prowadzącej do Przestrzela, w mundurach żółto-brązowych. Podstawowa grupa była w mundurach błękitnych. Być może był to Niemiec lub Volksdeutsch.

Kilkunastu Żydom Polacy pomogli uciec zanim zostali doprowadzeni do rynku. Kilku (6 lub 7) Żydów wyprowadzili Polacy nawet z rynku.

Jeśli chodzi o udział ludności polskiej, to potępiano aktywny udział w zbrodni jednego Polaka (nazwiska nie pamiętam); kilkunastu gorliwie wykonujących rozkazy Niemców przy pilnowaniu na rynku (z bojaźni, czy innych względów, tego nikt nie zgadnie); kilkunastu czy kilkudziesięciu, którzy pod wyraźną groźbą, ale bardzo niechętnie, wykonywali rozkazy Niemców przy pilnowaniu Żydów na rynku. Rozmawiałem co najmniej z czterema osobami, które twierdziły, że gdy się opierały, zostały kilkakrotnie fizycznie poturbowane przez Niemców.”

Po skandalicznej, oszczerczej publikacja Jana T. Grossa, Bohdan Wądołowski skierował pismo do białostockiego oddziału Komisji Ścigania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu. W piśmie poinformował, że dysponuje informacjami na temat tego, co wydarzyło się w Jedwabnem. Podał nawet numer telefonu. Nikt się z nim nie skontaktował.

Przeczytaj także:

Za: https://wprawo.pl/2019/07/10/tylko-u-nas-poswiadczony-opis-wydarzen-w-jedwabnem-zeznania-zebrane-w-1943-roku/

——————————————————————-