14 Październik 2019

Homorewolucja 2030. Tak się skończy bierność PiS?

Przypominamy tekst z czerwca roku 2019

Wiosna roku 2030. Medialny gigant oferujący ludziom na całym świecie dostęp do atrakcyjnych w formie seriali wypuszcza nową produkcję. To ckliwa, ale nakręcona z rozmachem historia homoseksualisty, który w jednym z większych europejskich państw nie może zarejestrować swojego związku z partnerem. Co prawda nazwa kraju w serialu nie pada, ale wszyscy wiedzą, że budynek wielokrotnie prezentowany w produkcji to nie Wieżowiec Akademii Nauk Łotwy, a Pałac Kultury w Warszawie. Chodzi więc o Polskę – ostatni duży kraj w Unii Europejskiej, który nie zalegalizował związków partnerskich. Wydarzenia wyraźnie przyspieszają.

Społeczność międzynarodowa na fali emocji wywołanych serialem postanawia wywrzeć presję na polityków rządzących nad Wisłą. Włodarze Unii Europejskiej są wyraźnie bardziej zdeterminowani niż w przypadku sporu o praworządność czy „kwoty” imigrantów. Strumień dotacji – choć nie odgrywają one takiej roli jak przed laty – zostaje zakręcony.

To jednak nie boli Rady Ministrów tak mocno jak wycofanie się z Polski amerykańskich żołnierzy, co na konferencji prasowej zapowiedział Sekretarz Stanu USA. To coś więcej niż li tylko cios wizerunkowy. To uderzenie w fundamenty polityki zagranicznej Prawa i Sprawiedliwości.

Jakby mało było problemów międzynarodowych, to na antyrządową narrację liberałów i zagranicy podatni zdają się być bardzo liczni Polacy, w tym nawet „twardy elektorat” partii. Warto jednak pamiętać, że ta grupa w niczym nie przypomina wyborców z roku 2015 – obecnie nie skupia się już na wyjaśnianiu katastrofy smoleńskiej czy zabezpieczeniu kraju w obliczu transkontynentalnego marszu imigrantów z krajów islamskich. W [poprzednich wyborach – ad] wyborcy interesowali się niemal wyłącznie programami socjalnymi, w sprawach światopoglądowych nie różniąc się zbytnio od zwolenników liberałów. Analizy Narodowego Ośrodka Badania Narodowej Opinii Publicznej wyraźnie pokazały, że zwolennicy PiS z poprzednich wyborów generalnie popierali legalizację homoseksualnych związków partnerskich, chociaż kwestię traktowali jako trzeciorzędną (co w ostatnich tygodniach uległo zmianie). Partia nie ma więc obecnie żadnego interesu, by bronić tradycyjnie rozumianej rodzin, co jeszcze około 10 lat temu było politycznie opłacalne (mimo że „działania” ograniczały się wtedy wyłącznie do retoryki, za którą nie szły konkretne, oczekiwane przez środowiska katolickie i konserwatywne, zmiany legislacyjne).

Tymczasem dziś o obyczajowym konserwatyzmie większości Polaków nie może być mowy, co jednak nie dziwi, gdy przypomnimy sobie, że podległe partii media publiczne przez lata szły wyznaczanymi przez międzynarodowych potentatów ścieżkami propagowania rewolucji LGBT+. W 3908 odcinku serialu „Kolory radości” lesbijka, która jako surogatka urodziła dziecko parze homoseksualnych mężczyzn, wraz ze swoją partnerką wprowadziła się do dwóch panów, aby wspólnie wychowywać pociechę. Na protesty katolików odpowiedział rzecznik Patriotycznej Rady Polskich Mediów Narodowych twierdząc, że serial prezentuje… „tradycyjne wzorce”, bowiem bohaterowie kojarzeni przez widzów zdecydowanie pozytywnie zadbali, by dziecko miało nie tylko męskie, ale też kobiece wzorce. Promowania nielegalnej w Polsce surogacji nie skomentował. Warto przy okazji przypomnieć, że rzecznik nie podzielał także zastrzeżeń widzów, którzy już od kilku lat skarżyli się na negatywne prezentowanie w serialach bohaterów żyjących w sakramentalnych małżeństwach. Rzecznik oraz inni włodarze mediów nie musieli jednak martwić się o swoje stanowiska, gdyż serwisy informacyjne spełniały wszystkie życzenia partii, a kolejne produkcje telewizji publicznej cieszyły się wysoką oglądalnością.

Z jednej strony zagraniczne seriale, z drugiej – patriotyczne media. Wszędzie homoseksualiści prezentowani wyłącznie jako bohaterzy pozytywni. Ciężko się więc dziwić, że na sfinansowany przez organizację liberalnego filantropa z zagranicy [George Sorosa – ad] protest zwolenników legalizacji związków partnerskich przyszło w Warszawie kilkanaście tysięcy osób. Wielu z nich nie ukrywało, że w poprzednich wyborach głosowało na PiS, a od wprowadzenia rejestrowanych układów jednopłciowych uzależniają poparcie partii w wyborach parlamentarnych.

Widząc międzynarodową presję i znając społeczne nastroje PiS podjęło decyzję. Partia poparła projekt ustawy zgłoszonej przez jednego ze swoich homoseksualnych posłów. Chociaż kilkunastu parlamentarzystów formacji rządzącej było przeciw, to stanowisko większości oraz głosy liberałów wystarczyły, by wprowadzić w Polsce związki partnerskie oraz surowe kary za krytykę homoseksualnego stylu życia. Decyzji towarzyszył zachwyt nie tylko lewicowo-liberalnych, ale także prorządowych mediów publicznych i prywatnych, które przekonywały nawet, że legalizacja jednopłciowych układów to działanie… konserwatywne, gdyż buduje narodową jedność, co jest szczególnie istotne w sytuacji zagrożenia rosyjską ekspansją. Z kolei będący w mniejszości przeciwnicy nowych przepisów dowiedzieli się, że atakując rządzący obóz za wypełnienie oczekiwań lobby LGBT+ służą Moskwie. Rząd tymczasem mógł odtrąbić sukces dotyczący reagowania kryzysowego, gdyż za sprawą legalizacji związków partnerskich USArmy pozostała nad Wisłą. Przywrócono ponadto unijne dotacje, a do debaty wróciło (zapomniane od czasu wybudowania Nord Stream 4) pojęcie europejskiej solidarności.

Próba „konserwatywnego wyjaśnienia” legalizacji związków jednopłciowych nie była jednak autorskim pomysłem rządowych speców od PR. To narracja zapożyczona od brytyjskiej Partii Konserwatywnej, z którą Prawo i Sprawiedliwość współpracowało przez lata – także po brexicie. Wszak kilka dekad temu jej ówczesny lider David Cameron stwierdził przy okazji debaty na temat „małżeństw” homoseksualnych, że jest to rozwiązanie „konserwatywne”, gdyż „Konserwatyści wierzą w więzy, które nas łączą; wierzą, że społeczeństwo jest silniejsze, kiedy składamy sobie nawzajem przysięgi i wspieramy jeden drugiego”. Ślad tamtych słów wyraźnie wybrzmiał w głównym wydaniu serwisu informacyjnego mediów publicznych w Polsce. Innowacją było natomiast powoływanie się polskich polityków na słowa zachodnich hierarchów katolickich, którzy od lat rozwadniali nauczanie Kościoła na temat homoseksualizmu. Nie było to jednak koniecznością, gdyż chrześcijaństwo (nawet w wersji dostosowanej do wymogów politycznej poprawności) w ostatnich latach zaczęło w Polsce przegrywać ze „standardami” rodem z seriali.

Możemy oczywiście mówić, że prohomoseksualny zwrot Prawa i Sprawiedliwości to efekt nacisków Brukseli oraz Waszyngtonu, że Polska została zdradzona przez sojuszników, którzy wykorzystali do ideologicznych nacisków naszą międzynarodową zależność. To wszystko prawda. Problem w tym, że przed kolejne kadencje partia rządząca nie zrobiła niczego, by chronić naród przed trwającą od dekad ideologiczną infiltracją. Chociaż rząd PiS od pierwszej aż do czwartej kadencji chętnie odwoływał się do historii Polski sprzed roku 1939, to nie powołał odpowiadającego na aktualnego zagrożenia odpowiednika Korpusu Ochrony Pogranicza. Dlatego też do naszego kraju bez żadnych przeszkód docierały zagraniczne miliardy od różnych lewicowo-liberalnych filantropów, które w rękach zawodowych aktywistów wspierały rewolucyjny przekaz płynący z popularnych, także w Polsce, serwisów z filmami i serialami. Rządzący od 2015 roku nie zakazali (ani nawet nie utrudnili) organizacji gorszących „parad równości”, zaś organizacje homoseksualne, w oparciu o nieustannie obowiązującą genderową Konwencję stambulską, na stałe zagościły w szkołach z comiesięcznymi „tęczowymi piątkami”. W ten sposób przekaz LGBT+ zagościł w domu i w zagrodzie. W wyniku lat zaniedbań, przymykania oczu na zagrożenia i rewolucyjnego przekazu w mediach publicznych, „tęczowa” narracja stała się stale obecna w przestrzeni publicznej. Spełnienie pierwszych homoseksualnych żądań było więc tylko formalnością, gdyż wątpliwości nie zgłaszał ani elektorat PiS-u, ani sami politycy.

Natomiast natychmiast po wprowadzeniu związków partnerskich lewicowo-liberalna opozycja przystąpiła do ofensywy przekonując, że decyzja parlamentu to dopiero pierwszy krok, gdyż wiele krajów Unii Europejskiej już dawno temu wprowadziło „małżeństwa” homoseksualne z prawem do adopcji dzieci włącznie. Argument dystansu do „europejskości” po doświadczeniach ze wstrzymanymi dotacjami musiał podziałać, bo rzecznik partii rządzącej przyznał, że PiS jest gotowy do „merytorycznych rozmów”.

Formacja jednak z pewnością bardziej obawia się odpływu wyborców, którzy na fali popularnego serialu oraz głośnych demonstracji zaczęli przywiązywać większą wagę do rewolucji obyczajowej. Dobrze poinformowani komentatorzy prorządowego tygodnika „W Pajęczynie” przekonują zresztą, że prawdopodobnie Sejm rozpocznie prace nad ustawą „małżeństwo dla wszystkich” jeszcze w obecnej kadencji. W ten sposób rządząca formacja chce zapewnić sobie bezpieczne zwycięstwo w kolejnych wyborach parlamentarnych. Czas pokaże, czy Komitet Polityczny partii zdecyduje się na ten krok. Wiele zależy od wyniku analiz Narodowego Ośrodka Badania Narodowej Opinii Publicznej, jednak zapewne większość ankietowanych poprze pomysł. Wskazuje na to zdominowanie w ostatnich dniach polskojęzycznego Twittera przez hasztag „Małżeństwo plus”.

###

Przyznacie Państwo, że perspektywa legalizacji związków partnerskich przez PiS jest przerażająca. Czy to jednak wyłącznie czarnowidztwo? Niestety nie. Jeśli rządzący nie rozpoczną prawdziwej kontrrewolucji, to niesiony międzynarodowymi prądami polski okręt prędzej czy później wyląduje na moralnej mieliźnie, a chcący utrzymać władzę politycy zaczną wprowadzać kolejne rewolucyjne pomysły.

Alternatywny scenariusz to przejęcie władzy przez lewicę i liberałów, co oznaczać będzie, że homoseksualna rewolucja zostanie nad Wisłą zadekretowana w trybie co najmniej natychmiastowym. Patrząc jednak na obecną politykę bardziej prawdopodobnym jest, że przez kilka najbliższych lat rządzić będzie Prawo i Sprawiedliwość. Możemy rozważać taką hipotezę, gdyż dotychczasowe poczynania postępowej opozycji pokazują, że nikt po tamtej stronie nie ma pomysłu na przekonanie do siebie większości Polaków. Ta sztuka udaje się natomiast formacji Jarosława Kaczyńskiego.

Jednak brak realnych działań kontrrewolucyjnych oznacza, że PiS szybko może stracić możliwość kreowania życia publicznego. Wtedy stanie się zakładnikiem emocji i nastrojów nieustannie formowanych przez popkulturę, zaś polska scena polityczna zacznie przypominać sceny Zachodniej Europy, gdzie różnice w podejściu do zagadnienia homoseksualizmu między centroprawicą a centrolewicą można żartobliwie skwitować: jedni chcą, żeby był popierany i promowany, drudzy – żeby był obowiązkowy.

 

Michał Wałach – https://www.pch24.pl/homorewolucja-2030–tak-sie-skonczy-biernosc-pis-,69238,i.html

Niektórzy czytelnicy portalu PCh24 pod powyższym tekstem pytali o konkretne rozwiązania, jakie powinna zastosować partia rządząca, by ochronić nasz kraj przed „tęczową” rewolucją. Odpowiadając na te wezwania przypominamy tekst z marca roku 2019, w którym red. Michał Wałach wskazywał działania, jakich podjęcie umożliwiłoby powstrzymanie marszu LGBT+. Aby go przeczytać wystarczy kliknąć TUTAJ.

============================

Komentarze:

Chroń nas Boże abyśmy nigdy nie byli drugą Irlandią…

——————————–

Do … A może refren. Irlandia: Zalegalizowana aborcja, “małżeństwa homoseksualne”, zniesiony zakaz bluźnierstwa, co już widać gołym okiem – znieważanie Kościoła, szydzenie z Chrystusa, czekać tylko kiedy wprowadzą legalną eutanazję. Zgnilizna moralna i społeczna.

——————————–

I po co tyle wysiłku w ten artykuł? To wszystko już dawno postanowione, “Monopol na Patriotyzm” ma za zadanie doprowadzić do finału to co zapoczątkował “Obóz Zdrady i Zaprzaństwa”. Robi to całkiem zręcznie, “króliczek się nie spłoszył” i o to chodzi. Głupi “króliczek”.

——————————–

Bardzo realistyczna ta wizja, niestety. Zresztą jak się pisowi noga potknie to już wkrótce będą “małżeństwa” tęczowych. Nasza kultura już nie ma szans, wszystkie cywilizacje upadają i tak samo spotka to europejską, wydaje się, że to już nie do odwrócenia. Może jeszcze w muzułmanach nadzieja, że przywrócą jaką taką normalność.

——————————–

Jest dla mnie sprawą zupełnie niezrozumiałą dlaczego do tej pory Rząd nie robi nic w sprawie marszów zboczeńców . Widać jak na dłoni , że są przez KOGOŚ sponsorowane ! Czy to tak trudno zakazać dewiacji ? Gdyby krajem rządziła formacja LGBT , to z marszu katolików nie wyszłoby nawet 50% uczestników . Jak ktoś pobije dewianta to rozlega się krzyk na całą Europę, ale jak dewiant pobije “normalną” osobę – to się tłumaczy jego sfrustrowaniem . Kiedy Rząd wreszcie coś z tym zrobi?!

——————————–

Rząd nic nie zrobi, bo te wszystkie rządy od “okrągłego stołu” [włącznie z obecnym PiS-em] to reprezentanci międzynarodówki syjonistycznej. A PiS [obecnie te działania przyspiesza], widać już gołym okiem, realizuje globalny plan tejże międzynarodówki – tj.: niszczenie naszej kultury, tradycji, naszej wiary katolickiej, niszczenie moralności naszej młodzieży poprzez wprowadzanie do szkół seksualizacji [czyli zmuszanie dzieci do zboczeń], wprowadzanie ustawowe aborcji, związków homoseksualnych, pedofilii, eutanazji, sprowadzanie obcych do Polski [tzw. imigrantów], a dla Polaków [szczególnie młodzieży] tworzy się warunki, gdzie trudno jest związać koniec z końcem – przede wszystkim utrzymać rodzinę, a w związku z tym Polacy wyjeżdżają za granicę, tym samym Polska się wyludnia z rodowitych Polaków a w to miejsce sprowadzają obcych, co widać już w wyborach gdzie obcy głosują na swoich, czyli na partie “pookrągłostołowe”… – St. Fiut

———————————————————-

=====================================================================================

JAK BRONIĆ DZIECI PRZED HOMOLOBBY? INSTRUKCJA DLA PREZESA PiS

Niektórzy czytelnicy portalu PCh24 pod tekstem red. Michała Wałacha pt. „Homorewolucja 2030. Tak się skończy bierność PiS?” pytali o konkretne rozwiązania, jakie powinna zastosować partia rządząca, by ochronić nasz kraj przed „tęczową” rewolucją. Odpowiadając na te wezwania przypominamy tekst z marca roku 2019, w którym red. Michał Wałach wskazywał działania, jakich podjęcie umożliwiłoby powstrzymanie marszu LGBT+.

###

Wara od naszych dzieci – powiedział podczas katowickiej konwencji Prawa i Sprawiedliwości prezes partii Jarosław Kaczyński. Słuszne słowa i opowiedzenie się po właściwej stronie to jednak dopiero początek boju o bezpieczeństwo dzieci i przyszłość polskich rodzin, boju ze sprawnie zorganizowanym i wspieranym przez zagraniczne ośrodki politycznym lobby środowisk homoseksualnych. Za wypowiedziami muszą pójść także czyny. Jakie? Oto krótka instrukcja dla lidera PiS.

1. Konwencja stambulska musi zostać wypowiedziana

Ceterum censeo Carthaginem esse delendam. Takimi słowy pewien starożytny rzymski polityk miał kończyć każde przemówienie – nawet niedotyczące Kartaginy, do zniszczenia której nawoływał. Dziś słowa Marka Porcjusza Katona (Starszego) uważa się za synonim wojny totalnej. Brzmi groźnie i tak też było. I jest.

Nie ma się bowiem co oszukiwać – wojna totalna trwa na naszych oczach. Taka wojna została już dawno wypowiedziana nam – katolikom. Widzimy totalną wojnę ze światem, jaki znamy, totalną wojnę z małżeństwem rozumianym zdrowo, jako związek mężczyzny i kobiety, widzimy wojnę z rodziną, w której jest matka, ojciec i dzieci. Wojna jest totalna, gdyż totalność stanowi naturę antychrześcijańskiej rewolucji, o czym pisał badacz zagadnienia – Plinio Corrêa de Oliveira.

Nie łudźmy się więc, że środowiska homoseksualne zatrzymają się na podpisanej przez Rafała Trzaskowskiego „Karcie LGBT+”. Nie! Bez wątpienia pójdą dalej. Najpierw zadekretowana, przymusowa „tolerancja”, potem związki partnerskie, w końcu „małżeństwa” z prawem do adopcji (co zresztą w niekontrolowanym przypływie szczerości wyznał wiceprezydent stolicy Paweł Rabiej). Jednak i to nie będzie końcem ich marszu!

By nie doszło do najgorszego, już dziś musimy powiedzieć „tęczowemu” totalitaryzmowi „stop”. Jeśli więc prezes Jarosław Kaczyński na serio – a nie z przyczyn koniunkturalnych – opowiada się po stronie normalności, czym prędzej musi nakazać partii i rządowi wypowiedzenie groźnej genderowej konwencji stambulskiej.

Dość kalkulowania, dość szantażowania wyborców słowami, że dopóki rządzi PiS, dopóty homoseksualne „małżeństwa” nie zostaną w Polsce wprowadzone, bowiem „tęczowa” rewolucja nieustannie postępuje. Postępuje także (a może szczególnie!) w trakcie owych rządów, szykując dla rodzin i dzieci tragiczny los. Rewolucyjny walec nie oszczędzi nikogo, także polityków PiS-u.

Póki Konwencja pozostaje w mocy, póty – w oparciu o jej zapisy – trwa desant „tęczowej” ideologii, atak na umysły Polaków – także tych najmłodszych. Rządy „prawicy” pozbawionej prawicowych cech i dalekiej od prawicowej praktyki ani o włos nie przybliżają nas do zahamowania homoseksualnego pochodu oraz cofnięcia efektów moralnego spustoszenia, jakie już zostało dokonane w niejedynym umyśle. Dlatego najwyższy czas na konkretne działania – pierwszym z nich musi być wypowiedzenie Konwencji stambulskiej. W przeciwnym wypadku PiS swoimi czynami zapisze się do obozu, w którym dziś znajdują się Rafał Trzaskowski i Paweł Rabiej.

Co ważne, lepszej okazji do wypowiedzenia groźnego dokumentu prawdopodobnie nie będzie – to dziś trwa mobilizacja rodziców w obronie dzieci, sprawą zajęły się media głównego nurtu, protest przeciwko Konwencji podpisało w serwisie zatrzymajgender.pl ponad 35 tys. osób, a gdy wprowadzano dokument PiS jednoznacznie sprzeciwiał się jego treści, co nie stanowiło przeszkody w wygraniu wyborów w roku 2015. Dlatego trzeba należy zapytać prezesa Kaczyńskiego: jak nie teraz, to kiedy?

2. Dość wzmacniania „lewej nogi”

Zamiast walczyć z groźnymi ideologiami PiS obrał sobie za główny cel Platformę Obywatelską. Walka z partią centrową o wyraźnie lewicowych ciągotach ma uzasadnienie, jednak traci sens, gdy w ramach podkopywania potencjału ekipy Grzegorza Schetyny wspiera się lewicę. A właśnie taki proces ma miejsce w mediach „dobrej zmiany”!

Biedroń, Zandberg, Czarzasty i ich ludzie na stałe zagościli w ramówce TVP. Tymczasem w mediach publicznych ciągle brakuje obrońców rodziny, środowisk pro-life czy polityków na poważnie traktujących swoją prawicowość. To zrozumiałe, jeśli kierujemy się wyłącznie logiką polityki – prawicowcy są najpoważniejszym zagrożeniem dla PiS-u, tak jak zagrożeniem dla PO jest właśnie lewica.

Problem w tym, że lansowani w publicznych mediach „czerwoni” głoszą konkretne postulaty – bardzo często zgodne z oczekiwaniami aktywistów homoseksualnych. Wiosna, Razem czy SLD popierają legalizację jednopłciowych związków, ułatwienie dostępu do aborcji czy inne elementy antychrześcijańskiej rewolucji. Jeśli więc Jarosław Kaczyński na serio mówił „wara od naszych dzieci”, niech broni najmłodszych przed „tęczową” propagandą zawsze, a nie tylko wtedy, gdy za rewolucyjnymi rozwiązaniami stoi Rafał Trzaskowski z PO.

A poza tym uważam, że konwencję stambulską należy wypowiedzieć.

3. Brońmy swoich!

Zaprzestanie lansowania popierających „tęczowe” postulaty lewaków to jedna strona medalu. Drugą jest obrona sprzymierzeńców. W przypadku „Karty LGBT+” stanowisko wszystkich kierujących się zdrowym rozsądkiem, a nie ideologią, w najklarowniejszy sposób zaprezentowała małopolska kurator oświaty.

Na Barbarę Nowak za stanowczą obronę dzieci – wbrew politycznej poprawności – spadły ze strony postępowych mediów gromy. Swoisty terror lewicowych redakcji nie wystraszył jednak dzielnej kobiety, która konsekwentnie zauważa, że standardy WHO dotyczące edukacji seksualnej są sprzeczne z polskim prawem, zaś tego rodzaju lekcje w psychice naprawdę małych dzieci wyrządzą nieodwracalne szkody.

Niestety, ze strony rządzących nie słychać głosów jednoznacznego poparcia dla Barbary Nowak. Minister edukacji narodowej Anna Zalewska pytana o małopolską kurator oświaty powiedziała jedynie, że „kuratorzy oświaty zawsze reagują, gdy rodzice zgłaszają się z problemami. Jesteśmy ze wszystkimi kuratorami. Jeśli coś jest niewłaściwie interpretowane, to im pomagamy”.

Powiedzmy sobie szczerze, że to dość słabe „wsparcie” w obliczu furiackiego ataku postępowców, szczególnie, że działa przeciw Barbarze Nowak wytoczył także inny sojusznik środowisk homoseksualnych – Rzecznik Praw Obywatelskich. Adam Bodnar skierował nawet do szefowej MEN list, w którym domaga się zdyscyplinowania małopolskiej kurator. Przeciwko niej wystąpił także Paweł Rabiej.

Ciężko jednocześnie mówić „wara od naszych dzieci” i wręcz nie dostrzegać osoby, która powiedziała to – choć innymi słowy – znacznie wcześniej. Jak na razie jednak PiS nie chce jednoznacznie wesprzeć (przynajmniej słowem) ludzi i środowisk, które w walce z antychrześcijańską rewolucją mogą okazać się cennym sojusznikiem. Taka praktyka ma miejsce zarówno w kwestii obrony dzieci przed homoseksualną propagandą, jak i w ochrony najmniejszych przed aborcyjnymi rzeźnikami.

A poza tym uważam, że konwencję stambulską należy wypowiedzieć.

4. Ani grosza na lewaków!

Już samo finansowanie organizacji pozarządowych i instytucji kultury z budżetu państwa wzbudza mieszane uczucia u osób o prawicowych przekonaniach. Gdy jednak strumień publicznego grosza w czasach rządów partii określającej się jako „katolicka” i „patriotyczna” płynie do sprzyjających homoseksualnej rewolucji środowisk lewicowych, to mówić możemy o prawdziwym skandalu.

Oczywiście na plus „dobrej zmianie” należy zaliczyć fakt, że po roku 2015 dotację straciła m.in. skrajnie lewicowa „Krytyka Polityczna”. Niestety co chwilę docierają do nas informacje o skandalach lub wręcz profanacjach dokonywanych w finansowanych z pieniędzy publicznych instytucjach kultury. Na rozwiązanie tego problemu ewidentnie brakuje pomysłów, a rożnego rodzaju placówki związane ze sztuką ciągle znajdują się w rękach radykalnej lewicy. W wielu przypadkach to zadeklarowani wrogowie cywilizacji chrześcijańskiej decydują o wydawaniu publicznych pieniędzy. Blisko 4 lata rządów Prawa i Sprawiedliwości nie wystarczyło, by dokonać systemowej zmiany i albo wyrzucić rewolucjonistów z teatrów i muzeów, albo zakręcić im kurek z pieniędzmi.

Pytanie tylko, czy brak środków z polskiego budżetu byłby dla wielu tego typu instytucji problemem. Nie stanowi bowiem żadnej tajemnicy, że liczne organizacje pozarządowe utrzymują się dzięki wsparciu z zagranicy. W tej materii nie zanotowaliśmy żadnej zmiany, dzięki czemu Sławomir Sierakowski – guru środowiska „Krytyki Politycznej” – mógł powiedzieć: „Kaczyński nam może skoczyć dzisiaj”. Chwilę wcześniej wyznał, że w jego „organizacji pracuje kilkadziesiąt osób i ogromna większość – 90 proc. dotacji, zawsze tak było – pochodzi z zagranicy”.

Olbrzymie pieniądze w rękach stronników homoseksualnej agendy politycznej to poważne zagrożenie dla ładu moralnego w Polsce, to ryzyko zainfekowania młodych ludzi wirusem „tęczowej” (a właściwie „tęczowo-czerwonej”) rewolucji. Bez wątpienia warto więc coś z tym zrobić!

A poza tym uważam, że konwencję stambulską należy wypowiedzieć.

5. Ofensywa – nie odwrót!

Nie można jednak poprzestawać na obronie Polski przed ofensywą homoseksualnej ideologii. Trzeba prowadzić działania ofensywne, aby lewica utraciła to, co zyskała w przeszłości. PiS ma w materii dekomunizacji (szczególnie sądów) swoje doświadczenia. Podobne działania – tyle, że tym razem skuteczne – są potrzebne także w ramach praw dotyczących rodziny. Co więcej, zakres kontrrewolucji nie powinien ograniczać się tylko do Rzeczypospolitej.

Polska na forum Unii Europejskiej i innych organizacji międzynarodowych musi sprzeciwiać się wszelkim próbom prawnego zadekretowania przywilejów dla homoseksualistów (co – zgodnie z lewicową strategią – może kryć się pod pięknymi i niekontrowersyjnymi hasłami). Nasze władze powinny także dążyć do obalenia kłamliwej lewicowej narracji, zgodnie z którą siedliskiem przemocy i krzywdy jest rodzina, gdy tymczasem – jak wmawia nam popkultura – związki osób tej samej płci to bastiony pogodności i radości. Należy ponadto chronić polskie dzieci przez rozmaitymi zagranicznymi urzędami, które odbierają pociechy żyjącym na emigracji rodzicom i niekiedy przekazują je pod opiekę homoseksualistów. W materii obrony dzieci na forum międzynarodowym warta uwagi jest propozycja Ordo Iuris – Konwencja o Prawach Rodziny, która mogłaby zastąpić Konwencję stambulską.

Sukces na polu międzynarodowym będzie jednak niemożliwy, jeśli nie dokonamy realnej zmiany w kraju. A jest tu przecież bardzo wiele do zrobienia! Należy przerwać promocję kłamstwa krzywdzącego normalne rodziny, a promującego homoseksualne układy, co niestety ma miejsce nie tylko w serialach stacji komercyjnych, ale również w telewizji państwowej. Bez wątpienia musimy uniemożliwić wszelką propagandę homoseksualizmu w przestrzeni publicznej – nie tylko w szkołach. Dzieci należy również chronić przed pornografią, która za sprawą swojego destrukcyjnego wpływu na psychikę otwiera najmłodszych na „eksperymentowanie” z seksualnością, co prowadzić może do czynów homoseksualnych.

Zadań jest więc bardzo wiele. Czy prezes Kaczyński zechce podjąć wyzwanie? Niestety przez ostatnie 3,5 roku w materii obrony dzieci przed homoseksualną ofensywą zrobiono niewiele. Pytanie tylko, czy bierność jest efektem zaniedbań, braków w formacji ideowej, czy może elementem makiawelicznej strategii, aby „tęczowe” zagrożenie zostawić niejako na okres przed kampanią wyborczą i w ten sposób zmobilizować do głosowania większość Polaków, którzy nie podzielają pomysłów Pawła Rabieja? Każdy z tych mniej lub bardziej prawdopodobnych scenariuszy rzuca się cieniem na Prawo i Sprawiedliwość. Karty są jednak ciągle w grze, a Jarosław Kaczyński nadal ma szansę zapisać się złotymi zgłoskami w polskiej historii. Musi tylko chcieć.

A poza tym uważam, że konwencję stambulską należy wypowiedzieć.

Michał Wałach

Za: https://www.pch24.pl/jak-bronic-dzieci-przed-homolobby–instrukcja-dla-prezesa-pis,66976,i.html

————————————————————-