3 Lipiec 2020

W poprzedniej notce poruszyłem krótko sprawę komór gazowych i pieców krematoryjnych w niemieckich obozach koncentracyjnych.

W 1999 roku podjął ten problem historyk dr Dariusz Ratajczak w niedługim artykule zatytułowanym “Rewizjonizm holokaustu”, pisząc między innymi, “że nie istniały komory gazowe do masowego uśmiercania Żydów oraz że liczba Żydów, którzy ponieśli śmierć w okresie II wojny światowej jest o wiele niższa od podawanej i traktowanej bardzo rygorystycznie liczby 6 milionów”.

Za swe dociekania przypłacił opolski historyk utratą pracy, sławą ‘kłamcy oświęcimskiego’ i w końcu utratą życia w 2010 roku. Historycy dostali wyraźny sygnał, by nie szukali tu nazbyt dociekliwie i problem pozostał i pozostaje nierozwiązany.

Może ja dodam swoje 3 grosze – pisze Tiamat w e-mailu. – Pisałam o tym już na gajówce, spróbuje w skrócie i z pamięci, bo nie wiem, czy znajdę ten link, a pisałam też w różnych innych miejscach.

Jako uczennica liceum (wyjechaliśmy z Wrocławia, gdy kończyłam szkołę podstawową) musiałam obowiązkowo i co roku brać udział w szkolnych wycieczkach do Auschwitz. Z Krakowa do Oświęcimia jest relatywnie blisko. No więc przez całe liceum rok w rok, pobierałam nauki o ‘martyrologii narodu polskiego’.

A potem, jako nauczycielka III LO im. Jana Kochanowskiego obowiązkowo i co roku musiałam programowo zabierać swoją klasę wychowawczą na ’wycieczkę’ do tego obozu. I co Pan powie? – Za każdym pobytem dowiadywałam się innej historii. Słowo holocaust’ usłyszałam po raz pierwszy, gdy byłam już na studiach. Nikt go wcześniej nie używał. Ostatni raz byłam na takiej ‘wycieczce’ z moimi uczniami w 1979 roku. Ale może wrócę do moich czasów licealnych.

Otóż w klasie maturalnej (a ja zawsze należałam do rebeliantów  i lubiłam siać zamieszanie, a przed utratą stypendium ratowała mnie średnia ocen), pojechaliśmy na nauki do Oświęcimia. No więc w tej klasie maturalnej urządziliśmy sobie na tej wycieczce ’show’. W Brzezince, bo wtedy nam opowiadali, że tylko tam była komora gazowa, kolega Maciek D. namówił nas, żebyśmy weszli do tej  komory i sprawdzili, ilu nas tam się zmieści. Maciek był geniuszem matematycznym i szybko wyliczył, że ‘przepustowość’ komory była słaba. Zmieściło się nas w tej komorze w sumie 11 uczniów. Maciek koniecznie chciał wytłumaczyć nauczycielowi, że mu się ‘cyfry plus czas’ nie zgadzają.

Więc ta komora była wielkości ubikacji w mieszkaniu M-3 w bloku. W suficie był rodzaj wentylatora, przez który wpuszczano gaz. Potem wyczytałam, że to było pomieszczenie do dezynfekcji ciuchów nowo przybyłych więźniów. Robiliśmy sobie wtedy żarty i urozmaiciliśmy sobie tę wizytę różnymi głupimi spostrzeżeniami.

Otóż nam chodziło o to, czy więźniów palili w butach, i jak to się stało, że ciała zostały spalone, a włosy i buty zostały itp. No i po co Niemcy myli więźniów, skoro chcieli ich żywcem spalić. W nowiutkich piżamkach. Bo ciągle w tych gablotach oglądaliśmy te buty, także dziecięce, i włosy, które podobno nie były peruką. Więc dociekaliśmy, że z takich sponiewieranych niedopalonych włosów nie można zrobić peruki. No i szczyt antysemityzmu: kto by chciał się myć mydłem z człowieka i do tego wybranej rasy.

Kiedy ostatni raz ‘zwiedzałam’ obóz ze swoją klasą wychowawczą jako nauczycielka, w obozie brakowało tylko McDonald’sa i ogródka jordanowskiego dla dzieci. Ale sprzedawali… lody. Wycieczki z Izraela do tej pory robią sobie hece w czasie zwiedzania obozu.

Mnie zastanawia, dlaczego ostatnio w wielu ‘wspominkach’ o tym obozie nie ma wzmianki o literaturze obozowej, w tym pamiętników J. Cyrankiewicza i książek Grzesiuka. Wydań pamiętników Cyrankiewicza nie wznowiono. A były tam ciekawe rzeczy, na przykład o tym, jak to Cyrankiewicz był w orkiestrze obozowej i był tam też klub sportowy. Pamiętniki Cyrankiewicza zginęły mi jeszcze w Polsce. Natomiast na giełdzie książkowej w Melbourne wiele lat temu nabyłam książkę niejakiego Dziura-Dziurskiego (przybrane nazwisko) pt. ‘Freedom Fighter’.

Autor był Ślązakiem i mówił płynnie po niemiecku. Pewnie dlatego w czasie wojny został, z racji wykształcenia, inspektorem zdrowia w obozach koncentracyjnych na terenach polskich. Jeździł ten inspektor po wszystkich obozach i sprawdzał warunki higieniczne więźniów. Nie tyle chodziło o więźniów co o kadry niemieckie. Wiadomo, że Niemcy byli zawsze uczuleni na tle higieny i czystości. Chodziło o to, by kadry obozowe nie zaraziły się od więźniów żadnymi chorobami.

Jest wiele ciekawych rzeczy, o których pisze autor. Mianowicie, było 90 podobozów rozsypanych po całym Śląsku. Chodziło przecież o niewolniczą siłę roboczą w śląskich zakładach pracy. Faktycznie zabijano więźniów, którzy się do pracy nie nadawali. W Oświęcimiu więźniowie pracowali też dla amerykańskich firm. Budowali transport, linie kolejowa dla I.G. Farben. Pracownicy byli bardzo potrzebni, bo ‘Arbeit macht frei’, więc nie wszyscy ginęli.

Moja mama opowiadała, że palono nie żywych, tylko zwłoki, jako że Niemcy kremowali zwłoki, co było obce polskiej tradycji. Sam fakt kremacji zwłok robił na Polakach okropne wrażenie, więc łatwo było ’to i owo’ dołożyć do istniejącej już tragedii. Holokaust po grecku oznacza ‘ofiara całopalna’, którą stosowano w Kanaanie. Widać komuś się coś przypomniało.

Polscy żydzi byli faktycznie masowo mordowani. Bo nasi Chasydzi ’nie nadawali się do Izraela’ z powodów religijnych: wierzyli, że – zgodnie z Torah – żydzi mogą wrócić do Jerozolimy po nadejściu mesjasza. Znany był przecież powód mordowania żydów:  miała spłynąć krew żydowska, najlepiej ‘całopalnie’, żeby wstrząsnąć światem po to, by powstało państwo Izrael.

Dziura Dziurski pisze też o inspekcjach Czerwonego Krzyża. Miałam kiedyś te raporty (było ich chyba trzy), ale nie wszystkie nasze książki dotarły do nas w Australii. Przesyłała je nam ‘na raty’ moja siostra, mama i teściowa, więc niektóre gdzieś się mogły zawieruszyć. Autor tej książki po wojnie wyemigrował do Anglii. Tam zmienili mu ‘osobowość’ i dokumenty i wysłali do Australii, gdzie 20 lat temu zmarł w Melbourne.

Na mnie obóz w Auschwitz nie zrobił wielkiego wrażenia  Być może, że odwiedzałam obóz w złym towarzystwie. Natomiast, nie wiedzieć czemu, na wycieczce w Treblince ratowało mnie pogotowie. Widać tam były inne bioprądy.

Napisała:  Tiamat

=======================
Pisze bloger Wiatr2020 w komentarzu pod poprzednią notką: Aby coś więcej się rozjaśniło w temacie, trzeba bez obciążeń propagandowych, manipulacyjnych opracowań historycznych pojechać do Oświęcimia i na własne zdroworozsądkowe oczy zobaczyć ten obóz kaźni, aby zrozumieć, że to raczej nie służyło śmierci. Była to raczej wielka ‘sypialnia’ przymusowych robotników

Według przewodników więźniowie co dnia maszerowali przez tę bramę nie do komór, lecz do pracy w niemieckich fabrykach na Śląsku w myśl zasady ‘praca czyni wolnym’. W Treblince (przekaz przewodników) było nawet przedszkole i plac zabaw dla dzieci. W obozie śmierci?! – Wyeksponowane krematorium było dobudowane po wojnie, a poza tym, aby zapobiegać chorobom, epidemii wśród jakże potrzebnej Niemcom siły roboczej skomasowanej na tak małym obszarze, więc palono zmarłych.

Komory gazowe – tam ich nie widziałem. Przewodnicy pokazują jakieś rozwalone fundamenty niewielkiej budowli. Zamordować miliony ludzi w jednym tak małym obszarowo miejscu jest niepodobna. Gdzie masowe groby kości? Spalono w jednym krematorium? Dlaczego tak wielu żydów, i nie tylko ich, przeżyło te wszystkie obozy kaźni i śmierci? – Ale w tej kwestii nie można mieć wątpliwości. Już za pytania można być posadzonym i ukaranym za tzw. antysemityzm.

Napisał:  Wiatr2020

Za: https://zygumntbalas.neon24.pl/post/156244,holocaust-2-watpliwosci-i-problemy-02-07-2020

————————————————————