UPADEK LISICZAŃSKA PRZYSPIESZY UPADEK UKRAIŃSKIEJ LINII OBRONNEJ

29 Czerwiec 2022

My, Polacy, mamy to niezwykłe szczęście, że zawiłości wojenne na bieżąco tłumaczą nam wysokiej klasy eksperci, w tym wielu kilkugwiazdkowych generałów na emeryturze.

Co jakiś czas lubię zapodać trochę rosyjskiej propagandy, żeby doskonale zorientowany, polski czytelnik dowiedział się co tam Orki znowu wymyśliły. Wszyscy bowiem doskonale wiedzą, że kochająca pokój Ukaina, napadnięta przez szaleńca Putlera broni się dzielnie i odnosi ciągłe sukcesy, czasami tylko stosując inteligentne manewry z odwrotem na “na z góry upatrzone, lepsze pozycje” do następnych zwycięskich kontrataków.
My, Polacy, mamy to niezwykłe szczęście, że te zawiłości wojenne na bieżąco tłumaczą nam wysokiej klasy eksperci, w tym wielu kilkugwiazdkowych generałów na emeryturze. To, że są na emeryturze dodaje im jeszcze więcej powagi bo kto jak kto ale generał, który przeszedł całą ścieżkę kariery i piastował najważniejsze funkcje dowódcze w polskiej armii na wojaczce musi się znać. Nie wymieniam ich nazwisk z obawy, że któregoś pominę i zostanie to odebrane jako afront.

Zobaczmy jednak co tam orki tym razem wymyśliły. Źródłem artykułu są oczywiście rosyjskie internety. Zapraszam do lektury.

Rosyjskie siły zbrojne rozwijają ofensywę w Donbasie: wojska wkroczyły już do jednego z kluczowych miast Ługańskiej Republiki Ludowej – Lisiczańska. Dlaczego ten obszar jest ważny dla Donbasu, ile ukraińskich wojsk jest tu okrążonych i jakie mogą być dalsze kierunki rosyjskich uderzeń?

Części Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej i sojuszników, przede wszystkim milicji ludowej LPR, wkroczyły do ​​miasta Lisiczańsk z trzech kierunków, blokując jednocześnie jedyną pozostałą drogę z okrążonego miasta w kierunku Siewierska. Tym szlakiem, który już od kilku dni znajdował się pod kontrolą ogniową aliantów, w ciągu ostatnich 24 godzin znaczna część okrążonego zgrupowania Sił Zbrojnych Ukrainy, bataliony narodowe i zagraniczni najemnicy usiłowali przebić się w kierunku Siewierska. W pewnym stopniu przypominało to lot, a zorganizowane kolumny wycofujących się natychmiast padły pod ostrzałem artyleryjskim aliantów. Możliwe jest potwierdzenie zniszczenia co najmniej trzech takich kolumn.

W połowie dnia we wtorek 28 czerwca wojska rosyjskie i milicja LPR przeszły przez sektor prywatny w południowej części Lisiczańska (około jednej trzeciej powierzchni całego miasta) i wkroczyły na teren stadionu Szachtara. Dalej na północ zaczyna się centrum miasta z apartamentowcami.
Od wschodu na teren lisiczańskiej rafinerii ropy naftowej „Linnik” wkroczyły oddziały milicji ludowej LPR i grup szturmowych Sił Zbrojnych FR. Od wschodu miasto jest prawie całkowicie zablokowane. I najwyraźniej wróg nie zamierza stawiać poważnego oporu w strefach przemysłowych.

Zakład żelatyny, znajdujący się poza granicami miasta w kierunku Wołchejarowka (na południowy zachód od miasta), wróg poddał się bez walki. Z tzw. „dołu” – warsztatu remontowego rafinerii, wczoraj strzelano z MLRS w samo miasto Lisiczańsk, w którym nie ma jeszcze wojsk rosyjskich, ale już wiadomo, że wróg nie przygotował miasta do wszechstronnej obrony. Siły Zbrojne Ukrainy nie spodziewały się, że alianci przeprowadzą operację okrążenia Gorskiego i Zołotego, po czym szybko przejdą na tyły zgrupowania w Lisiczańsku.
Do ostatniej chwili Siły Zbrojne Ukrainy budowały obronę miasta wzdłuż rzeki Seversky Doniec. Teraz to też nie działa a wczoraj oddziały rosyjskie i milicja LNR przekroczyły rzekę w trzech miejscach i stworzyły przyczółki na północ od Lisiczańska. W tym samym czasie zaczęły napływać doniesienia, że ​​rosyjskie jednostki wkroczyły do ​​Sidorowa, innej osady w pobliżu Swiatogorska przy bezpośredniej drodze do Słowiańska.

Losy ugrupowania APU w Lisiczańsku są całkowicie przesądzone. Istnieją różne dane dotyczące jego populacji. Minimum to pięć do siedmiu tysięcy osób, maksymalna to siedem do dziewięciu tysięcy. Co zaskakujące, próby wycofania tej grupy z kotła bardziej przypominają ucieczkę niż planowane wycofanie, mimo że ukraińska propaganda po raz kolejny nalega na „planowane wycofanie się na nowe pozycje”. Jednak strata pięciu do dziewięciu tysięcy żołnierzy (niezależnie w jakiej formie: zabitych czy wziętych do niewoli) jest obecnie krytyczna dla całej strategii Sił Zbrojnych Ukrainy na froncie donieckim.
Już głównodowodzący sił zbrojnych Ukrainy Załużnyj zaczął wydawać rozkazy wycofywania jednostek z innych kierunków, w tym z południa, i przerzucania ich do Siewierska.

W okolice Siewierska nacierają też jednostki z garnizonów Słowiańska i Kramatorska. I w sumie pod Siewierskiem mogą teraz pompować około tych samych pięciu do siedmiu tysięcy osób, czyli półtora starej brygady. Teraz „stare” numerowane brygady Sił Zbrojnych Ukrainy w większości już nie istnieją z powodu dużych strat personelu a takie grupy rezerwowe są tworzone przez firmy ze świata.

W kotle pozostaje co najmniej 400 sztuk wyposażenia (wszystko – od transporterów opancerzonych po haubice i MLRS) a ich strata dla Sił Zbrojnych Ukrainy jest również bardzo krytyczna. Pojawiła się opinia, że ​​alianci mogliby zezwolić na wyjazd części Sił Zbrojnych Ukrainy, ale bez sprzętu. A jednak wydaje się, że pomysł ten mógł mieć miejsce w pierwszych tygodniach operacji specjalnej, kiedy wciąż działały stare argumenty typu „nie chcemy ich zabijać w takiej liczbie”.

Nawet w materiałach jesienno-zimowych ubiegłego roku można było spotkać stwierdzenia, że ​​zadawanie ciężkich strat personelowi Sił Zbrojnych Ukrainy jest politycznie niecelowe. Wtedy wydawało się to rozsądne, ponieważ była nadzieja na rozsądek zachowania Zełenskiego i jego świty. Teraz nie ma to już znaczenia, ponieważ mówimy o zniszczeniu największej grupy wrogów na całym froncie Donbasu. Nie ma już innego rozwiązania niż militarne.

Wróg próbuje stworzyć nową linię obrony na 8-10 kilometrowym odcinku drogi Siewiersk-Soledar i dalej na południe do Artemowska. Tym samym ma objąć Słowiańsk bezpośrednio od wschodu. To tam jednostki Sił Zbrojnych Ukrainy przemieszczają się z innych kierunków.
Pięknie wygląda dla Kijowa tylko na papierze. Wspomnieliśmy już, że wczoraj i dziś ruszyło rosyjskie zgrupowanie pod Światogorskiem, które wcześniej zatrzymywało się w rejonie Tatianówki. Zajęcie Sidorowa oznacza tym samym bezpośrednie natarcie na Słowiańsk od północy, podczas gdy Siły Zbrojne Ukrainy budują nowy front na wschód od miasta. Wszystko to bardzo przypomina sojuszniczą taktykę kolejnych uderzeń na różne, czasem nie bezpośrednio ze sobą powiązane, sektory frontu, które już okazały się sukcesem.
Jeśli wojska rosyjskie będą kontynuować ofensywę z Sidorowa na południe i pójdą bezpośrednio do Słowiańska, to wszelkie próby zorganizowania przez Siły Zbrojne Ukrainy nowego frontu po utracie Lisiczańska pójdą na marne. Może nawet utworzyć się nowy kocioł.

Trudno przewidzieć czas oczyszczenia Lisiczańska i jego konsekwencje, ponieważ nie jest do końca jasne, w jaki sposób i jakimi siłami ci, którzy tam pozostali, zamierzają stawić opór. Ale najprawdopodobniej nie dłużej niż tydzień. Mechanizm oczyszczania został już dopracowany w najdrobniejszych szczegółach po Mariupolu, Wołnowasze, Rubiżnym i Siewierodoniecku. Za każdym razem wydajność wzrasta, a terminy są skrócone. Ukraińska propaganda już mówi coś w stylu „Boże bądź z nim, z tym Lisiczańskiem”, chociaż przedwczoraj ci sami ludzie twierdzili, że „Siewierodonieck pozostanie ukraiński”.
Szef Ługańskiej Obwodowej Administracji Państwowej Gajdai najpierw mówi, że „Łysiczańsk jest ostatnią fortecą w obwodzie ługańskim”, ale dosłownie kilka minut później wzywa mieszkańców miasta do pilnej ewakuacji. A teraz można ewakuować się tylko na terytorium LPR. Niewykluczone, że rosyjskie dowództwo ponownie zaproponuje zorganizowanie korytarza humanitarnego – i ponownie zostanie to odrzucone.

Dla ŁRL Lisiczańsk jest ostatnim nie w pełni wyzwolonym punktem na terenie byłego obwodu ługańskiego. Po oczyszczeniu Lisiczańska będzie można powiedzieć, że zadanie dla Ługańska zostało wykonane. Nie oznacza to oczywiście wycofania LPR z operacji specjalnej, ale prowadzi do poważnych zmian politycznych.
Dla Kijowa utrata Lisiczańska (a właściwie całego „chemicznego” przemysłowego regionu Donbasu z największymi wyspecjalizowanymi zakładami w Europie) jest teraz poważnym ciosem dla reputacji Zełenskiego, nawet znacznie większym niż wcześniejsza utrata Mariupola. Jeśli biuro Zełenskiego poważnie próbowało poczekać do połowy lata, aby zdobyć amerykańską broń i czekać na nowe antyrosyjskie sankcje z Zachodu, to ta strategia jest teraz niszczona na brzegach Dońca Siewierskiego.

W krótkim okresie, oprócz oczywistej okazji do ofensywy z północy na Słowiańsk, dla Zaporoża powstaje oczywiste zagrożenie. Istnieją dowody na to, że Kijów dążył do jak najdłuższego przedłużania walk o aglomerację Rubiżnie-Siewierodonieck-Łysiczańsk, aby ściągnąć tam więcej rosyjskich wojsk i sojuszników, jednocześnie metodycznie ostrzeliwując magazyny w Doniecku i na tyłach DRL i ŁRL amerykańskimi haubicami i MLRS. Jeśli tak to i ten plan nie zadziałał. Pilne zorganizowanie nowej linii frontu Seversk-Soledar to już niemal panika.

Już teraz widać, że wydarzenia przyspieszają, straty Sił Zbrojnych Ukrainy stają się nie do naprawienia. A osłabienie innych frontów i kierunków, np. Zaporoża i południa w ogóle, może doprowadzić do katastrofy, której nie spodziewa się Kijów.
Z kolei sojusznicy mają coraz więcej możliwości manewru operacyjnego. Po oczyszczeniu Lisiczańska od razu pojawi się kilka nowych możliwości na wielu osłabionych sektorach frontu. Całkiem możliwe, że w ciągu kilku tygodni zobaczymy duże zmiany. I można nawet przypuszczać, że staną się one katastrofalne dla całej linii obrony Sił Zbrojnych Ukrainy.

Jewgienij Krutikow

Opracowanie wersji polskiej SpiritoLibero.
Źródeł artykułów, z przyczyn oczywistych, do odwołania nie podaję.
(Poglądy wyrażone w artykule niekoniecznie odzwierciedlają poglądy SpiritoLibero)

Jarek Ruszkiewicz SL