13 Lipiec 2019 

Refleksje po śmierci Vincenta Lamberta. Przetarcie drogi do eutanazji?
fot. Julien Mattia / Zuma Press
 

Sprawa Vincenta Lamberta nie była we Francji precedensem. Wstrzymywanie „intensywnego leczenia” to już nad Sekwaną praktyka bardzo częsta. W przypadku Lamberta mamy jednak do czynienia z wyraźnym przesunięciem linii bezwzględnej obrony życia w kierunku eutanazji.

Dziwnie pojęta zasada „pomocniczości” państwa w zabijaniu

Upór z jakim państwo dążyło do uśmiercenia tego pacjenta, może wskazywać, że podtekstem była ideologia i przecieranie drogi właśnie do eutanazji. Trudno zrozumieć np. tak szybkie odwołanie się od decyzji sądu korzystnej dla Vincenta Lamberta (po interwencji Komitetu ONZ ds. osób niepełnosprawnych) w imieniu państwa przez minister zdrowia Agnes Budzyn. Francja może jeszcze odpowiadać za złamanie konwencji ONZ, którą ratyfikowała, ale mimo tego świadomie i celowo dążyła do zakończenia życia pacjenta.

W sumie w sprawie Lamberta wydano blisko 30 orzeczeń sądowych, a walka o jego życie trwała ponad 10 lat. Rzeczywiście w tym przypadku sprawy się komplikowały, bo za eutanazją męża była m.in. jego żona, przeciw – rodzice. Były dwa obozy rodzinne, dwa obozy prawników, podziały świata medycyny, filozofii, etyki, polityki.

„Vincent nie żyje, zabity przez państwo i przez lekarza, który zdradził przysięgę Hipokratesa” – oświadczyli prawnicy rodziców. Prawnicy żony odwoływali się do jej „przygnębienie przez lata procedury”, „uporczywość terapii” i walkę o rzekome spełnienie „woli męża”.

 Przeciw cywilizacji śmierci

Głosy w obronie życia pojawiły się we wszystkich środowiskach. Emmanuel Hirsch, profesor etyki medycyny na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Paris-Sud-Paris-Saclay nie ma wątpliwości, że śmierć Vincenta Lambert jest porażką” i „obrazą dla etyki lekarskiej”. Dodaje, że to „nas uczy, aby uwzględniać godność człowieka aż do końca jego istnienia, bez oceniania jakości życia”. Hirsch za „szczególnie szokujące” uznaje właśnie „odwołanie złożone przez Minister Zdrowia”. Mówi, że jest to tym bardziej niepokojące, że akt polityczny kwestionuje nasze zasady solidarności, co potwierdza, że ustawa z 2016 o „końcu życia”  wywołuje „nieunikniony dryf w kierunku eutanazji”.

Oczywisty jest głos francuskich katolików. Szeroko przypomina się tu słowa papieża Franciszka, ale i episkopat Francji wypowiedział się w tej sprawie głośno i wyraźnie.  Sekretarz Episkopatu i jego rzecznik ks. Thierry Magnin przypominał na łamach „La Croix, że „termin uporczywego leczenia w tym przypadku nawet nie zachodził” i trudno zrozumieć dlaczego karmienie sondą jest traktowane inaczej, niż podawanie pokarmu doustnie?

Filozof Robert Redeker mówił, że śmierć Vincenta Lamberta jest „symbolem niezdolności naszego społeczeństwa do pojmowania cierpienia i śmierci”. Redeker zajmuje się tematem śmierci i tzw. transhumanizmu. Pytany o koniec Lamberta stwierdził: „nasze społeczeństwo już nie uśmierca winnych najbardziej okrutnych zbrodni, często nawet jak najbardziej łagodzi ich kary więzienia”. Przypomniał tu wpływy neomarksisty Michela Foucaulta i dodał, że tak jak kiedyś społeczności jednoczyły się i cementowały przy „spektaklu śmierci zbrodniarzy”, tak teraz rolę tą przejęła „śmierć niewinnych”.

Marin de Viry, pisarz i krytyk literacki nie chce osądzać rodziny i „aktorów” z kręgu medycyny „powieści Vincenta Lamberta”, ale jego zdaniem koniec tego człowieka rzuca szczególne światło na naszą „cywilizację”. De Viry mówi o „regresie antropologicznym”: „przez wieki uważaliśmy, że zabicie niewinnej osoby było zarówno ludzką zdolnością, ale i przestępstwem, którego należy się wystrzegać. Jeśli chodzi o zabicie osoby niewinnej, była to zbrodnia najwyższa, jej popełnienie oznaczało trwałe wykluczenie z ludzkiego świata”.

„Teraz mamy świat nieludzki, którego składniki – eugenikę, eutanazję i dzieci na zamówienie – nagle odkrywamy, chociaż były one już testowane w ub. wieku” – dodaje znany francuski prawnik prof. Gregor Puppinck, dyrektor Europejskiego Centrum Prawa i Sprawiedliwości, który towarzyszył rodzicom Vincenta Lamberta w obronie życia syna na forach międzynarodowych.

Zdaniem Jeana-Marie Le Méné, prezesa Fundacji Jérôme Lejeune, Lambert nie umarł, a został zabity, zaś „Francja podjęła logiczną decyzję”, która jest m.in. konsekwencją przyjętych wcześniej ustaw Simone Weil (o aborcji) i Leonettiego (o końcu życia). Le Mene bez złudzeń mówi: „Francja żyje z martwych idei, które wpływają na prawo i medycynę. Zabicie Vincenta Lamberta było jej ‘obowiązkiem’”. Wg Le Mene sytuacja się degraduje. Już nie „aborcja i eutanazja podważają szacunek dla ludzkiego życia, ale szacunek dla życia ludzkiego staje się zagrożeniem dla aborcji i eutanazji”. Pojęcia zostały odwrócone, a „poszanowanie życia słabszych ludzi staje się wyjątkiem od prawa do ich zabijania, które staje się regułą”. Mamy „trumfy prawa i klęskę sprawiedliwości” – mówi Le Mene.

W świecie medycyny prof. Régis Aubry, szef opieki paliatywnej w szpitalu uniwersyteckim w Besançon i były prezes Narodowego Obserwatorium Końca Życia, wyraził obawy, że osoby w stanie niepełnosprawności będą budziły systematyczne zapędy do procedur zaprzestania ich leczenia. Uznał za szokujące ciągłe nazywanie w mediach Lamberta „warzywem”. Przypomniał, że  nie można uznawać człowieka, z którym nie mamy komunikacji i wglądu w jego psychikę za „martwego”. Sprawa Lamberta powinna zachęcać do szacunku dla takich ludzi, chociaż jego zdaniem taki „szacunek oznacza również możliwość podjęcia decyzji o zaprzestaniu leczenia”.

W „Le Monde” głos też zabrał pisarz Michel Houellebecq, który obarczył odpowiedzialnością za śmierć Vincenta Lamberta media. Medialny charakter sprawy uczynił z chorego symbol, który „zamordowano”. Houellebecq uważa jednak, że ​​zaprzestanie opieki nad czterdziestolatkiem nie było uzasadnione, a Lambert „nie był w żaden sposób ofiarą nieznośnego cierpienia” i „w ogóle nie cierpiał”. „Żył w szczególnym stanie psychicznym, o którym najbardziej uczciwie byłoby powiedzieć, że nic o nim nie wiemy” – dodaje pisarz.

Politycy

Prawica otwarcie potępia eutuanazję. Po drugiej stronie byli autorzy ustawy o „końcu życia”; centroprawicowy polityk Leonetti i Alain Claeys socjalistyczny burmistrz Poitiers. Ten ostatni, podobnie zresztą jak kilka publicznych mediów, z całej sprawy Lamberta wysnuł tezę, że powinno to zachęcać do świadomych decyzji i spisywania swojej woli o niepodejmowaniu „uporczywego leczenia”. Clayes dodawał, że „nadejdzie czas na uwrażliwienie naszych współobywateli na potrzebę wprowadzenia wcześniejszych dyrektyw i powoływania mężów zaufania”. Drugi współautor ustawy Jean Leonetti, burmistrz Antibes tweetował: „Śmierć Vincenta Lamberta nakłada na nas wszystkich żałobę po okresie ciszy” i apelował o uspokojenie emocji.

Honorowa przewodnicząca Partii Chrześcijańsko-Demokratycznej, Christine Boutin na Twitterze napisała: „Módlmy się za Vincenta Lamberta, jego rodzinę, personel medyczny i prośmy o litość dla naszego barbarzyńskiego państwa, które nie pozostawia więcej szans na życie”. Eurodeputowany Nicolas Bay dodał, że „społeczeństwo, które świadomie decyduje się zabić mężczyznę, ponieważ jest niepełnosprawny, prowadzi nas w niebezpieczne kierunki”.

Trochę dwuznaczne stanowisko zajęła szefowa RN Marine Le Pen. Stwierdziła, że „cokolwiek się mówi, jest to wyrok śmierci, ponieważ sprawa Vincenta Lamberta nie dotyczy przypadku ustawy  Leonettiego (której zawsze bronię). Lambert nie jest u kresu życia, ale jest bardzo upośledzony, dlatego wyrok śmierci na upośledzoną osobę musi obrażać nasze sumienie”. Większość polityków jednak nie komentowała tej sprawy i umywając ręce, twierdziła, że decyzję podjął przecież… niezależny sąd i międzynarodowe trybunały.

Media

Media bliskie lewicy i rządowi dystansowały się od dylematów moralnych. Pisały o „politycznej sprawie”, obronę życia Lamberta redukowały do „postaw integralnie katolickich”, pisano o sprawie w kategoriach „walki rodzinnych klanów” (‘L’Express), a nawet o tym, że Vincent stał się „zakładnikiem” („l’Obs.”). Lewicowa „Liberation” zatytułowała swój artykuł: „Epilog wyjątkowego przypadku, w którym Francja stawiła czoła wahaniom bioetyki”. Komunistyczny dziennik „L’Humanité” z kolei pisał: „Bolesna opera mydlana zakończyła się”. W artykule pisano o przeszkodach zaprzestania „uporczywego leczenia”, którymi okazują się być… „rodzice Lamberta – Viviane i Pierre, żarliwi katolicy, bliscy kręgów fundamentalistycznych, nie świadomi procesu [chorobowego – przyp. BD]”.

Dziennik ubolewał nad „zniewagami” wobec żony Vincenta – Racheli i „oburzających” działaniach adwokatów rodziców. „Le Monde” twierdził, że przypadek Vincenta Lamberta jest „mniejszym problemem dla medycyny, niż rodziny, w której wzniosłość greckiej tragedii miesza się z podłym przekazem i bezwstydnymi formułami”. Dziennik „wyjaśniał”, że Vincent „nie umiera z głodu i pragnienia, bo chodzi o wstrzymanie sztucznej diety” i ma cały czas opiekę paliatywną, więc „lekarze, którzy opierając się na pełnej wiedzy medyczne, godzą się pozwolić mu na śmierć, nie są mordercami”.

Lobby eutanazyjne

Jean-Luc Romero, prezes pro-eutanazyjnego stowarzyszenia na rzecz prawa do umierania z godnością (ADMD) twierdził – „Vincent Lambert kończy długą próbę jedenastu lat. (…) Ustawodawca musi wreszcie wziąć odpowiedzialność za to, by rodziny nigdy więcej nie przeżywały takiego dramatu”.

Minister zdrowia, Agnès Buzyn, która składała odwołania w imieniu Francji broniące decyzji szpitala o uśmierceniu Lamberta, wyjaśniała, że „dzisiaj, zgodnie z prawem, wszystkie środki zaradcze dobiegły końca”. „Wszystkie organy jurysdykcyjne, krajowe lub europejskie, potwierdzają fakt, że zespół medyczny odpowiedzialny za tę sprawę jest uprawniony do zaprzestania opieki nad Vincentem” – dodawała.

Wielki Mistrz francuskiej loży masońskiej Grand Orient Jean-Philippe Hubsch wyraził przy tej okazji „kondolencje i współczucie dla wszystkich bliskich Vincenta Lamberta”, ale także wyraził ulgę, że w końcu zatrzymano losy człowieka, który stał się wbrew sobie, symbolem impasu debaty na temat końca życia w naszym kraju.” Hubsch dodawał: „Dramat Vincenta Lamberta nakłada na nas zbiorowy obowiązek przekształcania  naszego prawa, aby wreszcie umożliwić swobodny wybór końca życia w ścisłej zgodności z prawem i każdą metafizyczną koncepcją”.

Trzy grosze Wielkiego Wschodu

Francuska masoneria jest potężnym lobby pro-eutanazyjnym. W sprawie Lamberta Loża Wielkiego Wschodu wydawała swoje specjalne „komunikaty”, które idą tym samym tokiem rozumowania, co wypowiedzi cytowanego Wielkiego Mistrza. W komunikacie GO z maja czytamy: „Wielki Wschód Francji jest fundamentalnie oddany ludzkiej wolności i godności. Koniec życia dotyczy wszystkich obywateli, musi to być spełnienie wolności mężczyzn i kobiet, aby mogli wybierać swoje przeznaczenie. ”Komunikat opowiada się też za „ewolucją” prawa Leonettiego „o końcu życia”.

Już po śmierci Vincenta Lamberta pojawił się kolejny komunikat o bardzo podobnej strukturze i formie: „Wielki Wschód Francji jest fundamentalnie oddany ludzkiej wolności i godności. Pragnie wyrazić swoje kondolencje i całe współczucie wszystkim tym, którzy są blisko Vincenta Lamberta, bez względu na ocenę ich zaangażowania. Pragnie również wyrazić ulgę z powodu zakończenia w końcu wegetatywnej kalwarii człowieka, który wbrew sobie stał się symbolem impasu dotyczącego debaty o końcu życia w naszym kraju. Pragnie on także przypomnieć, że dramat Vincenta Lamberta tworzy zbiorowy obowiązek ewolucji naszego prawa, aby ostatecznie pozwolić na wolny wybór końca życia w ścisłym poszanowaniu wartości i metafizycznych koncepcji każdego”.

Problem nie tylko francuski

Niewątpliwie śmierć Vincenta Lamberta wywołała nad Sekwaną bardzo duże echa społeczne. Po stronie obrońców życia padły nawet słowa o „męczenniku”. Jeśli ta śmierć rzeczywiście obudzi sumienia Francuzów będzie to wielkie zwycięstwo. Jeśli przykryje ją zasłona zapomnienia, szybko pojawią się kolejne, już „łatwiejsze” przypadki, aż do wprowadzenia we Francji „prawa” do eutanazji, eufemistycznie określanej tu jako „prawo do godnej śmierci”.

Warto dodać, że dzień po śmierci Vincenta Lamberta, bardzo podobna sprawa pojawiła się w Hiszpanii. Także szpital uniwersytecki, tyle, że nie w Reims, a pod Madrytem, zagroził wstrzymaniem dalszej terapii ciężko chorej pacjentki, 45-letniej Marii Teresy Blanco i jej reanimacji, jeśli dozna ona wstrzymania akcji serca lub oddechu. Rodzina na razie wygrała na drodze sądowej. Decyzja nie jest jednak do końca jasna i wcale po stronie obrony życia nie stoi. Trybunał stwierdził, że prognozy zdrowia pacjentki przedstawiają „korzystną ewolucję”, więc nie ma powodu, ani uzasadnienia ściśle medycznego, by przerywać jej terapię. Powstaje pytanie – a co będzie jeśli owe prognozy się pogorszą?

Bogdan Dobosz

***

Bywa, że na oczach całego świata, zwykle jednak w zaciszu lekarskiego gabinetu. Cywilizacja śmierci codziennie zbiera ponure żniwo. Powody działań jej stronników są różne, jednak pierwotna przyczyna zawsze jest taka sama – człowiek rości sobie „prawa”, by być panem życia i śmierci bliźnich.

Tymczasem to Pan Bóg – i tylko On – ma prawo do decydowania o ludzkim życiu, a każdy kraj chcący mienić się cywilizowanym musi chronić życie człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci. Innej drogi do prawdziwego rozwoju nie ma. Wszystko inne prowadzi do degeneracji, a w konsekwencji coraz głębszego zatracania się w otchłani grzechu – pisze w 65. numerze „PCh24 Co Tydzień” redaktor wydania Michał Wałach.