7 Styczeń 2020 

Sprzeczne deklaracje amerykańskich polityków w sprawie obecności wojsk USA w Iraku
By English: Capt. Thomas Cieslak [Public domain], via Wikimedia Commons

W Bagdadzie i Waszyngtonie w poniedziałek wieczorem panowało wielkie zamieszanie co do tego, czy koalicja kierowana przez USA ma wycofać się z Iraku, czy też nie. Parlament Iraku przyjął ustawę domagając się natychmiastowego wycofania wojsk koalicji pod przewodnictwem USA. Generał dowodzący koalicją przekazał list rządowi, przysięgając uszanować suwerenność Iraku. Jednak prezydent Donald Trump i sekretarz obrony USA  Mark Esper zlekceważyli go. 

List od dowódcy koalicji przeciw Państwu Islamskiemu w Iraku trafił do irackiego ministerstwa obrony w Bagdadzie, potwierdzając, że siły koalicyjne uszanują suwerenną decyzję, nakazującą obcym wojskom opuszczenie Iraku.

Sekretarz obrony Esper przekonywał jednak, że nie podjęto żadnej decyzji. Wygląda na to, że koalicja wycofała się z wcześniejszej deklaracji.

„Szanowny Panie, szanując suwerenność Republiki Iraku i zgodnie z żądaniem irackiego parlamentu oraz premiera, CJTF-OIR przeorientuje swoje siły w ciągu najbliższych dni i tygodni, aby przygotować się do dalszego ruchu” – napisał generał brygady piechoty morskiej Stanów Zjednoczonych Williama H. ​​Seely III, szef dowództwa grupy zadaniowej w Iraku.

Autentyczność listu skierowanego do ministerstwa obrony Bagdadu została potwierdzona Reuterowi niezależnie przez irackie źródło wojskowe. „Szanujemy Waszą suwerenną decyzję nakazującą nasz wyjazd” – czytamy.

Esper mówił jednak, że nie ma żadnych informacji na temat listu. – Nie podjęto żadnej decyzji o opuszczeniu Iraku. Nie wiem, co to za list. Staramy się dowiedzieć, skąd on pochodzi, co to jest – deklarował w poniedziałek. Natychmiast dodawał, że „nie podjęto żadnej decyzji o opuszczeniu Iraku”.

Oświadczenie sekretarza obrony, że USA nie opuszczą Iraku, w obliczu żądania parlamentu i rządu Iraku, oznaczałoby w rzeczywistości okupację tego kraju – sugerują analitycy. Nie wiadomo też, czy Esper przemawiał w imieniu koalicji pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych czy w imieniu wyłącznie swojego kraju.

W ciągu ostatnich 24 godzin prezydent USA Trump zagroził nałożeniem dotkliwych sankcji na Irak, jeśli będą domagać się wyjścia wojsk amerykańskich. Sankcje te miałyby być znacznie dotkliwsze aniżeli te stosowane wobec Iranu. Przypomniał, że jego sankcje wobec Teheranu praktycznie zniszczyły gospodarkę tego kraju.

Na ostrzeżenia Trumpa zareagował szef niemieckiego MSZ mówiąc, że groźby pod adresem Iraku „nie są zbyt pomocne”. – Nie sądzę, by przekonywanie Iraku za pomocą gróźb, czy kłótni było skuteczne – mówił Heiko Maas w niemieckim radiu Deutschlandfunk.

Amerykański przywódca również zagroził, że zażąda od Iraku zwrotu miliardów dolarów, które administracja Busha-Cheneya wydała na budowę ogromnej bazy lotniczej. – Nie wyjedziemy, chyba że nam za to zapłacą – powiedział. Prezydent nie wspomniał o miliardach dolarów wydanych na budynek ambasady USA w Bagdadzie, uważany za największą taką placówkę na świecie.

Do wezwania Bagdadu dołączył się również Teheran, przynaglając Amerykanów do opuszczenia Iraku. Ambasador Iranu w Organizacji Narodów Zjednoczonych powiedział Fox News: „USA powinny opuścić region. Należy on do jego mieszkańców i myślę, że im wcześniej to zrobią, tym lepiej”.

Późno wieczorem sekretarz Esper powtórzył, że Stany Zjednoczone nie wycofują żołnierzy z Iraku, a najwyższy oficer wojskowy USA wyjaśnił, że list od starszego oficera wojskowego, który wydawał się sugerować wycofanie, był źle sformułowany. – Nie podjęto żadnej decyzji o opuszczeniu Iraku. Nie ma decyzji o wyjściu ani nie wydaliśmy żadnych planów dotyczących wyjścia – mówił Esper.

Generał Mark Milley, Przewodniczący Połączonych Szefów Sztabu powiedział dziennikarzom, że list jest jedynie szkicem przesłanym do sojuszników z Iraku w celu konsultacji i koordynacji języka. – To był błąd, szczery błąd – przekonywał Milley. Dodał, że projekt listu jest „źle sformułowany” i nie chodziło o wycofanie wojsk.

Milley dodał, że rozmawiał przez telefon z generałem Kennethem „Frankiem” McKenzie, który użył „słów, które były trochę bardziej dosadne niż błąd”, aby opisać list, zapewniając najwyższego generała, iż ​​„nikt nie opuszcza” Iraku.

Esper i Milley dyskutowali także o swojej decyzji zabicia lidera irańskich sił Al- Kuds Kasem Sulejmaniego w zeszłym tygodniu, twierdząc, że planował on ataki na Amerykanów. – Planował, koordynował i synchronizował znaczące operacje bojowe przeciwko siłom zbrojnym Stanów Zjednoczonych w regionie i było to nieuchronne – mówił Milley, dodając, że decydenci „zawiniliby wobec narodu amerykańskiego”, gdyby nie uderzyli w Sulejmaniego. Reporterom nie przedstawiono dowodów na potencjalne ataki.

Esper, zapytany, czy uderzyłby w miejsca kultury w Iranie, zapewnił, iż armia USA „przestrzega prawa konfliktu zbrojnego”, które zabrania takich ataków.

„Po uzasadnionym uderzeniu przeciwko Iranowi Trump uciekł się do retoryki, która jest nie tylko niebezpieczna, ale i nieproduktywna” – komentował z kolei konserwatywny portal „National Review,” obawiając się nie tyle reakcji Iranu, co konieczności opuszczenia Iraku i pogorszenia relacji z tym krajem.

Portal wskazuje na „skutki uboczne” zabójstwa Sulejmaniego. Brak zgody parlamentu na dalszą obecność amerykańskich sił w Iraku, to „haniebne wyjście choć takie, które powinniśmy szanować” – napisano.

Medium wskazuje na „notoryczną niewiarygodność amerykańskiego wywiadu na Bliskim Wschodzie (lub gdziekolwiek)”. Dodaje, że od czasu wycofania się Ameryki z porozumienia z Iranem polityka wobec Teheranu „wydaje się zmierzać w kierunku wojny leniwie i bezmyślnie” poprzez stawianie nieuzasadnionych żądań, nakładanie sankcji, a następnie obserwowanie irańskich prowokacji.

„Ale co najważniejsze, nie żyjemy w próżni (…) Odkąd rozeszły się wieści o tym zabójstwie, prezydent stracił głowę. Powrócił do swojej idei wandalizmu, bluźnierstwa i oburzania jako strategii. Sprzeciwiając się własnemu sekretarzowi stanu, Trump obiecał, że Stany Zjednoczone zareagują na dalszą prowokację Iranu celowym bombardowaniem miejsc kultury w Iranie (…) To obrzydliwe zagrożenie jest pod wieloma względami gorsze niż jego obietnice „ognia i furii” w Korei Północnej – komentuje „National Review”.

„Kara spadłaby nie na rząd lub wojsko, które torturuje i okalecza, ale na cały naród irański i tak naprawdę całą ludzkość, która jest zainteresowana zachowaniem wielkich skarbów starożytności, których jest wiele w Iranie . Są to klejnoty starożytnej cywilizacji. Powinny przetrwać one obecny rząd Iranu i zasługują na lepszego opiekuna niż mułłowie. Poza tym zagrożenie niesie dla nas zerową wartość strategiczną, a jednocześnie oferuje nieskończoną wartość propagandową dla reżimu irańskiego” – czytamy.

Medium martwi się również, że Trump zagroził „nieproporcjonalną odpowiedzią” nie rozumiejąc, co to znaczy w teorii wojny. Proporcjonalność nie polega na uderzeniu o takiej samej sile czy nieco mocniejszej w razie ataku przeciwnej strony, lecz na użyciu odpowiedniej siły, aby osiągnąć pożądany efekt.

Retoryka Trumpa jest nie tylko niebezpieczna sama w sobie, ale i nieproduktywna – stwierdza „National Review”, chwaląc umiarkowane oświadczenie państw NATO. Amerykańskie medium dodaje, że jeśli Trump chce, by sojusznicy i amerykańska opinia publiczna poparli jego strategię wobec Iranu, musi pokazać, że takową posiada i musi realizować ją w trybie, który nie wygląda na „napad złości”.

Źródło: bignewsnetwork.com, voanews.com, nationalreview.com

AS

Za: https://www.pch24.pl/sprzeczne-deklaracje-amerykanskich-politykow-w-sprawie-obecnosci-wojsk-usa-w-iraku,73224,i.html

———————————————————————–