11 Wrzesień 2021

„DO PRZYCZYN WIELKICH NIE­SZCZĘŚĆ NARODU POLSKIEGO NALE­ŻĄ ŻYDZI…

PO CAŁEJ POLSCE ROZSY­PANI, WSZĘDZIE Z SWYM DUCHEM WY­ŁĄCZNOŚCI Z NASZYM LUDEM POMIE­SZANI,

TYLKO ZAPLUGAWIĄ CAŁY NA­RÓD, ZAPLUGAWIĄ CAŁY KRAJ, A ZMIE­NIAJĄC GO W KRAJ ŻYDOWSKI,

WYSTA­WIĄ W EUROPIE NA POŚMIEWISKO I WZGARDĘ.”

W R. 1816, TO JEST NIEMAL STO LAT TEMU NAPISAŁ W „PAMIĘTNIKU WARSZAWSKIM” STANISŁAW STASZIC

 I.

Z arcydzieł Jana Matejki dwa, obrazy stają w wyobraźni naszej obok siebie, jako paralela głębokiej i bynajmniej nie wesołej treści.

Pierwszym jest „Hołd Pruski”, drugim — „Przyjęcie Żydów do Polski w r. 1096“.

Wiadomo. Na tamtym obrazie polityka polska, z Jagiellonami na czele, sama sobie wyhodowywa branderburskiego węża na olbrzymiego boa-dusiciela, samochcąc wyrzeka się szerokich brzegów Bałtyku i podstawy morskiej do założenia wielkiego a trwałego państwa. Napróżno wzrok Stańczyka stara się kłuć ironią przestrzegawczą i bolesną. Historya toczy się. Nic nie odwlecze fatalności.

A na drugim obrazie mistrza deputacya łu­pionych, mordowanych, prześladowanych na ca­łym Zachodzie Żydów przez usta Beniamina z Tudeli błaga Władysława Hermana o litość i pozwolenie na pobyt w Polsce. Królowa-żona, Judyta otrzymuje w darze kasetkę z precyozami, wszechwładny wojewoda Sieciech również obdarowany, młodemu Piastowicowi, Bolkowi Krzy­woustemu, żądnemu sławy i podbojów, uśmie­cha się rzeka złota żydowskiego, bez którego trudno wojować. Tylko drugi syn królewski, Zbigniew Mazowiecki, czy ojcu i bratu na prze­korę, czy przeczuciem tknięty, ironicznie wypu­szcza na gołębie jastrzębia czy sokoła.

Na przybyszów ujadają gwałtownie ledwie utrzymane na sforach przez pachołków — psy.

Nic dziwnego, że Żydzi nienawidzą psów.

Od owych czasów zamierzłych upłynęło lat ośmset z okładem. Królestwo dzielnicowe, a potem Rzeczpospolita przeszła Salomonowe i Hiobowe koleje losów, dwory modrzewiowe zapadły się, pałace i zamki runęły, ziemia i po­wietrze w męczarniach porodu wydały i wydają nowe kształty. Gospodarz się zmienił, wnętrze domu jego również, ale gość — nie. Zainsta­lował się na dobre, przeniósł tutaj swoje Ghetto i przez ośmset lat zdołał to Ghetto utrzymać. W końcu, gdy uważał gospodarza za dość osła­bionego, usiłował wyrzucić go z resztą gratów do przedpokoju i dalej… do piwnicy, przezna­czając mu rolę stróża swego mierna.

Tak być musiało. Taką drogą musi iść historya i… gościnność. Źle, gdy ktoś to; za późno zrozumie. Mądry Polak po szkodzie Vae stultis! Powiedziano, że za zbrodnie pokutuje się pono w ziemi, na tamtym świecie, za głupotę — już na ziemi, za życia.

Reformy Wielkopolskiego w całej szczero­ści i zrozumieniu ducha czasu dały Żydom w Królestwie Polskiem równouprawnienie oby­watelskie. Niewątpliwie równość wszystkich wo­bec prawa nadaje temuż prawu siłę powszech­ności i stygmat sprawiedliwości. Ale prawo musi być strzeżone przez stanowczy i nieubła­gany porządek prawno-państwowy, inaczej pow­staje oszustwo, maskujące się pozorami prawa, to jest najgorszy społecznie stan rzeczy, jaki się może zdarzyć. Rzekome reformy liberalne w Polsce od szóstego dziesiątka lat zeszłego stulecia można porównać do siewu ziarna na skalistą opokę, nie uprawianą żadnym pługiem. Fruwały najbujniejsze, najszersze i najbardziej upajają­ce hasła, na jakie zdobyć się może mózg ludzki: szczęśliwość, powszechne braterstwo, haszysz de­mokratyczny, pomysły socyalne na tle zanie­dbania sprawy robotniczej — moralnie i materyalnie. Żadna rzeczywistość nie odpowiadała tym praktykom morfinistycznym pewnych ludzi i to nie najgorszych. A naprawdę stało się je­dno: równouprawnienie ,,rubla” wobec prawa. Sfinksem epoki był liberalizm sofistyczny, a o­party nie tyle na łapach, ile na! łapówce.

Tam, gdzie wobec prawa równouprawnio­ny jest nie człowiek a rubel, tam, ze względu na swe własności radowe i tresurę wieków, kapelmistrzostwo w orkiestrze społecznej muszą wziąć Żydzi. Mistrzostwo w zdobywaniu sity abstrakcyjnej, realizującej w sobie możliwość całej potęgi życia, posiedli w stopniu najwy­ższym. Jest to ich jedyna i wielka poezya, którą kochają fanatycznie. W dzień pracować najzawilszym wysiłkiem mózgu nad „tworze­niem1‘ pieniędzy, wieczorem śpiewać treny Jeremiaszowe, beznadziejną lirykę Salomonową, „marność nad marnościami” i zagłębiać się okrutnie w cuchnące trzewia duszy ludzkiej.

W takich warunkach u nas „równouprawniono” Żydów; w tym samym czasie wszyscy ludzie ubożsi, bądź przez lenistwo lub nieumie­jętność, bądź przez wrodzoną łatwowierność, dobroć, a nawet szlachetność, wszysey pozba­wieni „rubla” byli oczywiście „odprawieni”, to jest pozbawieni prawa.

Nigdzie proletaryusza warunki życiowe nie poniżają, nie znieważają dotkliwiej niż u nas… Może szczęście, że nieczęsto miewa w sobie godność. Ale miewa. Wtedy cierpi, złości się, a w końcu natura mu się wypacza. Albo szuka ratunku w romantycznych halucynacyach, albo pieści myśl orgią anarchistyczną. Rzadziej, bardzo rzadko, zacina się i tworzy. Tacy to ludzie pijani od „równouprawnienia” rubla dają najlepsze baranie kiszki na struny dla skrzypiec żydowskich. Głupi, kto nie korzysta…

W epoce popowstaniowej, osłabieni w du­mie narodowej, wycieńczeni do anemii ducha, byliśmy gotowi obdarzać naszem braterstwem Prusaka, Francuza, Rosyanina. Nieproszeni — w tem sęk. Było nawet nieprzyzwoicie zapra­szać gości do domu na nędzę. Oczywiście nikt porządny nie przyszedł, a jeśli kto się zjawił, to… rzezimieszek, aby nas z reszty gratów okraść.

Wzywaliśmy i ośmsetletnich gości na­szych — Żydów. Z toastem: „kochajmy się!“ zapraszaliśmy Janklów cymbalistów, Meirów Ezofowiczów, Chawy Rubinowe. Szlify oficer­skie Berka Joselowicza gotowi byliśmy zawie­sić w Muzeum Narodowem na miejscu naczelnem, najwidniejszem, powyżej „virtuti militari” Dąbrowskiego lub księcia Józefa Poniatowskie­go. Piękne rozrzewnienie słabości! wspólnota, gińmy, tułajmy się po świecie razem!

Niejeden lepszy Żyd, z jakichś Machabeuszów, odpowiadał na nasze zaproszenie: „dla czego nie? Przecież zdarzają się lepsze Żydy. Na najgłębszych oceanach bywają mielizny, gdzie człowiek nie utonie, nie potrzebuje nawet pasa ratunkowego. U dzikich kotów zdarzają się wypadki miłosierdzia. Ale jest to tylko tragedya jednostek, nie sprawiająca perturbacyi w ogólnym obrocie ziemi. Życie jednostki bywa tra- gedyą. Życie narodu jest matematyką. Ghetto jest także… matematyką, bodaj najogólniejszą jej częścią — algebrą.

Skoro więc przyszło wstrząśnienie państwo­we, które niedawno przeżyliśmy, zwyciężyłyby nie przypadkowości uczuciowe, ale matematy­ka plemienna. Po mocarstwach rozbiorowych rzuciło się jeszcze jedno, nowe, chociaż bardzo stare: Ghetto z Litwy i z Nalewek na orła polskiego! z wrzaskiem i gwałtem. Żydzi wszak­że nie są zdolni do rządzenia, która to czyn­ność wymaga pomiarkowania. Żywiołem ich giełda, nie parlament lub aula administracyi państwowej. Jako rządcowie, są śmieszni. Za­miast orłów na emblemy państwowe postawi­liby „tłustą gęś“, nie rozumiejąc całej różnicy ornitologiczno-społecznej.

Matematyka poronionej rewolucyi zawio­dła. Zadanie, jak się zdaje, miało za wiele nie­wiadomych i nie było do rozwiązania. ,Ale ruchliwa i pełna czynu nerwowego natura Ży­dów nie dozwala na kwietyzm.

Rozpoczniemy nowy manewr na giełdzie społecznej.

Z „rewolucyonistów“ staniemy się „kultu­ralni”.

Zajmiemy się „kulturą polską“, walorami umysłowymi aby nie oddać ani piędzi terenu.

Pomocników znajdziemy pośród nich samych: są pyszałkowaci, a mało ambitni, więc się ła­two kłócą. Są od robót najcięższych. Wszyscy Stróże kamienic na Nalewkach są Polacy i je­steśmy z nich zadowoleni.

„Culturschwindelgeschichte powiemy niezwłocznie.

II.Kultura każdego społeczeństwa narodowe­go zależna jest ściśle od ustroju politycznego, który stanowi atmosferę i temperaturę działań. I jak w pewnej strefie, w pewnym ogrodzie, w pewnej cierplarni mogą rosnąć tylko niektóre rośliny, tak samo forma życia szerokich mas nie może wyjść poza możliwości, tkwiące w poziomie organizacyi państwowej. Bawić się w la­tające ponad ziemią aeroplany mogą tylko je­dnostki sportowe.Przez tradycyę dziejową, przez rasę, przez szeroką demokratyzacyę i przez wzrost ludności ciążąc ku wzorom Zachodu, otwieramy chętnie okna ku ożywczemu pociągowi powietrza, ale w głębi duszy czujemy, że w dzisiejszych wa­runkach niepodobna nam dosiądź tej skali kul­tury, do jakiej doszli Anglik, Francuz lub Niemiec, a zwłaszcza Skandynawczyk. Próżno będziemy parskali z niecierpliwości i rwali. Ciężka karoca ugrzęzła w błocie. Mogą wy­ciągnąć ją nie świetnie, w błyszczącej uprzęży cuganty, ale ciągnące razem, powoli a składnie konie robocze. Nasz postęp, nasz puls życia, nie wyzbywając się zresztą ideałów najszczyt­niejszych, musi mieć taktykę konserwatywną.Inteligencya żydowska, gęsto wśród nas rozsiadła, można i posiadająca wpływy, nierzad­ko nawet oparte na zasługach pracy obywatel­skiej, w głębi duszy lekceważy tradycye oby­czaju i kultury staropolskiej, nie widząc w tych okopach św. Trójcy nic ponad walkę hrabiego Henryka i Pankracego.Nie dziwimy się wcale tej inteligencyi ży­dowskiej, entuzyazmującej się dla Paryża lub Berlina. Snobicznie zresztą, w rzeczywistości uczucia kocha tylko własne Ghetto. Poza tem zapala się do wszelkiej siły, reprezentowanej przez Wilhelma pruskiego czy Rotschilda pary­skiego. Uwielbiałaby, nienawidząc, burzyciela Jerozolimy, Tytusa, gdyby w XX stuleciu ząsiadł na tronie europejskim.Więc jako handlarze, komiwojażerzy, spę­dzający żywot w sleepingach kolei żelaznych, w margarynowych barach między-świata, w hotelach, gdzie się stręczy wszystko: mandaty do parlamentów i żywy towar, z właściwą rasie nerwową szybkością i niecierpliwością robią w Polsce cug międzynarodowy, a znajdując u nas dobry materyał z pyszałków i histery­ków, usiłują stać się naszymi ,,kulturtregerami” I historya płynie zawsze z nieśmiertelnością źródła. Dawniej brzuchaty i leniwy szlachcic po-saski nie mógł był się obyć bez pachciarza, teraz nie mogą się bezeń obejść najpostępowsi demokraci. Tempora mutantur, sed nil mutatur. Stańczyk wychyla twarz tragicznie-błazeńską.Żydzi mają rozum. Całemu pokoleniu mło­dzieży umieli niemal obrzydzić rupiecie: „Starą Polskę”, a ufundowali nowy pasaż czy bazar: „Młodą Polskę”. Bo to, co było i jest w duszy polskiej, ma być już „anachronizmem”, powstają inne, nowe wartości według nazwiska osoby z powieści Żeromskiego zwane: „pochronizmy”. Gdy wprowadzono monopol wódczany, zamknięto karczmy. Powstały za to szynki litera­ckie, gdzie tresowano poetów i pisarzów, ko­rzystając z indolence slave. Aż jeden z mar­szałków kompanii, odstępca, Stanisław Brzo­zowski zawołał: „Kabotyni, polskie Oberammergau”. Ale to jest absynt duchowy, tylko literatura, surogat życia.Samo życie jest jeszcze twardsze. Cóż nam dali i dają ci przodowa głosiciele i działacze kultury, te ekspozytury Paryża i Berlina, ci apostołowie ludzkości i wszechbraterstwa, i rębacze postępu, nieszczęśliwi tułacze świata, udzielający własnego nieszczęścia każdemu, kto się z nimi zetknie?Przypatrzcie się, gdy Ghetto pcha się, po­dróżując koleją żelazną. Jest to jakby wtar­gnięcie żywiołu, bezwzględną napaść na wszel­ką organizacyę, na ład publiczny. Wszelki prze­pis ginie. Przychodzi bezwzględność, nie licząca się z żadnem poczuciem ludzkiem. Niedelikatność bez granic. Handel biletami. Gdy zarzu­camy zarządom kolei żelaznych, że nie wydają biletów powrotnych, odpowiadają, że w skutek nieuczciwości Żydów takie bilety nie są u nas możliwe.A przecież to Ghetto miało było własne szkoły w tym czasie, gdy nasze, polskie, prze­śladowano. Dlaczegóż tam wtedy nie praco­wali kulturtregerzy?Jeżeli ideałem kultury jest jak najtroskliw­sze pielęgnowanie uczuć ludzkich, czyli stosun­ku człowieka do człowieka, to żywem świade­ctwem kultury będzie praktyka duszy ludzkiej, czyli stan obyczajów. Statystyka obyczajów opiera się na szeregu nakazów kategorycznych, krępujących szkodliwe wezbrania swawoli indy­widualnych, dynamika zaś — na zmianie tych nakazów w duchu czasu. W każdym razie dla danej epoki niezbędne są takie lub inne stałe wskaźniki i to realne, praktyczne, nie wymyślone, inaczej obyczaje wstąpią w stan, anarchii, której brudny i bezładny ciężar legnie kamie­niem na wszystkich tych, którym chodzi jeszcze o powagę i patos uczucia.Nie trzeba chyba dowodzić, że wpływ Ży­dów na obyczaj polski nie jest dobry. Naród żydowski ma twarz Janusową, W masie swej zwartej zamknął się w Ghetto, obyczaju nie­zmiennym, opartym na opoce Talmudu, w swych Jeremiaszowych i Hiobowych okopach. W swem przedstawicielstwie wierzchołkowem, cywilizo- wanem, fanatycznie liberalny neofita atakuje wszelkie nakazy kategoryczne wszelkich oby­czajów, jakie spotyka na swym rynku handlo­wym. Wyszedłszy raz poza klauzulę Talmudu, wpada w stan nerwowego niepokoju, który nie pozwala mu na znoszenie jakichbądź stałych norm. Gorące jego tchnienie nie daje mu czasu na odpoczynek. Tymczasem społeczeństwa i na­rody pragną żyć spokojniej, w wolnym oddechu. Chcą żyć dłużej i lepiej.Znamy dzisiejsze życie warszawskie, pore- wolucyjne, jakby skutek bankructwa spółki ak­cyjnej Wicka, Icka i Miszy. Czujemy straszli­wy bezład życia, niezdrowe powietrze, smutne zgliszcza kultury, przy których stojące wody stawu jakiejś zapadłej wsi chłopskiej wydają nam się jeziorem łabędziem. W kawiarniach i restauracyach, gdzie kucharze gotują z łaski, służba usługuje od niechcenia, w atmosferze bezczelnych spojrzeń, znudzonej ciekawości, hi­sterycznego lenistwa, gnieździ się duch współcze­sności : „pochronizm“, pod obiecującą firmą de- mokratyzmu. Ale demokratyzm ów przypomina złodzieja, który przebrał się za proletaryusza, aby módz lepiej okradać!    Dochodzimy do zenitu. Zdawałoby się, że gównymi konsumentami książek polskich są myszy na składach, okazało się wszakże, że i w tym towarze operują złodzieje. Geniusz handlarski z ulicy Ś-to Krzyskiej popycha pol­ską młodzież księgarską do okradania składów. Postęp jest niewątpliwy.Nie czuję nienawiści do Żydów. Rozumiem, że są tacy, jakimi ich zrobiła rasa i historya, a nawet twierdzę, że są pośród nich dobrzy Polacy, zasłużeni dla społeczeństwa. Ale śmie­szne i ubliżające jest tolerować ich rolę, gdy występują w masie, jako przodownicy kultury, oni, którzy w wyostrzonym swym instynkcie handlarskim są generalnymi fałszerzami praw­dy. Sądzę, że gdyby społeczeństwo wystąpiło stanowczo i szczerze ze słowami: „widzę was” to, jako ludzie sprytni, odstąpiliby od funkcyi nie licujących z ich naturą.Tymczasem mają jeszcze duże wpływy wśród mnie i lub więcej niepełnoletniej młodzieży. Są dostarczycielami dla młodych wszel­kich jaskrawych i obiecujących idei, niby pie­niędzy na weksle in blanco, za które później ojcowie dobrze płacą. Zważywszy łatwowier­ność młodzieży, zastanawiamy się, czy rzeczywi­ście nie mieli racyi ci, którzy swojego czasu wykrzykiwali, że naszym emblematem narodo­wym jest gęś?III.Podczas gdy w Warszawie kilka teatrów żargonowych od lat paru, bez ustanku, przy wielkim dopływie publiczności żydowskiej, z artyzmem całkiem swoistym, w opracowaniu zgoła i starannem, przedstawia sztuki najczystszej wody ghetto-żydowskiej, o czem, świadczą same tytuły: Pintele-Jud (Ideał żydowski), Neszome Jud (Dusza żydowska), podczas gdy odgrywane w tych teatrach komedye niekiedy ośmieszają wielkie postaci z historii polskiej, jak np. Ste­fana Batorego, o czem ledwie i nieśmiało swo­jego czasu poważyła się bąknąć nasza prasa, podczas gdy rozwojowi tej Jud-Neszome ża­dna cenzura nie przeszkadza — rozwój Duszy polskiej spoczął na barkach krotochwil, w swym rodzaju dobrze prowadzonej przez p. Śliwińskiego. Ale krotochwila jest tylko krotochwilą. Nie można bowiem mówić na seryo o tej „Letniej Rozmaitości”, przeznaczonej niby na teatr po­ważny, a w rzeczywistości monopolem swoim (szósta część) wstrzymującej raczej rozwój Te­atru Polskiego.Albowiem… podczas gdy tłocznie nalewkowskie biją niedosiężone dla prasy polskiej ilości egzemplarzy dzienników żydowskich, gdy głosy te kłótliwe, szwargotne, kłamliwe i prze­sadne jednoczą się wszystkie w jednem — w obronie Neszome żydowskiej, prasa polska, inspirowana przez Żydów bezpośrednio, lub po­średnio, sposobem tajemnym, ubocznym, robi wrażenie gromady osobników, strajkujących przeciw duszy polskiej. Pachciarz korzysta z rozdwojenia: dwór i wieś, robotnik i fabry­kant, szlachcic i chłop, Pankracy i hrabia Hen­ryk. Polityka jego ma linię wskazaną: pod­trzymać waśń, divide et impera. Ma robotę tem łatwiejszą, że dzieje Polski W stuleciu XIX rzeczywiście miały historyczne elementy roz­dwojenia, jak: „czerwoni” i „biali”, niecier­pliwi” i „cierpliwi”, „my“ i „wy“. Ogień więc był, wystarczyło dolewać oliwy.Gdy wiek XX przychodzi z inną treścią, gdy bieg rzeczy zaczyna uświadamiać wszech- ogół polski, ubogiego i bogatego, że miejsce dla bytu i dla zarobku jest tylko w środowisku narodowem, że już nie o sam podział dóbr chodzi, ale również o sam, fakt posiadania, albowiem Polak może być wywłaszczony, gdy traci wartość hasło międzynarodowo-socyalistyczne: „wszystko jedno, pan, fabrykant, burżuj polski czy np. niemiecki11, gdy w życiu ekonomicznem nie kołaczą się nawet upiory kastowości, rozdwojone rzeki zaczynają się ku sobie zbliżać i muszą się zlać w jedno. Zrozumienie wspólnoty interesów jest dla pachciarza i dla faktora fatalne. Ghetto czuje się zagrożonem. Można być pewnym, że wytęży całą siłę, aby zbudować tamy przeciwko połączeniu się rzek.Ghetto posiada sprzymierzeńców. Prze- de wszystkiem większość tych Żydów wyzwolo­nych, kulturalnych, których jaźni wszakże dy­plom uniwersytecki nie zmieni, których natu­ra „ciągnie wilka do lasu“. Ci osiadają w wę­złowych punktach, w ogniskach Europy, w Pa­ryżu, w Berlinie, w Wiedniu, nie mówiąc już o miastach naszych i tam zapomocą prasy o czasopism albo i korespondencyi, opieczęto­wanych marką zakordonu, uczą łatwowierną młodzież naszą, jak to wygląda, jaką być po­winna Neszome polska. Częstokroć ci kore­spondenci, autorowie, krytycy i estetycy wa­hają się podpisać pod utworami rodzinnem na­zwiskiem, więc używają rdzennych, polskich — herbowych lub sławnych pseudonimów. Sło­wem, wkrótce możemy się doczekać, że Ada­mem Mickiewiczem będzie się podpisywał ja­kiś Lejba Gancwurst, a Juliuszem Słowackim Icek Młodopolski. Publiczność zaś bierze te na­zwiska na serio.Ciężkim, tamowanym pochodem idące spo­łeczeństwo nasze nie odrazu mogło się zoryen- tować co do znaczenia prasy i słowa druko­wanego, które to czynniki stanowią armię cy­wilną nowoczesnych narodów. Naogół nie uwa­żało działania słowa drukowanego za coś re­alnego, współmiernego z czynem praktycznym. Nie zrozumiało jeszcze potęgi sugestii i re­klamy. Ale pojęli to wcześnie i wybornie Ży­dzi. Dzięki tej opieszałości ważne wypadki lat 1905 i 1906 zastały społeczeństwo nasze z mło­dzieżą, która, kierowana sprytnie przez Żydów, mogła była znieść spokojnie obelgi, rzucane własnej ojczyźnie, a nawet, w pewnych odła­mach, sama w nich uczestniczyła. Takiej for­my rozdwojenia i walki domowej nie było ani w r. 1794, ani w 1831, ani w 1863. Opluwanie chorągwi narodowych było nowością.Wychowawcą tej młodzieży, tak niełaskawej na ojczyznę, którego wpływu bynajmniej nie należy niedoceniać, jest krytyk nowocze­snych objawów duszy naszej, autor „Historyi literatury”, człowiek umysłowości typowu-raso wej, p. Wilhelm Feldman. Diabeł, według po­dania, osiedla się blisko zakrystii. Również pan Feldman umieścił się tuż obok almae matris Jagiellonicae, a korzystając z kastowego zasklepienia i skamienienia Stanisława Tarnow­skiego, z braku innych poważnych ‘krytyków specyalistów, zajmujących się krytyką litera­tury nowoczesnej, zajął miejsce wakujące, stworzył czarną giełdę literatury, przygarnął młodzież całą fosforycznością frazesu, ruchli­wością reklamy szybkiej i głaszczącej, radyka­lizmem napaści. I w taki sposób rozpoczął ura­bianie Neszome polskiej.Urobił…Gdybyż źródłem tej akcyi był jakiś, cho­ciażby obcy nam, chociażby naiwny niekultu- ralnością, nakaz estetyczny, mógłby być nawet z takiej działalności pożytek. Ale tutaj mamy do czynienia z pospolitym szwindlem. Na dnie całej sprawy była i jest polityka. Merkury przebrał się za Apolla i fałszuje na lirze.Rozumiemy. Wszędzie i zawsze kocioł li­teratury. jeżeli naród jest żywy, gotuje się, wre, kipi i pryska. Wszędzie bywały i są swary i waśnie starych z młodymi, klasyków z ro­mantykami, Osińskich z Mickiewiczami, profe­sorów z artystami, zwalczającymi kanon. Ale tutaj, na czarnej giełdzie Feldmanowskiej, nie pytają młodego ucznia i przybysza: „czy ko­chasz ty twórczość wolną?“, lecz pociągają re­kruta do przysięgi.„Będę kochał proletaryat, równouprawnie­nie kobiet, czteroprzymiotnikowe głosowanie…„Będę nienawidził tradycyi narodowej, szlachectwa, kultu i obrzędów aryjskich.„My jesteśmy młoda Polska”.To się nazywa sztuka. To jest Kantowskie „Hervorbringung durch Freiheit“.W gmachu czarnej giełdy niepodobna wszakże wywiesić otwarcie przerażających sztandarów żydowskich, czarnych z trupią głów­ką i piszczelami. Nawet Stefan Żeromski mógł­by uciec! Trzeba upiększyć bóżnicę feretrona­mi Polski. Wziąć chorągwie tak patryotyczne, że przelicytujemy burżujów, którzy ośmielają się hańbić ideę Polski zakładaniem konkuren­cyjnych Żydom sklepów! My staniemy, jak legja tebańska przeciwko obniżaniu ideałów.„Więc pójdziemy do Słowackiego. Uto­czymy zeń na macę literacką, nie wspaniałe­go wina czerwonego Lacrima Polonlae, lecz żółci. Będziemy paśli wszystkich „ideową“ żółcią, jak tłum żydowski spragnionego Chrystusa. I de­klamowali z swoistym akcentem: „bez czerwo­nego leży trup kontusza“…„Na rękę nam trumienny artyzm Wy­spiańskiego. Zrobimy zeń małego fetysza. Na biały amarant Polski nałożymy czarne woale, na żądzę czynu — leniwą żałobę. Obyczajem wschodnim niechaj przyśpiewuje ludzkości szloch płaczek, a nie aryjska pieśń robocza i twórcza.„W rogiem naszym jest słońce i każdy, kogo ono ogrzewa.„Więc zwalczać będziemy Sienkiewicza za jego artyzm beznamiętny i spokojny, jak na­tura roślinna, odnawiająca się corocznie i nie­śmiertelnie.„Zapomnimy o Adolfie Dygasińskim i jego „Godach życia”, arcydziele tak głęboko polskiem i charakterystycznem, jakiego może nie mieliśmy od czasów Jana Kochanowskiego.„Bagatelizować będziemy i innych pisarzów swojskich, szczerych, niepretensyonalnych piętnując taką literaturę mianem parafiań- szczyzny.„Kazimierz Tetmajer będzie dla nas aso- cyalnym. A sztuką piękną i głęboką ma być dla nas jedynie kurcz, histerya, przesada, nie­pokój nerwowy, charakteryzujący Neszome ży­dowską. Przy tych fajerwerkach niechaj zapa­da ciemna, głucha noc.Szczepienie udało się bardzo pomyślnie. Młodzież ucząca się w Warszawie, w Krako­wie i we Lwowie, w ogniskach zagranicznych, nie mówiąc już oczywiście o rosyjskich, przy­jęła tę limfę feldmanowską z dobrym skut­kiem gorączki. Cóż dziwnego? Do kogoż ma iść młody człowiek, żądny życia a niedoświadomiony, jeżeli nie do tego, który schlebia je­go o sobie zarozumieniu, powołuje do przodo­wania narodowi i na poczekaniu fabrykuje1 ge­niuszów ? Cała zła strona natury ludzkiej1 ulega wytężonej hodowli. W taki sposób na spokojnej wsi pachciarz zakłada sklepik, dokąd ‘zbiera się młodzież na karty i na nierząd.I w tej samej epoce, gdy młodzież angiel­ska, francuska, niemiecka, naogól w równowa­dze ducha i ciała chowana, nie gdzieindziej, lecz w rzeczywistości szuka źródeł poezyi, a po­święceniem życia na aeroplanach stwierdza szla­chetność rasy, gdy Wschód Daleki, ,to jest Japonia i Chiny, postępują naprzód krokiem olbrzyma drogą narodowej cywilizacyi, w środ­ku pomiędzy niemi, na rubieży Wschodu i Za­chodu panuje Talmud teoryi i negacya życia.Instynkt narodu budzi się i radby odrzu­cić śmiertelną koszulę. I to jest jego oczeki­wane wyzwolenie.Ukazuje się twarz Stańczyka. Nie tego, który wyczerpuje w ,,szopce” krakowskiej jako wieczny i bezwładny szyderca, ale — lice mędrca, Rozum Narodu, syn przeszłości i oj­ciec przyszłości.
IV.Tak jak przekupki Żydówki (vide wiado­mości z Kuryera Warszawskiego) na targu Grzybowskim przebierają się za chłopki, aby sprzedawać masło i jajka „prosto ze wsi“, po interesie zaś kładą na powrót peruki; tak samo, w dziedzinie prądów i myśli filozofi- czno-społecznych, Żydzi, oczywiście nie Ghetto, ale część ich po europejsku ubrana, udają wy­bornie Erazmów Rotterdamskich, Johnów Stu­artów Millów i t. d., udają zaciekłych humani­stów i wolnomyślicieli. Tak zwany „postęp” warszawski mógłby o tern wiele powiedzieć. Wprawdzie wszystkie trzy rzeczowniki: postęp, Polska, Palestyna, rozpoczynają się na głoskę P, wprawdzie z tych trzech p utworzono na­wet nazwę partyi politycznej, lecz, jak się zdaje, trudno taką przypadkową zbieżność brać na seryo. Łatwiej odnaleźć pewien mistyczny zwią­zek pomiędzy postępem a „pozytywizmem11 ta­kim, jak go pojmowano w „prawdzie” polskiej, gdyż rzeczywiście był pozytywką, na której Syon grał melodye. Zresztą jest to dalszy ciąg historyi polskiej. Już Jankiel grał na cymbałach… Ta­deuszowi i Zosi. Muzykant ze; wsi,( z Soplicowa przeniósł się do miasta. Uniezależniony od szlachty, zaczął wymyślać tamtym, a przygrywać mieszczaństwu, dopóki nie wykupi odeń wszystkich kamienic.A później? Później odrzuci cymbały i sta­nie się jedno żydostwo i jeden gramofon, któ­ry kręcić będzie jakiś wolny najmita, pra-pra- wnuk Kilińskiego.Osobliwy jest ten nasz okręt, płynący w nieznaną przyszłość, a zwany „Postęp. I osobliwszą ma na pokładzie załogę i dwóch kapitanów. Jednym jest wolnomyśliciel pol­ski, drugim wolno-handlowiec żydowski. Płyną razem, pod własną flagą, do puszcz nie- trzebionych, w surowe ludy. Ale cele ich są różne i inny koniec.Wolnomyśliciel polski wchodzi na tarpej- ską skałę prawdy i apostołuje Murzynom pięk­ne, szerokie i zbawcze idee. Wszyscy mu pota­kują, ale nikt nie idzie za nim. Murzyni są Wra­żliwi tylko na panem et circenses i to na dziś, natychmiast, bez odkładania do jutra.Wolno-handlowiec sprzedaje Murzynom re­alność opium, absynt, wódkę. Cisną się doń, jest oblężony. Podczas gdy wolnomyślicielowi znudzona gadaniem tłuszcza łamie w końcu że­bra i wybija zęby, wolno handlowiec robi świet­ne interesy. Spór sankiulotów z wersalczykami, proletaryatu z burżuazyą powiększa tylko je­go obroty. Interes postępuje…Oczywiście tę palmę męczeństwa bez za­sługi wręczyć można tylko tym wolnomyślnym iluzyonistom polskim, którzy miłują ser­decznie swe idee, te częstokroć najniewdzięczniejsze dzieci, przyprawiające o śmierć sta­rych rodziców, tym, którzy niosą z sobą do­brą wiarę i nierozdwojone serce. Nie mówi­my tutaj o ludziach „najętych”, lub w jakikolwiekbądź sposób przekupionych pieniędzmi, lub chwyconych na wędkę ambicji czy sławy i t. d. Tych „swoich ludzi” sami Żydzi traktują z lek­ceważeniem, nie dość powiedzieć: z zemstą, jak­by za zniszczoną świątynię Salomona. Nastę­pują na nich ciężką stopą, jak zwycięski rywal na Uryela Acostę. Tak rozkazał był Jehowa, a Jehowa jest mądry i nieśmiertelny.Szwindel udanego humanizmu, na który społeczeństwo nasze złapało się więcej, niż ja­kiekolwiek inne, może dlatego, że właśnie od idei europejskiego humanizmu spodziewało się naiwnie lepszej formy narodowego bytu, jest najbardziej oburzający ze wszystkich podstę­pów. Jest najbezczelniejszy. Nic nie licuje mniej, jak humanizm, z naturą narodu żydowskiego, który szuka wszędzie „ziemi obiecanej”, a rzą­dzi się w życiu społecznem etyką Barucha Spi­nozy. Któż tu wywiesza sztandar napisem „Ludzkość” ? Naród, który od wieków sam sie­bie wyodrębnił rasą, pielęgnuje tę odrębność wraz z Talmudem, zaduchem i brudem, w głębi duszy uważa się za naród „wybrany „jedyny“, który powinien rządzić światem, który mi­mo kłótnie wewnętrzne i swary, wynikające z nerwowego temperamentu, jest solidarny bez­przykładnie, do zaparcia się wszelkich uczuć człowieczeństwa. Można rozmawiać przyjaźnie z Anglikiem o wadach Anglików, z Francuzem drwić z koguta galijskiego, z Niemcem wy­śmiewać Hanswursta, ale kpić z Żydem z Ży­dów jest to robić sobie ukrytego nieprzyjaciela,  który w taki czy inny sposób będzie się usiło­wał zemścić. Są to bałwochwalcy swej rasy, swych dzieci, swych domów, swych brylantów, swego nieszczęścia i swej nędzy. Stąd atmo­sfera arogancyi, otaczająca ich wszędzie; jest to organiczny, naturalny ich zapach.Łagodzącą okolicznością dla tego oszukaństwa ideowego jest chyba doskonała bier­ność polskiego społeczeństwa, na którem czyni się te prowokacyjne eksperymenty. W myśl zasady prawnej „volenti non fit injuria“ nie- masz krzywdy tam, gdzie ktoś się; na czyn zga­dza. Jeżeli chodzi o handel żydowski, można pojąć i wybaczyć, że niedoświadomione masy ludowe dają się brać na podstępy i fortele. Ale tutaj jesteśmy w dziedzinie idei, w zakre­sie kultury umysłowej. Zdawałoby się, że wol­na inteligencya polska, która bardzo wiele o swej indywidualności trzyma, powinna była takim podstępom skuteczny dać odpór. Bynajmniej; ona właśnie na osobiste conto usi­łowała prowadzić lud przez drogę oliwny na jerozolimską Golgotę. Niepodobna ryczałtem zarzucić jej złej woli. ,,Pawiem jesteś i papugą”Postępowcy polscy!Jako błyskawice ewolucji, forpoczty roz­woju narodowego, mieli dążyć do zgłębienia rzeczywistości bytu, do pochwytu prawdy ży­ciowej, na której trwałych fundamentach mo- żnaby postawić dom narodowy, odnowiony, obszerny i ciepły dla rozrastającego się ludu. Czy niedostateczne i niepewne przy sprawach o tak rozległym horyzoncie doświadczenie wła­sne usiłowali sprawdzić i uzupełnić u niezale­żnych aż do wszecbimpertynencyi geniuszów no­woczesności? Wszak tylko u ludzi niezależnych od otoczenia można znaleźć bijące źródła praw­dy, najczystsze, na jakie zdobyć się może względ­ność poznania ludzkiego.Czy w walce’ z ciemnotą zapytali najwię­kszego obserwatora stosunków ludzkich, ja­kiego wydały nowe czasy, Artura Schopen­hauera, co to jest owa ciemność i kto jest ciemnością ?Czy w walce z zimnem ludzkiego serca, za­pytali największego poetę nowych czasów—Fry­deryka Nietzschego, kto i co jest tem zimnem?Schopenhauera lepiej nie pytać. Niechaj dzieła jego pozostaną na stronie, na język pol­ski nie tłómaczone. Niechaj śpi. Schopenhauer jest trefny. Arogancki filozof, który bez par­donu i chyba całkiem wolnomyślnie roztrząsa naturę ludzi i stosunków społecznych, wyraża się zawsze o Żydach jednym i tym samym ostrym wyrazem, którego tutaj po polsku (fetor judaicus) nie powtórzę. Wyrzuca ich zupełnie poza nawias człowieczeństwa, jako niezdolnych do rzetelnego stosunku względem jakiejkolwiek sprawy.Przykład ostry, ale decydujący. Atakuje się kler, nie tyka rabinatu. To się nazywa ,,po- stępowość“.Z Nietzschem sprawa nieco inna. Wydaw­cy i księgarze żydowscy pchnęli go jako nowy a obiecujący towar. Zapowiedział „przeszaco­wanie wartości“; sądzili, że będzie to atak anar­chistyczny na pozostałe mury cywilizacyi zacho­dniej. Nieokiełznany poeta wszakże wystąpił przeciwko zboczeniom, jakie nowoczesne pomie­szanie ras i pojęć sprawiło na gmachu: kultury aryjskiej. Przemówi! o dostojeństwie duszy, o wzgardzie ku istotom podłym, o dumie, jako źródle moralności, słowem zaatakował całą ce­dułę walorów nowoczesnej giełdy moralnej. Fryderyk Nietzsche się okazał poprostu „reakcyonistą”.Artur Schopenhauer nie był nigdy w obie­gu, a Fryderyk Nietzsche będzie wkrótce wy­cofany, jako niebezpieczna pomyłka. Zrobią go wariatem.„Postępowi” wolnomyśliciele nasi będą na­dal na żołdzie stronnictw politycznych, lig anty- religiinych, aliansów filo-semickich; zamiast in terpretacyi publicznej wielkich i niezależnych myślicieli, będą puszczali w obieg świstki, bro­szury i rozprawy agitacyjne; zamiast zaprawia­nia leniwej i ułomnej natury ludzkiej do precyzyi rzemiosła i jarzma obowiązku, będą wy­kładali Murzynowi, któremu nie chce się wbić porządnie gwoździa w ścianę, odczyty o wpły­wie księżyca na szczęście proletaryatu. Czy to nie jest czasem wolnoniszczycielstwo ?Jak się zdaje, te romanse napowietrzne ma­ją się ku końcowi. Społeczeństwo polskie docho­dzi w masie coraz większej do oryentacyi, że najpiękniejsza z idei jest idea niezależności, któ­rej wyrazem jest zapracowany rubel. Widzi, że domowi polskiemu grozi wywłaszczenie. Wkrótce zrozumie naprawdę, że większym czy­nem jest prowadzony pracowicie i umiejętnie sklep polski, niż pałace z bibuły z napisem „Ludzkość”, chociażby ten napis oprócz pol­szczyzny, był zaszczycony i żargonem.V.Wszyscy czujemy ogromną lukę w orga­nizmie narodowym naszym, a mianowicie: brak rdzennego żywiołu handlowego, a rzec sze­rzej — mieszczańskiego. Rosya nie posiada zamiłowanego do gospodarstwa rolnika, Polska. — kupca mieszczanina. Może przez tę jednostron­ność upodobań oba narody nie mogły i nie mogą wznieść się do konsolidacyi kulturalnej w znaczeniu zachodnio-europejskiem.Naszemi majstrami miast przez liczne wie­ki Rzeczypospolitej byli przeważnie Niemcy. Niemal bez zastrzeżeń był to element dodatni. Wnosili zawsze rzetelność, słowność i wytrwa­łość. W mieszczaństwie wielkomiejskiem warszawskiem rodziny spolonizowane o nazwiskach niemieckich są do dzisiaj arystokracyą miejską w dobrem tego słowa znaczeniu.Historya stulecia XIX-go wieku, po roz­biorze Rzeczypospolitej, przynajmniej w Królestwie Polskiem, jest stałem i postępowem ogar­nianiem terenu handlowo-mieszczańskiego przez Żydów. Za czasów Księstwa Warszawskiego by­ło ich u nas 200.000, dzisiaj mamy ich 1.800.000, czyli wzrośli liczbą w dwójnasób w porównaniu z ludnością polską. Płodnym czasem była im epoka popowstaniowa (1863 — 1906), gdy ko­rzystając z osłabienia naszego pulsu narodowe­go, zdołali zdobyć dla siebie kierownictwo po­stępowej myśli polskiej, Ostatnia rewolucya ro­syjska przyniosła nam atak litwaków, wzmac­niając i uzuchwalając kadry żydów autochtonów.Dzięki syonizmowi i wzmocnieniu żydow­skiego poczucia narodowego karty odkryły się… Gra stała się jasną. I ta jest może najlepiej — point des r evieries !  Dzisiaj chyba czło­wiek ograniczony albo mający interes na wzglę­dzie będzie w sanhedrynie faryzeuszów poszu­kiwał Meira Ezofowicza. Gdyby się nawet tam znalazł, to wielowładne ghetto zapluje go i za­tratuje.Temperatura serca żydowskiego podnio­sła się o wiele stopni. Zabawny Żydek, faktor Kostrzewskiego, z którego drwił nawet głupi Maciuś, spoczywa na kierkucie śród grobow­ców i kamieni. Narodził się Żyd-seryo, zaprzy­siężony spiskowiec, praprawnuk Bar-Kochby, rozgorączkowany i zuchwały judaeus czasów tytusowych.Widzą zmianę w nim wieśniacy; pokorny Szmul kłania się znacznie wyżej, niż dawniej, albo i wcale się nie kłania. Sadowy, dzierżawią­cy ogrody, nie przychodzi do dworu prosić o stare polskie gazety, sam z miasteczka przywozi sobie H a j n t a lub F r a j n t a.W mieście po ulicach płynie, jak czarna fala Martwego Morza zwarty tłum chałatowy. Żywiołowym pierścieniem wciska się w dzielni­ce jasne, usłonecznione, zalewające żywą ziemię czarnem asfaltem swej duszy. I, czując siłę, woła: „Noli me tangere“, „nie ruszaj mnie!“ Frenkiel w „Rozmaitościach” nie wystąpi już w „Złotym Cielcu”, bo go jakiś estetyczny szaj giec może obrzucić zgniłemi jajkami.I dobrze, że żydzi wymagają, aby ich brano na seryo. Drzemią jeszcze w duszach polskich upiory tych szlachciców po saskich, którzy z rów­ną mądrością wyrokowali politycznie. „Polski nie rozbiorą, bo potrzebna dla równowagi euro­pejskiej”, jak pogardzali Żydem. Jakiś Siciński szydził boleśnie z Icka, który w jednym palcu dziurawego buta miał więcej rozumu, niż sam wielmożny w całych swych cholewach. Takie zaślepienie czy ograniczoność w ocenianiu sił re­alnych przyczyniło się nie mało do lekkomyśl­ności, z jaką oddaliśmy niemal cały handel i dużą część rzemiosł w ręce Żydów.Rzemiosła! Pewnego razu przyglądałem się budowie kamienicy, gdzie pracowali rzemieśl­nicy nasi i rzemieślnicy żydowscy; pierwsi ja­ko mularze, stolarze, drudzy jako szklarze, bla­charze i t. d.Ci nasi „majstrowie klepki”, niby rozpasa- na tłuszcza dawno-szlachecka, żywe i nieśmier­telne liberum veto przeciwko wszystkiemu, co jest organizacyą celową, ładem i równowagą, upijali się stale w niedzielę i poniedziałki, pra­cowali częstokroć zaledwie pół tygodnia, bladzi, zachrypnięci, zaziębieni, nienawidzący praco­dawcy, budowniczego, każdego ,,inteligenta”. Nie wszyscy, ale iluż było takich!Jakże inaczej pracowali przy budowie owego domu rzemieślnicy Żydzi! Przyjeżdżali na robotę z koszernym bochenkiem chleba i świeczką — do nocnej pracy. Poza świętym dniem szabasu, nie tracą czasu. Jak najusil­niej dążą do zarobku, kapitalizują. Wykończe­nia dobrego nie dadzą nigdy, jakby doo tandety mają ręce, ale są pracowici i rozumiejący ko­nieczność akuratności. I przedsiębiorca często kroć brać ich musi, gdy nie może dać rady z meuznającym żadnej umowy rzemieślnikiem polskim. Faute de mieux! To ,,w braku lepszego” jest klęską naszego przemysłu i handlu.I ów rzemieślnik żydowski jest na ogół człowiekiem poważnym i głęboko religijnym. Księgą mądrości jego jest Talmud. Księgą mą­drości naszego usiłują uczynić 365 odczytów p. Ludwika Krzywickiego. Metryki rodowe Lewka lub Borucha znajdują się w księdze Genesis Starego Testamentu, metryki zaś na­szego Pawła lub Gawła w puszczach azyatyckich lub afrykańskich u gorylów! To są pew­niki naszej nauko polityki! Taka ma być edukacya ludu.Piaskiem sypią nam w oczy, tumanami kurzu, aby zasłonić akcyę zdemoralizowania w na­szych warstwach robotniczych w stosunku do proletaryatu żydowskiego, zamarynowanego tro­skliwie w spirytusie Ghetta od bakcylusa zgni­lizny społecznej. Mówią i piszą: „patrzcie, oto stowarzyszenia rzemieślników i rękodzielników waszych są odrębne, bez Żydów, a same ciągle są w stanie wrzenia i niezgody”. Taka jest po­zorna prawda. W rzeczywistości ogień pod ko­tłami utrzymuje socyalna demokracya, gdzie, jak u nas, rządzą przeważnie żydzi.Bardzo utalentowany i szczery pisarz ży­dowski, wybitny przedstawiciel Neszome Sza­lom Asz w jednej ze swych sztuk teatralnych przedstawił w całej ohydzie Żyda właściciela zamtuza, handlarza żywym chrześcijańskim to­warem, strzegącego od nierządu własnej cór­ki. Córkę tę uwodzą. Stąd! rozpacz ojca, tragedya, rwanie włosów, kara Jehowy.Chociażby ten wypadek, gdy młodej Sulamitki nie sprzedają za brylantowy dyadem jakiemu posagodawcy, ale gdy świeże dziew­czę staje się łupem Pochronta z dziurawą kie­szenią, uważali naprawdę za tragedyę, byłby to mikro-epizod w morzu życia, pochłonienie przezmeduzę małego żyjątka a sens moralny faktu, jak chce autor, miałby wagę jednego bąbla piany na rozbijającej się o brzeg fali. Walka ras, tak troskliwie przykrywana przez papierowe idee, jest fenomenem żywiołowym. Żydzi muszą dążyć do wyzyskiwania, do zaprzągnięcia w jarzmo arjów Europy.Corrompez-toujours !W stosunku Żydów do Polaków jest pewna rzecz dość dziwna. Oto rzucają się z pianą na tradycyą naszą, na tę przeszłość, która włożyła w usta Cześnika Raptusiewicza dość rzadkie w dziejach narodów świata słowa:

„Kto raz wstąpił w progi moje,

Włos mu z głowy spaść nie może“.

Żydom w Polsce włosy z głowy spadały rzadko, nie ołysieli, przeciwnie, wyrosły im bardzo obfite pejsy, jak w Galicyi, brody, jak w Królestwie. Czy ta „Młoda Polska” już skuzynowana trochę z Rosyą literacko, a przez samych Żydów pieszczona, nie będzie skłonniejsza do pogromów? Czy jak bohater sztuki Asza nie wyhodują sami przepaści dla swych dzieci?Bóg Aryów jest surowy, ale sprawiedliwy jak natura, i nie znosi fałszerstw.Nie podałem artykułów moich dla Żydów. Jest to naród mądry, ocenia wybornie realną wartość życia i informacyi ode mnie nie potrzebuje. Są tak dalece wrażliwi na doskonałe formy siły, że jeżeli powyższe artykuły napi­sałem ze znajomością rzeczy, to sami przyznają: „on ma racyę”.Chciałem głównie poinformować ogół polski i zwrócić oczy jego na tych Polaków po­łowicznych i chwiejnych, wynarodowionych i obojętnych, ograniczonych i ślepych, niewrażliwych i papierowych, którzy usiłują budować mosty zgody pomiędzy Polską a Ghettem żydowskiem, nie podparte rzeczywistością, a ma­rzeniami anemicznych ideologów, tak żarliwie popieranemi przez agentów i agitatorów poli­tycznych nam wrogich.Społeczeństwo nasze, pozostające pod obuchem politycznym, więcej niż jakiekolwiek inne, posiada w łonie swojem odpadków, mętów, wy­kolejonych i kalek, detritusu, produktów roz­kładu. Jawią się w postaci Pochroniów, Laza- rzów, Proroków, Hamletów nadwiślańskich, Hjobów, a często i Kainów, nie mówiąc już o tych zależnych, którzy dla chleba Janklowi stroją cymbałki.Po zatem Polska produkuje nadmiar „ro­mantycznych” leniuchów, którzy zasłaniając się marzeniami o „niebieskiej ojczyźnie”, są wybórnemi inspektami dla hodowli żydowskiej cebuli. Ci nam dadzą wiele frazesów ultra-patryotycznych i sporo wierszyków, ale mało oszczęd­ności w kasach przezorności, oszczędności, któ­rym na imię niezależność, Pologne independante !Dla kupującego Polaka nie masz miejsca w sklepie żydowskim, gdzie panuje żargonowa gazeta. Niech pamiętają o tem kobiety nasze, w którym ręku jest przeważna część detalicz­nych zakupów. Posiadają w ręku potężną broń I Z drugiej strony trzeba żądać od swoich kup­ców bez ogródek i stanowczo dobrego towaru. Żądać śmiało w imieniu ładu i dobra narodo­wego. Obustronny nakaz kategoryczny jest tu­taj konieczny.Dzielny program pozytywny doby popo­wstaniowej, idea pracy wytężonej we własnym domu i dla siebie, który przez nacisk żydów jeszcze nie uległ chrztowi narodowemu, ale obrzezaniu, musi być teraz wykonany może wła­śnie dlatego, że warunki bardziej cisną. Patrzmy na odżydzonych Polaków poznańskich, którzy w najfatalniejszem położeniu politycznem są jednak u siebie I Są wolni od licytantów i pro­wokatorów. Mieszczaństwo i handel polski w Poznańskiem to siła czynna.U nas, gdzie rygor prawa publicznego, hamulec na wybiegi, oszukaństwa i fortele żydowskie, działa z bizantyńską obosiecznością, to znaczy nie działa wcale, emancypacja od Żydów jest trudniejsza, niż gdzieindziej; cidevant szlachcice, łyki, majstrowie, proletaryusze, ludzie wysadzeni (z- siodła, z warsztatu, z ro­dziny, a wszyscy razem z głowy są nieświa­domymi agentami żydostwa w jego dwóch naj­ważniejszych operacyach.Pierwszą operacyą ulubioną i narodową Żydów jest licytacya. Kto da więcej ? I w dal­szym ciągu konieczny i nieskończony łańcuch oszukaństw handlowych i ideowychNajwyraźniej widać tę „licytacyę” żydówską w dziedzinie politycznej zewnętrznej i wew­nętrznej. Każdy zdrowy związek socyalny robotników polskich w celu najsłuszniejszej obro ny interesów zawodowych agitacja żydowska przelicytuje zaraz narzuceniem mu ideałów „le­pszych”, „międzynarodowych”. Każde stronni­ctwo patryotyczne, trzymające język za zębami, w chwilach, gdy pusty dźwięk słowa interesowi narodowemu tylko szkodę przynieść może, agitacya żydowska natychmiast przelicytuje in plus „większym polonizmem”, dyskredytując najgo­rętsze działania patriotyczne nazwą „ugody”. Cel licytacji jest nadto wyraźny: unierucho­mienie postępu narodowego przez narzucenie mu haseł niewykonalnych, oraz paraliżowanie czynu przez rozdział ludzi na kłócące się partye — w chwili gdy jedynie dyktatorskie zje­dnoczenie może stworzyć siłę zdolną utrzymać nieprzyjaciół w szachu.A drugą ulubioną operacją żydów — jest prowokacja. Podniecenie namiętności ludzkich i umiejętny wyzysk ich w celach praktycznych. Gdzież łatwiej grać na namiętnościach niż u nas, gdzie brak jednolitego wychowania narodo­wego wraz z przyrodnią wrażliwością, czyni z wielu ludzi olbrzymie purchawki, nadęte pró­żnością i w stopniu najwyższym odpowiednie na tak zwanych szabasowych gojów? Najpięk­niejsze uczucia, jak np. patriotyzm, mogą być obrócone na naszą własną niekorzyść, gdy brak rozumu i rozwagi.Chwila dla nas Polaków jest ostateczna. Żydzi w Królestwie stali się żywiołem napastniczym. Jeżeli nie uzależnimy od nich handlu i przemysłu, będziemy w stosunku do Rosyi i do sił politycznych Europy quantite negligeble. Emancypacja dokonana być musi. Dla naszych dzieci i wnuków, aby im było lepiej, niż nam, aby nie zeszli na pariasów Europy! To jest posag, jaki winniśmy im zostawić.Artykuły powyższe drukowałem w „Tygodniku Ilustrowanym”. Wrażenie jakie wywarły przeszło moje oczekiwania.Żydzi otwarcie rzucili się na mnie sposobami ulubionemi przez rasę. Za pomocą anonimów. Zemstą towarzyską. W resursie ku­pieckiej, założonej przez niezapomnianego Stein-kellera, której jestem członkiem, a w której ostatnimi czasy zakorzenił się wpływ żydowski, prawie wszyscy Żydzi jak jedno Ghetto stanęli contra mnie ,,na złość i przebalotowali przed­stawionego przezemnie kandydata na członka, notabene, przy pomocy agentów swoich wyzna­nia chrześcijańskiego, dając raz jeszcze dowód, że o ile gospodarować mogą na giełdzie lub w domu publicznym, o tyle wpuszczeni do klubu lub salonu natychmiast psują powietrze towa­rzyskie. Są wyjątki, ale ich mało.Żydzi pod maską rzucili się na mnie przez pisma tak zwane postępowe, które, niestety, jak wiadomo, są filiami Nalewek, kolonizującymi resztę Warszawy, o czem powiem później.Ogół inteligencyi polskiej przyjął myśli moje z gorącem uznaniem i serdeczną wdzięcz­nością za to, że im „otworzyłem oczy“. Wyznano mi niejednokrotnie, że urodzony wstręt do żydowszczyzny tłumiła chęć okazania się „huma­nitarnym”, „.kulturalną” i t. d. Pokazuje się, jak trafną dla charakteru polskiego metodę wy-brali żydzi do hypnotyzowama naszej inteligencyi.Wielce charakterystycznem dla naszych stosunków było zachowanie się prasy codzien­nej. Z wyjątkiem „Gazety Warszawskiej” i dzienników zakordonowych, które gęsto cyto­wały lub nawet przedrukowały w całości moje judaica, prasa warszawska na ogół o nich mil­czała. Albowiem były to dla niej rzeczy nie­przyjemne i niewygodne.Przemilczał je „Kuryer Warszawski”, cho­ciaż w jednym i tym samym numerze pomie­szcza rubrykę o wszystkich nabożeństwach kościołów Warszawskich i o wszystkich posiedzeniach wszystkich sekcyi uniwersytetu-chederu z ulicy Kruczej, zwanego „kulturą polską”, który jest przecież antykatolicki. Względem mo­ich artykułów i żydów „Kuryer Warszawski” wyzbył się jednak oportunizmu — milczał.Przemilczał je i głośno patryotyczny „Go­niec”, który nie ma czasu na sprawę żydow­ską i zbywa ją pełnemi talentu zresztą wier­szami Ela, albowiem siły swoje poświęca na uratowanie Polski od organizacyi i od silnej ręki pana Romana Dmowskiego, od pracy po­słów naszych w Dumie, rozwagą swoją „kom­promitujących” ojczyznę.Przemilczało je oczywiście niby katolic­kie „Słowo”, któremu polityka realna opróczkapitałów żydowskich wskazała wziąć do współ- pracownictwa Żyda ex-socyalistę p. Mendelsona i zamieniać przedpokojowe uściski dłoni w „Kuryerze Porannym”, który widocznie ku oczyszczeniu katolicyzmu z brudów, drukował dla szerokich mas ludu ohydny dziennik zbro­dniarza z Jasnej Góry. Czy stolica apostolska, gdyby wiedziała, zgodziłaby się na takie alianse?Ale prasa warszawska posiada swoiste zdolności polityczne. Umie postawić jajko Kolumba. Pod niedwuznacznym naporem opinii publicznej, musiała zrobić dla społeczeństwa ustępstwo. Znalazła wyjście. Będziemy wy­myślali na litwaków, aby uratować naszego tradycyjnego, jak jajko wielkanocne, żydka pol­skiego, który nas lepiej zna, lepiej wyzyskuje i lepiej asymiluje. Ten kompromis, tak kom­promitujący dla każdego umysłu, który nie pochwyci jego nienaturalności, pozwala wszakże prasie w dalszym ciągu podtrzymywać nikczem­nie ów stan rzeczy, jak w miastach, grożący żywiołowi polskiemu wywłaszczeniem.Albowiem niechaj nikogo nie łudzą, podpisy na dziennikach i redaktorów, kierowników, wydawców o brzmieniu często polskiem. Poza zewnętrznością polską bywają pieniądze, wpły­wy, spiritus dirigens żydowski, umiejący na­wet, gdy potrzeba, pisywać artykuły przeciw- żydowskie. aby uśpić czujność czytelnika wobec jakiegoś ukrytego, a ważnego celu, jaki ma się w przyszłości do przeprowadzenia. W prasie bywa tak jak w stowarzyszeniach kredytowych: niekiedy cała rada jest polska, umyślnie do­brana z „ludzi słomianych’1, a jeden żydeczek, nawet na niewidocznem, podrzędnem stanowi­sku rządzi wszystkiem. Reszta śpi albo kłó­ci się.Ow brak silnej, jednolitej opinii, na jaki narzeka Warszawa (a również i Galicya) jest wymownym objawem zażydzenia prasy. Ghetto na Nalewkach posiada jedną własną wolę, ale na terytoryum kolonizacyjnem, na Nowym Świe­cie lub na Marszałkowskiej, ostro atakuje każdą obcą wolę, starając się skruszyć ją, roz­łamać na kawałki. Nikogo dzisiaj Ghetto nie nienawidzi bardziej niż Dmowskiego, będzie mu urządzało wszelkie frondy, secesye i antimanifestacye polsko-patryotyczne. A, jako echo za Ghettem — ta uczciwa, patryotyczna, spo­łeczna, bogobojna prasa warszawska, tłumacząc jeszcze częstokroć swą abstynencyę lub tchórzliwość — co jest już rzeczą najnikczemniejszą, obawą kar prasowych.Więc gdy mordowano chrześcijańskich rze­mieślników polskich, prasa warszawska, która potrafi tygodniami rozkrzyczeć się o jakiemś malowidle, o farsie teatralnej, o takiej lub innej kabotyneryi, obawiała się wywlec tę sprawę przed forum publiczne odważnie, uczciwie, źró­dłowo. Opinia domagała się, prasa zbywała okropne fakty bąkaniem o „porachunkach par­tyjnych”.Więc gdy p. Piotr Drzewiecki na zebraniu w Towarzystwie Techników wyraził się słusznie i przestrzegawczo, że prasa, często, w naszych warunkach, nie wniknąwszy głębiej w istotę spraw zawodowych, odgrywa najniepotrzebniej w świecie rolę policyi, Towarzystwo Literatów i Dziennikarzy wystąpiło z ostracyzmem prze­ciwko Stowarzyszeniu Techników. A czy ogół wie dla czego? Czy wie, co leży na dnie tej sprawy? Oto Stowarzyszenie Techników jest czysto polskiem, bez wpływów żydowskich, a Stowarzyszenie Lit. i Dzień, od samego powi­cia jest pod wpływem żydowskim. Gdyby prasa warszawska miała istotne poczucie patryotyczne, byłaby przyznała p. Drzewieckiemu racyę i w imię dobra publicznego, zorganizowała ostrożniej sprawozdanie. Arbiter p. Dickstein był na swoim miejscu, gdy przynosił honorowi Literatom i Dziennikarzy gałązkę oliwną.Prasa warszawska jest „Pod filipskim” ży­dowskim.Nie sądzę, aby inteligentny ogół polski interesowały brutalne napaści, jakiemi odpo­wiedziała na moje artykuły warszawska prasa „postępowa”. Każdy mniej więcej wie, co miała prawo odpisać „Nowa Gazeta”, jako przedsta­wicielka żydów. Byłoby ciekawsze, co mógł­by w tej mierze napisać współpracownik tego pisma p. Lorentowicz, ale ten nie wtrąca się do sprawy tak „drażliwej”; trzymany jest tam jak sowa do wabienia młodych ptaszków lite­rackich w żydowską klatkę i do robienia „kul­tury literackiej”.W „Prawdzie” gospodaruje polak wyznania mojżeszowego o dwóch nazwiskach: p. Brunn on również i Leon Górecki pod patronatem obywatela z pod Łomży p. Jabłońskiego, który nie mając nic do roboty, walczy o „waszą i pa­szą wolność”, zwyczajem staro – szlacheckim, przez faktorów.Wreszcie zaatakował mnie, imieniem wol­nomyślicieli niezależnych wydawca „Myśli Nie­podległej Rozumowi”, zdobnej w gilotynę, zna­ki astrologiczne, podzielonej na dekady, polski Liordano Bruno, Nostradarnus Robespiere w jednej osobie, wolnomyśliciel, którego do tychczas nic ani nikt nie chciał spalić, nawet własny wstyd, słowem straszliwy Andrzej Niemojewski. Nikt nie jest dogodniejszy dla żydów od tego człowieka, który, jak się zdaje nigdy nie dorośnie, typowy paidokrata. Pisarz, który wymyśla na żydów i na księży będzie miał dzisiaj więcej wpływu na swoje społeczeń stwo, niż pisarz, który napastuje tylko księży; my się obronimy, bo trzymamy w ręku prasę, a księżom trudniej, więc nasza wygrana tak rozumieją żydzi i mają słuszność. Na wsi, gdzie mieszka 3/4 polaków, największym wro­giem żyda jest ksiądz, bo ma najwięcej środ­ków do założenia chrześcijańskiej spółki lub sklepu. Kto zwalcza w czambuł duchowieństwo świeckie, ten jest naturalnym u nas sprzymie­rzeńcem żydów. W historyi emancypacyi po­znańskiego księża polscy mają świetne karty, których nie wydrze żaden papierowy wolnomy­śliciel.To samo będzie i u nas. Pan, Niemojewski nie dostrzegł tego, zapewne nie przez brak poczucia narodowego, bo jest Polakiem, ale przez jakiś defekt w inteligencyi, spowodowany może długoletnią tresurą żydowską, jakiej uległo całe nasze pokolenie popowstaniowe.Co innego jest bezwzględne wytykanie księżom naszym na ogół zbyt niskiego wykształ­cenia, prowadzące do Macochizmu. To robić trzeba.Nie brak u nas ludzi dobrych, szlachet­nych, pamiętających o (społeczeństwie, jako o czemś dla nich istotnie drogiem. Miljony rubli płyną w testamentach, zapisach, darowi­znach na rzeczy użyteczności publicznej. Budu­jemy łaźnie, przytułki, teatry, filharmonje it. d. Ileż z tych rzeczy marnuje się, wpada w ręce spekulantów, niemal zawsze żydów i zniechę­ca ludzi poważnych do składania nowych ofiar?Gdzie tylko Polak zrobi wielką fundacyę, żydzi już są, u pieniędzy, wkupując się drob­nostką, za tyle, ile by ich kosztowało ogłoszenie reklamowe. Hr. Józef Potocki założył Towa­rzystwo Naukowe, już w drugim roku istnie­nia w przyłączonej pracowni d-ra Flataua zna­lazło się 2/3 żydów. Żarty? Nie żarty…Bez zdrowej opinii publicznej, któraby uczciwie czuwała nad groszem publicznym, na­sze usiłowania zbiorowe będą się zawsze koń­czyły żydowskim szwindlem. A opinii takiej nie będzie bez dobra wyposażonej materyalnie, rzeczywiście niezależnej prasy.Rzecz dziwna, że tyle pieniędzy ludzie skła­dają na cele mniej doniosłe, a na postawienie fundamentów wszelkiego gmachu społecznego, na dobrą prasę funduszów niema. Może dla tego, że społeczeństwo polskie nie zdawało so­bie dotychczas sprawy, jaka siła leży w pra­sie. Zrozumieli to wcześniej żydzi i stąd stan rzeczy, jaki mamy dzisiaj w Warszawie. Bez szczerze narodowej prasy nie masz pomyślnej akcyi społecznej.Dzisiejsza prasa warszawska, z bardzo nie­licznymi wyjątkami, pod każdym względem stoi poniżej własnego społeczeństwa, więc musi je obłudnie oszukiwać, a jako na wpół żydowska, jest w wielu nawet razach temu społeczeństwu obca. Aby odwrócić uwagę od żydów, będzie szczuła słusznie, czy niesłusznie na czechów, na niemców, i t. d. Aby odwrócić uwagę od żydów, będzie oszczędzała ogółowi o ile możność informacyi z dziedziny handlu i przemysłu polskie­go, z dziedziny realnej, a karmiła społeczeństwo romantycznemi wierszykami i fetyszyzpiem poezyi.Patrzcie! oto proroctwa romantyków się spełniły. Mesyasz — Mojżesz przyszedł już na ziemię polską i gospodaruje, Tylko ów raj przy­obiecany czujemy jako piekło.

I wstyd, straszliwy wstyd! Tak jak Stróże nasi na Nalewkach pilnują mienia żydowskiego, tak samo redaktorzy, dziennikarze i literaci pism polskich często wprost przez „świętą pro­stotę” propagują sprawę żydowską, w myśl urą­gliwej obelgi Stolypina: „bezmozgłyje polaki”.

Ilustracje, linki:  Red. GW.

Historia Polski w malarstwie

 http://malarstwo-historia.blogspot.com/2011/02/jan-matejko-przyjecie-zydow-rp-1096.html

https://twojahistoria.pl/2018/04/24/czy-rzeczpospolita-obojga-narodow-rzeczywiscie-byla-rajem-dla-zydow/

http://www.noweateny.pl/Polska/details/294/JAN-MATEJKO-PRZYJCIE-YDW-W-POLSCE-CZYLI-KADY-MA-SWEGO-YDA

Kazimierz Wielki i Żydzi; Żydzi tułający się proszą Kazimierza Wielkiego o przytułek w Polsce

https://en.wikipedia.org/wiki/File:Wojciech_Gerson,_Przyj%C4%99cie_%C5%BByd%C3%B3w.jpg

Za: https://www.gazetawarszawska.com/index.php/okupacja-zydowska-w-polsce/6450-grabowski-niewdzieczni-goscie

—————————————————