22 Marzec 2020

Bardzo często o wojnie w Jemenie myśli się jako o konflikcie zastępczym pomiędzy Iranem a Arabią Saudyjską (ktoś dodaje tutaj jeszcze ZEA). Taka opinia jest uzasadniona tylko częściowo.

Zaangażowanie monarchii znad Zatoki Perskiej w konflikt trwający od 2011 roku w Jemenie jest związany nie tyle ze wzrostem irańskich wpływów w regionie, ile ze strategicznym położeniem i zasobami samego Jemenu. Walka o nie trwa na kilku poziomach, również wewnątrz koalicji najeźdźców.

Na terenach Jemenu, znajdujących się pod kontrolą koalicji, dochodzi do walk pomiędzy zwolennikami sterowanego przez Rijad „prezydenta” Abd Rabbuha Mansura Hadiego a wspieranymi przez Zjednoczone Emiraty Arabskie południowojemeńskimi separatystami. Między dwoma państwami, najbardziej zaangażowanymi w agresję – trwa walka o władzę, zasoby i terytorium Jemenu, przez co kraj podzielony jest na strefy wpływu. Również rywalizujące monarchie obrały różne strategie: jeżeli KSA angażuje się w konflikt bezpośrednio, to ZEA wolą prowadzić wojnę wspierając miejscowych separatystów. Walki pomiędzy separatystami i jednostkami lojalnymi Hadiemu są odsłoną konfliktu pomiędzy KSA a ZEA o kontrolę nad nadmorskimi miastami w prowincjach Aden, Szabwa i Hadramaut.

Z punktu widzenia Arabii Saudyjskiej walka toczy się przede wszystkim o kontrolę nad prowincją al-Mahra, leżącą nad granicą z Omanem. Kontrola nad tą wschodnią prowincją pozwoli na zbudowanie rurociągu, który pozwoli Saudom ominąć Cieśninę Ormuz. Owa cieśnina jest jedynym szlakiem morskim pozwalającym na eksport ropy z Zatoki Perskiej, przez który odbywa się przewóz 20% całego eksporu ropy naftowej na świecie. Cieśnina Ormuz w całości stanowi wody terytorialne Iranu i Omanu, natomiast szlaki transportowe idą poprzez wody terytorialne Iranu. Jak podkreślają liczni eksperci, do zablokowania całej cieśniny wystarczy zatopienie kilku statków –Iran uczyni to, gdy zostanie zaatakowany, co spowoduje zatrzymanie transportu ropy i gazu z Zatoki Perskiej.

Zbudowanie przez Arabię Saudyjską rurociągu spowoduje zmniejszenie zależności krajów Zatoki Perskiej od Cieśniny Ormuz i da Amerykanom jeszcze jedno narzędzie wywierania presji na Teheran – w chwili uruchomienia rurociągu ewentualne zablokowanie Cieśniny Ormuz będzie czynnikiem, który spowoduje wzrost cen ropy naftowej – ale funkcjonowanie rurociągu zmniejszy negatywne skutki takiego posunięcia.

Zmniejszenie uzależnienia monarchii znad Zatoki od transportu ropy naftowej poprzez Cieśninę Ormuz spowodowałoby uzależnienie tychże krajów od Rijadu i jego rurociągu na terytorium Jemenu – wszak nie wiadomo, jakie będą kolejne pomysły gospodarza Białego Domu i czy Cieśnina Ormuz rzeczywiście nie zostanie zablokowana. W takiej sytuacji Arabia Saudyjska stałaby się rozdającym karty w regionie – to Rijad by decydował, kto i jak może eksportować ropę z Zatoki Perskiej.

Innym wrażliwym dla Arabii Saudyjskiej punktem jest cieśnina Bab al-Mandam (z arabskiego – Brama łez), łącząca Zatokę Adeńską z Morzem Czerwonym – jest to kluczowy odcinek szlaku Morze Śródziemne – Ocean Indyjski, łączący Europę z Azją Południowo-Wschodnią.

Władza nad cieśniną Bab al-Mandab pozwala kontrolować przepływ towarów pomiędzy Azją a Europą. Alternatywny szlak prowadzi wokół Afryki i jest o wiele dłuższy.

Przed saudyjską inwazją na Jemen przez Bab al-Mandab transportowanych zostało do 4 tysięcy baryłek ropy naftowej. Atakując Jemen, Saudowie sami stworzyli problem z transportem swoich surowców. Wcześniej Jemeńczycy nie stanowili zagrożenia dla żeglugi w cieśninie Bab al-Mandab.

Jeden z głownych autorów tej wojny – saudyjski książę Mohammad bin Salman – nie wziął pod uwagę jednego: bojownicy Ansarullahu są o wiele bitniejsi niż saudyjscy żołnierze. Ściąganie najemników z Sudanu, Egiptu i Somalii też nie pomogło Saudom. Jemeńska awantura mocno nadszarpnęła gospodarkę Arabii Saudyjskiej – w 2020 rok Rijad wszedł z 50 mld dolarów deficytu budżetowego, 120 mld dolarów (26% PKB) zadłużenia i 12% bezrobocia. Zważając na to, że wojskom saudyjskim w prowincji Marib grozi okrążenie i wybicie, nowe bombardowania saudyjskiego terytorium oraz ogólne zamrożenie kontaktów na świecie z powodu pandemii COVID-19 – można powiedzieć, że wojna w Jemenie zamiast być kluczem do mocarstwowości KSA, stała się pierwszym krokiem ku zapaści tego państwa.

Można założyć, że w razie większych problemów w Jemenie Rijad liczył na zaangażowanie Waszyngtonu, co się zupełnie nie sprawdziło. USA cynicznie wykorzystują ciężką sytuację swojego sojusznika, by sprzedawać Saudom swój sprzęt – nie angażując bezpośrednio nawet swojego lotnictwa. Dla decydentów w Polsce musi to być znak, że bycie na rozkazy Waszyngtonu bynajmniej nie niczego nie gwarantuje.

Mimo sprzedaży broni i wysyłania żołnierzy do Arabii Saudyjskiej wahhabickie królestwo – przez bombardowania ludności cywilnej, nieprzestrzeganie wolności prasy, morderstwa na dziennikarzach i hakowaniu za pomocą filmików w WhatsAppie smartfonów najbogatszych osób świata – nie może się pochwalić najlepszą opinią w USA. Stan ten próbują wykorzystać przede wszystkim Zjednoczone Emiraty Arabskie starając się przejąć rolę naczelnego amerykańskiego (nie licząc tworu syjonistycznego) kolaboranta w regionie.

Eugeniusz Onufryjuk

Za: http://xportal.pl/?p=36512

——————————————————–