15 Październik 2020

Konflikt w Górskim Karabachu, który nasilił się pod koniec września, pochłonął według niektórych źródeł kilkaset ofiar. Nie ma trwałego zawieszenia broni, pomimo porozumień osiągniętych m. in.za pośrednictwem Rosji.

Dyrektor generalny MIA „Rossiya Segodnya” Dmitrij Kisielow przeprowadził równolegle wywiad z liderem Armenii i liderem Azerbejdżanu.

Premier Armenii Nikol Paszinian ocenił w wywiadzie obecną sytuację, przekazał jakie dane posiada Erywań na temat liczby zgonów i obecności zagranicznych najemników w regionie. Wyjaśnił kto, jego zdaniem, i dlaczego stoi za obecnym zaostrzeniem konfliktu oraz powiedział na jakie kompromisy strona armeńska jest gotowa, a na co w żadnych okolicznościach się nie zgodzi.

— Witam Panie Premierze. Bardzo dziękuję za to, że zgodził się Pan na udzielenie odpowiedzi na nasze pytania w tym trudnym dla Armenii i całego świata czasie. Jak ocenia Pan skutki działań wojennych od 27 września? jakie są straty po obu stronach w pańskiej ocenie i czy jest wielu jeńców?

— Sytuacja jest bardzo trudna. Straty po obu stronach są bardzo duże. Armia Samoobrony Górskiego Karabachu utrzymuje i organizuje obronę, a sytuację oceniam jako dość trudną.

— Czyli nadal nie można ocenić strat po obu stronach i liczby jeńców?

— Wielu ekspertów twierdzi, że jest to wojna bez precedensu w XXI wieku, ponieważ w grę wchodzą wszystkie rodzaje broni: czołgi, drony, samoloty i helikoptery, pojazdy opancerzone, artyleria, artyleria rakietowa i tak dalej. 

W tych działaniach wojennych bierze udział wielu żołnierzy i wiele wojsk. Oznacza to, że toczą się bardzo zacięte i zakrojone na szeroką skalę bitwy, a obecnie Armia Samoobrony Górskiego Karabachu znajduje się w defensywie. I faktycznie, możemy powiedzieć, że plany Turcji i Azerbejdżanu dotyczące przejęcia kontroli nad Górskim Karabachem za pomocą blitzkriegu zawiodły.

— Panie Premierze, często słyszymy o zagranicznych najemnikach i terrorystach, którzy walczą po stronie Azerbejdżanu. Czy ma Pan na to dowód i czy obcokrajowcy walczą po stronie Armenii?

— Cały świat już o tym mówi. Jest to bardzo ważny niuans, który jest również znaczący z tego powodu, że pomaga zrozumieć, kto i z jakich powodów rozpoczął te działania wojenne. Oczywiście istnieją konkretne dowody na udział bojowników terrorystycznych z Syrii w bitwach przeciwko Górskiemu Karabachowi.

Te dowody wideo zostały już opublikowane w mediach i na portalach społecznościowych. A teraz jest oczywiste, że Turcja jest głównym sponsorem tej wojny. Turcja zatrudniła i przerzuciła tych bojowników terrorystycznych do strefy konfliktu w Górskim Karabachu. Przez decyzję Turcji i pod jej patronatem zdecydowano się rozpocząć wojnę, atak na Górski Karabach. 

Ważne jest, aby zrozumieć, dlaczego? Bo było oczywiste, że sama armia azerbejdżańska nie jest w stanie walczyć z Armią Samoobrony Górskiego Karabachu. I dlatego Turcja postanowiła zaangażować terrorystów, wojska tureckie – zostali zaangażowani nie tylko do kierowania operacjami wojskowymi, ale także bezpośrednio do sił specjalnych armii tureckiej (na miejscu – red.). Według niektórych informacji w działania zbrojne zaangażowane są również siły specjalne armii pakistańskiej. I myślę, że przynajmniej, jeśli chodzi o udział bojowników z Turcji, to już zostało to udowodnione na całym świecie, bo wiele międzynarodowych mediów już o tym pisze.

Bardzo ciekawe informacje napłynęły ostatnio z Rosji, z Kaukazu Północnego, kiedy w Czeczenii i Dagestanie zginęli bojownicy, a także, że bojownicy ci przyjechali do Rosji z zagranicy, pochodzili z Syrii.

I widzę tutaj bezpośredni związek w tym procesie: bojownicy z Syrii zostali przerzuceni przez Turcję do strefy konfliktu w Górskim Karabachu, aby rozpocząć wojnę z Górskim Karabachem, a teraz pojawiają się już na Kaukazie Północnym. To bardzo niezwykły fakt, który pokazuje, że ta sytuacja nie dotyczy już tylko konfliktu w Górskim Karabachu, ale wykracza poza niego w swoim lokalnym sensie. Jest to już konflikt regionalny na pełną skalę, który wpływa na określone interesy krajów regionalnych. I myślę, że szczególnie w Rosji należy bardzo uważać na ten fakt.

Co do strony armeńskiej: oczywiście nie ma obcokrajowców, którzy mieliby walczyć po stronie Górskiego Karabachu. Mogą być Ormianie, którzy przybyli z diaspory, aby wspierać swoich rodaków. Ale oczywiście nie można ich uważać za najemników.

— Porozumienia moskiewskie z 10 października wspominają o podstawowych zasadach ugody, proszę rozszyfrować te zasady, jak je Pan rozumie?

— Te zasady są dobrze znane: to jest prawo narodów do samostanowienia, to jest niestosowanie siły lub groźby jej użycia, integralność terytorialna.

Pytanie brzmi, jak te zasady są interpretowane przez strony. Bo w trakcie negocjacji okazało się, że różne strony różnie interpretują te zasady. A teraz mamy sytuację, w której jedna z tych bardzo ważnych zasad została już naruszona. Już o tym mówiłem – to niestosowanie siły lub groźby użycia siły w celu rozwiązania problemu Górskiego Karabachu.

— Panie Premierze, jeśli mówimy o kompromisach, na jakie kompromisy byłby Pan jeszcze gotowy? Czy istnieje granica, której pod żadnym pozorem nie przekroczycie?

— Tak, oczywiście, jest taka granica, a tą granicą jest prawo mieszkańców Górskiego Karabachu do samostanowienia. Armenia zawsze była gotowa na taki kompromis. A najbardziej znaną inicjatywą jest Inicjatywa Kazańska, kiedy Armenia była gotowa na konkretny kompromis. Ale Azerbejdżan odmówił podpisania tych umów, ponieważ Azerbejdżan nie chciał i nie chce zaakceptować prawa Ormian z Górskiego Karabachu do samostanowienia. A prawo Górskiego Karabachu do samostanowienia to dla nas oczywiście granica, dla nas jest to linia, czerwona linia, której nie możemy przekroczyć.

— Przepraszam, sprecyzujmy, o jakim kompromisie Pan mówi?

— Powiedziałem, że Armenia jest gotowa na kompromisy. Zapytał Pan, czy jest czerwona linia, której nie przejdziemy. I powiedziałem, że tak – to jest prawo mieszkańców Górskiego Karabachu do samostanowienia.

— Właśnie rozmawialiśmy o linii, ale o jakimś konkretnym kompromisie? Nie chciałby Pan podać przykładów takiego kompromisu, czy dobrze rozumiem?

— Wie Pan, teraz w oświadczeniu moskiewskim podano konkretne kroki, jak przywrócić określony proces negocjacyjny. A konkretne kroki zostały już opisane w ramach tej umowy i jesteśmy gotowi do podjęcia takich kroków w celu rozwiązania problemu Górskiego Karabachu. A my jesteśmy gotowi na takie kompromisy, jesteśmy gotowi na kompromisy proporcjonalne, na które Azerbejdżan jest gotowy.

— Dziękuję, Panie Premierze. Rzeczywiście, powiedzieliśmy, że ta wojna wyróżnia się niezwykłym okrucieństwem, to okrucieństwo przeszło już do historii, a obaj przywódcy przeszli do historii jako uczestnicy najbardziej brutalnej wojny. A jak Pan chciałby zapisać się w historii po tym?

— To nie jest kwestia osobistych ambicji. Chciałbym, aby w wyniku tych walk konflikt w Górskim Karabachu został ostatecznie rozwiązany. W oparciu o kompromis. Abyśmy znaleźli rozwiązanie, które byłoby do przyjęcia dla wszystkich stron – Armenii, Górskiego Karabachu i Azerbejdżanu. I to byłaby ostateczna decyzja.

— Panie Premierze, zadałem wszystkie zaplanowane pytania. Może chciałby Pan dodać coś jeszcze od siebie?

— Oczywiście. Odpowiadając na Pana pierwsze pytanie, powiedziałem, że bardzo ważne jest, aby zwrócić uwagę na cele, jakie Turcja ma w tym procesie.

Jestem pewien, że po dobrze znanych wydarzeniach z początku XX wieku Turcja (chce – red.) wrócić na Kaukaz Południowy, aby kontynuować politykę ludobójstwa Ormian na Kaukazie Południowym. Bardzo ważne jest, aby zrozumieć, że jest to pragmatyczny cel Turcji.

Nie emocjonalny, ale pragmatyczny, bo Ormianie z Kaukazu Południowego są ostatnią barierą dla Turcji do ekspansji na północ, do ekspansji na wschód i do ekspansji na południowy-wschód, bo jestem przekonany, że jest to kontynuacja polityki imperialnej Turcji. A wszystko, co dzieje się teraz na Kaukazie Południowym, należy rozpatrywać w kontekście polityki, jaką Turcja prowadzi na Morzu Śródziemnym, w Libii, w Syrii, Iraku, w stosunku do Grecji i Cypru. Jak już powiedziałem, to, co dzieje się teraz, ten proces wyszedł już poza lokalny konflikt w Górskim Karabachu, teraz ma miejsce ponowny podział.

Górski Karabach
© SPUTNIK . ILYA PITALEV

Turcja chce dokonać podziału Kaukazu Południowego, a dokładniej przejąć kontrolę nad całym Kaukazem Południowym i uczynić z niego trampolinę do dalszej ekspansji w kierunku północnym, wschodnim i południowo-wschodnim. Myślę, że w tej sytuacji interesy bezpieczeństwa narodowego wielu krajów są już szczególnie dotknięte, w tym przede wszystkim Federacji Rosyjskiej. Nie przypadkiem wspomniałem informacje pochodzące z Czeczenii i Dagestanu.

Skąd się wzięli ci bojownicy w Czeczenii i w Dagestanie, syryjscy bojownicy? Jest dla mnie oczywiste, że przybyli ze strefy konfliktu o Górski Karabach. I pytanie, czy to przypadek, czy planowana akcja destabilizująca Kaukaz Północny, aby odwrócić uwagę Rosji od wydarzeń, które mają obecnie miejsce na Kaukazie Południowym – w strefie konfliktu o Górski Karabach. To bardzo ważny niuans, na który należy zwrócić uwagę w Rosji.

Za: https://pl.sputniknews.com/polityka/2020101513208502-paszinian-armenia-plany-baku-ankary-dotyczace-blitzkreigu-karabach-nie-powiodly-sie-sputnik/

————————————————————