13 Październik 2019 

Pierwszy tydzień Synodu Biskupów. Czarne chmury nad Watykanem

Fot. Remo Casli / Reuters

Pierwszy tydzień Synodu Amazońskiego potwierdził wszystkie obawy krytyków niesławnego Instrumentum laboris. Na zgromadzeniu dyskutuje się już nie tyle, czy liberalizować celibat, a jedynie jak dokładnie to zrobić. Rozmawia się otwarcie o diakonacie i kapłaństwie kobiet, a pogańskie rytuały amazońskich ludów przedstawia się jako możliwą inspirację do opracowania nowego rytu Mszy świętej. Według jednego z głównych progresistów synodalnych, bp. Erwina Kräutlera, opcja na rzecz zmian ma większość.

 Celibat i posługa kobiet są w centrum

Synod Amazoński miał według oficjalnych deklaracji dotyczyć przede wszystkim ekologii i ochrony rdzennej ludności Ameryki Łacińskiej. Zaledwie kilka dni przed jego otwarciem sam kardynał Christoph Schönborn, członek dwuosobowej Rady Sekretariatu Generalnego instytucji Synodu Biskupów, mówił o „drugorzędności” innych kwestii, takich, jak celibat.

I rzeczywiście, sprawom ochrony środowiska czy zwalczaniu przemocy wobec rdzennej ludności poświęca się dużo uwagi; rzecz znalazła swój wyraz nawet w tak kontrowersyjnym pomyśle, jak sporządzenie katalogu grzechów ekologicznych. Podniesiono też ważny problem zabijania niechcianych dzieci przez niektóre plemiona indiańskie.

Jednak zgodnie z przewidywaniami konserwatywnych krytyków inny temat zdominował rzymskie zgromadzenie. Kapłaństwo, jego przyszła forma i charakter, nie są bynajmniej marginalnym przedmiotem namysłu zebranych w Rzymie; znajdują się w jego absolutnym centrum. Ścierają się różne pomysły: od wyświęcania żonatych mężczyzn na normalnych kapłanów (viri probati), przez dopuszczenie diakonatu a w przyszłości i prezbiteriatu kobiet, aż po stworzenie zupełnie nowych rodzajów kapłańskiej posługi. Brakuje tylko jednego: troski o zachowanie Tradycji.

Koncepcja bp. Fritza Lobingera

Debatę rozpoczął kard. Claudio Hummes, przewodniczący REPAM, Panamazońskiej Sieci Kościelnej, organizacji, której papież Franciszek powierzył przygotowanie Synodu. Hummes, od lat znany jako zwolennik głębokich zmian w rozumieniu i funkcjonowaniu posługi kapłańskiej, wezwał do wprowadzenia w Amazonii viri probati, zachęcił również do sformalizowania roli, jaką w wielu wspólnotach w Ameryce Łacińskiej pełnią kobiety.

Co miałoby to oznaczać w praktyce? Według informacji przekazanych przez magazyn „Crux” wielką rolę na Synodzie odgrywa koncepcja emerytowanego biskupa z Aliwal w RPA, Niemca Fritza Lobingera. Teoretycznie chodzi o rozwiązanie, które zarazem utrzymuje zasadę obowiązkowego celibatu kapłanów, jak i dopuszcza nowe formy niecelibatarnej kapłańskiej posługi. Lobinger postuluje wyświęcanie „starszych”, co nie jest do końca tożsame z ideą viri probati. „Starsi” otrzymywaliby święcenia kapłańskie, ale zarazem nie byliby normalnymi księżmi: celebrowaliby Eucharystię jedynie w swojej macierzystej wspólnocie, nie mogąc przy tym, na przykład, spowiadać. Byliby to żonaci mężczyźni, ale – docelowo – także kobiety, wszyscy bez normalnego wykształcenia teologicznego. „Starsi” byliby „prowadzeni” przez kapłana celibatariusza, który daną wspólnotę odwiedzałby jednak rzadko. Konkretne formy posługi „starszych” mogłyby być definiowane w zależności od regionu, płci i innych czynników. Mielibyśmy więc do czynienia ze stworzeniem dwóch rodzajów kapłanów – normalnych księży i ograniczonych „starszych”. Rzecz ma wsparcie na szczytach: o „podwójnym” kapłaństwie wypowiadał się kilka miesięcy temu bardzo pozytywnie cytowany już kard. Schönborn (choć on osobiście nie wykluczał też „zwykłego” zniesienia celibatu, na modłę Kościołów wschodnich). Pomysł Lobingera idzie tak naprawdę dalej niż zwykłe odejście od celibatu, mamy bowiem do czynienia z bardzo poważną zmianą rozumienia kapłaństwa.

 Co więcej jego idea może być postrzgana również jako wstęp i pierwszy krok do pełnej protestantyzacji katolickiego kapłaństwa – odchodzenia od wyraźnego podziału na z jednej strony kapłaństwo urzędowe, sakramentalne, oraz z drugiej strony na powszechne kapłaństwo wiernych. Wszystko miałoby zlać się w jednym kotle, całkowicie rozmydlając znaczenie sakramentu święceń.

Bp Erwin Kräutler lobbuje za rewolucją

To właśnie koncepcję bp. Lobingera jako ciekawą i wartą przemyślenia przywoływał na początku tego roku podczas jednej z konferencji prasowych sam papież Franciszek, zapewniając zarazem, że nie podejmie decyzji o „zniesieniu” celibatu. Ojciec Święty dowiedział się o Lobingerze najpewniej od swojego bliskiego znajomego, wspomnianego już bp. Erwina Kräutlera, Austriaka i wieloletniego ordynariusza brazylijskiej diecezji Xingu, zarazem wiceszefa REPAM. To właśnie Kräutler jako pierwszy wystąpił przed papieżem z oficjalnym pomysłem zmian w celibacie: spotkał się z Ojcem Świętym już w 2013 roku i prosił go o otwarcie sprawy viri probati.

Na samym Synodzie Amazońskim hierarcha jest zresztą niezwykle aktywny. Tłumaczył zgromadzonym, że ludy Amazonii „nie rozumieją” celibatu i odczuwają litość dla tych mężczyzn, którzy nie mają żony. Kräutler zaproponował też wprowadzenie diakonatu kobiet. Ten miałby w jego koncepcji być jedynie pierwszym krokiem do wyświęcania w przyszłości pań na „prezbiterki”. 

Być może to samo miał na myśli kard. Hummes mówiąc, że w Amazonii trzeba otworzyć „nowe ścieżki” dla posługi kobiet; formalnie usankcjonowana miałaby zostać funkcja „kobiet-liderek”. Bp Kräutler jeszcze przed synodem tłumaczył, że takie kobiet – za zgodą biskupów! – głoszą w Amazonii kazania, udzielają chrztu i przewodniczą liturgii Słowa. „Czego więcej jeszcze trzeba?” – pytał retorycznie. Zdaniem Kräutlera koncepcję żeńskiego diakonatu na Synodzie popiera „wielu”, a idea viri probati jest akceptowana przez większość dwóch trzecich.

Jak wygląda to naprawdę, nie wiadomo. Służby synodalne podały jedynie, że za dopuszczeniem żonatych do kapłańskiej posługi opowiedzieli się biskupi Emmanuel Lafont z Gujany Francuskiej oraz bp Flavio Giovenal, Włoch posługujący od lat w Brazylii. Ten ostatni poparł też jakąś formę diakonatu kobiet.

Kobiety współustanowią Magisterium?

Ciekawa dyskusja dotyczy także roli kobiet na samym Synodzie Biskupów. Już w pierwszych dniach zgromadzenia grupa hierarchów – przez synodalne służby prasowe niewymieniona z nazwiska ani narodowości – poprosiła o dopuszczenie kobiet do głosowania nad dokumentem finalnym zgromadzenia. Takie prawo mają zasadniczo tylko wyświęceni mężczyźni; w przeszłości papież Franciszek wyjątkowo zezwolił głosować również kilku przełożonym męskich zakonów niemającym święceń. Według siostry Marii Luisy Berzosy, hiszpańskiej zakonnicy obecnej na synodzie w roli doradcy, nie ma żadnych przeciwwskazań prawnokanonicznych ani teologicznych dla przeprowadzenia zmiany; podobnie Birgit Weiler współpracująca z Konferencją Episkopatu Peru wyraziła podczas obrad nadzieję na prawo do głosu dla kobiet.

Gdyby propozycja dopuszczenia kobiet do głosowania nad dokumentem końcowym została przyjęta, to moglibyśmy mieć do czynienia z pierwszym w historii wypadkiem, gdy kobiety zyskują bezpośredni wpływ na stanowienie Magisterium Kościoła katolickiego. Jak to możliwe? W 2018 roku papież Franciszek ogłosił konstytucję apostolską Episcopalis communio, która wprowadza nowe rozwiązanie prawne: dokument finalny Synodu Biskupów może zostać za sprawą zwykłego papieskiego podpisu włączony do zwykłego Magisterium. Papież, jeżeli uzna wyniki zgromadzenia za zadowalające, nie musi już wydawać posynodalnej adhortacji apostolskiej. W tym kontekście widać, że zgoda na postulat grupy biskupów byłaby prawdziwie przełomowa; można byłoby mówić wręcz o „feministycznej rewolucji” w Watykanie.

Amazońskie rytuały liturgiczne?

 Przedsynodalny dokument roboczy Instrumentum laboris zawierał niezwykle groźną ocenę znaczenia kultury Amazonii dla rozumienia wiary. O problemie tym pisali szeroko między innymi kardynał Burke i biskup Schneider. Amazonia miałaby stać się nowym locus theologicus, miejscem objawiania się Boga; pierwotne rytuały pogańskie, plemienność, naturalna ludowa kosmologia – to wszystko miałoby według dokumentu wyrażać prawdę o Bogu i człowieku. Dokument mówił nawet o rzekomej konieczności „docenienia” relacji, w jakich Indianie amazońscy pozostają… „z duchami” (sic!). Na samym Synodzie Amazońskim pojawiła się już propozycja opracowania ad experimentum (na próbę) amazońskiego rytu liturgicznego. Jak mogłoby to wyglądać w praktyce doprawdy strach pomyśleć. Kilka miesięcy temu brazylijscy biskupi spotkali się w ramach przygotowań do Synodu z przedstawicielami ludności tubylczej Amazonii; w przeprowadzonej wówczas ceremonii szaman jednego z plemion udzielał biskupom „błogosławieństwa” i skrapiał ich wodą. Z kolei w samym przededniu synodu w Ogrodach Watykańskich odbył się w obecności papieża, kardynałów i biskupów horrendalny pokaz: grupa Indian pod przewodnictwem szamanki wykonywała pogańskie rytuały na rozłożonym na trawie dywanie; wszystkiemu towarzyszyły posążki ciężarnych kobiet oraz mężczyzny z nieproporcjonalnie dużym fallusem w stanie erekcji. Jak w tym kontekście miałby wyglądać amazoński ryt Mszy świętej? Czyżby celebrowanej przez „kobietę-liderkę” uosabiającą Matkę Ziemię albo „starszego” lub jednego z viri probati, a tak naprawdę po prostu lokalnego szamana?

 Papież zwalcza „ideologów” i „dogmatyków”

 Jak wobec tego wszystkiego pozycjonuje się papież Franciszek? Znamy tylko ogólne przemówienia Ojca Świętego, a te wskazują jasno: biskup Rzymu chce zmian. Papież nie wzywa do wierności Tradycji ani do obrony pełni depozytu katolickiej wiary. Wprost przeciwnie: w synodalnych i okołosynodalnych przemówieniach piętnuje „ideologów” i „dogmatyków”, zachęcając do tego, by nie trzymać się kurczowo „tego, co było”. Franciszek mówił między innymi o dwóch modelach Kościoła, jednym pozytywnym, otwartym i akceptującym rzeczywistość taką, jaka jest, drugim – negatywnym, Kościołem „ideologii, w które sam się uwikłał”. Przestrzegał przed „oddawaniem czci formułom dogmatycznym” i wzywał do porzucania „religii jako ideologii religijnej, społecznej i politycznej”. Piętnował ludzi, „którzy są ideologiami, ponieważ chcą czystości – w cudzysłowie – Kościoła” i którzy w ten sposób „uderzają w Chrystusa”. Przestrzegał wreszcie przed „obroną status quo”. Gdy idzie o konkret, nie wiemy wiele; papież poświęcił w swoich wystąpieniach wiele uwagi piętnowaniu kolonializmu, przemocy, wykorzystywania lokalnej amazońskiej ludności, ale o czołowych problemach według aktualnych przekazów –  nie mówił.

Duża krytyka – nie tylko z zewnątrz Synodu

 Obradom Synodu Amazońskiego towarzyszy bardzo ostra krytyka. Progresista kard. Reinhard Marx w jednym z wystąpień przekonywał wprawdzie, że nie ma to żadnego znaczenia, bo krytycy są poza synodem, a tam panuje swoboda debaty. Wtórował mu nowokreowany kard. Jean-Cloude Hollerich z Luksemburga, wychwalając wielką wolność słowa na rzymskim zgromadzeniu i możliwość nieskrępowanego słuchania argumentacji południowoamerykańskich hierarchów (a często po prostu Niemców w amazońskich szatach). Nie jest to wszakże cała prawda: są i tacy uczestnicy synodu, którzy nie szczędzą rewolucjonistom gorzkich słów. To choćby prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, gwinejski kardynał Robert Sarah. W rozmowie z włoskimi mediami powiedział, że niektórzy ludzie Zachodu próbują wykorzystać Synod Amazoński do promowania własnych ideologicznych celów; uznał to wprost za „zniewagę wobec Boga”. Hierarcha przestrzegał też przed zmianami w celibacie, wskazując, że problem ludów amazońskich, tak jak całego Kościoła, polega na kryzysie powołań, a nie na bezżenności kapłańskiej. W podobnym tonie wypowiedział się brazylijski też biskup Aidar Guimarães, podkreślając, że kultury amazońskiej w żadnym wypadku nie można wynosić ponad prawdę Jezusa Chrystusa. Inkulturacja, podkreślał, nie może przebiegać zgodnie z planem opracowanym w Niemczech, które sprowadzają się do zastępowania Objawienia nowomodnymi koncepcjami filozoficznymi. Z kolei bp Rafael Escudero z Paragwaju sprzeciwił się zmianom w celibacie, stwierdzając, że ludy amazońskie potrzebują raczej ewangelizacji, a nie żonatych księży. Już spoza synodu mocno rozbrzmiewa zwłaszcza głos kard. Gehrarda Müllera, byłego prefekta Kongregacji Nauki Wiary, przestrzegającego zgromadzonych w Rzymie przed radykalnymi zmianami jako drogą ku schizmie.

Wszystko jest jeszcze możliwe, ale…

W piątek biskupi debatowali w grupach językowych nad kwestiami poruszanymi przez poprzednie cztery dni; wyniki tego namysłu zostaną zaprezentowane dopiero w przyszłym tygodniu. Do końca Synodu Amazońskiego jeszcze ponad dwa tygodnie, nie ma jednak żadnych powodów, by spać spokojnie. Są niewielkie szanse, by kapłaństwo wyszło z tego zgromadzenia „cało”: siła niemieckojęzycznych hierarchów prących do zmiany jest ogromna. Niemcy opanowali synod nie tylko ideologicznie, ale, co ważne, przygotowali go także finansowo: od dawna wielką rolę w krzewieniu w Ameryce Łacińskiej liberalnej teologii, w tym teologii wyzwolenia, odgrywają dwie bardzo bogate niemieckie organizacje charytatywne: Adveniat i Misereor; pierwsza z nich jest bezpośrednio podporządkowana Episkopatowi RFN… Lakoniczne synodalne komunikaty prasowe nie pozwalają stwierdzić, jaka opcja ma większość, ale musimy być przygotowani na duże zmiany. W tej sytuacji trzeba podjąć gorliwe wezwanie kardynała Burke’a i biskupa Schneidera do postu i modlitwy, prosząc Boga o to, by herezje nie wypaczyły amazońskiego Synodu. „Proponujemy, by podczas […] postu codziennie odmawiać przynajmniej jeden dziesiątek Różańca Świętego i aby raz w tygodniu pościć w wyżej wymienionych intencjach. Zgodnie z tradycją Kościoła post polega na spożyciu tylko jednego pełnego posiłku dziennie oraz dodatkowo – opcjonalnie – najwyżej dwóch mniejszych posiłków. Polecany jest ponadto post o chlebie i wodzie tym osobom, które są w stanie się go podjąć” – napisali hierarchowie w oświadczeniu. A więc do dzieła!

Paweł Chmielewski

Za: https://www.pch24.pl/pierwszy-tydzien-synodu-biskupow–czarne-chmury-nad-watykanem,71419,i.html

—————————————————————————-