26 Luty 2021

Wygląda na to, że naszą biedną ojczyznę czeka kolejny egzamin. Wprawdzie jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej, cały świat nas podziwia, gospodarka kwitnie, naród szczęśliwy się słucha, a zbrodniczy koronawirus, mimo trzeciej fali, jest pod kontrolą partii i rządu – aż do ostatecznego zwycięstwa – a w każdym razie taki przekaz można wydestylować z rządowej telewizji – bo z telewizji nierządnych – odwrotny. Jest źle, a będzie jeszcze gorzej, chyba, że pobożny Jarosław Gowin zdecyduje się poświęcić dla zbawienia Polski („Ja-ro-sław, Pol-skę zbaw!” – skanduje nieprzejednana opozycja), świat, a już specjalnie Europa, się z nas śmieje tak, że wszyscy mądrzy, roztropni i przyzwoici skręcają się ze wstydu i nie mogą pokazać się na oczy w Paryżu. Co do gospodarki, to opinia telewizji nierządnych nie jest jasna; niby też powinno być źle, a potem nawet jeszcze gorzej – ale nawet krytykując, trzeba uważać, żeby nie przekrytykować. Chodzi o to, że jeśli polityczne zaplecze obozu zdrady i zaprzaństwa uwierzyłoby w te ponure wieści i prognozy, to nawet Wielce Czcigodnemu posłu Pupce nie miałby kto rozlepiać plakatów, ani biegać z ulotkami i dlatego na tym odcinku lepiej zachować umiar, a nawet współdziałać ze złowrogim reżymem Kaczyńskiego. Tak właśnie stało się podczas grudniowego głosowania nad ustawą o wspieraniu morskich ferm wiatrowych. Projekt rekomendował in corpore obóz „dobrej zmiany”, jak i obóz zdrady i zaprzaństwa, a nawet Senat, kierowany przez pana Marszałka Grodzkiego, w którego wątłym ciele, po 55 latach, najwyraźniej musiał odrodzić się słynny w swoim czasie komik Buster Keaton i to nawet nie dlatego, a w każdym razie – nie przede wszystkim – że przebywał w zakładzie psychiatrycznym, tylko że pan marszałek Grodzki ma identyczne emploi, polegające na wygłaszaniu szalenie komicznych tekstów z kamienną twarzą. Więc projekt spotkał się z powszechnym poparciem obydwu obozów, ale kiedy przyszło do głosowania, to okazało się, że Naczelnik Państwa, a z nim również kilku pretorianów, „usunęło” swoje karty, stwarzając wrażenie, że ich na sali „nie ma”. Jeden z pretorianów puścił jednak farbę oświadczając, że usunął kartę, bo „niektóre” przepisy ustawy mu się „nie podobały”. Dlaczego przedtem wraz z Naczelnikiem Państwa ustawę popierał? Tajemnica to wielka, więc tłumaczę ją sobie tak, że wprawdzie ktoś starszy i mądrzejszy kazał ustawę poprzeć, więc nie można było inaczej – ale potem, na wszelki wypadek, lepiej było zatrzeć ślady. 

Są jednak takie sprawy, gdzie porozumienie nie jest możliwe – o czym mogliśmy przekonać się stosunkowo niedawno, kiedy to rząd „dobrej zmiany” wystąpił z pomysłem opodatkowania reklam w niezależnych mediach głównego nurtu. Klangor podniósł się pod niebiosa również dlatego, że taka na przykład stacja TVN jest obecnie własnością żydowską, to znaczy – spółki Discovery Communication, której prezesem jest pan Dawid Zaslaw, z pierwszorzędnymi korzeniami. Można powiedzieć, że z tego powodu TVN należy do grona Zuckerbergów, którzy niedawno zakneblowali nawet prezydenta Stanów Zjednoczonych, a on nie mógł im choćby kwiknąć. W tej sytuacji tylko jeszcze tego brakowało, żeby Zuckerbergi płaciły podatki jakimś bantustanom! Dlatego usłużni szabesgoje, jak jeden mąż stanęli do apelu, żeby murem własnych piersi zasłonić Zuckerbergów przed wyszlamowaniem. Oczywiście tego, że chodzi o pieniądze nie można było głośno powiedzieć, natomiast można, a nawet trzeba było wołać, że chodzi o wolność słowa. Najgłośniej za wolnością słowa gardłowali logofagowie, co to uważają, że „nie ma wolności dla wrogów wolności” i nie ważą się nawet pisnąć, kiedy Zuckerbergi jak gdyby nigdy nic uprawiają cenzurę, której przecież „nie ma”. Zresztą w tej sprawie nawet rząd „dobrej zmiany” nie odważył się Zuckerbergów ruszyć, bo wie, że w przeciwnym razie skończyłoby się tak, jak w przypadku nowelizacji ustawy o IPN, kiedy to Naczelnik Państwa z podwiniętym ogonem musiał się wycofać. Żydzi bowiem pilnują interesu tak, jak monopolu na matryrologię, z którego ciągną grubą rentę, więc niczym pies ogrodnika, co to nie da drugiemu nawet, jak sam nie zje, energicznie zwalczają martyrologiczne uroszczenia narodów mniej wartościowych.

Toteż sprawa podatku od reklamy ucichła tak nagle, jak się pojawiła. Jednak Wielce Czcigodny Poseł Marek Suski, co to niedawno został szefem Rady Programowej Polskiego Radia, czyli czego w rodzaju oddziału Propaganda Abteilung, gdzie koleguje ze swoją zastępczynią, również Wielce Czcigodną Małgorzatą Gosiewską, oświadczył, że to tylko taki zwód, że projekt „nie obumarł” tylko wróci po dokonaniu w nim „niewielkich zmian”. Czy to aby nie w tej sprawie Naczelnik Państwa pisał listy do Izraela, o które dzisiaj interpeluje ministra spraw zagranicznych poseł Konfederacji Grzegorz Braun? Wszystko to być może, bo w pierwotnej wersji projektu była mowa o tym, że z dochodów z tego podatku będzie wspierany Narodowy Fundusz Ochrony Zabytków oraz Narodowy Fundusz Wsparcia kultury i Dziedzictwa Narodowego w obszarze mediów. Kiedy podniósł się klangor, podsunąłem w czynie społecznym pomysł, by rząd wpędził krytyków w potężny dysonans poznawczy ustalając, że Narodowy Fundusz Ochrony Zabytków będzie w pierwszej kolejności wspierał Muzeum Historii Żydów Polskich „Polin”, które chyba jest już zabytkiem i to – najczcigodniejszym, a z kolei Narodowy Fundusz Wsparcia Kultury będzie wspierał w pierwszej kolejności żydowski teatr pani Gołdy Tencer, zwany przez antysemitników “neus kukiełkes”. Bardzo możliwe, że Naczelnik Państwa właśnie prosił władze Izraela o zatwierdzenie takich propozycji, żeby i wilk był syty i owca w postaci ustawy o reklamach jednak też ocalała.

Ale chyba bezcenny Izrael się nie zgodził, bo chociaż pozornie forsa szłaby tam gdzie trzeba, ale co z tego, skoro w ten sposób żydowskie instytucje musiałyby finansować firmy żydowskie, a nie głupie goje? To nie jest żaden interes, więc pani Magdalena Albright, zwana pieszczotliwie „Ciocią Ruchlą”, tupnęła nogą na naszych mężyków stanu, pisząc w liście otwartym do pana premiera Morawieckiego, że ten podatek to „atak na demokrację i praworządność” i „próba zdławienia wolnych mediów”. Najwyraźniej pan prezydent Józio Biden, jeśli nawet jeszcze nie zaczął zwijać parasola ochronnego nad reżymem „dobrej zmiany”, to komunikuje, że może go jeszcze potrzymać, ale pod pewnymi warunkami. List „Cioci Ruchli” zaś oznacza, że wznawiamy walkę o „demokrację i praworządność” w naszym bantustanie – zgodnie z planem Naszej Złotej Pani, z którą Józio najwyraźniej zaczyna się obwąchiwać.

Stanisław Michalkiewicz

Za: https://www.magnapolonia.org/rezym-podkula-ogon/

———————————————–