10 Wrzesień 2020 

Nauczanie Kościoła o homoseksualizmie. 9 kłamstw „katolików otwartych”
 

Modernistyczni, liberalni katolicy chcą przeprowadzić w Kościele tęczową rewolucję. Nie ma jednak do tego żadnych podstaw. Nauczanie katolickie na ten temat jest doskonale precyzyjne, a argumenty, jakimi posługują się tęczowi hunwejbini, są całkowicie mylne.

W obliczu postępów politycznego ruchu LGBT dyskusja o homoseksualizmie wkracza coraz częściej do polskiego Kościoła. Część liberalnie nastawionych katolików zastanawia się, czy kościelne nauczanie na temat tego problemu nie jest przestarzałe lub zgoła błędne. Niektórzy z nich twierdzą już zupełnie wprost, że tak właśnie jakoby jest – i domagają się uznania praktyki homoseksualnej za w pełni kompatybilną z wiarą katolicką. To jest tymczasem niemożliwe – i ten stan rzeczy ma naprawdę dobre i mocne fundamenty.

Kościół katolicki pochyla się nad problematyką homoseksualizmu od samego początku. Paweł Apostoł wyraźnie potępia obcowanie płciowe osób tej samej płci. Liber Gomorrhianus św. Piotra Damianiego z XI wieku krytykuje rozpowszechnią wśród duchowieństwa jego czasów sodomię. W kolejnych stuleciach papieże i urzędy Stolicy Apostolskiej niejednokrotnie podkreślały, że czyny homoseksualne są moralnym złem. W naszych czasach doszła do tego obszerna i doskonale uargumentowana filozoficznie krytyka politycznej agendy ruchu LGBT, zaprezentowana w dokumentach Kongregacji Nauki Wiary.

Można zatem z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że gdy idzie o problem homoseksualizmu kościelne nauczanie jest, po pierwsze, starożytne, po drugie, obszerne. Rzecz dotyka materii dobrze znanej i szeroko opracowanej – nie można zatem go po prostu ominąć i domagać się beztrosko zmiany nauczania. Ujmując rzecz inaczej, katolik, który występuje z postulatem uznania praktyk homoseksualnych za moralnie dopuszczalne, a propozycji politycznych za akceptowalne, zaprzecza wielowiekowemu nauczaniu Kościoła.

Mimo wszystko część polskich katolików uważa, że może występować publicznie z projektem swoistej „rewizji” nauczania Kościoła na temat homoseksualizmu. Wykorzystuje się przy tym rozmaite argumenty, ale wydaje się, że można wyróżnić kilka najczęściej używanych. Poniżej postaramy się wykazać, że wszystkie są całkowicie błędne.

  1. Homoseksualiści chcą jedynie równouprawnienia

To nieprawda, że polityczny ruch LGBT domaga się równouprawnienia. W istocie domaga się specjalnych przywilejów. Polski porządek prawny, bazujący w większości na dorobku łacińskiej cywilizacji prawnej, nie rozróżnia obywateli podług ich skłonności płciowych. Każdy obywatel ma dokładnie te same prawa: może głosować w wyborach albo nie głosować, założyć firmę albo jej nie zakładać, zawrzeć związek małżeński albo go nie zawierać. Polityczny ruch LGBT forsuje tymczasem wprowadzenie nowej instytucji, zupełnie nieznanej polskiej i łacińskiej tradycji: związków jednopłciowych. Mowa zatem nie o „równouprawnieniu” – bo ono jest faktem, ale o stworzeniu czegoś nowego, z czego korzystać ma konkretna, wąska grupa polskiego społeczeństwa. Idzie zatem o przywilej sensu stricto.

  1. Wielu księży to homoseksualiści

Z faktu, że niemały odsetek duchowieństwa ma, być może, skłonności homoseksualne, nie wynika bynajmniej nic – podobnie jak z tego, że – przypuśćmy – niemały odsetek ludzi pracujących w mediach to alkoholicy. Czy jeżeli tak by było, to należałoby domagać się, aby media stawały w obronie alkoholizmu i promowały upijanie się do nieprzytomności? Nie; podobnie najbardziej nawet rozpowszechniona przywara kapłanów nie ma żadnego znaczenia dla słuszności ferowanych przez Kościół osądów moralnych.

  1. Homoseksualizm nie jest szkodliwy społecznie, bo kultywowano go na przykład w antycznej Grecji czy Rzymie

To argument niezwykle przewrotny – i podwójnie nieprawdziwy. Panuje rzeczywiście powszechne mniemanie, jakoby w świecie starożytnym, zwłaszcza greckim, homoseksualizm był swoistą społeczną normą. Tymczasem w istocie normą była jedynie pederastia, a zatem stosunki seksualne między dorosłymi mężczyznami a chłopcami… Homoseksualizm rozumiany jako związek między dwiema dorosłymi osobami tej samej płci nie był bynajmniej normą, ani w Rzymie, ani nawet w Grecji. Wystarczy poczytać popularne ateńskie komedie Arystofanesa, by przekonać się, że ówczesny demos nie miał o takich relacjach seksualnych dobrego zdania; relacje jednopłciowe mogły uchodzić za akceptowalne jedynie w elitarnych, najbogatszych warstwach społecznych. Co więcej twierdzenie, jakoby grecka i rzymska rozpusta obu tym wspólnotom nie zaszkodziła, jest nieweryfikowalne: przecież obie upadły. W 146 roku przed Chrystusem Grecy utracili suwerenność, a rzymskie Cesarstwo w kilka wieków później rozpadło się. Nie oznacza to, że był to wynik rozpusty Greków i Rzymian – ale nie można przyjmować za pewnik, że starożytne obyczaje nie wywołały żadnych złych skutków.

  1. Legalizacja związków partnerskich nie ma żadnego znaczenia dla kraju

Tak się pozornie wydaje: co z tego, że dwoje ludzi tej samej płci sformalizuje swoją zażyłość, osiągając dzięki temu szereg ułatwień prawnych? Kłopot w tym, że na tym się nigdy nie kończy: dziesięciolecia postępów ideologii „wyzwolenia” seksualnego i LGBT na zachodzie pokazują, że po związkach partnerskich wprowadza się zawsze w kraju homoseksualne „małżeństwa”. Za tym – siłą rzeczy – musi iść głęboka zmiana, na przykład, w systemie edukacji powszechnej. Skoro państwo akceptuje „małżeństwa” jednopłciowe, to musi przedstawiać dzieciom w szkołach, że to dopuszczalne – i normalne. Ponadto jeżeli zgadzamy się, że takie związki są normalne, dopuszczalne i akceptowalne, musimy uznać za analogiczne także inne formy związków – na przykład złożone z kilku osób, o ile tylko pojawi się kiedyś silne lobby, tego się domagające! To logicznie konieczne: akceptacja związku homoseksualnego jest afirmacją związku wykluczającego powołanie nowego życia, a zatem opartego wyłącznie na subiektywnych uczuciach i pożądaniach. Otwiera to drogę do całkowitej destrukcji cywilizacyjnego ładu, na którym zbudowany jest nasz kraj, a którego istotą jest rodzina – i zastąpienia go zupełnie nowym (nie)porządkiem. A zatem twierdzenie, jakoby legalizacja związków partnerskich nie miała większego znaczenia to głęboko fałszywe.

  1. Homoseksualizm jest naturalny – takimi stworzył tych ludzi Bóg

To twierdzenie jest szczególnie rozpowszechnione, tymczasem nie ma żadnej realnej podstawy. Katechizm Kościoła Katolickiego poucza, że „psychiczna geneza [homoseksualizmu] pozostaje w dużej części niewyjaśniona” – i jest to prawda. Fakt, że Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne w 1973 roku na drodze głosowania skreśliło homoseksualizm z listy dewiacji, nie ma znaczenia, bo nauką nie rządzą prawa demokratyczne. Nie jest też istotne, czy homoseksualizm jest nabyty, czy wrodzony.  Niczego to nie zmienia dla jego właściwej oceny. Czy fakt, że część ludzi rodzi się, na przykład, bez nogi, ma oznaczać, że winniśmy wbrew zdrowemu rozsądkowi uznawać takie osoby za w pełni zdrowe? Kościół naucza, że cierpienie ma sens – co nie oznacza, że istnienie cierpienia jest upragnione przez Boga. Pan nie chce, aby rodzili się ludzie bez nogi. Czy może zatem chcieć, aby rodzili się ludzie niezdolni do założenia normalnej rodziny? Nie. Mowa o konsekwencjach grzechu pierworodnego, a nie o porządku pierwotnie zamierzonym przez Stwórcę.

  1. Katolicka nauka o homoseksualizmie jest okrutna, bo skazuje takie osoby na samotność i odbiera im radość życia

By wykazać logiczną niespójność tego argumentu wystarczy za „homoseksualizm” podstawić inne zjawisko, na przykład pedofilię. „Katolicka nauka o pedofilii jest okrutna, bo skazuje takie osoby na samotność i odbiera im radość życia”. Cóż, być może rzeczywiście katolicka nauka o pedofilii skazuje takie osoby na samotność i odbiera im „radość” życia – ale to nie wina katolicyzmu, a patologii pedofilii. Nie idzie tu, oczywiście, o zrównywanie homoseksualizmu z pedofilią – w żadnym razie, jedynie o wykazanie, że tak to nie działa. Jeżeli Kościół katolicki rozpoznaje z całkowitą pewnością jakieś zjawisko jako grzeszne, tak jak jest to w przypadku kradzieży, morderstwa, pedofilii, niewolnictwa czy praktyki homoseksualnej – ma obowiązek głosić prawdę niezależnie od tego, jak poczuje się w efekcie złodziej, morderca, pedofil, łowca niewolników czy homoseksualista. Okrutne? Nie, po prostu prawdziwe.

  1. Jezus nie mówił o homoseksualizmie, więc problemu nie ma

Pan Jezus rzeczywiście nie mówił o homoseksualizmie. Zarazem Chrystus nie mówił też o wielu innych rzeczach, jak choćby o sadystycznym katowaniu zwierząt. Mimo tego Kościół nie ma problemu z moralną oceną takiego zachowania, bo kieruje się nie tylko zapisanymi słowami Pana, ale również rozumem. Pan Jezus potępiał nieczystość i rozwiązłość, a zatem seksualne relacje poza małżeństwem. Już to mogłoby nam wystarczyć, ale mamy przecież więcej: o homoseksualizmie napisał Apostoł Narodów, potępiając relacje seksualne między osobami tej samej płci. I nawet jeżeli św. Paweł nie znał politycznych postulatów ruchu LGBT i nie wiedział, że 2000 lat później ktoś przedstawi związek dwóch mężczyzn oraz dwóch kobiet jako „oparty na miłości”, to przecież nie zmienia to samej istoty zjawiska – używania seksualności poza małżeństwem.

  1. Adopcja dzieci przez homoseksualistów jest dobra, bo to lepsze, niż dom dziecka

Z równym skutkiem można dowodzić, że lepsze jest dać sobie uciąć jedną rękę, niż obie ręce i nogi. Tak, to prawda – lepiej stracić tylko jedną kończynę. A zatem: tak, to być może prawda – w niektórych domach homoseksualnych dziecko mogłoby być bezpieczniejsze niż w domu dziecka. Problem w tym, że… to żaden argument, bo tworzymy całkowicie fałszywą alternatywę. Nikt nie chce uciąć nam wszystkich kończyn, toteż nie musimy uciekać się do ucięcia jednej. A małżeństw – normalnych, heteroseksualnych! – gotowych i chętnych do adopcji dziecka jest w Polsce tyle, że nikt nie musi rozważać konieczności oddawania dzieci w ręce homoseksualistów. Taki problem nie istnieje – dzieci z domów dziecka nie potrzebują „rodzin homoseksualnych”; to raczej homoseksualne pary miewają pragnienie wychowywania dzieci. I znowu – sam fakt, że człowiek żywi jakieś pragnienie, bynajmniej nie czyni go jeszcze uprawnionym.

  1. Krytyka homoseksualizmu dzieli Kościół i społeczeństwo

To kolejny ze szczególnie przewrotnych argumentów. Przecież to nie krytyka czynów homoseksualnych czy też politycznej agendy LGBT dzieli Kościół i społeczeństwo, ale, odwrotnie, to tęczowe lobby wprowadza podziały, segregując ludzi podług ich skłonności seksualnych. Gdyby w samym Kościele wszyscy deklarowali wierność prawdzie Ewangelii i zobowiązującemu nauczania, żadnych podziałów by nie było. Podobnie gdyby w świeckim społeczeństwie nikt nie występował z roszczeniami przywilejów i pomysłami rewolucjonizowania instytucji małżeństwa, nie byłoby żadnych podziałów na tym tle.

Mocno przeciwko kłamstwu

Najczęściej wysuwane przez katolickich modernistów argumenty na rzecz zmiany nauczania Kościoła na temat homoseksualizmu są po prostu wewnętrznie sprzeczne, nielogiczne – i błędne. Ich rozpowszechnienie w polskiej debacie o problemie LGBT wynika z jednej strony z sofistycznej przewrotności argumentacji, z drugiej – z olbrzymiej siły finansowej lobby stojącego za tęczową rewolucją. Katolikowi nie wolno jednak ulegać tym kłamstwom – i co najważniejsze, nie ma żadnych formalnych powodów, by ktokolwiek miał skłaniać się do modernistycznego fałszu. Nauczanie Kościoła jest w tej sprawie doskonale jasne, czemu najlepszy wyraz daje Katechizm Kościoła Katolickiego. Zostawiam Czytelnika z trzema kluczowymi jego paragrafami – tego musimy się trzymać. Wierzymy, że Kościół nie myli się w tej sprawie od 2000 lat – to tylko liberalni katolicy dali się zwieść wrogom Mistycznego Ciała Chrystusa.

Paweł Chmielewski

 Z Katechizmu Kościoła Katolickiego:

Za: https://www.pch24.pl/nauczanie-kosciola-o-homoseksualizmie–9-klamstw-katolikow-otwartych-,78284,i.html

—————————————————————