22 Listopad 2019 

Józef Orzeł: wokół obozu rządzącego i w nim powstał pomysł pod tytułem „zielony konserwatyzm”
Józef Orzeł. FOT.: Blogpressportal/YouTube

O skali skrętu Prawa i Sprawiedliwości w lewą stronę politycznego sporu najlepiej może świadczyć fakt krytyki formacji nawet w jej własnym, nieformalnym zapleczu intelektualnym. W bardzo mocnych słowach ostatnie działania partii rządzącej, a szczególnie słowa wicepremiera Jarosława Gowina o „genderowym Rejtanie” podsumował Józef Orzeł z Klubu Ronina. Z jego wypowiedzi wynika także, że istnieje ryzyko pójścia PiS-u drogą brytyjskich „konserwatystów”, zaś wokół obozu rządzącego i w nim samym pojawiło się pojęcie „zielonego konserwatyzmu”.

– Pojawiają się wokół obozu rządzącego, a trochę i w nim, takie pomysły, żeby jakoś dać sobie radę z konfliktem jaki mamy z Unią Europejską w sprawie ekologii, w sprawie klimatu, który nam podobno zagraża (i to szybko), w sprawie paliw używanych, czyli powinniśmy używać dużo, dużo więcej odnawialnych, a dużo, dużo mniej, a najlepiej wcale, tych nieodnawialnych, czyli węgla. I powstał pomysł pod tytułem „zielony konserwatyzm”, czyli jak nie zmieniając platformy ideowej mielibyśmy zmienić swoje nastawienie do ekologii i do energii, tak żeby zdjąć to napięcie ze stosunków z Komisją Europejską – powiedział Józef Orzeł w Przeglądzie TrzyTygodniowym (18 listopada 2019).

– Do tego chciałbym – i chyba to wysyłałem Państwu – przedstawić pozycję Jana Rokity. On napisał taki tekst: „Co zostało z dobrej zmiany?” i z jego – dość chłodnego – tekstu wynikało, że zbyt dużo nie zostało, a jak niedużo zostało, to znaczy, że rząd obozu dobrej zmiany może już właśnie uznać, że swoje prawie osiągnął i teraz można by – i to też się pojawiło, że rząd Morawieckiego być może zacznie albo już zaczął – politykę ciepłej wody w kranie, czyli to co robił Tusk, czyli nic nie robił – w każdym razie nie prowadził Polski gdzie indziej, nie budował żadnych zmian strukturalnych, fundamentalnych, ideowych – zauważył komentator uznawany za osobę sprzyjającą PiS-owi.

– Można by się tymi kierunkami czy tymi sygnałami nie specjalnie przejmować gdyby nie to, że mamy sygnał jak dzwon – co prawda taki pęknięty i fałszywy przez to, ale bardzo donośny. Otóż stary i nowy pan wicepremier Gowin rozmawiając z jakimś dziennikarzem (…) powiedział, że on położy się Rejtanem jeśli na uczelniach jakieś „siły ciemne” nie pozwolą genderowcą na wolność uprawiania ideologii gender. No to przykro mi, ale ja bym pana Gowina z obozu dobrej zmiany wypisał – stwierdził Józef Orzeł tłumacząc czemu nie widzi w obozie dobrej zmiany miejsca dla Jarosława Gowina.

– Dlatego, że – po pierwsze – pan Gowin dobrze wie, ale jak nie wie, to powinien się wypisać z funkcji, że na uczelniach, także dzięki jego ustawie Nauka 2.0, rządzi wyłącznie lewica. Także na uczelniach katolickich. To nie jest tak, że tam lewicy nie ma, to nie jest tak, że tam nie ma gendera. Tam są studia genderowe, a studia genderowe, jak ktoś rozsądnie napisał, kogo one tam wychowują i do czego: one wychowują wyłącznie do wojny genderowej (bo do czego by miały?), to żadna nauka nie jest, to jest co najwyżej podręcznik walki, to co one tam robią – i z nich się pewnie rekrutują i będą rekrutować ci seksedukatorzy, co chcą do naszych szkół wchodzić i dzieci nam deprawować. Czyli pan Gowin wie, czego chce. On chce mieć uczelnie, na których panuje ideologia gender. Bo ona już tam panuje, bo tam panuje już od dawna ideologia lewicowa – zauważył analityk sceny politycznej.

– Prawicowcom, naukowcom którzy mają konserwatywną postawę światopoglądową, nie wiedzie się dobrze, często są marginalizowani, odbiera im się te lepsze kawałki pracy, zsyła się ich na najgorsze miejsca, a czasami się ich wyrzuca. Jeszcze jesteśmy w stanie obronić na przykład pana profesora Nalaskowskiego, ale proszę się nie łudzić, za rok już takich profesorów nie obronimy, a zresztą jest ich coraz mniej – dodał.

– Ale pan Gowin nie jest sam. Pan Gowin został jeszcze raz wicepremierem. To znaczy, że ten kierunek nie jest obcy całemu obozowi. Być może to jest testowanie, ale na żywym ciele uczelnianym, to znaczy, że obóz dobrej zmiany zgodził się, że część życia społecznego, instytucja uczelni, już się z obozu dobrej zmiany wypisała i dostała na to zgodę od swojego szefa, czyli ministra Gowina. To właściwie byłoby już po wszystkim, dlatego, że można wtedy tylko zadać jedno pytanie w sprawie gender: do czego dąży obóz dobrej zmiany? Ja powiedziałem na takim spotkaniu nie tylko zamkniętym, ale i statusowym, ludziom z obozu dobrej zmiany, że mają trzy możliwości w sprawie gender. Mogą tak robić jak robią i to się skończy brytyjską drogą, mogą walczyć z tym ze wsparciem społecznym, ponieważ organizacji społecznych, które się przeciwstawiają genderowi jest bardzo dużo – i co więcej, nie są wspierane tak jak trzeba, albo w bardzo niskim stopniu – o tym też mówiłem i oberwałem za to od jednego z polityków obozu dobrej zmiany, jak powiedziałem, że tak są procedury przyznawania grantów dla NGO-sów skonstruowane w sposób bardzo trudny, skomplikowany i niepotrzebny zresztą, że wygrywają raczej te organizacje, które są doświadczone, zamożne, które stać na doradców, a to są organizacje lewicowe, bo prawicowych na to nie stać – zauważył Józef Orzeł komentując drogę brytyjskich „konserwatystów” słowami: „niech będzie jak będzie, co się stanie to się stanie, lepiej żebyśmy my tym dowodzili, niż ktoś inny”.

– Ktoś z moich znajomych powiedział, że to brytyjscy konserwatyści „ciągną wózek gendera” – i to mi się bardzo podoba. Ale dociągnęli go właśnie do miejsca, już chyba o tym mówiłem, ale to, obawiam się, że jak w sprawie Kartaginy – trzeba powtarzać – że lekcje gender w szkole już są obowiązkowe. W każdej szkole: w prywatnych szkołach, w zakonnych szkołach, a jeżeli są obowiązkowe to oznacza, że będą kary za to, że są rodzice, którzy swoich dzieci tam prowadzić nie chcą – stwierdził.

– Krótko mówiąc, brytyjscy konserwatyści pokazują nam co się dzieje z prawicą europejską, albo co się może z nią stać. Jak na razie to tylko Węgrzy się bardzo dzielnie bronią, a my nie bierzemy z nich przykładu. A jakoś ten węgierski rząd władzy nie traci i jakoś dobrze się miewa, nie ma kłopotów z wygraniem wyborców do senatu (nie wiem zresztą czy tam jest senat), ale poparcie ma dalej w okolicach 2/3. I to było by na tyle jeśli chodzi o punkt drugi – gdzie nasz rząd idzie w kwestiach światopoglądowych, bo kwestie ekologiczne to jest interes, to jest polityka energetyczna, to jest polityka środowiskowa, ale to też jest światopogląd i nie jest tak, że ja bronię węgla, tylko pytanie jest, czy pójście na kompromis z Komisją Europejską w sprawie polityki energetycznej i środowiskowej nie okaże się zbyt bolesne dla polskiego interesu, że nie damy rady po prostu zazielenić naszej energii na tyle, żeby to się Komisji spodobało i za to grubo zapłacimy, co nam przyniesie wielkie starty, skończy się importem prądu zza granicy, a – nie wiem na ile to są mocne wiadomości – kornik z puszczy białowieskiej podobno przeszedł już 100 km i niszczy jakieś lasy następne. To, według mnie, jest punkt, w którym niepotrzebnie ustąpiliśmy Komisji Europejskiej. Trzeba było w tym miejscu się postawić i te drzewa wyciąć – stwierdził Józef Orzeł.

Źródło: Blogpressportal / YouTubeNot.

MWł

Za: https://www.pch24.pl/jozef-orzel–wokol-obozu-rzadzacego-i-w-nim-powstal-pomysl-pod-tytulem-zielony-konserwatyzm,72300,i.html

————————————————————–