7 Grudzień 2019 

Szymon Hołownia

 Fotograf: Simona Supino Archiwum: Forum

Wokół kandydatury Hołowni pojawia się wiele pytań. Ale najważniejsze z nich brzmi: czy naprawdę potrzebny jest nam ktoś taki w przestrzeni publicznej nazywanej dumnie „polityką”? Czy nie lepiej, by pozostał zamknięty tam, gdzie mu dobrze: w rozrywkowej ramówce TVN-u, w roli autorytetu ekologistów albo chociaż w „Tygodniku Powszechnym”?

Szymon Hołownia ma być ostatecznym wyjściem z impasu, w jakim znalazły się lewicowo-liberalne środowiska po tym, jak Donald Tusk zrezygnował z ubiegania się o prezydenturę. Początkowo pomysł wydawał się należeć raczej do kategorii fantastyki, ale chyba ktoś zdołał przekonać kogoś, a ten ktoś jeszcze kogoś, że Hołownia to bynajmniej nie jest najgorsza opcja. Trochę z „braku laku”, ale jednak: wydaje się popularny, ma żonę, dziecko i nie jest homoseksualistą (społeczeństwo JESZCZE nie jest na to gotowe), w dodatku ideowo sytuuje się trochę bardziej na prawo niż „Gazeta Wyborcza”. No i ma gadane, to bez dwóch zdań. Nie brakuje mu też obycia z kamerą, co oznacza, że w trakcie debaty prezydenckiej z pewnością ma szansę zamknąć Andrzeja Dudę w narożniku.

Jednak tego typu rozważania dotyczą zaledwie wizerunkowej otoczki. Kandydat na prezydenta Szymon Hołownia pozostaje mimo wszystko wielką zagadką, wszak wcale nie jest tak przejrzysty, jak to się wydaje. No i wreszcie pozostaje pytanie: czy naprawdę ma szanse?

Kto stoi za Szymonem?

Hołownia wydaje się pozornie świeżą marką na polskiej scenie politycznej. Ale przecież wcale świeży nie jest. Publicysta postępowych mediów, ulubieniec niszowych choć szalenie niebezpiecznych „katolików otwartych”, niesie ze sobą bagaż kompleksów katolika w świecie show biznesu. Od lat usiłuje przekonywać, że można być w Kościele a zarazem kumplować się z takimi osobnikami, jak Kuba Wojewódzki i nie odczuwać przy tym ani odrobiny dysonansu. To właśnie na kanapie u tego podstarzałego showmana Hołownia pozwalał żartować z różańca. Innym razem z kolei głoszącego ortodoksyjne poglądy Wojciecha Cejrowskiego dopytywał, czy aby nie jest mu zbyt trudno w życiu z wyznawanymi przekonaniami. No bo Hołowni w jego życiu najwyraźniej łatwo nie jest. Albo raczej: łatwo nie było.

Ów dyskomfort bowiem zaprowadził Hołownię do absurdu, gdy w porywie ekologicznych uczuć stwierdził, iż zwierzęta będą go sądzić na Sądzie Ostatecznym. A podobnych absurdów czy sprzeczności w jego dossier jest więcej: jako zdeklarowany katolik pozostaje ambasadorem zrównoważonego rozwoju ONZ, organizacji przepełnionej antychrześcijańskim duchem, by wymienić tylko wspieranie przez nią homoseksualizmu, aborcji czy antykoncepcji. W tle tego zaangażowania pozostaje pytanie, na ile Hołownia wspiera ONZ powodowany własnymi przekonaniami, a na ile jest to z jego strony chęć wykorzystania koniunktury dla osobistych korzyści? Ktoś złośliwy mógłby zauważyć, że aż dziw bierze, że tak zacietrzewionego w walce o poprawę klimatu Hołowni zdaje się nie słuchać jego własna małżonka, która zawodowo lata samolotami. Czyżby w domu Hołownia milczał na temat „węglowego śladu”? 

Choć wydaje się, że wszyscy znamy Hołownię jako wyszczekanego publicystę i bystrzachę prowadzącego religijne talk show, nie do końca tak naprawdę wiadomo, jaka jest jego ideowa tożsamość. Sam Hołownia zresztą nie potrafi jej zdefiniować. Raz jest wesołkowatym showmanem, czyli facetem do wynajęcia za pieniądze, innym razem pozuje na inteligentnego publicystę, który na łamach przemądrzałego „Tygodnika Powszechnego” szermuje słowem, sprawnie poruszając się po zawijasach współczesności. Oczywiście wielu dobrodusznych ludzi ujmuje jeszcze inna twarz Hołowni: przyjaznego lidera fundacji i akcji pomocowych dla dzieci w Afryce. To z pewnością mocna strona jego wizerunku, wszak Polacy chętnie utożsamiają się ze społecznikami, by wymienić Jerzego Owsiaka, Annę Dymną czy Marka Kotańskiego, którzy zyskali miano autorytetów.

Podobnie, jak niejasna jest tożsamość Hołowni, tak też trudno powiedzieć, kto sfinansuje jego zabawę w politykę. Jest to chyba obecnie najbardziej tajemniczy aspekt jego decyzji. O jego zapleczu finansowym niewiele wiadomo, a przecież prezydencki wyścig to nie weekendowe zakupy w supermarkecie, lecz obracanie naprawdę grubymi pieniędzmi. Wiadomo z pewnością, że pozostaje za pan brat ze światem biznesu, w tym kontrowersyjną Dominiką Kulczyk, dziedzicem fortuny słynnego bogacza III RP, który to swój majątek zdobył korzystając z licznych patologii postkomunistycznej Polski.

Czy Hołowni zaszkodzą sponsorzy jego kampanii? Jeśli pogłoski o Kulczykach okażą się prawdziwe – Dominika Kulczyk zaprzecza, jakoby miała finansować realizację politycznych ambicji swojego kolegi – to sami oni stanowić mogą źródło genialnych historii dla PiSowskich speców od PR. Ale to nie wszystko. Kandydatura Hołowni jest nośnikiem także innego problemu: czy Polacy naprawdę zechcą, by stonowanego urzędnika jakim jest Andrzej Duda, zastąpił fircyk o ekooszołomskich poglądach? Hołownia przecież, by nie skompromitować swojej kandydatury, musi liczyć na „efekt wow!”, czyli dwucyfrowy wynik wyborczy.

Mięsu mówimy „nie”

O ile Hołownia imponował wielu jako „katolik środka” – nie brakowało mu wszak błyskotliwości i krasomówstwa – o tyle ostatnie miesiące w jego wykonaniu to istny festiwal infantylizmu. „Internety” pieją z zachwytu nad intelektualną degradacją byłego dziennikarza. Hołownia epatuje radykalizmem wegetariańskim, opowiadając o wizytach w rzeźni, gdzie spotkać można wspomniane już zwierzęta mające sądzić ludzi po śmierci. Gdyby spojrzeć na to z punktu widzenia nieco surrealistycznego, wydaje się kwestią czasu, by Hołownia oburzał się także na jedzenie roślin, wszak to także nasi „bracia” – żywe stworzenia, o których jedzeniu nie powinniśmy nawet myśleć.

To retoryka być może atrakcyjna dla niektórych młodych ludzi, zachwyconych wegetarianizmem, ale przecież przeważająca liczba Polaków raczej nie wyobraża sobie tygodnia nie tyle bez kotleta, co chociażby bez pieczonego kurczaka czy krwistego steka. O ile kilka lat temu przerażenie wyborców budziła pani premier, zaglądająca do kotleta ludziom stołującym się w Warsie, o tyle teraz przerażać może facet, który sprawia wrażenie, że najchętniej jedzenia owego kotleta by zakazał.

To istotne, wszak nawet jeśli spora liczba Polaków przytaknie Hołowni w odpowiedzi na jego tyrady o cierpieniu zwierząt, o tyle – pamiętajmy! – czego innego nasi rodacy oczekują od osób w życiu publicznym, a co innego cenią w sferze prywatnej. Istnienie owej próżni socjologicznej, którą zdiagnozowano jeszcze w czasach komunizmu, widać było doskonale kilka tygodni temu, na przykładzie wyników wyborów parlamentarnych. Teoretycznie Polacy są zadowoleni ze swojej sytuacji w życiu prywatnym, w tym zasobności portfela, co przecież powinno w znacznej mierze przełożyć się na wynik wyborów, a jednak odmówili udzielenia obecnej władzy mandatu na rządy większością konstytucyjną. Dlaczego? Wiele wskazuje na to, że wyborców przeraziła perspektywa bezwzględnej dominacji jednej siły politycznej.

Okazuje się zatem, że eskalowanie obietnic przez władzę to metoda, która rozminęła się ze społecznymi oczekiwaniami. I choć w życiu prywatnym Polacy odnajdują się coraz lepiej, to dodatkowe zapewnienia o poprawie ich sytuacji nie przełożyły się w żaden sposób na aprobatę dla dominacji władzy PiS w przestrzeni publicznej.  

Z Hołownią może być podobnie. I w tym przypadku zdrowy rozsądek Polaków zapewne weźmie górę nad ideologią. Nie można przy tym zapomnieć o celebryckim powabie Hołowni. Że wizerunek komika lub zaangażowanego społecznie ekologa może być atrakcyjny pokazały wybory dokonane kolejno przez Ukraińców i Słowaków. Wołodymyr Zelensky zyskał sławę jako komik, zaś Zuzanna Czaputova jako wojowniczka krusząca kopię o czyste środowisko. Choć akurat w tym drugim przypadku istotny okazał się także kryzys rządowy związany ze śmiercią dziennikarza śledczego, Jana Kuciaka.

Trudno dzisiaj powiedzieć, na co stać Hołownię. Wiadomo natomiast, że nie ma on zbyt wiele do stracenia. Wynik powyżej 10 proc., nawet jeśli nie spełni oczekiwań jego otoczenia, doda mu splendoru, czyniąc zeń kolejny cudaczny autorytet w przestrzeni publicznej, który poranki spędzał będzie w studiu TOK FM, a wieczory u Moniki Olejnik w TVN24. Taki splendor z pewnością nada dodatkowego rozpędu jego karierze.

Tomasz Figura

Za: https://www.pch24.pl/czy-ekologista-stanie-na-strazy-zyrandola-,72561,i.html

————————————————————————-