15 Czerwiec 2022

Nie historycy, ale amatorzy i pasjonaci odkrywają prawdy historyczne.

Zafascynowały mnie pogadanki Pawła Szydłowskiego na temat historii Polski.

Szydłowski z różnych kronik, polskich i obcych, wybierał temat, cytował i dodawał własny komentarz. To dzięki niemu jedną półkę w swojej biblioteczce zapełniłem dwudziestoma Kronikami.

Ale czytać Kroniki?

To jest nudne, już po kilku stronach , trafiał mnie szlag i koniec.

Sięgam do nich, ale tylko w odcinkach by zorientować się w temacie w różnych czasach.

Ale na szczęście, znalazł się człowiek, który potrafił przebrnąć przez te nudy i wyłuskać rzeczy najważniejsze, porównać z nieznanymi w Polsce Kronikami zagranicznymi i dodać własne, „widzimisię” a zrobił to w tak ciekawy sposób, że od lektury trudno się oderwać.

Niewątpliwy talent literacki.

Miałem szczęście się z nim spotkać i porozmawiać.

Specjalnie z kolegą, pojechaliśmy do Gdańska. Spotkanie w miejscu publicznym.

Rozmowa się odbyła, tylko nie ta o jakiej marzyłem bo w towarzystwie doktora Dominatora.

Nie, to nie jego nazwisko tylko cecha charakteru. Wcina się w słowo. Sprowadza myśl na inne tory i nie jest w stanie się od tego powstrzymać. Poza tym – chłop w porządku.

Ostatecznie stanęło na tym, że pan Janusz Bieszk zaproponował mi, by cokolwiek napisać na temat przedchrześcijańskiej religii Słowian.

Skąd ta propozycja?

Udało mi się odgadnąć zasadę tworzenia znaków pisarskich dla głosek, aktualnie nazywanych runami. Głównym materiałem były złote figurki w złotym kotle odkopane w miejscowości Prilwitz, obecnie na terenach zajętych przez Niemców.

Kocioł, niewątpliwie był własnością świątyni ukryty przed obcymi zdobywcami.

Kocioł, pokrywa, jak i figurki pokryte były pismem runicznym.

Dla nauki niemieckiej był to dowód, że ziemie te były odwiecznie niemieckie.

Dziennikarze, politycy i kapłani roznieśli tą radosną wiadomość po całym świecie.

Przystąpiono energicznie do odczytania napisów – i klops. Okazało się, że napisy były w języku słowiańskim.

Namnożyło się odczytywaczy run co niemiara. Każdy sporządzał alfabet i czytał po swojemu, dowodząc innym, że się mylą.

Skąd taki wysyp talentów?

Okazało się, że pismo europejskie w tym łacińskie i greckie to tylko nieudolne kopie z run.

Masę liter było podobnych lub identycznych z runami i właściwie doczepionych do głosek.

Inne litery są zmienione do niepoznania lecz stoją przy właściwej głosce, ale są i takie, którym głoski podmieniono. Bez zrobienia porządku, napisy do nieodczytania.

Ale jak to zrobić?

Zwyczajnie. Zajrzeć pod „latarnię pod którą jest najciemniej”.

Widać jak na dłoni zasadę, według której tworzono runy. Dla obcych była to tajemnica, stąd nieudolne próby naśladowania przy tworzeniu własnych alfabetów.

Zasada jest genialnie prosta. Rysować prostymi kreskami układ narządów mowy w czasie wymawiania głoski. Dla sprecyzowania, zaznaczano miejsce wibracji głoski a przy takim samym układzie, dorysowano wyróżniki.

Nie tylko literkę należało rozpoznać, ale i znaczenie każdej kreski.

Opanować i zastosować ową zasadę można w ciągu pięciu minut, pod warunkiem, że dysponuje się wyobraźnią i inteligencją nie niższą niż pięcioletniego dziecka.

Skąd to wiem?

Swojej, niespełna pięcioletniej wnuczce. zaproponowałem nową zabawę w „wymyślanie własnych literek”. Podałem powyższą ZASADĘ. Dziecko, po pięciu minutach zaczęło rysować runy obecne na artefaktach z Prilwitz.

Po pół godzinie zabawy i konkurowania z dziadkiem, babcia włączyła bajki w telewizji i koniec zabawy. Przyjemniej kulturę konsumować niż trudzić się nad jej tworzeniem.

Po miesiącu były piąte urodziny wnuczki.

Babcia przygotowała uroczysty obiad. Maja podniecona uroczystością, pomagała przy nakryciu stołu.

W pewnym momencie doszła do wniosku, że należy usadzić gości, tak jak w przedszkolu.

Powycinała karteczki i napisała dużymi łacińskimi literkami MAMA, TATA, BABCIA i stop.

Nie wiedziała jak napisać DZIADZIO.

Babcia jej pokazała.

Co, na jedno Dź aż trzy litelki?

To głupie.

Wzięła mazak i wymyśliła własne DŹ.

Przyszła mama i pyta.

Maja a co tu napisałaś.

Mamo to ty nie widzisz?

Powiedz DŹ.

Jak mówisz Dź to zaciskasz ząbki czy nie?

No – zaciskam.

Zaciśnięte ząbki Maja narysowała znakiem X.

Powiedz jeszcze raz Dź.

Jak mówisz Dź to z języczka robi się taka rynienka jak narysowana nad ząbkami?

Mama zdziwiona i zaskoczona.

Rzeczywiście.
Przy wymawianiu Dz z języka nie robi się rynienka tylko język jest płaski, zatem wystarczy prosta kreseczka, ale przy wypowiadaniu głoski Dż z języka robi się głębsza rynienka, zatem narysowana kreską jak U.

To nie moja fikcja literacka a prawdziwe zdarzenie.

Podaje je by łatwiej można było pojąć tak prostą zasadę.

Okazuje się, że jest ona za trudna dla uczonych w piśmie, czyli studentów i profesorów uniwersyteckich.

Po napisaniu pracy „Polskie Runy Przemówiły” i opublikowaniu, zaatakował mnie nauczyciel akademicki z Uniwersytetu w Lipsku – a zatem Niemiec.

Nie zaatakował mojej pracy tylko autora, doczepiając mu różne inwektywy.

Zareagował na to jakiś Polak, dowodząc Niemcowi, że w polskiej nauce inwektywy nie są dowodami naukowymi.

Niemiec podał i „dowód” czyli odczyt z dzbana z Botzen. Tylko, że to nie był mój odczyt w języku słowiańskim, tylko odczyt idola nauki pruskiej z 1864 roku Moomsena, laureata literackiej Nagrody Nobla za pracę badawczą na temat budowy imperium na podstawie pomysłów ze starożytnego Rzymu.

Nobel Moomsenowi należał się niewątpliwie, tak samo jak Pokojowy Nobel przyznany Obamie Barakowi.

Nie wszyscy „uczeni w piśmie” runy uważają za pismo fonograficzne czyli głoskowe.

Niektórzy mędrcy zapierają się, by nazwać to pismem ideograficznym, czyli – jeden rysunek dla jednego słowa.

Jednym słowem – paranoja naukowa.

Ale co to ma wspólnego z przedchrześcijańską religią Słowian?

Otóż, figurki z Prilwitz były pokryte napisami runicznymi. Mogły zatem podawać imię idola. Nie zawsze było to imię, czasami wykonywany zawód.

Odczytywacze odczytywali jak umieli i namnożyli Słowianom mnóstwo nowych Bogów, których nigdy nie było.

Nie tylko oni.

Słup wydobyty z rzeki Zbrucz również dostał imię bóstwa – Światowid.

Lelewel okazał się mniej wyrywnym, ale i on wkręcił się w runy z Prilwitz.

Odczyt z idoli z Prilwitz umieściłem w pracy Polskie Runy Przemówiły. Powtórzę to przy końcu pracy.

Teraz zajmę się pracą Joachima Lelewela, bo najbliższa jest moim spostrzeżeniom, pomimo że końcowe wnioski są niezgodne.

Dlaczego?

Inny sposób rozumowania. Ja nie jestem naukowcem jak prof. Lelewel a zwykłym podpadziochą.

W wieku lat czternastu podpadłem biskupowi Kisielowi.

Nie, w tym czasie Kisiel nie był jeszcze biskupem tylko księdzem uczącym religii.

Technikum Mechaniczne miało swą siedzibę naprzeciw Białego Kościoła.

Tylko przejść ulicę.

Był to środek najcięższej komuny. Tuż po śmierci Stalina.

Prymas Polski Wyszyński siedział w pierdlu.

Gomułka za „odchylenia narodowe” siedział w drugim a ks. Kisiel przychodził do szkoły i uczył religii.

Miał wykład na temat doktryny – „nieomylności papieża”.

Podniosłem rękę.

Ksiądz dodał – „Nieomylności w sprawach wiary” Ręka znowu do góry.

Tym razem pozwolił na zadanie pytania.

A ja zamiast pytać o Kopernika zapytałem: „Czy są czarownice?”.

Oczywiście, ksiądz wyśmiał małego wieśniaka gdzieś z zapadłej wioski aż cała klasa zarechotała.

Padło drugie pytanie.

Skoro papież nie myli się w sprawach wiary to czemu kościół w średniowieczu palił czarownice ?”

Twarz ks. Kisiela nabiegła krwią, broda zaczęła się trząść, zęby szczekały, ale tylko przez chwilę.

Kilka głębokich oddechów i odpowiedź.

Nieprawda. Kościół nie palił czarownic tylko władze cywilne.

A czy inkwizycja to też władze cywilne?

Siadaj.

Jeszcze przez trzy lata chodziłem na naukę religii, ale ani razu nie byłem zapytany.

Na koniec roku świadectwo uczęszczania na religię i ocena – Dobry.

Moim zdaniem niesłusznie. Ponieważ przestałem się uczyć religii. Zamiast tego zacząłem czytać Ewangelię i znowu podpadka, tylko wiele lat później.

Już po zmianie religii katolickiej na judeomozaizm dla gojów.

Przyszedł młody ksiądz po kolędzie i to z wielką nowiną.

„Jedna z prababć Jezusa była prostytutką”.

Poprosił o biblię – podałem.

W ewangelii św. Mateusza wygrzebał powiastkę w której Moabitka, wdówka po żydzie, na „musik złapała męża”, czyli zaszła przedwcześnie w ciążę.

Ewangelia zaczyna się od Rodowodu Jezusa tylko, że ostatnie imię w tym rodowodzie to nie Jezus a Józef.

Wniosek?

To jest rodowód Józefa. A prababcia prostytutka była prababcią Józefa a nie Jezusa.

Po co ta hucpa?

Ano po to, by z Jezusa zrobić żyda.

Poprosiłem jeszcze, by podał mi przynajmniej jedną z bohaterek Starego Testamentu, która nie była prostytutką?

Odpowiedzi nie było, za to zaliczyłem nową podpadkę.

To samo miałem i w pracy.

Jako podpadziocha dostawałem problemy nie do rozwiązania, które bezowocnie przeszły przez najtęższe umysły w zakładzie.

Ostatecznie trafiały do mnie.

Okazywało się, że nie było żadnych problemów, wystarczyło pomyśleć.

I znowu podpadka, tym razem u tych, którzy nie potrafili znaleźć rozwiązania.

Po co to ględzenie?

Aby nie zaliczano mnie do naukowców tylko do podpadziochów i to takich , którzy podpadają „AUTORYTETOM”.

By mówić, w ogóle o religii, trzeba zacząć od stwierdzenia filozofa francuskiego, o ile mnie pamięć nie myli, Pierre Bayle.

Zauważył on, że 85% populacji ludzkiej to LUDZIE WIARY. Około 10% to ludzie umysłu a te 5% to nie wiadomo kto.

To te 10% populacji myśli i steruje resztą.

Zauważył już to sam Jezus mówiąc „Macie oczy a nie widzicie. Macie uszy a nie słyszycie”.

Jezus mówił do ludzi prostych i wątpię by używał typowo religijnego tryku opartego na przeciwstawieniach.

Mogły to być słowa: „Macie uszy i słyszycie. Macie oczy i widzicie, tylko wasz rozum niczego dostrzec i zrozumieć nie jest w stanie. Jesteście tępymi baranami”.

Taką wypowiedź można przerobić na POWOŁANIE KAPŁAŃSTWA, czyli na „Paście owce i barany moje”.

Pastuch to biskup po grecku. Z Pastuchów zrobiono „Książąt kościoła”.

Skąd się wziął kościół chrześcijański i po co?

Został stworzony na rozkaz spostrzegawczego cesarza Rzymu Konstantyna, rok 313.

Zauważył on, że Sławianie nie boją się śmierci i są świetnymi wojownikami. Przecież granicę swego imperium przesunęli aż nad rzeką Loarę. Pokonać ich było bardzo trudno.

Skąd brak strachu przed śmiercią?

Odpowiedź okazała się prosta. Słowianie mieli duszę nieśmiertelną oraz drugi szczęśliwszy świat gdzieś w Niebie.

Słowo NIEBO zapisywali znakiem krzyża. Znak krzyża był również zapisem słowa Bóg.

Zauważono, że mając płaszcz z krzyżem na ramionach można być bezpiecznym. Sławianie do boga nie strzelali ani z łuku ani uderzali mieczem.

Przeto Konstantyn przyjął znak krzyża i „w tym znaku zwyciężał”.

Rzymskim kapłanom polecił stworzyć nową religię, która będzie obowiązywała wszystkich obywateli Imperium.

I stworzono to co mamy, czyli szczelny system władzy oplatający swą pajęczyną całe imperium i podbite kraje.

Imperium Rzymskie opierało się na wolności religijnej, ścisłym systemie prawnym i sądowniczym, terroryzmie wewnętrznym armii i gospodarczym systemie niewolniczym.

Po dodaniu nowej religii powstała silna dwuwładza. Władza religijna okazała się silniejszą.

Weszła w najintymniejsze sfery życia każdego człowieka. Zorganizowała system sądowniczy oparty na samooskarżaniu. System podatkowy zwany dziesięciną. Objęła najważniejsze w życiu człowieka sfery jego życia, takie jak narodziny, śluby i pochówki.

Konkurencję likwidowano przez palenie żywcem na stosie.

Chodziło o „Obhołowienie naroda” czyli wymordowanie jego państwotwórczych elit.

Ostatni taki numer wyciął, stosunkowo niedawno bo w czasie zaboru rosyjskiego, biskup Warszawy Przyuski. Poprzez swoich kolegów z prawosławia wystąpił do cara, który był równocześnie królem Polski, o zezwolenie spalenia na stosie polskiego naukowca Wolańskiego. Wolański odczytał jakieś fragmenty pisma etruskiego w języku sławiańskim.

Słowo Etruski tłumaczono jako Eto-ruski.

Czego się wystraszył biskup katolicki w pracy naukowej Wolańskiego, że postanowił skorzystać ze średniowiecznego kościelnego prawa?

Car po zapoznaniu się z osiągnięciami naukowymi Wolańskiego, nie tylko nie wydał zezwolenia na chrześcijańskie fanaberie, ale i przydzielił oddział kozaków do ochrony.

Jeszcze jedna opowieść, pozornie oderwana od tematu.

Działo się to w latach pięćdziesiątych. Parafie miały swoje kościoły a w tych kościołach swoich opiekunów świętych wyjętych z kalendarza.

W czasie wakacji parafie ogłaszały specjalne modły w sprawie odpuszczenia grzechów za pośrednictwem tego świętego – nazywało się to odpustami.

Na odpust zjeżdżali się straganiarze, a co mieli?

O tym mówi piosenka „Kolorowe jarmarki”. To te kolorowe jarmarki były z okazji każdego odpustu i w każdej parafii.

Odpust był okazją do spotkania się z rodziną która rozrastała się na sąsiednie parafie.

Pojechaliśmy na odpust, oczywiście furmanką do trzeciej parafii. Tam za mąż wyszła moja ciocia.

Teren wokół kościoła zatłoczony. Trudno było znaleźć miejsce na zaparkowanie furmanki.

Musiał tato odjechać dalej, już za wioskę.

Gdy wrócił, nie było już konia i furmanki.

Za tydzień pojechał na jarmark do Zambrowa, by kupić konia.

Kupił konia u cygana. Podobał mu się, był nieco podobny do skradzionego, tylko trochę nny. Nie miał białej gwiazdki na czole. Grzywa ostrzyżona na jeża. Skrócony ogon.

Potrzebna była i furmanka. Cygan załatwił i furmankę.

Wsiadł ojciec do wozu i udał się w stronę domu.

Był wyczerpany, zmęczony i zasnął. Obudził się dopiero na własnym podwórku.

Okazało się, że kupił swojego konia tylko podmalowanego.

Ojciec konia nie poznał, ale koń poznał ojca i wrócił do domu.

To samo stało się z religią Sławian.

Podstawowe dogmaty sławiańskiej religii przejęli Rzymianie. Zmienili ją do niepoznania i z tą religią wybrali się na podbój słowiańszczyzny. Władza jej nie poznała, ale lud poznał i przyjął.

Właśnie tego nie wolno nam wiedzieć. Stąd palenie wszelkich polskich ksiąg wraz z ludźmi wiedzy i to za zgodą Bolesława Chrobrego.

Król ma już nowych urzędników do sterowania państwem a są to kapłani przemalowanej a wrogiej nam wiary.

Tak, tak. Chrześcijaństwo to podstrzyżona i przemalowana nasza wiara.

Dochowała się do naszych czasów, chociaż niedawno została przejęta przez bankserstów amerykańskich czyli amerykańskich i angielskich żydów i to przy pomocy ukraińskiego żyda z Krakowa, którego papieżem uczynił mason amerykański Rockefeller.

Teraz muszę udowodnić, że moje spostrzeżenia są słuszne i odtworzyć to co było nasze.

Wracajmy do Lelewela.

„Zawsze obstawałem przy że cześć słowiańska była czcią jednego boga; że rozmaijtemi jinego radzaju naukami nasiąkła, rozzmaiciła się i mogła mieć coś indyjskiego; ażeby zrozumieć co gdzie o niej powiedziano , trzeba w języku szukać i że nie ma nic niepodobnego odkryć jej rozwiązanie”.

Swoje przekonania oparł uczony o zapisaną wypowiedź Prokopiusa z Cezarei oraz wypowiedzi „konstantinopolitańskiego patryjarchy”.

„Kiedy imię Sławian potężnie głośnem się stało, Prokop Cezarieński około roku 550 piszący, upwenia, że lubo Sławianie dzielą się na Sławian i Antów, i w rozproszonym pobycie się swoim odróżniają się między sobą, wszelako co do czci są jednostajni. Wyznają jednego boga twórcę piorunu, jednego pana wszystkich rzeczy: jemu woły i wszelkie ofiary biją. Losu wcale nie znają, żadnego mu działania na śmiertelnych nie przyznają; a gdy, bądź chorobą chwyconym, bądź do boju spieszącym, śmierć zagraża, powierzają się bogu przyrzekając bić ofiary za ocalenie życia; wybrnąwszy z niebezpieczeństwa dopełniają ofiar w przeświadczeniu, że to życie ich zabezpieczyły. Prócz tego czczą rzeki i nymfy i niektóre inne duchy którym te ofiary składają, a z nich wyciągają wróżby”.

„Już za czasów Prokopa stykali się oni z chrześcijny, a wtedy jeszcze, patryjarcha konstantinopolitański widział w nich czcicieli boga, kiedy o Sławianach ruskich twierdzi że ani są greckiego chrześcijaństwa, ani bezbożniczej, atheuszowskiej nauki”.

„Dopiero pierwszy Długosz w Polszcze zmarły 1480, a o ile wiem w Czechach pierwszy Chajek którego dzieło wyszło 1541 podali listę bogów polskich i czeskich. Pół tuzina przez Długosza obliczonych, służyło za podstawę cztery razy liczniejszego pocztu czeskich. Zaraz uzyskali objaśnienia, że są bóstwami rzymskimi: cząstka tylko narodowe.

Jessa to Jowisz. Lida, Lado to Mars. Dzidzileja nasza.

Zezilia to Wenus. Nia, Nyja to Pluto. Dziewanna nasza. Ziewonia to Diana. Marznna to Ceres. Pogoda, Żywie i Pochwist mają być nasze.

Zastanawia się Lelewel, skąd Długosz taką listę bogów uzyskał. Może ze śpiewów ludu a może jakieś poezyje znalazł.

Istnieje i inne przypuszczenie, że stworzenie tychże bogów miało zaprzeczyć religii jednobóstwa Słowian, co najwłaściwszym się wydaje.

Lelewel nie wspomina o żywotach św. Cyryla i Metodego.

Cyryl z Chazarii wracając przez nasze tereny w religii Słowian dojrzał religię chrześcijańską. Wydumał więc sobie, że to sam apostoł Piotr musiał tą religią Słowianom zostawić. Dostrzegła to chrześcijańska pisarka Zofia Kossak-Szczucka w książce Troja Północy.

Napisano, że Cyryl, jako uczony wielce do Chazarii był wysłany na zaproszenie Chazarów by uczyć ich budowania miast. Ja mniemam, że Chazarom chodziło o naukę zarządzania krajem nad którym mieczem władzę posiedli. Oraz o nawiązanie kontaktów handlowych do zbycia w chrześcijańskim kraju niewolników, których napadami i grabieżą pozyskiwali.

Dla nawiązania kontaktów religię mojżeszową posiedli, która była bliższa ich nawykom zbójeckim.

Nie zwrócił uwagi Lelewel na mowę Mnicha Karola prowadzącego wyprawę krzyżową rycerstwa Zachodu na Polskę, którą niżej zacytuję z Kroniki Galla Anonima.

„Oto dzień od dawna upragniony Oto kres walk i trudów ziszczony!

Pogromiwszy fałszywe chrześcijany, już bez trwogi uderzcie na Pogany!

To nie liczba stanowi o zwycięstwie, Lecz kogo Bóg wesprze łaską w męstwie Wspomnijcie więc dawniejszą waszą cnotę, i walczcie by nie walczyć nigdy potem.

Owe fałszywe chrześcijany to stara religia słowiańska, odrodzona za króla Bolesława Zapomnianego.

Wyprawa krzyżowa trwała sześć lat. Dopiero po dołączeniu prawosławnego księcia Rusi i śmierci w walce, najmłodszego syna Bolesława Chrobrego pod imieniem Masław, który był dowódcą drużyny Bolesława Zapomnianego a potem królem elekcyjnym, wyprawa krzyżowa odniosła zwycięstwo.

W mowie Mnicha do ludu mamy jeszcze jedno potwierdzenie tyczące wierzeń sławiańskich.

Lelewel odrzuca mitraizm, jako obcą religię.

Inne zdanie na ten temat ma Ignacy Pietraszewski.

Ignacy Pietraszewski był poliglotą i zatrudniono go w rosyjskiej ambasadzie w Persji.

Natrafił tam na starożytną religię Zaratustry, która posiadała święty język nieznany już nawet kapłanom.

Zauważył nasz poliglota w tym języku słowa słowiańskie.

I chwyciło.

Okazało się, że doszedł do tego jeszcze tajemny religijny język używany w Indii.

Udało się.

Pietraszewski przetłumaczył świętą księgę Zaratustry i uparł się, że to Zaratustra, czy jego uczniowie, osiedlili się nad jeziorem Gopło i dali początek narodowi polskiemu a przynajmniej jego religii.

Swemu tłumaczeniu nadał tytuł; „Miano słowiańskie w ręku jednej Familii od trzech tysięcy lat zostające czyli nie Zędawesta a Zędaszta jest to życiodawcza książeczka Zoroastra albo Awesta Wielka.

Podstawy religii Zaratustry.

Człowiek ma nieśmiertelną duszę. Po śmierci jego dusza może wejść w inne ciało i żyć dalej lub iść do Nieba, czyli lepszego świata – To Sławianie już znali.

U Zaratustry doszło jeszcze piekło, jako kara dla nieposłusznych.

Mieli osobowego boga o imieniu Achuramazda a do niego mnóstwo Archaniołów i Aniołów. Bóg stwórca świata nie lepił ludzi z gliny jak egipski bóg z baranią głową czy żydowski Demiurg Ihwh tylko sam osobiście przetwarzał się i przyjmował materialne ciało.

Robił to tyle razy, ile było ludzkich ras na świecie.

Dochodziły bóstwa których imionami były nazwane dni miesiąca i roku.

Zatem znali czas i umieli go policzyć.

Ogień, tak ważny dla przeżycia w czas mrozów, musiał się palić cały czas.

Stąd ogień musiał być święty.

Dochodził do tego napój bogów zwany somą.

Nikt nie wie z czego był robiony. Dopiero niedawno zauważono, że po spożyciu napoju z
muchomora czerwonego pojawiają się halucynacje, być może uważano to za spotkanie z bogami.

A najważniejszym była opowieść o katastrofie niesionej przez mróz, oraz dokładne rady jak ten kryzys przetrwać.

A więc, należy wykonać ostrokoły i ogrodzić nimi osadę. Wewnątrz ma być studnia i woda.

Pobudować budynki dla zwierząt, by nie pomarzły na mrozie. Zgromadzić paszy na dziewięć miesięcy. Oczywiście muszą być i domy dla ludzi. Odpowiednio duża ilość opału i żywności.

Gdy się dokładniej przyjrzymy to taką osadę odkryto w Biskupinie.

Stąd wniosek.

Na 1500 lat przed naszą erą na naszych ziemiach musiało dojść do katastrofy klimatycznej przez nagłe ochłodzenie klimatu, być może na skutek erupcji wulkanów.

Część Sławian emigrowała do cieplejszych krajów, przynosząc z sobą swoje wierzenia, a dokładniej, religię.

Trzeba zauważyć, że to religia najsilniej spaja z sobą ludzi i tworzy narody.

By narody wyniszczyć trzeba dać im wiele religii i napuścić jednych na drugich, Nawet bracia będą wyrzynać się wzajemnie.

Wszystko wskazuje, że to Sławianie dali religię Persom, którzy są przecież Aryjczykami, co zaznaczyli zmieniając nazwę z Persji na Arian. W angielskiej gramatyce pisze się Iran.

Aleksander Macedoński postanowił naród Persów przerobić na Greków. Nakazał wchodzić w związki małżeńskie z arystokracją perską. Chciał zniszczyć i religię perską Zaratustry.

Nakazał popalić księgi liturgiczne.

Zaratustryzm zmienił nazwę na Mitraizm i wszedł do wierzeń arystokracji greckiej.

Co dalej?

Dalej mamy nakaz cesarza Rzymu Konstantyna do stworzenia nowej religii dla cesarstwa rzymskiego.

Nowej religii nie bierze się z powietrza.

Z mitraizmu, religii Sławian i przekrętów żydowskich stworzono to co mamy do dzisiaj.

Do dzisiaj religii używa się do zdobywania i niszczenia innych narodów.

Wystarczy rozejrzeć się wokół oraz sięgnąć do czasów Santo Subito z Krakowa.

Pietraszewski odkrył i udowodnił, że to Sławianie zanieśli swoją religię Persom a nie odwrotnie. Właśnie na tą religię natrafił św. Cyryl. Z wyznawcami tej religii walczył Mnich Karol, późniejszy król Polski o imieniu Kazimierz Odnowiciel.

Odnowił religię katolicką a wyciął wyznawców sławiańskiej religii starożytnej.

Po następne źródło zapisane musimy się udać do odkrytych przed 1800 rokiem złotych figurek w miejscowości Prilwitz. Teren zajęty przez Niemców.

Starożytne ryciny Mascha, rysunki hr. Jana Potockiego oraz mój rozczyt podałem w pracy Polskie Runy Przemówiły.

Teraz ograniczę się do zapisów wyłącznie wykonanych w aktualnie zrozumiałym języku słowiańskim i próbę zrozumienia zasady tworzenia nazw bożit’ów, oraz powiązania z religią przetworzoną przez kapłanów Konstantyna.

Odczyt i rozumienie odczytów z Prilwitz na razie zostawmy.

Mamy ciekawy artefakt odkryty w miejscowości Biała pod Łodzią.

Jest to popielnica z rytem narracyjnym, tak przynajmniej orzekli uczeni w piśmie.

Ja uważam, że jest to zapis w systemie ideograficznym, to znaczy, jeden znak dla jednego słowa. Ten system należy rozczytać. Napisy runami się czyta a nie rozczytuje.

Gdy myśliwy szedł na polowanie musiał z upolowaną zwierzyną trafić do domu. Zatem musiał orientować się w terenie a dżipiesa nie miał, aby go doprowadził na miejsce.

Jedyna orientacja to strony świata, które pokazywało słońce a w nocy gwiazda polarna.

Zapis stron świata.

Pionowa kreska, na górze znak gwiazdy, czyli północ. Na dole pełne słońce, czyli południe.

Druga kreska w poprzek i z prawej strony wschód słońca czyli połowa słońca nad kreską.

Po drugiej stronie pół słońca pod kreską, co znaczy – zachód.

Tak zapisane strony świata, mam nadzieję, każdy odczyta.

Ale jak zapisać słowo NIEBO?

Strony świta wskazują znaki na niebie. Sam krzyżyk równoramienny to zapis słowa NIEBO.

Jak zapisać wyrażenie – Pierwsze światło na niebie?

Rysujemy niebo, czyli krzyżyk i na końcu dorysowujemy po jednej kresce. Wyjdzie swastyka.

Drugie światło na niebie, czyli księżyc, ma po dwie kreseczki.

Słowo kosmos z dużą ilością gwiazd rysujemy krzyżykiem a na końcach po pięć kresek.

Wyjdą znaki podobne do grabi.

Uczeni w piśmie nazwali je „Rękami Boga”.

Ale ja nie uczony tylko podpadziocha i w tych dwudziestu palcach widzę dwadzieścia gwiazdozbiorów.

Jakie dwadzieścia, jak znamy tylko dwanaście?

No niezupełnie. Na niebie północnym jest jeszcze cztery gwiazdozbiory, razem z Wielką Niedźwiedzicą – czyli razem szesnaście. Te dodatkowe gwiazdozbiory znają i uczeni w piśmie tylko do gwiazdozbiorów nie zaliczają.

Czemu nie?

Bo nie.

Na kuli południowej można odnaleźć jeszcze cztery gwiazdozbiory wraz z Krzyżem Południa.

Skąd nasi przodkowie sprzed czterech tysięcy lat znali aż dwadzieścia gwiazdozbiorów?

#      #      #      #

Jak narysować słowo DUSZA?

Rysujemy chmurkę w obrysie człowieka z dwoma oczami.

Jak narysować słowo czas?

Rysujemy kosmos a pomiędzy ramionami znaki księżyca i słońca, na przemian.

Przy odczycie mamy słońce, księżyc, słońce, księżyc i tak w kółko.

Słońce to dzień i światło a księżyc to noc.

Jaki mamy zapis na popielnicy?

Z rysunku księżyca wychodzi figura człowieka na koniu. Co znaczy, że człowiek jest w podróży i ma do przebycia jakąś drogę. Następny rysunek to rysunek duszy na koniu, która też ma do przejścia swoją drogę. Z duszy, na następnym rysunku, robi się człowiek, znowu na koniu. Następna dusza wchodzi w znak księżyca.

Jak to zrozumieć?

Człowiek ma duszę, którą z księżyca przynosi bocian na wiosnę. Człowiek umiera a dusza po pewnym czasie znów wciela się w człowieka. Po dwukrotnych przemianach dusza znowu trafia na księżyc.

Nie ulega wątpliwości, że mamy zapisane wierzenia. Znamy duszę, reinkarnację, czas.

Ludzie mieszkający na równiku w lasach Amazonii nie znają dni, tygodni ni miesięcy. Nie znają pojęcia czasu i jego podziału.

Nie potrzebny im.

Tam owoce rosną na drzewach przez cały rok. Gdy rodzina obeżre jedno drzewo, szuka w puszczy drzewa z dojrzałymi owocami i tak w kółko. Nie ma potrzeby uprawiania roli i liczenia czasu.

Ludzie północy, uprawiający rolę musieli poznać czas i nauczyć się go mierzyć. Zboże wysiane za wcześnie lub za późno nie da plonu.

Taki miernik czasu odkryto w Polsce a właściwie wyłowiono z rzeki Zbrucz.

Jest to kamienny obelisk pokryty figurami ludzkimi umieszczonymi w trzech piętrach.

Lelewel rozpoznał w nim cztery pory roku, a pagórek ze spłaszczonym czubem uznał za miejsce świątyni w której stało owo bóstwo, Archeolodzy radzieccy zbadali teren dokładniej. Widziałem szkic z tych badań.

Po środku jest ślad po słupie. Wokół trzy kręgi z kamieni. Za nimi ślady po ośmiu słupach.

Jeżeli narysować linię przez środek to trafi na słup po przeciwnej stronie.

Cztery kreski i mamy krzyż składający się z trójkątów. Całość ustawiona zgodnie ze stronami świata.

Co to jest?

W każdej polskiej encyklopedii jest fotografia artefaktu sprzed trzech tysięcy lat zatytułowana przez „uczonych w piśmie” Diadem z Dratowa.

Diadem , czyli korona, powinna być wykonana przynajmniej tak elegancko jak toporki z brązu, odlane w tamtym czasie. To są dzieła sztuki.

Tutaj mamy rysunek techniczny wykonany punktakiem. Po przeliczeniu wszystkich kresek wyszło mi osiem tygodni, czyli dwa miesiące. Pierwszy miesiąc miał trzydzieści dni a drugi dwadzieścia dziewięć.

Czas księżyca liczy dwadzieścia dziewięć dni i dwanaście godzin. Mamy tu rysunek kalendarza księżycowego.

Ale nie tylko.

Mamy zaznaczone miejsce przesilenia słońca w czas zimy i lata oraz zaznaczony czas równonocy wiosennej i jesiennej.

Mało tego. Po liczbie dwudziestu jeden lat, czas słońca i księżyca pokrywa się z sobą.

Wyznacza ten okres z dokładnością do kilku godzin w porównaniu z dzisiejszym kalendarzem. Dokładny opis w pracy Polskie Runy Przemówiły.

Podobny rysunek jest na górze koło Zbrucza.

Zatem to nie żadne bóstwo, ale dokładny licznik czasu konieczny rolnikom.

Największy okręg daje czubek cienia idola w samo południe dnia 25 grudnia. Słońce idzie do góry. Cień się skraca i w momencie równonocy wiosennej ma długość promienia kręgu środkowego. Najmniejszy okrąg wyznacza cień w środku lata. Potem cień się wydłuża.

Dochodzi do równonocy jesiennej, czyli środkowego kręgu.

Cztery pory roku wyznaczone są przez trzy kręgi. Czworokątny obelisk ma trzy poziomy.

Ten najniższy człowieczek z trzema twarzami i miejscem na czwartą, tak jak trzy kręgi, może być rzeźbą roku. Poszczególne ludziki w pasie środkowym to rysunki tygodni a dokładniej – cztery fazy księżyca. To księżyc liczy miesiące i tygodnie, a te najwyższe osóbki to rzeźby pór roku pod jednym kapeluszem, czyli pod słońcem. To słońce odpowiedzialne jest za cztery pory roku.

Lelewel dobrze trafił, tylko nie zrozumiał całości.

Budowę tego urządzenia wymusiła potrzeba.

Potrzeba też wymusza i religie i bogi. Trzeba to zauważyć i zrozumieć a nie przyswajać sobie bezmyślnie niedorzecznych wyobrażeń.

Wróćmy do rysunków z Prylwitz i ich opisów runami.

Niektóre figurki wielogłowe mają końcówką imienia kończącą się na TRO czyli TRZY. Z przodu napis Zerno a na innej Rża, razem Rżatro oraz Zernitro.

„Uczeni w piśmie” odczytali imię Zernitro jako Cernobog. W języku niemieckim- Z- czyta się jak C. Tutaj mamy napisy w języku słowiańskim.

Jak „odnaleźli” Cernoboga to musieli odnaleźć i Belboga, czyli boga białego. Inaczej nie wypadało. Odczytali to w napisie MRzĆDA, czyli duch dający śmierć. Napis umieszczony jest na kamieniu nagrobnym.

Tymczasem Zerno znaczy – ziarno, a dodatek TRO to trzy, czyli czynnik męski i żeński który daje życie to trzecie, a życie jest w każdym ziarnie i to życie to Zernitro.

Aleksander Bruckner w pracy „Słownik etymologiczny języka polskiego” podaje: Dawna nazwa żyta to RŻA po której pozostało tylko rżysko.

Zatem Rżatro należy pojmować, jako życie w rży, które jest obecne w każdym ziarnie.

Figurka Rżatra ma sześć głów i napis na piersi – „Rżatro w oraczo sit” co zrozumiałem w „oraczu siadł”. Fajna sprawa, tylko po kiego licha ten Rżatro wlazł w oracza?

A po drugie, jak on tam wlazł?

Rżatro wlazł w oracza by go nakarmić, wówczas oracz będzie uprawiał ziemię, siał żyto i Rżatro będzie żył.

Rżatro zanim trafi do żołądka oracza musi być obity, czyli ziarno wymłócone.

Potem ofiarowuje swoje życie oraczowi dając ziarno, czyli swoje ciało, do przemielenia.

Następnie, po sformowaniu placka idzie do piekła a po upieczeniu trafia do oracza i go karmi.

W żołądku następuje przeistoczenie. Ciało Rżatra buduje i podtrzymuje życie oracza.

Życie Rżatra nie ginie, tylko przeistacza się w życie oracza.

To jest cud który zauważyli Słowianie.

Ktoś nam to opowieść ukradł i poprzekręcał do niepoznania. Obrządek taki sam tylko znaczenie nierozumne.

Głupole wymordowali tych co rozumieli, czyli nasze wiedźmy i wiedźminy.

Sprawa z Zernitro taka sama, tylko dotyczy wszystkich ziaren.

Zatem, ani Rżatro, ani Zernitro nie byli bogami tylko przejawem Boga, czyli Życia.

Inny idol w kombinezonie z kapturem, ptakiem na głowie i napisem na piersi: „Zilirz bożit’ chorziwsich”. – Zielarz bożit’ chorujących.

Mamy w tej chwili okazję by zrozumieć słowiańskie słowo Bóg.

W języku polskim mamy przyimek a może spójnik, lub słowo – BO.

To „BO” to jest coś z czym się nie dyskutuje.

Czemu tak jest?

Bo tak jest.

Czemu tak nie ma?

Bo tak nie ma.

Imię w języku słowiańskim składa się z dwu elementów.

Tutaj mamy imię złożone ze słowa życie i z – bo.

Czy już zrozumieliśmy ideę słowiańskiego boga?

Słowiańskim Bogiem jest Życie, tylko rozumiane trochę głębiej.

Lelewel słowo Bóg również uznał za imię słowiańskiego boga, tego jedynego. Etymologię tego słowa tłumaczył inaczej.

BÓG a po rusku BOH co ma znaczyć bohen chleba.

Nie wątpię, że skojarzył to z opłatkiem jako ciałem Chrystusa, lecz nie wiedział, że obrządek Mszy świętej został skopiowany z obrządków słowiańskich, tylko znaczeniowo przekręcony.

Ten bochen chleba to ciało bóstwa żyta, wykonany z zamordowanego życia tkwiącego w każdym ziarnie.

Dokładniej to wyjaśnia znak krzyża, słowiański znak boga, który wykonujemy w czasie przeżegnania.

Przy wymawianiu imienia Ojciec, całą łapą wskazujemy na czoło a za czołem kryje się mózg.

To mózg jest ojcem ciała.

Słowo kosmos z dużą ilością gwiazd rysujemy krzyżykiem a na końcach po pięć kresek.

Wyjdą znaki podobne do grabi.

Uczeni w piśmie nazwali je „Rękami Boga”.

Ale ja nie uczony tylko podpadziocha i w tych dwudziestu palcach widzę dwadzieścia gwiazdozbiorów.

Jakie dwadzieścia, jak znamy tylko dwanaście?

No niezupełnie. Na niebie północnym jest jeszcze cztery gwiazdozbiory, razem z Wielką Niedźwiedzicą – czyli razem szesnaście. Te dodatkowe gwiazdozbiory znają i uczeni w piśmie tylko do gwiazdozbiorów nie zaliczają.

Czemu nie?

Bo nie.

Na kuli południowej można odnaleźć jeszcze cztery gwiazdozbiory wraz z Krzyżem Południa.

Skąd nasi przodkowie sprzed czterech tysięcy lat znali aż dwadzieścia gwiazdozbiorów?

#      #      #      #

Jak narysować słowo DUSZA?

Rysujemy chmurkę w obrysie człowieka z dwoma oczami.

Jak narysować słowo czas?

Rysujemy kosmos a pomiędzy ramionami znaki księżyca i słońca, na przemian.

Przy odczycie mamy słońce, księżyc, słońce, księżyc i tak w kółko.

Słońce to dzień i światło a księżyc to noc.

Jaki mamy zapis na popielnicy?

Z rysunku księżyca wychodzi figura człowieka na koniu. Co znaczy, że człowiek jest w podróży i ma do przebycia jakąś drogę. Następny rysunek to rysunek duszy na koniu, która też ma do przejścia swoją drogę. Z duszy, na następnym rysunku, robi się człowiek, znowu na koniu. Następna dusza wchodzi w znak księżyca.

Jak to zrozumieć?

Człowiek ma duszę, którą z księżyca przynosi bocian na wiosnę. Człowiek umiera a dusza po pewnym czasie znów wciela się w człowieka. Po dwukrotnych przemianach dusza znowu trafia na księżyc.

Nie ulega wątpliwości, że mamy zapisane wierzenia. Znamy duszę, reinkarnację, czas.

Ludzie mieszkający na równiku w lasach Amazonii nie znają dni, tygodni ni miesięcy. Nie znają pojęcia czasu i jego podziału.

Nie potrzebny im.

Tam owoce rosną na drzewach przez cały rok. Gdy rodzina obeżre jedno drzewo, szuka w puszczy drzewa z dojrzałymi owocami i tak w kółko. Nie ma potrzeby uprawiania roli i liczenia czasu.

Ludzie północy, uprawiający rolę musieli poznać czas i nauczyć się go mierzyć. Zboże wysiane za wcześnie lub za późno nie da plonu.

Taki miernik czasu odkryto w Polsce a właściwie wyłowiono z rzeki Zbrucz.

Jest to kamienny obelisk pokryty figurami ludzkimi umieszczonymi w trzech piętrach.

Lelewel rozpoznał w nim cztery pory roku, a pagórek ze spłaszczonym czubem uznał za miejsce świątyni w której stało owo bóstwo, Archeolodzy radzieccy zbadali teren dokładniej. Widziałem szkic z tych badań.

Po środku jest ślad po słupie. Wokół trzy kręgi z kamieni. Za nimi ślady po ośmiu słupach.

Jeżeli narysować linię przez środek to trafi na słup po przeciwnej stronie.

Cztery kreski i mamy krzyż składający się z trójkątów. Całość ustawiona zgodnie ze stronami świata.

Co to jest?

W każdej polskiej encyklopedii jest fotografia artefaktu sprzed trzech tysięcy lat zatytułowana przez „uczonych w piśmie” Diadem z Dratowa.

Diadem, czyli korona, powinna być wykonana przynajmniej tak elegancko jak toporki z brązu, odlane w tamtym czasie. To są dzieła sztuki.

Tutaj mamy rysunek techniczny wykonany punktakiem. Po przeliczeniu wszystkich kresek wyszło mi osiem tygodni, czyli dwa miesiące. Pierwszy miesiąc miał trzydzieści dni a drugi dwadzieścia dziewięć.

Czas księżyca liczy dwadzieścia dziewięć dni i dwanaście godzin. Mamy tu rysunek kalendarza księżycowego.

Ale nie tylko.

Mamy zaznaczone miejsce przesilenia słońca w czas zimy i lata oraz zaznaczony czas równonocy wiosennej i jesiennej. Mało tego. Po liczbie dwudziestu jeden lat, czas słońca i księżyca pokrywa się z sobą.

Wyznacza ten okres z dokładnością do kilku godzin w porównaniu z dzisiejszym kalendarzem. Dokładny opis w pracy Polskie Runy Przemówiły.

Podobny rysunek jest na górze koło Zbrucza.

Zatem to nie żadne bóstwo, ale dokładny licznik czasu konieczny rolnikom.

Największy okręg daje czubek cienia idola w samo południe dnia 25 grudnia. Słońce idzie do góry. Cień się skraca i w momencie równonocy wiosennej ma długość promienia kręgu środkowego. Najmniejszy okrąg wyznacza cień w środku lata. Potem cień się wydłuża.

Dochodzi do równonocy jesiennej, czyli środkowego kręgu.

Cztery pory roku wyznaczone są przez trzy kręgi. Czworokątny obelisk ma trzy poziomy.

Ten najniższy człowieczek z trzema twarzami i miejscem na czwartą, tak jak trzy kręgi, może być rzeźbą roku. Poszczególne ludziki w pasie środkowym to rysunki tygodni a dokładniej – cztery fazy księżyca. To księżyc liczy miesiące i tygodnie, a te najwyższe osóbki to rzeźby pór roku pod jednym kapeluszem, czyli pod słońcem. To słońce odpowiedzialne jest za cztery pory roku.

Lelewel dobrze trafił, tylko nie zrozumiał całości.

Budowę tego urządzenia wymusiła potrzeba.

Potrzeba też wymusza i religie i bogi. Trzeba to zauważyć i zrozumieć a nie przyswajać sobie bezmyślnie niedorzecznych wyobrażeń.

Wróćmy do rysunków z Prylwitz i ich opisów runami.

Niektóre figurki wielogłowe mają końcówką imienia kończącą się na TRO czyli TRZY. Z przodu napis Zerno a na innej Rża, razem Rżatro oraz Zernitro.

„Uczeni w piśmie” odczytali imię Zernitro jako Cernobog. W języku niemieckim- Z- czyta się jak C. Tutaj mamy napisy w języku słowiańskim.

Jak „odnaleźli” Cernoboga to musieli odnaleźć i Belboga, czyli boga białego. Inaczej nie wypadało. Odczytali to w napisie MRzĆDA, czyli duch dający śmierć. Napis umieszczony jest na kamieniu nagrobnym.

Tymczasem Zerno znaczy – ziarno, a dodatek TRO to trzy, czyli czynnik męski i żeński który daje życie to trzecie, a życie jest w każdym ziarnie i to życie to Zernitro.

Aleksander Bruckner w pracy „Słownik etymologiczny języka polskiego” podaje: Dawna nazwa żyta to RŻA po której pozostało tylko rżysko.

Zatem Rżatro należy pojmować, jako życie w rży, które jest obecne w każdym ziarnie.

Figurka Rżatra ma sześć głów i napis na piersi – „Rżatro w oraczo sit” co zrozumiałem w „oraczu siadł”. Fajna sprawa, tylko po kiego licha ten Rżatro wlazł w oracza?

A po drugie, jak on tam wlazł?

Rżatro wlazł w oracza by go nakarmić, wówczas oracz będzie uprawiał ziemię, siał żyto i Rżatro będzie żył.

Rżatro zanim trafi do żołądka oracza musi być obity, czyli ziarno wymłócone.

Potem ofiarowuje swoje życie oraczowi dając ziarno, czyli swoje ciało, do przemielenia.

Następnie, po sformowaniu placka idzie do piekła a po upieczeniu trafia do oracza i go karmi.

W żołądku następuje przeistoczenie. Ciało Rżatra buduje i podtrzymuje życie oracza.

Życie Rżatra nie ginie, tylko przeistacza się w życie oracza.

To jest cud który zauważyli Słowianie.

Ktoś nam to opowieść ukradł i poprzekręcał do niepoznania. Obrządek taki sam tylko znaczenie nierozumne.

Głupole wymordowali tych co rozumieli, czyli nasze wiedźmy i wiedźminy.

Sprawa z Zernitro taka sama, tylko dotyczy wszystkich ziaren.

Zatem, ani Rżatro, ani Zernitro nie byli bogami tylko przejawem Boga, czyli Życia.

Inny idol w kombinezonie z kapturem, ptakiem na głowie i napisem na piersi: „Zilirz bożit’ chorziwsich”. – Zielarz bożit’ chorujących.

Mamy w tej chwili okazję by zrozumieć słowiańskie słowo Bóg.

W języku polskim mamy przyimek a może spójnik, lub słowo – BO -. To „BO” to jest coś z czym się nie dyskutuje.

Czemu tak jest?

Bo tak jest.

Czemu tak nie ma?

Bo tak nie ma.

Imię w języku słowiańskim składa się z dwu elementów.

Tutaj mamy imię złożone ze słowa życie i z – bo.

Czy już zrozumieliśmy ideę słowiańskiego boga?

Słowiańskim Bogiem jest Życie, tylko rozumiane trochę głębiej.

Lelewel słowo Bóg również uznał za imię słowiańskiego boga, tego jedynego. Etymologię tego słowa tłumaczył inaczej.

BÓG a po rusku BOH co ma znaczyć bohen chleba.

Nie wątpię, że skojarzył to z opłatkiem jako ciałem Chrystusa, lecz nie wiedział, że obrządek Mszy świętej został skopiowany z obrządków słowiańskich, tylko znaczeniowo przekręcony.

Ten bochen chleba to ciało bóstwa żyta, wykonany z zamordowanego życia tkwiącego w każdym ziarnie.

Dokładniej to wyjaśnia znak krzyża, słowiański znak boga, który wykonujemy w czasie przeżegnania.

Przy wymawianiu imienia Ojciec, całą łapą wskazujemy na czoło a za czołem kryje się mózg.

To mózg jest ojcem ciała.

Przy wymowie słowa Syn, wskazujemy na serce, które pracuje najciężej i pompuje natlenioną krew do każdej komórki ciała. Komórka przejmuje tlen. Wykonuje swoją pracę tworząc ciepło do 36 i 6 kresek. Produkty spalania, czyli dwutlenek węgla wydala do krwi, ta idzie do płuc, zamieniana na gaz i wydalana.

Przy wymowie Duch Święty wskazujemy na płuca po obu stronach serca. Płuca pobierają życiodawcze powietrze i przetwarzają natleniając krew.

Te Trzy elementy to nic innego jak życie a życiem u Sławian jest Bóg postrzegany jako Rozum, Miłość i Energia, czyli trzy czynniki stwórcze i przejaw obecności Boga.

W piśmie ideograficznym, równoramiennym krzyżem zapisywano słowo : niebo, bóg oraz życie.

Matka odprawiając syna na wojnę żegnała go czyniąc w powietrzu trzy krzyżyki. To nie był znak śmierci i życzenie śmierci synowi a symbol życia które powierzała opiece Boga.

Ewangelia, jak rodzynkami ciasto, nafaszerowana jest przekrętami.

Z symbolu życia i boga uczyniono szubienicę do zabierania życia i to Jezusowi uznanemu za boga. Na szubienicy wisi zamordowany Bóg. Śmierć zwycięża życie nawet boga.

Dokładne odwrócenie religii słowiańskiej w której życie to dusza nieśmiertelna. To dusza daje życie materii.

Akurat tego nie mogli przekręcić tak do końca, bo cesarz sobie życzył by dusza była nieśmiertelną i aby jego wojowie nie bali się śmierci, tak jak nie bali się śmierci Słowianie.

Czy trzeba dokładniej tłumaczyć?

Złodzieje naszej religii tego nie pojmują, tak samo jak nie pojmują tworzenia znaków pisarskich dla głosek.

Przyswoili, dostosowali do swego języka i koniec na tym.

Słusznie ich Jezus nazwał baranami – tylko trykać, bzykać, beczeć, zeżryć i wydalyć.

Inne imiona zapisane na figurkach mają końcówkę – wolit.

Owe – wolit – ma dwa znaczenia. Jedno wiąże się z wołem a drugie z – wolą…

Sformułowane w ten sposób słowo może odnosić się do zawodu kapłana, który przekazuje wiernym,wolę Boga.

Może tez być funkcją społeczną dysponującego władzą i własną wolą.

Na jednym z płaskorzeźb z Prilwitz widzimy obsługę pieca zbudowanego z ciosanego kamienia. Na piecu, czy ołtarzu, dopalają się szczątki ludzkiego ciała , o czym świadczy czaszka, dalej płomienie i dym układający się w runy ŹEŹULi. Nad ognie rysunek ptaka, tej źeźuli, czyli kukułki. Wyżej niebo ze słońcem, księżycem i gwiazdami, a wyżej napis runami RŻATRO. Pod spodem napis RADEWOLIT, co pojmuję jako ten, który radzi i przekazuję wolę bóstwa. To ta figurka człowieka z pogrzebaczem w ręku, przy pomocy którego ciało ma się przemienić w popiół.

„Z popiołu powstałeś w popił się obrócisz”.

#    #    #    #

Zdaję sobie sprawę, że tym tekstem podpadnę uczonym i wszystkim żyjącym z religii.

Ja jestem przekonany, że moje spostrzeżenia są słuszne.

Chociaż nie wątpię, że uczeni w piśmie znajdą argument naprzeciw, typu „Przekonanie jest matką niewiedzy, czy głupoty”.

Przecież oni żyją z produkcji tego typu argumentów naukowych.

Winicjusz Kossakowski – 15 Czerwiec 2022 r.

———————————————————————