15 Październik 2020

Bp Athanasius Schneider: Propaganda homoseksualizmu jest przeciw godności człowieka

Nie wolno ulegać tym, którzy zarzucają nam dyskryminację. Czy jeśli mówimy o niebezpieczeństwie alkoholizmu i o tym, że należy leczyć alkoholików, to ich dyskryminujemy? Alkoholizm to choroba. Gdybyśmy posługiwali się logiką ideologów LGBT, to powiedzielibyśmy, że nie wolno nazywać alkoholików ludźmi chorymi, a alkoholizmu chorobą, bo to forma ich dyskryminacji – mówi w rozmowie z Pawłem Lisickim na łamach książki „Wiosna Kościoła, która nie nadeszła” bp Athanasius Schneider.

Kolejne państwa europejskie próbują radykalnie ograniczyć wolność słowa i wolność opinii. Na szczęście w Polsce wciąż jeszcze wolno otwarcie krytykować ruch LGBT i jego postulaty. W wielu innych państwach jednak albo w ogóle nie jest to możliwe, albo taka krytyka jest coraz bardziej ryzykowna. Mam na myśli między innymi Wielką Brytanię, Francję, Holandię. Praktycznie we wszystkich państwach, które wprowadziły prawa zrównujące status par jednopłciowych i normalnych małżeństw, próbuje się zamknąć usta krytykom tego rozwiązania, zmusza się też do milczenia przeciwników homoseksualnego stylu życia. Czy zdaniem Księdza Biskupa te ustawy antydyskryminacyjne nie są po prostu formą demokratycznego totalitaryzmu? Takie pytanie przygotowałem sobie jeszcze przed moim przyjazdem do Kazachstanu. Wczoraj, kiedy rozmawialiśmy, Ksiądz Biskup nazwał homoseksualizm formą patologii, formą choroby. Niemal w tym samym czasie w Szwajcarii odbyło się referendum, w którym sześćdziesiąt procent Szwajcarów opowiedziało się za karami dla osób szerzących „homofobię” i „mowę nienawiści”. Nie mam wątpliwości, że słowa, które Ksiądz Biskup wypowiedział na temat homoseksualizmu, zostałyby w tych państwach zakwalifikowane właśnie jako przejaw karalnej już „homofobii” czy „mowy nienawiści”. Gdyby Ksiądz Biskup wypowiedział je nie tu, w Kazachstanie, nie w Polsce, ale właśnie w którymś z rzekomo demokratycznych państw Zachodu, mogłoby to spowodować surowe reperkusje. Natychmiast zostałby Ksiądz Biskup oskarżony albo przez jedną z organizacji LGBT, albo przez prokuraturę danego kraju. Nie można zresztą wykluczyć, że nawet obecnie, po naszym wywiadzie, w którymś z tych krajów dojdzie do próby zatrzymania Księdza Biskupa i osądzenia. Jeśli Ksiądz Biskup nie odwoła swojej opinii – że homoseksualizm to coś chorobliwego i powinien być leczony – to grozi księdzu wyrok więzienia. Czy Ksiądz Biskup się tego nie obawia? Że pewnego dnia, kiedy pojawi się Ksiądz na lotnisku we Włoszech albo w Wielkiej Brytanii, albo w innym miejscu, zostanie aresztowany?

Jedno jest pewne: jeśli coś takiego miałoby się wydarzyć, na pewno nie odwołam żadnego z moich słów.

Czyli Ksiądz Biskup nie będzie prosił o przebaczenie tak jak tylu innych polityków, ale także ludzi Kościoła? Ksiądz Biskup nie wycofa się ze swoich opinii?

W żadnym razie.

Nawet jeśli, jak można przypuszczać, będzie Księdzu Biskupowi za to groziła kara więzienia?

Nawet wtedy. Choćbym miał pójść do więzienia, nie wycofam się z niczego, co powiedziałem. Kiedy człowiek cierpi dla prawdy, to cierpi dla Chrystusa. A cierpienie dla Chrystusa powinno być naszą chlubą. Przypomnę, że Jan Chrzciciel poniósł śmierć męczeńską, kiedy wypominał królowi Herodowi, że nie ma prawa wziąć sobie za żonę żony swego brata. Za to go ścięto. Nie zginął bezpośrednio dla Chrystusa. Bronił wartości małżeństwa. Ale jest czczony jako męczennik. To, że homoseksualizm stanowi patologię, to fakt.

Ksiądz Biskup mówi, że to fakt. Ale w wielu krajach Europy zostałoby to uznane za „mowę nienawiści”. Tam uważa się, że homoseksualizm jest normą, że nie trzeba tego leczyć, że, przeciwnie, to coś, z czego należy się cieszyć i być dumnym. Za takie słowa czeka kara.

To nadużycie. Nadużycie pojęć i prawa. To też atak na wolność. Dlaczego gdy ktoś bluźni przeciw Chrystusowi, nie jest to mowa nienawiści? Albo gdy atakuje Kościół katolicki lub wyśmiewa katolików? Dlaczego to nie jest mowa nienawiści?

Bo kiedy atakuje się katolików, to jest to wolność opinii. A kiedy krytykuje się ideologię LGBT, to jest nienawiść. Proste.

To jest czysta arbitralność. Propaganda homoseksualizmu jest przeciw godności człowieka. Powtarzam: musimy tym ludziom pomagać, żeby przezwyciężyli swoje wewnętrzne rozdarcie. Kiedy widzę człowieka chorego i mówię mu, że jest zdrowy, oszukuję go. Jeśli okazuję mu współczucie, to go nie dyskryminuję. Nie zwracam się przecież teraz do poszczególnych osób. Nie mówię, że pan Kowalski lub Müller to homoseksualista – to byłoby zniesławienie. To byłoby wskazanie konkretnej osoby. Ja zaś mówię ogólnie o rodzaju postępowania. Ludzie, którzy mają takie skłonności, cierpią na pewną przypadłość – to jest fakt, to jest diagnoza. Tak zawsze uważano, tak aż do lat siedemdziesiątych XX wieku uważali wszyscy naukowcy, psychiatrzy, psychologowie. Cała międzynarodowa nauka do lat siedemdziesiątych XX wieku reprezentowała taki pogląd. Zmiana nastąpiła nie wskutek jakiegoś odkrycia, ale akcji politycznej. Pod wpływem skutecznego politycznego nacisku. Tak samo było w reżimach nazistowskim i komunistycznym. Tam też niektóre opinie, same w sobie absurdalne i niedorzeczne, traktowane były z całą powagą jako naukowe i nie wolno było ich pod surowymi karami kwestionować. Na przykład w Niemczech po dojściu Hitlera do władzy w 1933 roku uznano, że rasa aryjska jest bardziej wartościowa niż inne rasy, co jest absurdem. Gdybym za czasów Trzeciej Rzeszy powiedział, że rasa żydowska ma taką samą wartość jak rasa aryjska, zostałbym zamknięty w więzieniu. Moja opinia nie odpowiadałaby wówczas rządzącej państwem ideologii nazistowskiej i byłaby w oczach nazistów formą dyskryminacji rasy panów. Co więcej, na straży tej ideologii stali wówczas naukowcy, którzy swoim autorytetem naukowym uzasadniali nieludzkie postępowanie władz. Tylko że to nie miało nic wspólnego z rzeczywistością. Co się tyczy ontologicznej wartości ludzi, rasy są sobie całkowicie i bezwzględnie równe. Nieważne, czy człowiek jest Żydem, czy Niemcem, czy ma kolor skóry biały, czy czarny – ma takie same prawa, jest takim samym człowiekiem. Ta podstawowa równość ludzi, tak zwalczana przez ideologów rasizmu w Trzeciej Rzeszy, jest właśnie faktem.

Tak samo to, co mówię obecnie o homoseksualizmie, jest faktem. I jeśli Bóg dopuściłby, żebym miał iść za te słowa do więzienia, to gotów jestem tam iść. Bo nic się nie dzieje bez Bożego zezwolenia. Gdyby się tak jednak stało, to wówczas, jak sądzę, papież w jedności z całym episkopatem musiałby wystąpić z całą mocą w obronie godności człowieka. Musiałby jasno powiedzieć, że obrona godności wymaga nazwania rzeczy po imieniu. Dla dobra człowieka trzeba mówić, że homoseksualizm nie jest zgodny z naturą i zaspokajanie takich pożądań nie jest czymś właściwym. Jest dla człowieka szkodliwe. Człowiekowi należy pomagać w tym, aby prowadził życie seksualne zgodne z wymaganiami natury, to tylko może czynić go szczęśliwym i pełnym. Podtrzymywanie stanu rozdarcia, pudrowanie rzeczywistości do niczego dobrego nie prowadzi. Czymś modnym jest obecnie mówić, że żyje się w zgodzie z naturą. Wszystko ma być naturalne i ekologiczne: jedzenie, styl życia, mieszkania. Nawet kur nie wolno już trzymać w klatce, tylko trzeba im zapewnić wolny wybieg – bo to zgodne z naturą. Dziwnym trafem to umiłowanie natury nie przejawia się w ocenie zachowań seksualnych. Przecież w ciele ludzkim są organy, które naturalnie zostały przyporządkowane pewnym funkcjom. Inne organy są w ciele kobiety, inne w ciele mężczyzny. Spełniają one ważną fizjologicznie funkcję. Ten podział płciowy przejawia się w całym ludzkim organizmie, widoczny jest nawet w genach, w strukturze DNA. Można powiedzieć, że aż do najmniejszej cząstki ciała, do najmniejszej komórki człowiek jest mężczyzną lub kobietą. Tak został od początku zaprogramowany jego organizm. Jak widać, w ogóle nie posługuję się tu argumentacją religijną. Również ateista musi dostrzec tę różnicę biologicznych struktur, różnicę funkcji i celów, jakie tkwią w zależności od płci w ludzkim ciele. Podział na to, co męskie i żeńskie, jest absolutnie kluczowy. Kto zatem chce żyć zgodnie z naturą, nie może przechodzić nad nim do porządku dziennego. Na płaszczyźnie życia biologicznego człowiek ma przecież ciało, które podlega takim samym prawom jak ciała zwierzęce. Skoro mówi się, że zwierzęta powinny żyć zgodnie z naturą, to samo odnosi się też do człowieka.

Dlatego tak ważną rzeczą jest pomoc, jaką można ofiarować tym ludziom. Istnieją przecież sprawdzone metody, doskonale opracowane terapie, właściwy sposób leczenia, który przynosi doskonałe rezultaty. Dzięki nim człowiek stanie się o wiele bardziej szczęśliwy. Mężczyzna musi żyć w zgodzie ze swoją męską, a kobieta w zgodzie ze swoją żeńską naturą.

Znowu docieramy do tego samego punktu. To, co Ksiądz Biskup nazywa terapią, pomocą, aktywiści LGBT nazywają zamachem na swój styl życia. Ich celem jest doprowadzenie do sytuacji, w której taki sposób życia będzie całkowicie akceptowany. Nie będzie podlegał żadnej ocenie i żadnej krytyce. W tym sensie ich głównym przeciwnikiem musi być Kościół i jego nauka. Z roku na rok grupy aktywistów są coraz bardziej agresywne i zdobywają coraz większy wpływ. Podczas miesięcy tak zwanej dumy gejowskiej całe miasta obwieszone są tęczowymi flagami. Na tęczowy kolor maluje się przejścia dla pieszych, tęczowe nalepki pojawiają się na witrynach sklepów. Od kilku lat ruch LGBT coraz wyraźniej wspierają wielkie międzynarodowe koncerny, które na kampanie promocyjne przeznaczają coraz większe sumy. Jednocześnie kolejne państwa zaostrzają prawo skierowane przeciw krytykom gender. Ruguje się ich z uniwersytetów, nie pozwala na spotkania ze studentami, usuwa z miejsc publicznych. W jaki sposób można się przed tym bronić? Jak wygrać wojnę z homoterrorem?

Żyjemy w demokratycznych społeczeństwach, trzeba zatem z tego korzystać i się bronić. Nie może być tak, żeby sposób życia jednego procenta obywateli był narzucany do akceptacji wszystkim. Nie wolno się zgodzić na to, by pod groźbą kary więzienia czy grzywny nie można było krytykować i nazywać rzeczy po imieniu. Na tym polega prawdziwa dyskryminacja. Trzeba korzystać ze swoich praw obywatelskich i się nie poddawać. To jest właśnie totalitaryzm. Ludzie ci mają takie same prawa jak wszyscy inni. Nikt ich nie dyskryminuje. Mają prawa wyborcze, mogą tworzyć stowarzyszenia, mogą wyrażać swoją opinię. Mają takie same uprawnienia jak inni obywatele. Są w pełnym tego słowa znaczeniu ludźmi i przysługują im wszystkie prawa, jakie z natury ma człowiek. Człowieka nie definiuje to, czy jest homoseksualistą, czy lesbijką. To właśnie, że na człowieka patrzy się ciągle przez pryzmat jego upodobań, skłonności seksualnych, jest formą dyskryminacji. W ten sposób redukuje się godność człowieka do jednego tylko wymiaru, jakby nic innego się nie liczyło. Tak jakby najważniejszą rzeczą w człowieku była jego seksualność, orientacja – jak to nazywają dziś ideologowie. Sądzę, że powinna powstać międzynarodowa koalicja pod przywództwem Watykanu, skierowana przeciw tym coraz silniejszym tendencjom totalitarnym. W tym sensie nasza moralność musi się stać, użyję modnego języka, ekologiczna. Ale w moim rozumieniu chodzi tu o moralność ponownie zgodną z naturą i jej zasadami.

Nie wolno ulegać tym, którzy zarzucają nam dyskryminację. Czy jeśli mówimy o niebezpieczeństwie alkoholizmu i o tym, że należy leczyć alkoholików, to ich dyskryminujemy? Alkoholizm to choroba. Gdybyśmy posługiwali się logiką ideologów LGBT, to powiedzielibyśmy, że nie wolno nazywać alkoholików ludźmi chorymi, a alkoholizmu chorobą, bo to forma ich dyskryminacji. Podobnie istnieją różne fobie. Różne trwałe irracjonalne formy strachu i obawy. Na przykład klaustrofobia to choroba ludzi, którzy odczuwają lęk przed zamknięciem. Mówi się, że klaustrofobia to forma patologii. Ale gdybym przyjął za dobrą monetę to, co mówią dziś aktywiści gender, musiałbym uznać, że nie wolno mi nazywać klaustrofobii mianem patologii. Dlaczego? Bo to sprawiałoby przykrość klaustrofobom. Prawdę powiedziawszy, alkoholików chyba jest, to wprawdzie zależy od państwa, więcej niż homoseksualistów. Tak czy inaczej, są oni mniejszością. Zgodnie z nowym podejściem – zgodnie z którym krytyka jest formą dyskryminacji – nie wolno byłoby uznawać tych ludzi za chorych. To samo odnosi się do narkomanów. Każda forma uzależnienia przestaje być czymś chorobliwym i niewłaściwym. Okazuje się, że nie wolno oceniać w tych kategoriach – zadając pytanie, czy to zdrowe, czy nie – żadnej patologii, żadnej przypadłości, żadnego uzależnienia. Dlaczego mielibyśmy chcieć leczyć ludzi uzależnionych od kokainy, haszyszu lub innych narkotyków, dlaczego mielibyśmy im pomagać? Przecież zażywanie takich substancji daje tym ludziom zaspokojenie i przyjemność. Wielu z nich nie jest w stanie bez tego żyć. A przecież nazywamy to chorobą i patologią. Co by zatem było, gdyby ludzie ci ogłosili, że są zdrowi? I że każdy, kto nazywa ich chorymi, ich dyskryminuje? A gdyby ta mniejszość narkomanów się zorganizowała – w końcu to może być kilka procent społeczeństwa – i zaczęła walczyć z rzekomą dyskryminacją? Ogłosiliby, że są dumni i szczęśliwi, że w żadnym razie nie wolno ich oceniać i należy ich akceptować. I pod wpływem takiego nacisku powstałoby prawo zakazujące twierdzenia, że narkomania lub alkoholizm są chorobami. W ten sposób dochodzimy do absurdu. A to jedyne logiczne konsekwencje stanowiska, zgodnie z którym nazywanie homoseksualizmu chorobą ma być zakazane, bo to forma dyskryminacji. Inną konsekwencją logiczną byłaby dekryminalizacja i dedyskryminacja narkomanów, ludzi uzależnionych od kokainy, haszyszu czy heroiny. Podobnie należałoby wprowadzić zakaz terapii dla alkoholików, zlikwidować koła anonimowych alkoholików. W ten sposób znaleźlibyśmy się w społeczeństwie całkowicie opanowanym przez absurd. Społeczeństwie opartym na negacji realnej rzeczywistości, odrzuceniu faktów, podziału na to, co zdrowe i co chore, na naturę i antynaturę.

Artykuł stanowi fragment książki:

Wiosna Kościoła, która nie nadeszła.

Bp Athanasius Schneider w rozmowie z Pawłem Lisickim