23 Październik 2021

Siła Pfizera… Publikacja kontraktów Pfizera na sprzedaż i dostawę szczepionek przeciw COVID-19 budzi uzasadnione wątpliwości co do godziwości zawieranych przez państwa umów i sposobu prowadzenia kampanii szczepień.
Pod koniec lipca różne portale internetowe powieliły treść dokumentu domniemanej umowy między rządem Albanii a firmą Pfizer na zakup i dostawę szczepionek przeciw COVID-19. Do wiadomości publicznej podano wątki budzące kontrowersje: klauzule maksymalnej poufności (czyli brak transparentności), wykluczenie jakiejkolwiek odpowiedzialności potentata farmaceutycznego oraz oświadczenie o nieznanych długofalowych skutkach preparatu (aspekt bezpieczeństwa).
Czy informacje, które wypłynęły na światło dzienne i wywołały poruszenie w mediach społecznościowych, są rzeczywiście wiarygodne? Tak, i to z kilku powodów. Przede wszystkim w tym samym czasie autentyczność upublicznionych treści została potwierdzona dzięki poszukiwaniom Ehdena Bibera z Anglii, które mieliśmy sposobność zweryfikować.

Z Albanii do Europy przez Brazylię
Angielska wersja domniemanej umowy między rządem Albanii a firmą Pfizer na dostawę szczepionek została upubliczniona na albańskim portalu Gogo.al już w styczniu, ale nie odbiła się wówczas szerszym echem. Jej nagłośnienie w lipcu zrodziło pytanie: Na ile opublikowany dokument jest wiarygodny? Ehden Biber, specjalista od cyber
bezpieczeństwa, dotarł do zapisu umowy kontraktowej nr 52/2021 między rządem Brazylii a firmą Pfizer z marca, dostępnej na stronie internetowej brazylijskiego ministerstwa zdrowia (baza SEI, dok. nr 0019624455) w językach portugalskim i angielskim – i rzeczywiście, zarówno co do struktury umowy, jak i zapisów poszczególnych akapitów oba dokumenty – brazylijski i opublikowany na albańskim portalu – są zbieżne i identyczne co do istoty treści, znikome zaś różnice wskazują, że dokument po prostu dostosowano do nowego kontrahenta. Zresztą najprostszym sposobem na znalezienie tej oficjalnej brazylijskiej umowy jest wpisanie w wyszukiwarkę internetową cytatów z umowy albańskiej, a wyniki zaprowadzą nas właśnie na stronę brazylijskiego ministerstwa zdrowia. Brazylijski dokument zawiera dodatkowo podpisy elektroniczne oraz kody umożliwiające dostęp do niego w internetowym rejestrze dokumentów ministerstwa, stąd jego autentyczność jest niepodważalna (w chwili przygotowywania niniejszej analizy dokument ten był wciąż dostępny w sieci).

Biber natrafił także na nagranie Carlosa Murillo, obecnie prezesa Pfizera na Amerykę Łacińską, a wcześniej – na Brazylię, który 13 maja zeznał przed brazylijską komisją śledczą ds. COVID-19, że warunki umów Pfizera z różnymi krajami na świecie są standardowe i co do zasady te same (nie miał jednak na myśli samej ceny sprzedaży). Tym samym zarówno brazylijski oryginał, jak i umowa z rządem Albanii wiarygodnie odzwierciedlają warunki, na jakich Pfizer sprzedaje i dostarcza szczepionki innym krajom, również w Unii za pośrednictwem Komisji Europejskiej. Warto zatem przyjrzeć się bliżej tym kontrowersyjnym zapisom.

Kto dyktuje warunki?
Wspomniane umowy składają się z 12 sekcji obejmujących definicje, dostawę produktu, cenę i płatności, standardy wytworzenia i zapewnienie o jakości, oświadczenia i gwarancje, okres trwania umowy i jej ustanie, własność intelektualną, odszkodowania, ubezpieczenie i odpowiedzialność, informacje poufne oraz różne zapisy końcowe. Kilka dodatków obszernie porusza kwestie przechowywania i podawania szczepionek, wątki logistyczne, a także zawiera standardowe formularze.

Przechodząc do zapisów, które budzą największe kontrowersje, cytując chronologicznie w swobodnym, ale wiernym co do istoty tłumaczeniu, z umowy brazylijskiej dowiadujemy się już na wstępie: 

„Zakupujący stwierdza i uznaje, że (i) wysiłki Pfizera, aby wyprodukować Produkt są procesem z natury narażonym na poważne ryzyka i niepewności oraz że (ii) ewentualne wyprodukowanie i zatwierdzenie innego leku lub szczepionki, zapobiegających lub leczących infekcję COVID-19, wcześniej niż zatwierdzenie rzeczonego Produktu nie spowoduje zmiany obecnej nadzwyczajnej sytuacji potrzeby prewencji rozprzestrzeniania się infekcji COVID-19, stwarzającej poważne zagrożenie dla życia i zdrowia populacji, wraz z dotkliwymi skutkami”.

Zapis ten pojawia się na samym początku umowy (2.1.b), po wstępnych definicjach, i ma zagwarantować dopuszczenie szczepionki Pfizera do użytku niezależnie od rozwoju sytuacji covidowej. Wynika to stąd, że „Produkt”, którego badania bezpieczeństwa nie zostały dokończone (oficjalnie zakończą się w 2023 r.) został w wielu krajach dopuszczony do użytku warunkowo. W przypadku Unii Europejskiej niełatwo znaleźć dokładne brzmienie wspomnianego warunku, ale z oficjalnej definicji podanej na stronie Europejskiej Agencji Leków czytamy, że chodzi o „zatwierdzenie leku, który odnosi się do niezaspokojonych potrzeb pacjentów w oparciu o mniej wyczerpujące dane, niż normalnie jest to wymagane. Dostępne dane muszą wskazywać, że korzyści płynące z leku przewyższają ryzyko, a składający wniosek powinien być w stanie przedstawić w przyszłości wyczerpujące dane kliniczne”.

Co oznacza, że w przypadku istnienia innych skutecznych leków lub szczepionek, które przeszłyby wszystkie fazy badań, szczepionka Pfizera nie mogłaby być dopuszczona awaryjnie do użytku w Unii Europejskiej lub jej wcześniejsze dopuszczenie awaryjne powinno wygasnąć po roku.
Oczywiście jest zrozumiałe, że producent chce zabezpieczyć swój rynek zbytu i trwałość produkcji, ale obowiązkiem różnych instytucji jest czuwanie nad przestrzeganiem procedur bezpieczeństwa. W tym wypadku podobny zapis wymusza na kupującym uznanie, że wszelka zmiana sytuacji od strony dostępnych leków… nie będzie zmianą sytuacji. Taki surrealistyczny warunek jest prawdopodobnie nielegalny z punktu widzenia prawa, a jego akceptacja w umowie może prowadzić do sabotowania procedur zatwierdzania skutecznych, ale konkurencyjnych leków na COVID-19. Skoro bowiem podpisało się cyrograf z potentatem farmaceutycznym, gwarantujący mu de facto dostęp do rynku niezależnie od realnej sytuacji, to jedynym sposobem respektowania takiego zapisu w przypadku zmiany okoliczności jest albo luzowanie kryteriów awaryjnego dopuszczania leków, albo cichy, ale skuteczny sabotaż konkurencyjnych produktów, których zatwierdzenie wstrzymałoby zezwolenia dla Pfizera do czasu dokończenia przezeń wszystkich standardowych badań klinicznych. Zresztą już w kolejnym akapicie umowy sam producent zaznacza, że nie zostały one dokończone, a mimo jego wysiłków „Produkt może być nieskuteczny z powodu wyzwań lub usterek technicznych, klinicznych, regulacyjnych, produkcyjnych, transportowych, przechowywania bądź innych” (2.1.c).

Podobne zapisy tworzą podstawy do tego, aby co kilka miesięcy Pfizer oznajmiał – jak to już robi – że

 dla osiągnięcia lub podtrzymania pełnej odporności potrzebna jest kolejna, „enta” już z kolei dawka przypominająca.

Łapówek nie było, mogą być odszkodowania
Pfizer gwarantuje sobie immunitet w przypadku braku terminowych dostaw (2.1.d) oraz zabrania odsprzedawania szczepionek bez jego zgody.
W sekcji „Oświadczenia i gwarancje” (5) dowiadujemy się, że Zakupujący ma moc zobligowania państwa względem wszystkich zapisów umowy (a), która w żaden sposób nie koliduje z państwowym prawem (b). Najwyraźniej podpisujący podobne dokumenty urzędnicy mają nie mniejsze uprawnienia niż kard. Richelieu, jeśli kiedykolwiek rzeczywiście oznajmił owe słynne „państwo to ja”. W odpowiedzi na zapewnienia Zakupującego padają uroczyste oświadczenia, że Pfizer nie dał i nie da łapówki urzędnikom państwowym, partiom czy decydentom politycznym (5.3.b), co przyjmujemy ostrożnie do wiadomości, aczkolwiek umieszczanie podobnych zapisów w umowie daje do myślenia odnośnie do panujących „zwyczajów” w procederze zatwierdzania produktów farmaceutycznych.

W ustępie 5.5. pojawia się kolejna, bardzo ważna deklaracja ze strony Zakupującego, który uznaje, że „szczepionka i materiały z nią 

związane są tworzone na prędko (rapidly) z powodu awaryjnych okoliczności pandemii COVID-19 i będą one wciąż przedmiotem badań po dostawie szczepionek Zakupującemu w ramach tej umowy. Zakupujący uznaje dodatkowo, że zarówno długotrwałe skutki, jak i skuteczność szczepionki nie są obecnie znane i mogą zachodzić niepożądane skutki szczepionki, które nie są obecnie znane”.

Oto kluczowe dane, które państwa najwyraźniej potwierdzają w umowie z Pfizerem, a następnie politycy, rządowi eksperci i eksperci samozwańczy od rana do wieczora powtarzają, że tego typu informacje są (ruską) dezinformacją, wątpiących zaś w stuprocentowe bezpieczeństwo preparatu oskarżają o zdradę.

Fajerwerki zawiera także paragraf

 „Odszkodowania ze strony Zakupującego” (8.1), który ustala, że Zakupujący ma pokryć jakiekolwiek roszczenia wobec Pfizera oraz całej galaktyki jego partnerów i podwykonawców, które mogłyby powstać w związku z wytwarzaniem, sprzedażą czy stosowaniem szczepionki, uwzględniając koszty procesowe etc. Na myśl przychodzą oczywiście odszkodowania w wyniku możliwych (choć ponoć w Polsce cudownie niezachodzących) niepożądanych odczynów poszczepiennych, ale zapis ten jest tak szeroki, a zarazem szczegółowy, że państwo musiałoby także pokryć odszkodowanie, które Pfizer byłby komuś winny za niezawinione z jego strony wykorzystanie cudzej własności intelektualnej – nie tylko przy produkcji samej szczepionki, lecz także np. w ramach działań marketingowych. Upraszczając zapis, mógłby on brzmieć: „Jakiekolwiek zasądzone odszkodowania zapłaci Zakupujący. Bez wyjątku i całkowicie”. Nadinterpretuję? Otóż w paragrafie 9.4. Zakupujący w imieniu państwa „expressis verbis i nieodwołalnie zrzeka się jakiegokolwiek immunitetu, zarówno względem siebie, jak i swych zasobów” w związku z odpowiedzialnością prawną, którą zaciąga niniejszą umową. Na podstawie tego zapisu w przypadku nakazu sądowego z USA w razie potrzeby można będzie zająć jakąkolwiek własność państwa… z placówkami dyplomatycznymi włącznie? A czy trzeba w ogóle przypominać, że Pfizer niejednokrotnie wypłacał odszkodowania i kary idące w miliardy dolarów? I jak nazwać tupet podobnych zapisów, przy którym chłopcy z cosa nostry jawią się jako smarkata gównażeria? A żeby nie było wątpliwości, w ustępie 9.5 Zakupujący oświadcza, że ma odpowiednie zasoby finansowe do realizacji ewentualnych roszczeń – bo podatnicy zapewne z pewnością ochoczo zapłacą za coś, na co nie mają najmniejszego wpływu.

Cicho sza!
Umowa, ma się rozumieć, ma pozostać skrajnie maksymalnie poufna. Dziesiąta sekcja, która ten temat porusza, mogłaby się równie dobrze nazywać
 „gęba w kubeł po wieczne czasy”. Ujawniać osobom trzecim, czytaj obywatelom bądź pacjentom, można jedynie informacje, których umowa wyraźnie dopuszcza upublicznienie (takich zdaje się akurat w umowie nie ma). Ewentualne wycieki informacji mają być natychmiast obustronnie zgłaszane.
Producent (i vice versa) ma jednak świadomość, że mogą w tej kwestii pojawić się uprawnione naciski, wówczas zobowiązuje się kontrahenta do określonego postępowania mającego zminimalizować przekaz informacji – czytaj: ograniczyć współpracę z sądami czy uprawnionymi instancjami: „Jeśli Kontrahent jest zobowiązany ujawnić informacje poufne drugiej strony w związku z nakazem sądowym, dyrektywą rządową czy jakimkolwiek uprawnionym wnioskiem, to Kontrahent powiadomi drugą stronę o takim żądaniu, jak tylko to możliwe, zanim taka informacja poufna zostanie ujawniona, tak aby druga strona miała możliwość wystąpić o sądowe zabezpieczenie czy inny środek tudzież uniknąć realizacji wniosku w oparciu o zapisy tej umowy”.

Kazuistyka ta jest następnie szczegółowo rozwijana: 

Jeśli nie da się uniknąć wykonania nakazu udzielenia informacji, to trzeba ograniczyć go do minimum, a „w żadnym wypadku Zakupujący nie może ujawnić jakichkolwiek zapisów finansowych lub odszkodowawczych zawartych w tej umowie […] bez wcześniejszej pisemnej zgody Pfizera”. Zapisy te w zupełności tłumaczyłyby, dlaczego np. w trakcie kontroli poselskiej wykonywanej przez Grzegorza Brauna w Urzędzie Rejestracji Leków spotkał się on z odmową udzielenia przez Urząd informacji odnośnie do danych Pfizera, w oparciu o które (i tylko o które) dopuszczono w Polsce jego szczepionkę do użytku dla dzieci.

No dobrze. A co w przypadku ustania umowy? Chyba nawet zakup technologii militarnych nie jest owiany podobnymi tajemnicami, bo zazwyczaj wiadomo kto, co, za ile kupuje i na jakich warunkach. W tym wypadku jednak prawo omerty ma trwać przez 10 lat od zakończenia umowy, a w przypadku właściwej „tajemnicy handlowej” dopóty, dopóki pozostanie ona tajemnicą handlową (10.4). W końcu, last but not least, w przypadku arbitrażu sądowego, właściwą jurysdykcją będą jedynie sądy w Nowym Jorku w Stanach Zjednoczonych, co sprawia, że ewentualne zapisy niezgodne z prawem danego kraju i tak mogą być uznane za wiążące przed amerykańskim sądem.

Czy jest się czemu dziwić?
Trzeba by zupełnie odrzucić zasady podmiotowości i suwerenności państwa, aby uznać wymienione zapisy za godziwe, moralne i spełniające standardy partnerskiej współpracy biznesowej. Nie są one li tylko kontrowersyjne – są wprost skandaliczne. Wykraczają poza zrozumiałą wolę zabezpieczenia swoich interesów, a przywodzą na myśl mafijne oferty nie do odrzucenia. Tymczasem kryzys covidowy nie upoważnia państwa do aktów desperacji graniczących z szaleństwem.
Biorąc pod uwagę fakt, że w niedalekiej przeszłości Pfizer miał problemy z wymiarem sprawiedliwości za łamanie prawa (patrz np. jego ugoda z Departamentem Sprawiedliwości USA w 2009 r. na kwotę aż 2,3 mld dol. w związku z zarzutami o nieuczciwość handlową), podpisywanie podobnych umów jest tym bardziej szokujące, niedopuszczalne i rzutujące na autorytet państw i podlegających im instytucji, kapitulujących na całej linii przed dyktatem koncernu farmaceutycznego. A przecież wszystko wskazuje na to, że właśnie tego typu umowa, a przynajmniej w tym właśnie duchu, została zawarta także w naszym imieniu przez Komisję Europejską.
Z drugiej strony, niestety nie ma się za bardzo czemu dziwić, bo proces rozbrajania państwa z jego prerogatyw nadzoru farmaceutycznego trwa od lat, oczywiście pod zbożnym celem zdrowia populacyjnego. Na łamach „Do Rzeczy” pisałem już o sojuszu GAVI (The Global Alliance for Vaccines and Immunisation) założonym w 1999 r. Jest to projekt partnerstwa publiczno-prywatnego na rzecz zdrowia, przede wszystkim „zdrowia rynków zbytu”. Misja przedstawiana na stronie internetowej GAVI brzmi bowiem wprost: „Kształtowanie rynków. Praca na rzecz poprawy zdrowia rynków pod kątem szczepionek i innych produktów immunologicznych”. Sojusz ten, mający usprawnić receptywność rynków na rzecz producentów, jest więc w rzeczywistości organizacją szczepionkowego lobbingu. A ułatwienia te polegają m.in. na luzowaniu regulacji, tworzeniu programów obowiązkowych szczepień czy minimalizacji odpowiedzialności producentów.
Przeszło ćwierć wieku od powstania GAVI trzeba przyznać, że w okoliczności epidemii, a przede wszystkim w atmosferze psychozy medialnej dotyczącej epidemii, koncern farmaceutyczny może bezapelacyjnie dyktować prawo, a państwo ma przyjąć rolę marionetki. W następstwie czego koncern Pfizer sprzedaje słono produkt, o którym deklaruje, że może być z różnych przyczyn nieskuteczny, że jeszcze jest badany, że jego długofalowe bezpieczeństwo jest nieznane – i zarabia na tym miliardy dolarów czystego zysku, zwolniony z wszelkiej odpowiedzialności.

Jaka polityka szczepień
Niewykluczone, że zarówno niniejsza analiza, jak i inne krytyczne głosy wobec jedynych słusznych rozwiązań walki z koronawirusem wywołają klasyczne już w tych przypadkach napady histerii i standardowych oskarżeń o ruski onucyzm czy antyszczepionkowy terroryzm. Najwyraźniej dyżurni faryzeusze mniemają, że podmiotowe traktowanie ludzi i pacjentów, z szerokim dostępem do faktów pozwalających podjąć osobistą, przemyślaną decyzję, może zniechęcić do masowych szczepień. Dziwne to myślenie i lęk charakterystyczne dla zamordystów, a w każdym razie niebezpieczne i kontrproduktywne w kontekście mocno już nadwyrężonego zaufania obywateli do coraz bardziej sanitarystycznego państwa. Pokój społeczny wymaga bowiem przejrzystości, w ciemności zaś operują siły mające coś do ukrycia. Im bardziej więc – mimo braku podstaw, co jasno wynika z omówionych dokumentów – władza będzie dążyć do obowiązku szczepień lub forsować, na wzór naszych sąsiadów, środki przymusu pokroju przepustek sanitarnych, tym bardziej będą uzasadnione pytania, o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. Podpisywanie umów Pfizera, skonstruowanych w podobnym duchu, jest wystarczająco dużą wpadką: errare humanum est – perseverare diabolicum, darujmy więc sobie grzęźnięcie aż do piekieł.

Autor: 

Wojciech Golonka

Ps. A więc tak to rozumiem: Komisja Europejska w imieniu państw UE (w tym Polski) podpisała tę umowę z Pfizerem i my nie mieliśmy nic do gadania oprócz złożenia podpisów pod tą umową. Oczekiwałbym jednak, że w tak fundamentalnej sprawie jak zdrowie i życie całej populacji ktokolwiek tę umowę podpisał z person w polskich instytucjach władnych takowe podpisywać stanie kiedyś przed sądem, wyjaśni dlaczego złożył podpis bez informowania Suwerena, zostanie skazany za współudział w zbrodni i zawiśnie. Więcej u mnie:

 https://c-z06.neon24.pl/post/163231,oto-skutki-szczepienia

Wpisał kula Lis 70

Za: http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=31981&Itemid=100

—————————————————–