30 Sierpień 2020 

Robert Tekieli w tygodniku „Sieci” po przeczytaniu mojej książki Café Katedra napisał:

„Czy Kościół w Polsce upada? Oczywiście. Kościół jest w kryzysie od Ostatniej Wieczerzy. Bóg jednak mierzy sukces inna skalą niż my. Jego myślenie nie jest naszym myśleniem. Czytam najnowsza książkę Ewy Polak-Pałkiewicz i zgadzam się z nią, by finalnie uznać, że nie ma racji”.

Oto ciąg dalszy tekstu:

„Oczywiście, po rewolucji francuskiej współczesny świat wydał bezwzględną wojnę Kościołowi. Oczywiście, w Kościele mamy coraz więcej pogubionych hierarchów – modernistów, fałszywie sądzących, że dogmaty mogą ulegać zmianie. Oczywiście Polskę atakują dziś szwadrony agresywnych aktywistów antycywilizacji, Niestety jest tak, że wszyscy wokół nas: sąsiedzi, współpracownicy, celebryci i nawet dzieci rodziców gorliwie zaangażowanych we wspólnoty tradycyjne czy neokatechumenalne, czerpią garściami wzory życia ze zdegenerowanej kultury, której bożkiem jest seks i zysk. Oczywiście młode pokolenie w swej większości odwróciło się od Kościoła oraz patriotyzmu i przyswoiło idee„tolerancji”  będącej zgodą na dyskryminację ludzi myślących zdroworozsądkowo, niepostępowo.

Oczywiście błędem jest w Kościele zastąpienie ewangelizacji dialogiem, a pycha i niefrasobliwość kościelnych reformatorów prowadzą do uleganiu duchowi czasów, złemu duchowi. Oczywiście kardynałowie pochylający głowę przed andyjskim bóstewkiem grzeszą przeciw pierwszemu przykazaniu. Ale, Pani Ewo, myli się Pani, arcybiskup Marcel Lefebvre nie jest pozytywnym bohaterem tej opowieści. Nieposłuszeństwo nie jest sposobem ratowania Kościoła, pokazał to święty Franciszek z Asyżu. Potępiam, jak i Pani, postawę fałszywej lojalności w Kościele. A już papież prowokator to skrajna żenada. Wiem, bo dekady byłem prowokatorem i przez lata broniłem papieża Franciszka i dalej będę bronił przed manipulacjami, ale sumienie mówi mi, że jego zachowanie gorszy ludzi. Czyni wiernych gorszymi. Pytanie jest jednak proste: czy Duch Święty jest w Kościele? Czy papież Franciszek został wybrany przy Jego asystencji? Tylko jedna odpowiedź sprawia, że jesteśmy razem w Mistycznym Ciele Chrystusa”.

Robert Tekieli, tygodnik „Sieci”, 20-26 lipca 2020 (z cyklu „Wojna cywilizacji”, rubryka „Warto”)

Panie Robercie,

Dziękuję, że zauważył  Pan Café Katedra i zachęcił czytelników do przeczytania mojej książki.

Café Katedra jest w odbiorze Pana, jak rozumiem, czymś na kształt litanii błędów, opisu symptomów choroby. Hmm…No dobrze, smuci mnie jednak fakt, że pozostawił Pan czytelników w przeświadczeniu, iż książka zmierza do kompletnie fałszywej, zdaniem Pana, pointy. Że autorka mianowicie utrzymuje, iż tylko jeden człowiek się temu wszystkiemu oparł, „ale to się nie liczy, bo był nieposłuszny”.

Nieposłuszny abp. Lefebvre? Jakiż to schemat, jaka klisza!

Nie będę Pana w tym miejscu przekonywać, że przesłanie książki jest zgoła odmienne: Kościół jest zawsze zwycięski, ci, którzy mu wiernie i lojalnie służą – pomimo błędów świata i obecnych poważnych błędów dużej części hierarchii – nigdy nie pobłądzą.

Jednak sprawa posłuszeństwa wobec władzy w Kościele musi być przedstawiona prawdziwie. Ona zawsze nastręcza katolikom trochę kłopotów, to fakt. Ale nie aż takich, żeby kapitulować i oświadczać, że wszelkie nieposłuszeństwo jest zdradą Kościoła. Gdyby tak było, czym Kościół różniłby się od sekty? Prawda ma w Kościele pierwszeństwo, nawet przed osobistą lojalnością wobec przełożonego. Nawet wtedy, gdy przełożony jest papieżem. Posłuszeństwo – także w Kościele – ma swoje granice. Nie może być ślepe, nie może być bezwzględne. To byłoby czymś nieludzkim.

Nieomylność papieża w sprawach wiary i moralności – gdy przemawia on ex cathedra i ma stosowną intencję (wtedy właśnie cieszy się on asystencją Ducha Świętego) – nie jest nieomylnością we wszystkich innych kwestiach, nawet w tak delikatnej, jaką jest sprawa dyscypliny kościelnej. Żeby nie szukać daleko: to przecież św. Maksymilian M. Kolbe przypominał (w swoich listach do brata), że jeżeli władza zwierzchnia w Kościele usiłuje nas nakłonić do grzechu posłuszeństwo w żadnym wypadku nie obowiązuje. To jest ten jeden jedyny wyjątek. Czym była decyzja papieża wobec abp. Lefebvre? Arcybiskup zgodnie ze swoim powołaniem miał – tak jak każdy biskup – zajmować się krzewieniem wiary. Sprzeniewierzyłby się temu obowiązkowi, gdyby papieża posłuchał i nie zapewnił swojemu dziełu – Bractwu św. Piusa X – biskupa, swojego następcy. (W książce wyjaśniam szeroko mało znane okoliczności tej decyzji podjętej w 1988 roku). Tylko po to konsekrował czterech biskupów, by byli jego następcami, by kontynuowali jego dzieło, dla zachowania w Kościele Tradycji – a Tradycja to prawda. Bez tej konsekracji Bractwo umarłoby śmiercią naturalną.

Pius XII  i  Marcel Lefebvre, Arcybiskup Dakaru (lata 50. XX w.)

Robienie z abp. Lefebvre`a schizmatyka – zwłaszcza w mediach katolickich i prawicowych – jest żerowaniem na niedouczeniu katolików w kwestii tego, czym  jest posłuszeństwo w Kościele (również na błędnym rozumieniu słowa „schizma”). Czy nie pamięta Pan przykładów Honoriusza I, Paschalisa II, Jan XXII – papieży, którzy mocno pobłądzili, popełnili poważne błędy przeciw doktrynie? (Każde zniekształcenie doktryny, nawet pozornie błahe, „niewinne” ma straszliwe skutki dla wiary). Nieposłuszeństwo wobec każdego z tych papieży, zdecydowany i stanowczy opór byli zmuszeni wykazać ówcześni biskupi i chwała im za to (papież Honoriusz umarł jako heretyk, pozostali odżegnali się od swoich błędów; w tych dwóch przypadkach opór biskupów, ich „nielojalność” wobec Ojca Świętego, doprowadził do opamiętania Głowy Kościoła). Pana przykład ze św. Franciszkiem i Innocentym III jest całkowicie nietrafiony, tu nie chodziło o doktrynę i św. Franciszek będąc w zgodzie zarówno z sumieniem jak i z zasadą posłuszeństwa nie musiał się upierać.

„Nieposłuszeństwo” abp. Lefebvre`a polegało na tym, że trzymał się doktryny, dogmatów i Tradycji. Bronił ich.  Uznawał je za niezmienne, tak jak powinien to czynić każdy katolik. Prawda, która jest zmienna nie jest prawdą. Paradoksalnie to właśnie oskarżenia i gromy rzucane na abp. Lefebre`a przez ludzi Kościoła – i zwykłych katolików – ujawniły cały rozmiar kryzysu w Kościele.

Czyż nie dlatego ekskomunika abp. Lefebvre`a i konsekrowanych przez niego biskupów była tak krótkowieczna? Trwała (jeśliby ktoś wziął ją za dobrą monetę) zaledwie dwadzieścia lat? Czy nie pamięta Pan, że ekskomunika nałożona przez Jana Pawła II w 1988 roku została przez Benedykta XVI uznana za nieważną w 2009 roku (pomimo, że żyjący potępieni – czterech biskupów Bractwa – nie zmienili nawet przecinka w tym, co mówili, nie zaniechali też bynajmniej swojej posługi)? Czy można, pisząc krytycznie o abp. Lefebvre, pomijać milczeniem fakt zdjęcia ekskomuniki?

Abp. Marcel Lefebvre, Dakar, l. 50.

Pozwolę sobie zacytować fragment mojej książki: „Z reguły w omówieniach działalności abp. Marcela Lefebvre’a omija się największą minę, na której jego krytycy wysadziliby w powietrze swoją konstrukcję złożoną z półprawd. Jest nią historia ekskomuniki, jaka została nałożona na arcybiskupa po wyświęceniu, bez zgody papieża, czterech biskupów Bractwa, w czerwcu 1988 roku, i charakter tej „kary od początku nieważnej”. Tak właśnie traktowali ją zawsze abp Lefebvre (co nie znaczy, że przyjął ją obojętnie) i całe Bractwo. Jest to jednak sprawa jasna tylko dla tych, którzy znają subtelności prawa kanonicznego. Prawo kościelne jest przewidujące, uwzględnia sytuację, w jakiej znalazł się arcybiskup i bierze go w obronę! Kodeks Prawa Kanonicznego precyzuje bowiem stan wyższej konieczności, w której obrona wiary uzasadnia nawet nieposłuszeństwo władzy kościelnej i jako taka nie może podlegać karom. Kanonista z Moguncji, prof. Georg May uzupełnia opis stanu wyższej konieczności w Kościele o sumę reguł prawnych, które obowiązują w przypadku zagrożenia ciągłości lub wolności Kościoła. Podstawowym przecież zadaniem Marcela Lefebvre’a – tak jak każdego biskupa – było zabieganie o zachowanie wiary. Wyświęceni bez zgody papieża biskupi są tylko biskupami pomocniczymi, nie mają jurysdykcji właściwej biskupom diecezjalnym. Nie mogą erygować diecezji i parafii, nie mieli też zamiaru budować równoległych struktur kościelnych (jak w Chinach). Jurysdykcja Bractwa w stosunku do wiernych jest jurysdykcją nadzwyczajną i uzupełniającą, „dla zbawienia dusz”, z powodu słabości czy błędów odpowiednich władz.” (Café Katedra str. 340-341).

Karl-Friedrich Schinkiel  – Średniowieczne miasto nad rzeką

I jeszcze – na koniec – znamienny fragment rozważań kard. Johna H. Newmana na temat posłuszeństwa, który dowodzi jak bardzo realistyczny, praktyczny i „życiowy” jest Kościół, także w kwestii posłuszeństwa – choć jego przeciwnicy utrzymują, że jest nie do zniesienia sztywny, beznadziejnie odrealniony, mściwy i nieludzki:

„…trzeba dodać, że są możliwe przypadki, w których [katolik] byłby zobowiązany do działania wyłącznie na podstawie swojego osądu – a mianowicie, gdyby głosu jego sumienia nie dałoby się pogodzić z żadnym kierunkiem działania proponowanym mu przez inne osoby. (…) Kard. Turrecremata mówi: »Chociaż z tej okoliczności jasno wynika, że papież czasami błądzi i rozkazuje rzeczy, których robić nie wolno, i że nie mamy być po prostu posłuszni we wszystkim, nie pokazuje to, że nie może domagać się posłuszeństwa od wszystkich, gdy jego rozkazy są dobre. Jak poznać, w jakich wypadkach należy być mu posłusznym, a w jakich nie, powiedziano w Dziejach Apostolskich: «Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi» (Dz 5,29); a zatem gdyby papież rozkazał coś wbrew Pismu Świętemu, artykułom wiary, prawdzie sakramentów lub nakazom prawa naturalnego albo Bożego, nie należy być mu posłusznym, lecz w takich wypadkach go zignorować (despiciendus[1].

Bellarmine, mówiąc o przeciwstawianiu się papieżowi, powiada: »Aby przeciwstawić się i bronić siebie, nie potrzeba zgody żadnej w władzy (…). A zatem, jak zgodne z prawem jest przeciwstawienie się papieżowi, gdyby zaatakował kogoś fizycznie, tak samo zgodne z prawem jest przeciwstawienie się mu, gdyby zaatakował dusze lub zburzył pokój w państwie (turbanti rempublicam), jeszcze bardziej zaś gdyby dążył do zniszczenia Kościoła. Jest zgodne z prawem, powiadam, przeciwstawić się mu, nie wykonując jego rozkazów i przeszkadzając w spełnieniu jego woli«”[2].

Arcybiskup Kendrick mówi: »jego władza została mu dana do budowania, nie do niszczenia. Jeśli będzie jej używał z miłości do panowania (quod absit), rzadko kiedy spotka się z posłuszną ludnością«[3].

Kiedy zatem pan Gladstone [William Ewart Gladstone – premier Wlk. Brytanii w czasach kard. Newmana – EPP] pyta katolików, jak mogą być posłuszni królowej, zachowując równocześnie posłuszeństwo papieżowi, skoro może się tak zdarzyć, że rozkazy tych dwóch władców będą ze sobą w konflikcie, odpowiadam, że jest dla mnie regułą być posłusznym zarówno jednej, jak i drugiej władzy, ale nie ma w tym świecie reguł bez wyjątków i jeśli albo papież, albo królowa żądaliby ode mnie absolutnego posłuszeństwa, wówczas on lub ona złamaliby tym samym prawa obowiązujące wśród ludzi.  (…) zdecydowałbym zależnie od konkretnego przypadku, który pozostaje poza wszelką regułą i o którym trzeba decydować, opierając się na jego własnym meritum. (…) Tu oczywiści pojawią się głosy sprzeciwu mówiące, iż mimo wszystko uciekam się do protestanckiej doktryny prywatnego osądu. Nieprawda. Twierdzenie, że prywatny osąd jest naszym zwyczajnym przewodnikiem w sprawach wiary, jest istotnie doktryną protestancką, ja jednak korzystam z niego we wspomnianym przypadku w odniesieniu do nadzwyczajnych i rzadkich – ba! – niemożliwych sytuacji… To wielki błąd przypuszczać, że nasz stan w Kościele katolickim do tego stopnia podlega regule i systemowi, że nigdy nie przytrafia się nam to, co duchowni nazywają Opatrznością Bożą. Nauczanie i pomoc Kościoła nie odpowiadają na wszystkie potrzeby, jakie można sobie wyobrazić, lecz tylko na potrzeby zwyczajne. (…)” Św. kard. John Henry Newman, Sumienie chrześcijańskie, Wydawnictwo WAM, 2019. (str. 57- 62)).

św. kard. John Newman , mal. John Everett Millais

Tyle ten nowy święty Kościoła, konwertyta z anglikanizmu.

Panie Robercie, przecież sam Pan przyznaje – i wielokrotnie podkreśla Pan to w swych felietonach – że sytuacja w Kościele nie należy, mówiąc eufemistycznie, do tych zwyczajnych.

Ewa Polak-Pałkiewicz – 25 Sierpień 2020 r.

——————————————————–

Komentarz Czytelnika:

Asystencja Ducha Świętego nie jest gwarancją właściwego wyboru. Bóg nie jest żyrantem zdrady, tylko ją dopuszcza. Jego asystencja oznacza łaskę rozeznania dla osób na konklawe. Ale, jest tak jak z każdą łaską – i ta może zostać zmarnotrawiona.

Asystencja oznacza jednak przede wszystkim gwarancję tego, że Kościół nie zginie nigdy, pomimo ludzkich (i nie tylko) knowań, nawet tych podczas konklawe. Wiele wskazuje na to że obecny papież został wybrany przy innej, raczej ludzkiej asystencji, czyli spisku mafii z Sankt Gallen (mówił o tym przed śmiercią członek tejże czyli kard, Daneels, a szerzej prof. Roberto de Mattei). Zresztą wystarczy przypomnieć sukcesy rodziny Borgiów, którzy znani byli z kupczenia beneficjami kościelnymi w celu zdobycia wymaganej prawem liczby głosów na konklawe. To moja odpowiedź na pytanie pana Tekielego: „Czy papież Franciszek został wybrany przy Jego asystencji? Tylko jedna odpowiedź sprawia, że jesteśmy razem w Mistycznym Ciele Chrystusa”.

Asystencja Ducha Świętego nie tylko że jest dziś nadinterpretowana w kierunku papolatrii, to jeszcze wyciąga się z tej podstawy wyboru papiestwa źle interpretowaną zasadę posłuszeństwa . Posłuszeństwo żadnej z przytaczanych często w takich sytuacjach świątobliwych postaci, nie oznaczało akceptacji zła. Czy tak posłuszny o. Pio (znany z surowości w ocenie penitentów) udzieliłby Komunii św. rozwodnikom w ponownych związkach? Myślę, że to rozdarcie w kwestii interpretacji i obawa o zasadę protestancką, już dowodzi jak bardzo ulegliśmy tym wpływom. Bronimy zasady asystencji choć bardziej powinniśmy bać się zdrady i konsekwencji tej zdrady w Kościele. Bronimy też posłuszeństwa, choć Kościół od kilkudziesięciu lat sprywatyzował niemal wszystko co się da, od liturgii po nauczanie.

Robert Tekieli broni czegoś co stało się fasadą. Asystencja Ducha Świętego ma zabezpieczać i legitymizować zdradę w Kościele, która kryje się za fasadą błogosławieństwa dla konklawe. Temu służą też automatyczne wręcz kanonizacje posoborowych papieży. „Posłuszeństwo” zaś służy rozprzestrzenianiu się choroby w Mistycznym Ciele.

Wojciech Miotke – 24. VIII. 2020

——————————————-

Polecam Czytelnikom artykuł  Adama Małaszewskiego: „Z okien katedry patrząc na liberalny świat” – recenzja książki Ewy Polak-Pałkiewicz Café Katedra, zamieszczony w numerze 208 (3/2020) dwumiesięcznika „Zawsze Wierni”, a także recenzję Michała Żarskiego, autora bloga Litera Tura ( http://ltura.blogspot.com/2020/04/ewa-polak-pakiewicz-cafe-katedra-w.html ) oraz tekst Grzegorza Górnego zamieszczony w miesięczniki „Rzeczy wspólne”.

Recenzję Café Katedry opublikował też dwumiesięcznik „Arcana” (pióra Jerzego Binkowskiego) w n-rze 1 (2020) oraz „Gazeta Polska Codziennie” (Wojciecha Miotke).  Obszerny tekst poświęciła książce p. Alina Czerniakowska, reżyser filmów dokumentalnych, w tygodniku „Sieci” w marcu br. roku.

[1] J. de Turrecremata OP, Summa de Ecclesia, una cum Aparatu, super decreto Papae Eugenio III. In Consilio Florentyno de Unione Graecorum emanato. Venetia 1561. s. 47-48

[2] R. Bellarmine SJ, De Romano Pontifice, II, 29

[3] F.P. Kendrick, Teologie moralis, Philadelphia 1841.

Za: http://ewapolak-palkiewicz.pl/nieposluszny-abp-lefebvre/

Za: https://www.bibula.com/?p=116471

————————————————————-