"Prawdziwa cnota krytyk się nie boi" Drukuj Email
Dodał: Administrator   
03.09.2009.

„PRAWDZIWA CNOTA KRYTYK SIĘ NIE BOI”

Analizując ripostę p. Sporka, na moją obronę przed jego napaścią, którą zatytułowałem „Stygmat Judasza”, odkrywam w Jego kolejnym „wyprysku”, niewyczerpany zasób oszczerstw, którymi można bezpodstawnie oczernić każdego. Za PRL-u nazywało się to „szczypaniem” i polegało na rozpowszechnianiu przez SB, fałszywych informacji szkodzących ich czci i autorytetowi. I kiedy czytam zarzuty p. Sporka to czuję się tak jak wówczas, kiedy SB próbowało zniszczyć mnie. Nie, o nie - takich zmyślonych zarzutów nie jest w stanie sprokurować oszczerca-amator, widać tu rękę zawodowca, wyszkolonego w oczernianiu ludzi „szambonurka”, który po listę zarzutów (mało ważne czy prawdopodobnych) nurkuje na samo dno człowieczeństwa, tam gdzie głęboko Bóg ukrył najohydniejsze, najwstydliwsze ludzkie słabości.

Sądziłem że moja odpowiedź pt „Stygmat Judasza” na paszkwil p. Sporka, zakończy nasz spór nie o generalia a o „duperalia”. Niestety p. Sporek okazał się osobnikiem, któremu w oczy plują a on obwieszcza że deszcz pada. Pan Sporek, zwyczajem judaszowym wyparł się wszystkiego twierdząc „to nie ja, to ten jest Judaszem, którego nie lubię”.

Na początek p. Sporek „przyprawia mi gębę” admiratora Adolfa Hitlera, którego to portret ma rzekomo wisieć w moim pokoju. Dowody? Oto one, wyszczególnione na „panasporkowym” blogu: „Pytam jednego rodaka, czy to prawda - TAK, sam widziałem. Pytam drugiego -TAK, przysięgam, widziałem na własne oczy. Argument za Hitlerem w ramce? “Bo on jeden wiedział, co zrobić z pewną nacją”. Po czym p. Sporek poucza mnie (uparcie nazywając mnie w jego mniemaniu obraźliwym epitetem „patriota”) jakich to szkód ówczesne bożyszcze Niemców narobiło Polakom. Przyznaję, jestem zaskoczony tak biegłą znajomością naszej historii przez p. Sporka. Jakoś jednak zapomniał, że na Polskę w 1939 roku napadło jeszcze inne państwo, ośmielone ustaleniami Churchilla i Daladie’ra w dn 12.09.1939 r. co do zakończenia udzielania Polsce tej karykaturalnej pomocy jakiej zachodni „sojusznicy” nam udzielili. Ale to tylko odprysk tematu.

I tu na wzór Gazety Wyborczej p. Sporek próbuje przyprawić mi etykietkę „nazisty” – być może wielu uwierzy? Nie zdziwiłbym się, jeśli w następnych wypocinach sporkowych dowiem się że np. jestem odpowiedzialny za Holocaust!!! P. Sporka na to stać!

Żeby zakończyć wątek portretowy: dowiaduję się czyj portret wisi w pokoju p. Sporka:

Pytam jednego rodaka, czy to prawda - TAK, sam widziałem. Pytam drugiego - TAK, przysięgam, widziałem na własne oczy. Chodzi o portrety Lenina, Stalina i Kiszczaka. Argument za nimi? „Bo oni  wiedzieli, co zrobić z pewną nacją” (z Polakami). No to w tym temacie jesteśmy kwita, panie Sporek. Jakie dowody – takie i zarzuty, nieprawdaż?

Kolejna niewyjaśniona sprawa, która ma jak kamień młyński, pogrążyć mnie na samo dno, to poddanie w wątpliwość faktu mego internowania w stanie wojennym. Pan Sporek twierdzi, że niektórych (tzn konkretnie mnie), nie ma na liście internowanych. Mam nadzieję, że we wrześniu br właściwy sąd w Polsce, wyrówna mi krzywdy poniesione w wyniku internowania i nie weźmie pod uwagę argumentów p. Sporka. Ponadto, dla tych którzy zbłądzili i weszli na blog Sporka, aby poznali kto tu kłamie, jeśli są zainteresowani, odsyłam do IPN w Lublinie, tam są moje kartoteki internowanego.

A tak na marginesie, ciekaw jestem gdzie taka lista internowanych znajduje się i kto ją sporządził p. Sporek? Przy okazji dowiedziałem się od p. Sporka po tylu latach, że były „ciężkie internowania” no to logicznym jest, że były „internowania lekkie”. Ja znam tylko „ciężkie”.

Kolejno p. Sporek oczyszcza się z podejrzenia o to, że jest „sierotą” po Kiszczaku. A to w skrócie było tak. Podczas przygotowania „okrągłego stołu”, nasi dobroczyńcy uznali, że najaktywniejsi, nastawieni najbardziej patriotycznie, członkowie Solidarności, mogą storpedować misternie ułożony plan wykołowania Polaków, czyli zamiar nie dopuszczenia do przejęcia władzy przez Polaków we własnej ojczyźnie. Wymordować tych niebezpiecznych albo „zapuszkować”, byłoby pociągnięciem niezręcznym i trudnym do uzasadnienia ale pozbycie się ich było koniecznością. Kiszczakowo-Geremkowska zmowa, doprowadziła swoimi „nagonkami” do opuszczenia Ojczyzny, a z drugiej strony umożliwiła wyjazd, wabiąc nas mirażami życia w amerykańskim luksusie. Jednocześnie nasilono presję SB (co odczułem na własnej skórze) na tych, których chciano się pozbyć z kraju. Niestety daliśmy się nabrać na ten perfidny plan wyeliminownia nas z życia publicznego w Polsce.

Ale żeby nam - emigrantom uniemożliwić organizowanie się w nowej ojczyźnie, wysłano za nami „psy gończe” z zadaniem sabotowania wszelkich prób integracji Polonii. [Pierwszą turę „psów gończych” wysłano za granicę po zniesieniu stanu wojennego a drugą turę po Magdalence]. My tu pozostaliśmy, a tych kiszczakowych agentów nie odwołano, dalej robią swoje, wciskają się w każdą szczelinę wolnej polonijnej przestrzeni i udając polskich patriotów mącą, rozbijają wszystko co tylko dobrego Polonia wygenerowała.

Ja wyjechałem z Polski przymuszony represjami a pan, Panie Sporek po co pan wyjechał? Dlaczego porzucił pan Polskę? Czyżby pana prześladowano?

Teraz czas porozmawiać o moim braciszku. Pan Sporek pisze”: „A okazuje się, że braciszek wysokim oficerem w ludowym wojsku był za PRL-u”. Z tym wysokim oficerem toś pan nieco przesadził, bo oficer - praktykujący katolik w PRL-u na luksusy nie był „narażony”. Mój brat był oficerem liniowym a swoje stopnie i stanowiska, otrzymywał nie za cytowanie wersetów z dzieł Lenina ani za donoszenie na swych kolegów. Stopnie i stanowiska uzyskiwał tylko wówczas, kiedy nie znaleziono formalnych przeciwwskazań do odmowy (choć znajdowano inne). W III RP mój brat pozytywnie zweryfikowany był [do 1995 roku] dowódcą jednostki Wojska Polskiego a nie Wehrmachtu czy Armii Czerwonej.

Kiedy 13 grudnia 1981 r „zniknąłem” w objęciach SB i ślad po mnie zaginął, mój brat nie dbając o swoją karierę, w mundurze i służbowo, szukał mnie, aż odnalazł w więzieniu we Włodawie. Pan p. Sporek nawet nie wie, jak to nas osadzonych podniosło na duchu. Mój brat w końcu miał odwagę, przewieźć moje emigracyjne mienie w dniu odlotu na Okęcie wojskowym pojazdem (oczywiście z odpłatnością), co zostało uwiecznione na zdjęciach służących potem jako „corpus delicti” przeciw memu bratu. Wszystkim ludziom, którym dobrze życzę, życzę takich właśnie braci. Mój brat nie musi wstydzić się ani słów kiedyś wypowiedzianych, ani czynów popełnionych.

Nie pamiętam czy i za co chwaliłem p. Sporka, przypisując mu „niesamowity dorobek kulturalny”. Ale wydaje mi się to wątpliwe a świadków brak. Więc o plotkach dyskutować nie ma sensu.

A z tym „robieniem” koncertów dla Polonii przez p. Sporka, bywa dwuznacznie. Faktycznie czasem coś zorganizuje ale z reguły są to śpiewacy operowi rodzaju żeńskiego (wg klasyfikacji p. Sporka) i to nie dla Polonii ale dla „klaki” uwiarygadniającej p. Sporka, jako „wielkiego maestro”.

Natomiast przypominam sobie fakt, kiedy p. Sporek koniecznie chciał zostać dyrektorem CP-S, [Komisja Nominacyjna, której byłem członkiem, rozpatrywała podania kandydatów do Rady Dyrektorów, a nie jakichś kierowników artystycznych, jak twierdzi Sporek] i „dał koncert” bufonady, bezczelności i arogancji w czasie „castingu”. Zachowywał się p. Sporek wobec Komisji Nominacyjnej CP-S jak szef, łajał członków Komisji, pouczał, indagował, postponował aż w końcu nie wytrzymałem i faktycznie pouczyłem go o tym, kto tu jest od zadawania pytań. Zapytałem jeszcze członków Komisji, czy mają jakieś pytania wobec Sporka – usłyszałem odpowiedź że nie, i żaden z członków Komisji, nie zwrócił mi uwagi, jak twierdzi Sporek. W ciszy czekaliśmy aż p. Sporek opuści salę. Nie pamiętam, by p. Jóźwiak miał wobec mnie jakieś uwagi, a jeśli miał to powinien je wyartykułować publicznie. I tu znów p. Sporek kłamie jak z „nut”. Fakt pozostaje faktem, że „występ” p. Sporka po moim pouczeniu ustał „jak nożem uciął” a jego kandydatura szczezła, jak zeszłoroczny śnieg. - Byłbym zapomniał. Po tym wydarzeniu p. Sporek napisał na mnie w odstępie ok. dwóch miesięcy dwa paszkwile, nazywając mnie UB-ekiem, co Kurier Plus zamieścił.

Kłamstwo ma krótkie nogi, panie Sporek. W pierwszej wersji pańskiego „Ale jaja” nazwisko Jurczyka było wymienione (dysponuję kopią i nie tylko ja, zresztą w „razie draki” można to odczytać z twardego dysku). A teraz wypiera się pan „w żywe oczy”, jak „gówniarz” złapany na ściąganiu. I nawet tylko ten jeden fakt, dyskwalifikuje pana, jako poważnego przeciwnika do dyskusji. Przytoczę przyczynę tego, dlaczego nie widzi pan u siebie na blogu komentarza o Jurczyku: Kiedy parę osób z Patriotycznego Klubu [oszkalowanych na pańskim blogu] zarządało od pana ujawnienia adresu internetowego z którego [rzekomo] miał dać komentarz niejaki „rysiek”, okazało się że pan, panie Sporek takim adresem nie dysponuje. W tej sytuacji oszkalowani zapowiedzieli panu że sprawę wniosą do Sądu. Poskutkowało! Następnego dnia pan wykasował na swoim „blogu” wszystkie komentarze. Oto dlaczego, teraz nie widzi u siebie żadnych komentarzy.

Ponadto panie Sporek, obczernił pan nie słusznie członków Patriotycznego Klubu Dyskusyjnego podając różne pseudonimy takie jak: „rysiek”, „Maria” i inne, by wyglądało, że to czytelnicy wypisują – a jednocześnie chcę poinformować wszystkich czytelników pana blogu, że wszystkie informacje zamieszczane przez ludzi są kontrolowane przez pana i podane w/g pana życzenia i to jest haniebne!

Natomiast zasadę pisania nazwisk p. Sporek skopiował, (popełniając plagiat) z mojego artykułu „Stygmat Judasza”. Napisałem tam: „....Także zwracanie się do mnie per „Pawelcu”, jest obraźliwym wypryskiem (to też „... jaja”). Bowiem nazwiska pochodzące od przyrody nieożywionej (takie jak moje - rzeczownik nieżywotny rodzaju męskiego), odmienia się przez przypadki w sposób szczególny. Biernik (kogo/co) jest równy mianowikowi (kto? co ) i wołaczowi (o!). Według reguły p. Sporka, należałoby zwracać się np. do Kościuszki – Kościuszku, do Donalda Tuska – Tusku, mogę więc i ja do niego – Sporku”.

Pan Sporek ripostując mi, napisał: „..W swoim przyciężkawym artykule najpierw nazywa mnie “pan Sporek”, potem odmienia moje nazwisko, “panie Sporku”, czego się nie robi, bo przecież nie mówimy panie Padalcu, panie Pawlaku, panie Adamku, Pawelcu itd. W takich przypadkach nazwisk się nie odmienia, o czym kto, jak kto, ale “patriota” powienien wiedzieć. A wreszcie pod koniec artykułu przechodzi ze mną “na ty” i radzi: “Sporek naucz się pisać po polsku”, czy jakoś tak.

Uwaga na temat „przyciężkawości” mego „artykułu”, jest świadectwem „małej lotności umysłu” p. Sporka, które to świadectwo sam sobie wystawił. Piszę od lat kilkunastu i po raz pierwszy spotkałem się z taką oceną. Ale cóż, nie będę zniżał się do poziomu mego adwersarza, piszę dla inteligentnych ludzi a nie matołów.

Porównanie obydwu tekstów przytoczonych dosłownie, już bez podpowiadania wskazuje „kto tu robi za durnia”. Wychodzi też z „panasporkowych” enuncjacji, że padalec – beznoga jaszczurka, należy do przyrody nieożywionej. A co do tego, czy Sporek to pan, czy tylko Sporek, wyjaśniam że na zwrot grzecznościowy „pan”, trzeba czymś zasłużyć. Ale co mi tam, może być pan (są jednak prawdziwi panowie I kategorii ale są i kategorii pośledniejszych, czego potwierdzeniem jest mój adwersarz). A moja rada, co do nauki pisania po polsku, pozostaje nadal aktualna, bo czasem nie wiadomo o co p. Sporkowi chodzi.

Oceniając moje dotychczasowe „kopanie się” z p. Sporkiem, zaczynam mieć wątpliwości czy oszkalował mnie tylko z powodu odmienności moich i jego poglądów czy też ta publiczna napaść miała inny cel. Pana Sporka początkowo traktowałem (jak każdego Polonusa, pomimo różnicy poglądów) z pełnym zaufaniem i nawet przeprowadziłem z nim rozmowę sondażową. Okazało się jednak, że p. Sporek jest tworem z innej gliny i różni się od naszych poglądów diametralnie w sprawach zasadniczych. Co prawda p. Sporek nadal plątał się na peryferiach organizacji polonijnych, czyhając na finansowe okazje, jednak takich osobników jest więcej, to i nie wykazywaliśmy zainteresowania jego osobą.

W międzyczasie, nasz klub i ja osobiście, wyraziliśmy brak zainteresowania Unią Kredytową i CP-S, jako że struktura „non profit”, jaką jest nasz Klub, nie posiada żadnego kapitału poza kapitałem zaufania ludzi. To jednak nie wystarcza by konkurować i wygrywać z zasobnymi w banknoty koteriami. Aż tu niespodziewanie z półmroku, „jak diabeł z pudełka” wyskakuje p. Sporek i atakuje mnie i Klub, jakbyśmy to my byli najbardziej groźnymi konkurentami w „wyścigu” o zawłaszczenie CP-S. Myślę, że wciągnięcie mnie w publiczną wymianę ciosów, miało na celu odwrócenie uwagi Polonii od sprawy CP-S, którego losy rozstrzygane są obecnie.

W 1945 roku, kiedy w Polsce instalowano stalinowskie prawo, pewien Żyd, niejaki Benjamin Goldberg, znany w Polsce pod nazwiskiem Jerzy Borejsza (rodzony brat kata Polaków - szefa IV Wydz. MBP, J. Różańskiego), realizując zadania „partii i rządu” PRL, wszczął na łamach prasy dyskusję na temat kształtu czapki w Wojsku Polskim. Chodziło o to by Polacy zajęci kształtem czapki, nie dostrzegali tego, co się wokół nich dzieje. Ktoś mu jednak odpisał fajnie: „...o czapkę mniejsza, panie Borejsza.”, co zakończyło dyskusję.

Mam właśnie przeczucie, że dałem się wciągnąć w kłótnię, na tematy w końcu drugorzędne aby wybory w Unii Kredytowej a później w CP-S [jeśli w ogóle dojdzie do wyborów w CP-S], przebiegły w spokojnej atmosferze, po myśli mocodawców p. Sporka. Pan Sporek zresztą nie byłby sobą gdyby nie przyznał to w końcówce II części swego paszkwilu, pisząc (nie na temat zresztą): „Nie ma złego, co by na dobre nie wyszło: wszystkich Państwa, którzy nie bardzo wiedzą, jak głosować informuję, że najlepiej wybierać spośród tych, którzy zaczynają się od numeru PIĄTEGO do dołu listy [chodzi o wybory do Unii Kredytowej].

Kończąc, nie mam więc zamiaru, odpowiadać p. Sporkowi na dalsze absurdalne, „wyssane z brudnego palca” pomówienia, przynosząc mu tym sposobem rozgłos.

Oceniając całość moich „potyczek” z p. Sporkiem, doszedłem do wniosku, że nasze osobiste „starcie” w czasie komisji nominacyjnej, nie było wystarczającym motywem do tak gwałtownego ataku na mnie. Wiedział on bowiem, że jego kandydatura i tak nie miała szans a ja tylko z litości skróciłem jego „mękę”. A w ogóle - wydaje mi się, że p. Sporek, robi za ”mięso armatnie” w jakieś szerzej zakrojonej akcji, nie zdając sobie nawet sprawy, że po wykorzystaniu zostanie porzucony jak wyciśnięta cytryna. Nie wykluczam że „długie ręce” „michnikowszczyzny”, usiłują rozdawać karty wśród Polonii nowojorskiej a nasz PKD stoi im „ością w gardle”, zaś p. Sporek, być może otrzymał zadanie neutralizacji tej przeszkody. Być może, któż to wie?

Henryk Pawelec, Patriotyczny Klub Dyskusyjny w Nowym Jorku 

 

 

 

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »